Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 11.08.1993
Dwójka pechowych gości bez słowa usiadła na kanapie. W ich oczach widać było strach. Facet z czapką baseballową na głowie miał kłopoty z opanowaniem drżących dłoni. Blondynka łamanym głosem odezwała się:
- Jesteśmy dziennikarzami, proszę nas wypuścić...
- Wypuścimy, ale wpierw posilę się na was - odpowiedział łagodnie Malkavian, po czym rozkazał kamerzyście nie patrzeć na niego i blondynkę. Kobieta po kilku rozkosznych ruchach nogami przewróciła gałkami ocznymi i opadła delikatnie na sofę. Gdy Ksiądz szedł w kierunku mężczyzny, dziennikarka zaczęła szeptać:
- Już niebawem zostanę sławna. Marilyn Monroe, czy uważasz że mężczyźni...? Wiem... Jestem taka piękna, a on taki władczy i potężny. Myślę, że pasujemy do siebie... Siostro proszę podać sztuczną adrenalinę... Moje serce pęka... Matko Boska, gdzie są moje poduszki?!?
Po chwili w podobnym tonie zaczął wypowiadać się również kamerzysta. Podczas gdy Świr pożywiał się, Horacy z Darshanem zorientowali się, że kamera nie posiada żadnej kasety.
[center]***[/center]
W tym czasie Morderca wyszedł przed dom spoglądając na stojącego na parkingu telewizyjnego vana. Dookoła nie wyczuwał żadnej obecności. Tylko przejeżdżający drogą samochód po za murami posesji, zwrócił uwagę na czułe zmysły Zabójcy. Na siedzeniu kierowcy i pasażera nikogo nie było. Pozostało do sprawdzenia wnętrze auta. Gdy był niecałe kilka metrów tylnych drzwi zobaczył jak z środka, przez szczeliny między uszczelkami drzwi, dobywa się jasne światło. Ruszył szybciej, jednak gdy złapał za klamkę jasność zniknęła. Otworzył drzwi widząc kłęby dymu unoszące się z stacjonarnego radiotelefonu leżącego na stoliku.
Wnętrze posiadało profesjonalny arsenał najnowszej elektroniki jakiej potrzebował dziennikarz na topie. Kasety z nagraniami, laptop, aparaty fotograficzne, radiotelefon, obiektywy, statywy i inny sprzęty do nagrywania dźwięku i obrazu. Gdy wszedł do środka zorientował się, że laptop jest włączony, a van ma połączenie z satelitą nadającą obraz tv. Odłączył komputer od kabli i wsunął go pod pachę. Rzucił okiem na przypaloną stalową obudowę radiotelefonu. Wiedział, że uszkodzenia nie dało się naprawić. Wyskoczył na ziemię i zamknął za sobą drzwi. Zanim skierował się ponownie w stronę posesji, sprawdził jeszcze kabinę kierowcy. W środku nie znalazł interesujących przedmiotów, oprócz mapy Charleston, na której były jakieś zapiski. Zabrał ją także i wrócił do pozostałych.
[center]*** [/center]
Darshan postanowił udać się do Sanktuarium by pomedytować. Był zmęczony i potrzebował większego skupienia na swojej świadomości. Gdy wszedł do duchowego schronienia usiadł w pozycji lotosu i zamknął oczy. W tym czasie Victoria postanowiła wziąć prysznic i zmienić ubranie. Terry i Horacy zostali z dwójką ludzi w pokoju, widząc ich jako smakowity kąsek. Obaj byli głodni, jednak Horacy postanowił nie skorzystać z okazji. Natomiast Terry był zupełnie innego zdania. Pożywił się na dwójce ludzi, po czym wymazał im to wydarzenie używając mocy Dominacji. Następnie poprosił Strażnika by zamknął ich w bibliotece. Dziennikarze zostali skutecznie zatrzymani i związani przez zaklęciem Phulhu-Imela. Ludzie nie mogli w żaden sposób opuścić biblioteki, a wszelkie próby otworzenia drzwi kończyły się fiaskiem. Malkavian wiedział, że zbyt dużym ryzykiem byłoby wypuczenie ich na miasto.
Zebranie się zajęło wszystkim niecałą godzinę czasu realnego. Darshan medytował sześć godzin w Sanktuarium, a pozostali zabrali się za swoje sprawy. Assamita położył na biurku laptopa i mapę. Tylko Ravnos miał zdolności, pozwalające zająć się komputerem, jednak przeszukiwanie zawartości dysku przełożyli na później. Nie mieli pojazdu. Limuzyna została W Martinsburgu, a Cleo zabrała ostatni samochód jaki stał przed domem. Szczęśliwe jednak Assamita wziął to pod uwagę, ukrywając niedaleko auto, które ukradł wcześniej.
Za kierownicą siedział jak zwykle Darshan, a Horacy tuż za nim nawigując po ulicach miasta. Obok Złodziejem siedział Namtar, obserwując okolicę. Victoria i Terry siedzieli również z tyłu, obok Nosferatu. Dla Lasombry to był dobry moment, aby wytłumaczyć Mordercy zasady jakie panują w Elizjum. Rozmawiali przez kilkanaście minut, aż Assamita powiedział:
- Afham, ale wasz Amir zabronił mi wchodzić do Elizjów na jego ziemi. - odparł Namtar. - Moja obecność tam może narazić was na niebezpieczeństwo.
- W tej chwili nie wiemy jaka jest dokładnie sytuacja polityczna. O tym, czy możesz wejść, czy nie, może zadecydować Opiekun Elizjum z jakim mamy się spotkać. Gdy będziemy na miejscu zapytamy o to. W obecnej chwili tylko on może nas zaprowadzić do tego miejsca. Mallus gdzieś zniknął...
- Przyjąłem- odrzekł Morderca mechanicznie, obserwując ulicę przez szybę samochodu.
[center]***[/center]
Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, 11.08.1993
Po drodze spróbowali zapolować, jednak okazało się to trudniejsze niż dotychczas. Ludzie w znacznej części opuścili miasto pozostawiając za sobą puste domy. Pomimo trudności w niecały kwadrans dzięki nadnaturalnym mocom udało się zdobyć trochę krwi. W końcu dojechali do Civic Center. Ravnos zaparkował wóz na parkingu tuż przed dużym budynkiem. Wysiedli z samochodu i w milczeniu skierowali się do głównego wejścia, bacznie obserwując okolicę.
Chodniki posiadały spore braki w płytach oraz krawężnikach. Prawie wszędzie znajdowały się kawałki betonu i gruzu wyrwanego ze ścian. Wokół panowała cisza. Czyste, usiane gwiazdami niebo nad głowami spokrewnionych w dziwny sposób potęgowało nierealność całej scenerii. Ulice były puste, jakby ta część miasta została nagle opuszczona i zapomniana przez wszystkich. Nieopodal na parkingu dogasało kilka zniszczonych samochodów oświetlonych przez wysokie lampy. Przed wejściem stało dwóch ochroniarzy ubranych w ciemne garnitury. Gdy wysiedli z samochodu, jeden z nich ruszył w kierunku koterii. Spotkali się na w połowie drogi. Młody mężczyzna ukłonił się uprzejmie i powiedział:
- Opiekun Elizjum, Redondo de Vasquez wita wszystkich szanownych gości. Bez względu na przynależność Klanową, dla mojego pana będzie to wielki zaszczyt gościć was na terenie tego Elizjum. Zapraszam - zakończył wskazując dłonią kierunek.
- Prowadź - odpowiedziała Victoria. - Namtarze, idziesz z nami.
Morderca w milczeniu skinął głową.
Gdy weszli do środka zauważyli, że miejsce to było czymś w rodzaju wszystkich większych spotkań ludności Charleston. Znajdowały się tutaj liczne pomieszczenia konferencyjne, sale bankietowe, mały teatr oraz ring bokserski, stylizowany na niewielkie koloseum. Ochroniarz prowadził ich przez główny hol, aż w końcu dotarli do tego nietypowego pomieszczenia. Na środku okrągłej sali, znajdowała się arena do walk otoczona z każdej strony rzędami wznoszących się foteli. Aula była kompletnie pusta, spowita ciemnością. Jedynie nad matą ringu paliły się jasno cztery lampy, oświetlając postać ubraną w białą maskę z czarnymi piórami na głowie. Siedząca na miękkim fotelu postać trzymała w lewej ręce czerwoną różę. Tuż przed nią stało pięć podobnych sprzętów.
Ochroniarz odezwał się:
- Proszę się nie krępować. Mój pan czeka na was.
[center]

[/center]
Po słowach Ghula koteria Red'a skierowała swe kroki ku arenie. W milczeniu usiedli na wybranych przez siebie fotelach. Jedynie Namtar stanął za pozostałymi, w pozie profesjonalnego ochroniarza. Wtem nieznajomy odezwał się czystym głosem:
- Nazywam się Redondo de Vasquez i witam was serdecznie na terenie mojego Elizjum. Zasady zachowywania się w moim domu nie odbiegają od tradycyjnych praw jakich należy przestrzegać na neutralnym gruncie. Jedyną różnicą jest wielokrotnie większa kara za pogwałcenie regół jakimi się kierujemy - Toreador przerwał wypowiedź, po czym umilkł na chwolę, wdychając woń trzymanej w dłoni róży.
- Oczywiście gratuluję szybkiego awansu społecznego. Skoro tutaj jesteście to znaczy, że zdecydowaliście się oddać mi moją własność. Moje dzieło kiedyś wisiało na ścianie Elizjum wzbogacając jego wnętrze - westchnął, jak gdyby wspomnienie tych czasów budziło w nim pewien sentyment. - Nie dziwcie się więc, iż pragnę je odzyskać. Jeżeli zechcecie zwrócić mi je, podzielę się informacjami jakie posiadam na temat Red'a i jego aktywności w ostatnich miesiącach. Dodatkowo pozwolę wam wejść do Sali Sępów, gdzie przesiadują starsi. Jaka jest wasza odpowiedź? - pytanie zawisło w powietrzu.