[center]Calli, Domostwo Khema, 13 Pani Trzcin (Ilaxo), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- Dzięki ci, zacny panie! - Sa wstał w podłogi i skłonił się ponownie - Przekażę szlachetnemu Mecatl Teohtli wszystko, co rzekliście, a on na pewno będzie wiedział, co z tym zrobić. Ja już muszę biec do pałacu, ale wspomnę nie raz waszą szczodrość i dobre serce. Niech Bogowie błogosłąwią was, wasz dom, wasze orchidee i waszego ryczyosła. Będę się za was modlił.
Dodał i poczekał, aż AjArdczyk odda mu resztki fiolki. Następnie cofając się wśród kolejnych pokłonów dotarł w końcu do drzwi wyjściowych. Skłonił się jeszcze raz na pożegnanie, po czym wyszedł na zewnątrz, opuszczając domostwo Khema. Pamiętając o tym, iż alchemik może wciąż obserwować go z okna, puścił się truchtem w stronę dzielnicy Aruan.
Zwolnił dopiero za zakrętem, gdy od pracowni AjArdczyka oddzielało go już kilka budynków i odetchnął z ulgą. Informacje, które zdobył były całkiem wartościowe. A do tego udało mu się zarobić nakfę. Uśmiechnął się lekko, gdyby tylko na co dzień miał tyle szczęścia, byłby już bogaty jak sam Aru Ari.
Co prawda perspektywa babrania się w moczu ryczyosła nie była specjalnie atrakcyjna - zwłaszcza, że miotający się za cienką ścianką, porykujący zwierzak, czynił ją nadto realną - musiał jednak przyznać, że wykpił się z niej całkiem sprytnie. Khem oczywiście nigdy już nie spotka Nicetasa i najwyżej zada pałacowemu ogrodnikowi kilka dziwnych pytań. Właściwie więc sytuacja była czysta i nie niosła większego ryzyka, Ah-saa-brax wątpił bowiem w to, by Ahtactl Maxcaill An'harata chciał rozmawiać o swych zleceniach przy osobach trzecich. Nie, raczej będzie to krótka dyskusja na osobności. Dyskusja, która - miał nadzieję - nie skończy się dla niego kiepsko. Jak dotąd nie miał okazji sprawdzić, jak oroni reaguje na jego niepowodzenia, gdyż w ciągu dwóch lat pracy dla niego, wykonał wszystkie zlecone zadania. Oczywiście, mógłby uciec z miasta. Mógłby mieć nawet jakąś szansę, słońce w końcu dopiero przekroczyło punkt zenitu, a on mógł nosić każdą twarz jaką zechciał... Jednak myśl o tym, iż musiałby porzucić rozwijającą się w Calli karierę i wszystkie swoje kontakty i znów przez kilka lat pracować ciężko w nowym miejscu na to, by móc wynająć pokój w dzielnicy Siwja, skutecznie studziła jego zapał.
Poza tym pozostawała jeszcze dość realna i całkiem mroczna wizja tego, co stało by się, gdyby uchodząc z Calli nie miał szczęścia. Pomyślał o Czerwonym Targu i przełknął nerwowo ślinę. To nie było miejsce, do którego chciałby trafić... Ahtactl Maxcaill An'harata chronił go przed tym, lecz gdyby go zawiódł i próbował uciec... Oroni stać było na wysłanie za nim Alinur, któzy bez problemu dali by sobie radę z jego iluzorycznym przebraniem... Nie, to był zły pomysł. lepiej było zostać, przyjąć na siebie gniew Patrona i uspokoić go zdobytymi informacjami. W końcu wciąż był fachowcem w swojej dziedzinie. Dyskretnym fachowcem, a tacy mieli swoją cenę...
Miał teraz dwa tropy, którymi mógł pójść. I zamierzał sprawdzić oba, zanim słońce skryje się za poszarpaną linią gór Xiquti. Jedną był brat Sestis Nikator, który handlował w Pchlim Mieście xail i podobnymi specyfikami, i który na szczęście należał do wybranego Ludu Węża. Drugim był wymieniony przez alchemika, poganin Amun Shotephet Hekammer. Postanowił najpierw udać się do Sestisa, pozostawiając kolejnego alchemika na później. Miał chwilowo dość AjArdczyków, ryczyosłów i orchidei. Skręcił więc gwałtownie w boczną uliczkę i skierował się w stronę slumsów.
Do MG.: Odmedytowuję gdzieś Energię (nad rzeką czy nad jakąś studnią) i zanim wejdę do Pchlego Miasta rzucam na siebie iluzję pod którą zwykle się tam zjawiam, żeby nie dostać kosą pod żebro... Źle bowiem być obcym w tej okolicy. Następnie chcę odwiedzić Sestisa. A tak na marginesie, jak on ma naprawdę na imię?