PBF - New Orleans by Night
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ja w takim razie usadowię się gdzieś na ulicy udając zmęczonego karnawałem turystę i będę obserwował komisariat z komórką na podorędziu. Gdyby zjawił się prawdziwy komendant, podniosę alarm - oczywiście najpierw muszę się dowiedzieć jak ów komendant wygląda, ale myślę, że wystarczy mi rzut okiem na nową facjatę Westwooda, kiedy ten już się przeistoczy w oficera policji.
Klub Zaćmienie, druga noc śledztwa, Mardi Gras - luty 1994
Propozycja inwigilacji komendy była dla Silvio dość ambiwalentna. Z jednej strony ciekawił go dreszczyk emocji związany z adrenaliną, choć z drugiej trochę się obawiał - był przecież dość rozpoznawalny. I ta właśnie cecha mogłaby sprowadzić w jego kierunku spore kłopoty, gdyby coś poszło nie tak. Postanowił jednak przyłączyć się do planu w sposób aktywny:
- Wiesz Bradley, ten plan brzmi całkiem ciekawie. Niestety jest 1 mały szczegół - w tym mieście całkiem sporo osób jednak rozpoznaje moją twarz i jeśli tam z tobą wejdę, a coś zginie, możemy być całkiem łatwo namierzeni. Jednak mam pewną propozycję: mogę wejść na komendę z wyimaginowanym problemem i zagadać dyżurnego, podczas gdy ty będziesz wchodził do środka tak, by nie zwrócił na ciebie zbyt wielkiej uwagi. No chyba, że znasz jakiś sposób, by zamaskować mój wygląd, ale raczej żaden z nas nie jest profesjonalnym charakteryzatorem...
Propozycja inwigilacji komendy była dla Silvio dość ambiwalentna. Z jednej strony ciekawił go dreszczyk emocji związany z adrenaliną, choć z drugiej trochę się obawiał - był przecież dość rozpoznawalny. I ta właśnie cecha mogłaby sprowadzić w jego kierunku spore kłopoty, gdyby coś poszło nie tak. Postanowił jednak przyłączyć się do planu w sposób aktywny:
- Wiesz Bradley, ten plan brzmi całkiem ciekawie. Niestety jest 1 mały szczegół - w tym mieście całkiem sporo osób jednak rozpoznaje moją twarz i jeśli tam z tobą wejdę, a coś zginie, możemy być całkiem łatwo namierzeni. Jednak mam pewną propozycję: mogę wejść na komendę z wyimaginowanym problemem i zagadać dyżurnego, podczas gdy ty będziesz wchodził do środka tak, by nie zwrócił na ciebie zbyt wielkiej uwagi. No chyba, że znasz jakiś sposób, by zamaskować mój wygląd, ale raczej żaden z nas nie jest profesjonalnym charakteryzatorem...
Silvio będzie próbował dowiedzieć się, czy ma jakiekolwiek dojścia do ludzi pracujących w policji w mieście, bez lub pośrednio. Chodzi tu o jego plan związany z zaproszeniem na występ, ale może uda się również zdobyć jakieś przydatne informacje przed wejściem do komendy
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Moim zdaniem będzie o wiele bezpieczniej, jeśli oficjalnie nikt z nas się nie zjawi na komendzie. Nie wiemy kto kontroluje NOPD, ale dla każdego kainity zjawienie się tam wampira z powiązanej z Marcelem koterii, będzie bardzo czytelnym znakiem. - Nosferatu jasno dał do zrozumienia, że ich działania muszą być bardzo dyskretne. Jakakolwiek obecność Spokrewnionego w budynku będzie rodzić niewygodne pytania i podejrzenia. A obu Bradley chciał uniknąć jak najdłużej.
- Być może znam sposób by wejść tam nawet w czwórkę i nie zostać zapisanym przez monitoring, ale wymagałoby to bezwzględnego zdyscyplinowania i koordynacji. Uznaje to za dość ryzykowną opcję, gdyż w przypadku komplikacji nie mielibyśmy nikogo na zewnątrz. - Nosferatu pominął fakt, że nie ufał do końca w zdyscyplinowanie swoich przymusowych współpracowników, a już napewno nie Degenerata. Dlatego orzedstawił jedynie merytoryczną wykładnie bez wycieczek osobistych: - Po za tym byłoby to dużo trudniejsze do wykonania dla mnie. Nie ukrywam, że wolałbym iść samemu, ewentualnie z jedną osobą, jeśli znajdzie się odpowiednia, nie wzbudzająca podejrzeń tożsamość. Mam nadzieję, że będę miał jakieś szczegóły jutro.
- Być może znam sposób by wejść tam nawet w czwórkę i nie zostać zapisanym przez monitoring, ale wymagałoby to bezwzględnego zdyscyplinowania i koordynacji. Uznaje to za dość ryzykowną opcję, gdyż w przypadku komplikacji nie mielibyśmy nikogo na zewnątrz. - Nosferatu pominął fakt, że nie ufał do końca w zdyscyplinowanie swoich przymusowych współpracowników, a już napewno nie Degenerata. Dlatego orzedstawił jedynie merytoryczną wykładnie bez wycieczek osobistych: - Po za tym byłoby to dużo trudniejsze do wykonania dla mnie. Nie ukrywam, że wolałbym iść samemu, ewentualnie z jedną osobą, jeśli znajdzie się odpowiednia, nie wzbudzająca podejrzeń tożsamość. Mam nadzieję, że będę miał jakieś szczegóły jutro.
[center]Klub Zaćmienie, druga noc śledztwa, Mardi Gras - luty 1994[/center]
- Great plan Bradley! Ujmijmy to krótko: czy w twoim planie jest miejsce dla skromnej osoby Richarda? - rzekł wampir podnosząc brew i błyskając rzędem bielutkich zębów.
- I też podzielam pogląd, że urządzanie wycieczek szkolnych na pobliską komendę jest wack idea, szczególnie że działa tam tajny oddział zajmujący się ściganiem Spokrewnionych... - wypowiedział Ventrue, tym razem zwracając się do wszystkich zgromadzonych. - Dla dobra moich interesów, również wolę pozostać nierozpoznany.
- So... if you mind, znaczy się jeśli nie, to mam kilka business to do na mieście. W razie co mamy telefony - rzekł Arystokrata pukając się w klapę marynarki w wewnętrznej kieszeni której trzymał komórkę - So what it gonna be?
- Great plan Bradley! Ujmijmy to krótko: czy w twoim planie jest miejsce dla skromnej osoby Richarda? - rzekł wampir podnosząc brew i błyskając rzędem bielutkich zębów.
- I też podzielam pogląd, że urządzanie wycieczek szkolnych na pobliską komendę jest wack idea, szczególnie że działa tam tajny oddział zajmujący się ściganiem Spokrewnionych... - wypowiedział Ventrue, tym razem zwracając się do wszystkich zgromadzonych. - Dla dobra moich interesów, również wolę pozostać nierozpoznany.
- So... if you mind, znaczy się jeśli nie, to mam kilka business to do na mieście. W razie co mamy telefony - rzekł Arystokrata pukając się w klapę marynarki w wewnętrznej kieszeni której trzymał komórkę - So what it gonna be?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pytanie, której nocy zamierzamy infiltrować tę komendę: drugiej, trzeciej czy jeszcze później? Westwood, rzuć jakimś terminem!
OD MG:
Westwood chce iść na komendę następnej nocy. W tej chwili jesteście niecałe trzy godziny po przebudzeniu i macie jeszcze bardzo dużo czasu na działania tej nocy. 8art jest na dłuższym urlopie, dlatego postanowiłem pisać wolniej. Mam już deklaracje każdej z postaci, więc niebawem pojawią się wpisy.
Westwood chce iść na komendę następnej nocy. W tej chwili jesteście niecałe trzy godziny po przebudzeniu i macie jeszcze bardzo dużo czasu na działania tej nocy. 8art jest na dłuższym urlopie, dlatego postanowiłem pisać wolniej. Mam już deklaracje każdej z postaci, więc niebawem pojawią się wpisy.
Ostatnio zmieniony 15 maja 2016, 20:12 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Klub Zaćmienie, druga noc śledztwa
Przy zajmowanym przez koterię stoliku zapadła wieloznaczna cisza, pełna mistycznych niedopowiedzeń i zawieszonych w powietrzu pytań. Przebywający w zastrzeżonej części klubu Spokrewnieni nie musieli zaprzątać sobie głów Maskaradą, pilnujące ich spokoju ghule dbały o to, by do tej części lokalu nie wchodzili przedstawiciele bezrozumnej trzody. Taki stan rzeczy zapewniał sporo komfortu, zdejmując z barków kainitów choćby konieczność zachowania pozorów śmiertelnego życia.
Wszyscy czterej nieśmiertelni siedzieli przy stoliku niczym niewiarygodnie realistyczne rzeźby, absolutnie nieruchomi i zapatrzeni szklistymi oczami w pustą przestrzeń przed sobą. Ich piersi nie unosiły się w rytmie oddechów, nie poruszały się powieki ani nozdrza. Zaspokojona żądza krwi trzymała w ryzach ich wewnętrzne demony, pozwalała zachować stan niemal doskonałego spokoju.
Przy odpowiedniej dozie ostrożności oraz umiejętności lawirowania w świecie Camarilli mieli przed sobą całą wieczność, nie musieli się zatem nigdzie śpieszyć.
Czas miał dla nich dalece mniejsze znaczenie niż dla istot śmiertelnych.
Przy zajmowanym przez koterię stoliku zapadła wieloznaczna cisza, pełna mistycznych niedopowiedzeń i zawieszonych w powietrzu pytań. Przebywający w zastrzeżonej części klubu Spokrewnieni nie musieli zaprzątać sobie głów Maskaradą, pilnujące ich spokoju ghule dbały o to, by do tej części lokalu nie wchodzili przedstawiciele bezrozumnej trzody. Taki stan rzeczy zapewniał sporo komfortu, zdejmując z barków kainitów choćby konieczność zachowania pozorów śmiertelnego życia.
Wszyscy czterej nieśmiertelni siedzieli przy stoliku niczym niewiarygodnie realistyczne rzeźby, absolutnie nieruchomi i zapatrzeni szklistymi oczami w pustą przestrzeń przed sobą. Ich piersi nie unosiły się w rytmie oddechów, nie poruszały się powieki ani nozdrza. Zaspokojona żądza krwi trzymała w ryzach ich wewnętrzne demony, pozwalała zachować stan niemal doskonałego spokoju.
Przy odpowiedniej dozie ostrożności oraz umiejętności lawirowania w świecie Camarilli mieli przed sobą całą wieczność, nie musieli się zatem nigdzie śpieszyć.
Czas miał dla nich dalece mniejsze znaczenie niż dla istot śmiertelnych.
Tak więc kontemplujmy majestat Nocy! 
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Klub Zaćmienie, druga noc śledztwa
Znaczące milczenie wciąż trwało, ale Nicholas wcale nie czuł się nim zakłopotany. Był nieumarłym, mógłby tak dumać nad sprawami Camarilli całymi miesiącami, gdyby nie presja czasu narzucona przez księcia Nowego Orleanu. Dwie godziny po zakończeniu żywiołowej jak na standardy Spokrewnionych dyskusji Bertrand poruszył się w końcu ledwie zauważalnie, a jego szkliste oczy pobiegły w kierunku opinającego nadgarstek zegarka.
Godzina do świtu.
Tremere odniósł irracjonalne wrażenie, że siedzi w klubie nie pół nocy, ale wręcz kilka tygodni, tak głęboko pogrążył się w kontemplacyjnej zadumie.
- Panowie, na mnie już pora - oznajmił podnosząc się z wystudiowaną nonszalancją z miejsca - Jeśli nie chcecie tutaj przesiedzieć całego dnia, proponuję zawczasu opuścić ów szacowny przybytek. Pozostaje mi tylko podziękować za spędzony wspólnie czas. Ta niecodzienna forma medytacji grupowej otworzyła mnie na nowy rodzaj doznań. Musimy to koniecznie powtórzyć.
Znaczące milczenie wciąż trwało, ale Nicholas wcale nie czuł się nim zakłopotany. Był nieumarłym, mógłby tak dumać nad sprawami Camarilli całymi miesiącami, gdyby nie presja czasu narzucona przez księcia Nowego Orleanu. Dwie godziny po zakończeniu żywiołowej jak na standardy Spokrewnionych dyskusji Bertrand poruszył się w końcu ledwie zauważalnie, a jego szkliste oczy pobiegły w kierunku opinającego nadgarstek zegarka.
Godzina do świtu.
Tremere odniósł irracjonalne wrażenie, że siedzi w klubie nie pół nocy, ale wręcz kilka tygodni, tak głęboko pogrążył się w kontemplacyjnej zadumie.
- Panowie, na mnie już pora - oznajmił podnosząc się z wystudiowaną nonszalancją z miejsca - Jeśli nie chcecie tutaj przesiedzieć całego dnia, proponuję zawczasu opuścić ów szacowny przybytek. Pozostaje mi tylko podziękować za spędzony wspólnie czas. Ta niecodzienna forma medytacji grupowej otworzyła mnie na nowy rodzaj doznań. Musimy to koniecznie powtórzyć.
Wracam do kryjówki, nim wzejdzie słońce...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Trzymaj się i do jutra. - Nosferatu kiwnął beznamiętnie dłonią w kierunku Nicka. Tremere zdawał się zaliczyć lekką zawiechę, bredząc o grupowej medytacji i jakiś smutach, ale nie było to nic, czym Westwood musiałby się specjalnie przjmować. Chyba to był po prostu taki typ: - To co, widzimy się jutro tutaj zaraz po zmroku? Przy odrobinie szczęścia będę już gotowy do akcji na komisariacie.
OK. Myślę, że chyba już czas wrócić do gry. Brad ma kupę researchu do zrobienia, która pewnie zajmie mu sporo czasu. Mam nadzieję, że nie zostałą godzina do świtu, a tylko Nickowi się przysnęło na chwilę;)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Tremere resztę drugiej nocy przeznaczy na pewne prywatne badania prowadzone we własnym mieszkaniu. Powróci czym prędzej na miejsce i koteria zobaczy go dopiero trzeciej nocy tuż po zmierzchu, w klubie oczywiście (o ile Mistrz Gry nie będzie miał wobec Bertranda innych planów w międzyczasie, rzecz jasna).
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
[center]Nowy Orlean, Mardi Gras - luty 1994[/center]
Noc dla nieśmiertelnego Czarodzieja była jeszcze długa. Po rozmowie postanowił udać się bezpośrednio do swojego schronienia. Chciał przez chwilę oderwać się od problemu jaki go spotkał i zająć się swoimi badaniami, by później na nowo spojrzeć na sytuację w której się znalazł. Miasto dalej tętniło życiem, pomimo później godziny. Gdzie nie spojrzał widział roześmianych ludzi, którzy tańczyli na balkonach, ulicy i chodnikach. Tremere postanowił przemknąć między tłumem jak najszybciej, nie zwracając szczególnej uwagi na siebie.
W końcu dotarł na miejsce. Zatrzymał się na chwilę kilkanaście metrów przed kamienicą w której spał za dnia, i spojrzał na rozgwieżdżone niebo. W końcu jego wzrok opadł na podniszczoną bramę, w której stało dwóch pijanych ludzi. Westchnął cicho przypominając sobie rezydencję Księcia, zdając sobie kolejny raz sprawę z braku wsparcia finansowego dla swoich badań. Wszedł do budynku mijając dwójkę mężczyzn, którzy próbowali go zaczepić słowami:
- Koleś, pożycz piątaka...
Młody Tremere zignorował prośbę, w milczeniu kierując swe kroki ku schodom. Drewniane stopnie trzeszczały pod stopami, gdy kainita wchodził na górę. Odruchowo wyciągnął klucze z kieszeni kilka metrów przed drzwiami do swojego mieszkania. JUeszcze kilka kroków i włożył klucz w zamek swego mieszkania. Pod drugą ręką wyczuwał dobrze znany chłód sfatygowanej klamki. Nacisnął ją i uchylił drzwi. Przywitała go ciemność i dobrze znany zapach włąsnego domu.
Wchodząc do swego lokum usłyszał dziwny metaliczny dźwięk dobywający się zza drzwi, a sekundę później zza nich wturlał się granat. Nie miał zawleczki.
[center]***[/center]
Silvio jeszcze tej nocy postanowił użyć swoich kontaktów i dowiedzieć się jak najwięcej na temat komendy policji. Wystarczyło kilka telefonów, by zdobyć dziennikarskie nagrania na których wypowiada się główny komendant NOPD. Dawna koleżanka, która przeprowadziła z nim niejeden wywiad była bardziej niż chętna by pomóc Torreadorowi w potrzebie. Silvio nie omieszkał oczywiście zwrócić na to stosownej uwagi, obiecując jej odwdzięczyć się w przyszłości. Dzięki tym kasetom VHS, Bradley mógł bez problemu upodobnić się do Richarda Penningtona.
Toreador wypytywał także o poprzedniego Księcia Dorana, a także o inne tropy związane z śledztwem jakie zlecił im Marcel. Niestety nikt nie udzielił satysfakcjonującej odpowiedzi tej nocy. Bertone zasnął w swoim domu, czekając na następną noc.
[center]***[/center]
Nosferatu po powrocie do domu zabrał się za zbieranie danych o komendancie, jednak jedyne co udało mu się znaleźć w sieci, to kilka zdjęć. Ktoś zdecydowanie usuwał te informacje z SherckNet'u chroniąc poważniejszych ludzi z NOPD. W internecie natomiast znalazł mnóstwo danych związanych z policjantami pracującymi na posterunku. Miał imiona, nazwiska i zdjęcia, co zdecydowanie ułatwi wejście na komisariat. Należało tylko przestudiować ten materiał, by zakorzenił się na dłużej w pamięci.
Richard także spędził pracowitą noc, odwiedzając kilka apartamentowców, dwie wille i jeden klub dla dżentelmenów. Mimo, iż noc zdawała się mu upływać szybciej, niż by sobie tego życzył, zdążył rozmówić się z większością znajomych ze swego klanu. Nie dowiedział się zbyt wiele, spędzając czas głownie na dywagacjach i słownej szermierce. Poczuł więc ulgę, gdy przed świtem, zmęcozny szofer odwiózł go do domu.
Noc dla nieśmiertelnego Czarodzieja była jeszcze długa. Po rozmowie postanowił udać się bezpośrednio do swojego schronienia. Chciał przez chwilę oderwać się od problemu jaki go spotkał i zająć się swoimi badaniami, by później na nowo spojrzeć na sytuację w której się znalazł. Miasto dalej tętniło życiem, pomimo później godziny. Gdzie nie spojrzał widział roześmianych ludzi, którzy tańczyli na balkonach, ulicy i chodnikach. Tremere postanowił przemknąć między tłumem jak najszybciej, nie zwracając szczególnej uwagi na siebie.
W końcu dotarł na miejsce. Zatrzymał się na chwilę kilkanaście metrów przed kamienicą w której spał za dnia, i spojrzał na rozgwieżdżone niebo. W końcu jego wzrok opadł na podniszczoną bramę, w której stało dwóch pijanych ludzi. Westchnął cicho przypominając sobie rezydencję Księcia, zdając sobie kolejny raz sprawę z braku wsparcia finansowego dla swoich badań. Wszedł do budynku mijając dwójkę mężczyzn, którzy próbowali go zaczepić słowami:
- Koleś, pożycz piątaka...
Młody Tremere zignorował prośbę, w milczeniu kierując swe kroki ku schodom. Drewniane stopnie trzeszczały pod stopami, gdy kainita wchodził na górę. Odruchowo wyciągnął klucze z kieszeni kilka metrów przed drzwiami do swojego mieszkania. JUeszcze kilka kroków i włożył klucz w zamek swego mieszkania. Pod drugą ręką wyczuwał dobrze znany chłód sfatygowanej klamki. Nacisnął ją i uchylił drzwi. Przywitała go ciemność i dobrze znany zapach włąsnego domu.
Wchodząc do swego lokum usłyszał dziwny metaliczny dźwięk dobywający się zza drzwi, a sekundę później zza nich wturlał się granat. Nie miał zawleczki.
[center]***[/center]
Silvio jeszcze tej nocy postanowił użyć swoich kontaktów i dowiedzieć się jak najwięcej na temat komendy policji. Wystarczyło kilka telefonów, by zdobyć dziennikarskie nagrania na których wypowiada się główny komendant NOPD. Dawna koleżanka, która przeprowadziła z nim niejeden wywiad była bardziej niż chętna by pomóc Torreadorowi w potrzebie. Silvio nie omieszkał oczywiście zwrócić na to stosownej uwagi, obiecując jej odwdzięczyć się w przyszłości. Dzięki tym kasetom VHS, Bradley mógł bez problemu upodobnić się do Richarda Penningtona.
Toreador wypytywał także o poprzedniego Księcia Dorana, a także o inne tropy związane z śledztwem jakie zlecił im Marcel. Niestety nikt nie udzielił satysfakcjonującej odpowiedzi tej nocy. Bertone zasnął w swoim domu, czekając na następną noc.
[center]***[/center]
Nosferatu po powrocie do domu zabrał się za zbieranie danych o komendancie, jednak jedyne co udało mu się znaleźć w sieci, to kilka zdjęć. Ktoś zdecydowanie usuwał te informacje z SherckNet'u chroniąc poważniejszych ludzi z NOPD. W internecie natomiast znalazł mnóstwo danych związanych z policjantami pracującymi na posterunku. Miał imiona, nazwiska i zdjęcia, co zdecydowanie ułatwi wejście na komisariat. Należało tylko przestudiować ten materiał, by zakorzenił się na dłużej w pamięci.
Spoiler!
[center]***[/center]Richard także spędził pracowitą noc, odwiedzając kilka apartamentowców, dwie wille i jeden klub dla dżentelmenów. Mimo, iż noc zdawała się mu upływać szybciej, niż by sobie tego życzył, zdążył rozmówić się z większością znajomych ze swego klanu. Nie dowiedział się zbyt wiele, spędzając czas głownie na dywagacjach i słownej szermierce. Poczuł więc ulgę, gdy przed świtem, zmęcozny szofer odwiózł go do domu.
Spoiler!
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Bayou Cane, druga noc śledztwa
Granat. Tremere rozpoznał w mgnieniu oka turlający się po podłodze przedmiot, chociaż dopiero po sekundzie uwierzył w to, co widzi.
Granat w progu własnego mieszkania Nicholasa!
Granat. Tremere rozpoznał w mgnieniu oka turlający się po podłodze przedmiot, chociaż dopiero po sekundzie uwierzył w to, co widzi.
Granat w progu własnego mieszkania Nicholasa!
Krytyczne pytanie - czy ja już jestem w mieszkaniu i ktoś wturlał ten granat w ślad za mną? Czy może jestem jeszcze na korytarzu, a granat ktoś wyrzucił z wnętrza apartamentu? Tak czy owak, zrobię coś szalonego, mianowicie dopalę krwią swoją szybkość (nie wiem jak to się ma do zasady), a potem wyrzucę ładunek (ręką, nogą) za drzwi!
OD MG:
Zorientujesz się, że granat był w jakiś sposób zamocowany w Twoim mieszkaniu. Otwarcie drzwi uruchomiło pułapkę. Granat leży 1 metr za progiem wewnątrz mieszkania.
Nie znasz Dyscypliny Akceleracji, by przyspieszyć swoje ruchy. Jakieś inne pomysły?
OD MG:
Zorientujesz się, że granat był w jakiś sposób zamocowany w Twoim mieszkaniu. Otwarcie drzwi uruchomiło pułapkę. Granat leży 1 metr za progiem wewnątrz mieszkania.
Nie znasz Dyscypliny Akceleracji, by przyspieszyć swoje ruchy. Jakieś inne pomysły?
W takim razie jak najszybciej cofam się za futrynę drzwi, w zamiarze odgrodzenia się od wybuchu ścianą!
Ostatnio zmieniony 08 czerwca 2016, 21:27 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
[center]Bayou Cane, druga noc śledztwa[/center]
Tremere z przerażeniem spojrzał na leżący w wejściu do mieszkania granat. W następnej chwili rzucił się w bok, by ukryć się za ścianą. Nie zdążył. Granat eksplodował w hallu doszczętnie niszcząc dębową boazerię. Czarodziej usłyszał jeszcze dźwięk pękającego lustra, które wisiało naprzeciw drzwi. W ułamku sekundy siła uderzenia posłała go na ziemię, a ostre odłamki rozszarpały jego ubranie. Poczuł ból i przez chwilę przestał cokolwiek słyszeć. Cała klatka schodowa była spowita gęstym dymem.
Tremere z przerażeniem spojrzał na leżący w wejściu do mieszkania granat. W następnej chwili rzucił się w bok, by ukryć się za ścianą. Nie zdążył. Granat eksplodował w hallu doszczętnie niszcząc dębową boazerię. Czarodziej usłyszał jeszcze dźwięk pękającego lustra, które wisiało naprzeciw drzwi. W ułamku sekundy siła uderzenia posłała go na ziemię, a ostre odłamki rozszarpały jego ubranie. Poczuł ból i przez chwilę przestał cokolwiek słyszeć. Cała klatka schodowa była spowita gęstym dymem.
Nicholas testuje Reflex ST:6 = 1 sukces. Zdążysz skryć się częściowo za ścianę.
Granat wybucha zadając 10 kości obrażeń. Wypada 6 sukcesów. Dodałem Nickowi + 1 do pancerza za częściową osłonę.
Test Wyparowania ST:6 = 2 sukcesy + 1 pancerz. 6 - 3 = 3 obrażenia zwykłe.
Z uwagi na eksplozję w pobliżu do końca sceny będziesz miał problem ze słuchem (wszystkie testy oparte na tym zmyśle będą o 2 trudniejsze).
Granat wybucha zadając 10 kości obrażeń. Wypada 6 sukcesów. Dodałem Nickowi + 1 do pancerza za częściową osłonę.
Test Wyparowania ST:6 = 2 sukcesy + 1 pancerz. 6 - 3 = 3 obrażenia zwykłe.
Z uwagi na eksplozję w pobliżu do końca sceny będziesz miał problem ze słuchem (wszystkie testy oparte na tym zmyśle będą o 2 trudniejsze).
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Nowy Orlean, Kanały; Mardi Gras 1994
Doran zniknął kilkadziesiąt lat temu, a jego ghul wciąż siedzi za sterami policyjnej agencji... Pytanie, czy zmienił pana, czy pan nadal nim posuwa po szachownicy zza niewidzialnej kurtyny. Kurwa, miał spore wpływy... Ale się popisałeś Bradley, przecież był księciem, a nie żebrakiem. Ciekawe czemu tu jest taka zasłona milczenia w tym temacie? Nawet szczury skrzętnie starają się spychać pod dywan wszystko w jakikolwiek sposób powiązane z tym typem. I do tego jeszcze ten cały NOSTF. Na chuja byli Doranowi potrzebni łowcy czarownic? Nawet nie wiem jakiej był krwi
Research nie przynosił spodziewanych rezultatów. Informacji o poprzednim księciu Orleanu było jak na lekarstwo, zresztą podobnie jak i policji. Kłęby myśli kręciły się po głowie wampira przynosząc pytania, pytania i więcej pytań. I bardziej kub mniej wątpliwe hipotezy. Wszystko wskazywało, że wielu kainitów wciąż było lojalnych staremu panu miasta. Nosferowie w mieście grali w dziwną grę, która pewnie miała odbić się czkawką Marcelowi. Nawet tuszowali wszystko co się dało o NOPD. Znalazł ledwie kilka fotek Richarda Penningtona, ale miał apetyt na więcej. Będzie ciężko następnej nocy zrobić skok na komendę. Nie z tym co udało mu się wyłowić z morza informacji. Jedno słowo konkludowało tylko w głowie Westwooda, tak że powoedział je głośno w swoim schronie:
-Kontrola...
Przestał myśleć o poprzednim księciu miasta w czasie przeszłym. Doran musiał być aktywnym graczem, bo jeśli byłby już martwy, to nic nie powstrzymywałoby nikogo przed otwartym gadaniem o przeszłości, o ile jedynie ta przeszłość nie byłaby dla mówiącego wstydliwa.
Doran zniknął kilkadziesiąt lat temu, a jego ghul wciąż siedzi za sterami policyjnej agencji... Pytanie, czy zmienił pana, czy pan nadal nim posuwa po szachownicy zza niewidzialnej kurtyny. Kurwa, miał spore wpływy... Ale się popisałeś Bradley, przecież był księciem, a nie żebrakiem. Ciekawe czemu tu jest taka zasłona milczenia w tym temacie? Nawet szczury skrzętnie starają się spychać pod dywan wszystko w jakikolwiek sposób powiązane z tym typem. I do tego jeszcze ten cały NOSTF. Na chuja byli Doranowi potrzebni łowcy czarownic? Nawet nie wiem jakiej był krwi
Research nie przynosił spodziewanych rezultatów. Informacji o poprzednim księciu Orleanu było jak na lekarstwo, zresztą podobnie jak i policji. Kłęby myśli kręciły się po głowie wampira przynosząc pytania, pytania i więcej pytań. I bardziej kub mniej wątpliwe hipotezy. Wszystko wskazywało, że wielu kainitów wciąż było lojalnych staremu panu miasta. Nosferowie w mieście grali w dziwną grę, która pewnie miała odbić się czkawką Marcelowi. Nawet tuszowali wszystko co się dało o NOPD. Znalazł ledwie kilka fotek Richarda Penningtona, ale miał apetyt na więcej. Będzie ciężko następnej nocy zrobić skok na komendę. Nie z tym co udało mu się wyłowić z morza informacji. Jedno słowo konkludowało tylko w głowie Westwooda, tak że powoedział je głośno w swoim schronie:
-Kontrola...
Przestał myśleć o poprzednim księciu miasta w czasie przeszłym. Doran musiał być aktywnym graczem, bo jeśli byłby już martwy, to nic nie powstrzymywałoby nikogo przed otwartym gadaniem o przeszłości, o ile jedynie ta przeszłość nie byłaby dla mówiącego wstydliwa.
W przemyślenia Bradleya wplotłem fakty jakie MG podał innym BG, ale uznaje, że nasze postaci podzielą się tą wiedzą. Nosfer nie sądzi, żeby był gotowy do akcji, alejeszcze nie wie o nagraniach jakie zdobył Silvio! Podobnie jak nie wie o kłopotach Nicka.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Na szybko w trybie technicznym - jestem w pracy bez dostępu do karty postaci. Czy te trzy obrażenia warto regenerować krwią czy lepiej na razie jej nie marnować i myśleć o ratowaniu nieurwanej jeszcze części tyłka? Zakładam, że zamachowcy tylko czekają, aż zbiegnę schodami w dół. Czy mogę się przedostać na wyższe piętro, najlepiej na dach? Podejrzewam, że wybuch wywoła lada sekunda panikę, trzeba będzie uważać na Maskaradę! 
OD MG:
Masz pełen zasób krwi, więc wyleczyć się to nie będzie problem. Dopóki tego nie zrobisz masz -1 kostkę do wszystkich działań z uwagi na ból i uszkodzenie ciała. Będziesz też wolniej się poruszał.
Na dach można wejść, ale trzeba będzie wspiąć się po drabinie na ostatnim piętrze i otworzyć zamkniętą klapę. Uznaję, że dokładnie wiesz jak wygląda Twoje schronienie.
Od BG
W takim razie regeneruję rany krwią, a potem pruję na górę! (albo nawet regeneruję prując jednocześnie na górę).
OD MG:
Masz pełen zasób krwi, więc wyleczyć się to nie będzie problem. Dopóki tego nie zrobisz masz -1 kostkę do wszystkich działań z uwagi na ból i uszkodzenie ciała. Będziesz też wolniej się poruszał.
Na dach można wejść, ale trzeba będzie wspiąć się po drabinie na ostatnim piętrze i otworzyć zamkniętą klapę. Uznaję, że dokładnie wiesz jak wygląda Twoje schronienie.
Od BG
W takim razie regeneruję rany krwią, a potem pruję na górę! (albo nawet regeneruję prując jednocześnie na górę).
Ostatnio zmieniony 09 czerwca 2016, 18:37 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Nowy Orlean, Redakcja New Orlean Times - luty 1994[/center]
Obszerna lista kontaktów, które Silvio zdobył podczas swojego nieżycia opłaciła się. Sara McCarthy, wysoka blondynka o bystrym spojrzeniu była bardziej niż chętna, by spotkać się z kainitą. Silvio na to spotkanie założył prochowiec oraz kapelusz z dość szerokim rondem, by utrudnić ewentualnym podglądaczom jego identyfikację. Taksówka punktualnie zatrzymała się przed drzwiami głównymi do budynku, lecz ku swojemu zdziwieniu wampir spostrzegł, iż dziennikarka już na niego czeka spoglądając przyjaźnie w stronę żółtego samochodu. Szybkie powitanie, a po kilkunastu sekundach zawiasy zaskrzypiały dając im w ten sposób gwarancję prywatności.
- Jak rozumiem, nikt nam tutaj nie będzie przeszkadzał, prawda? - spojrzenie mężczyzny dokładnie analizowało reakcję swego interlokutora.
- Oczywiście, że tak. O tej porze nawet stażyści już śpią ze zmęczenia - zaśmiała się Sara. Zatem co cię do mnie sprowadza o tak później porze?
Lubił jej śmiech. Z jakiegoś powodu przypominał mu wieczorne włoskie uliczki w akompaniamencie zachodzącego w oddali słońca. Być może ta nostalgia sprawiła, że to właśnie tej kobiecie udzielał tak wielu wywiadów. Wyglądem bowiem nie grzeszyła. To znaczy mogłaby grzeszyć, gdyby nie fakt, iż była pracoholiczką i dbanie o aparycję było odsunięte na bardzo daleki plan. Zero makijażu, włosy upięte z tyłu łagodnie opadające do ramion jedną, prostą falą. Czarny, wełniany sweter i prostokątne okulary na nosie sprawiały wrażenie, że wampir ma do czynienia z typowym molem książkowym. I wcale bardzo się nie mylił w tej kwestii. Chociaż, gdyby poszła do fryzjera i kosmetyczki, mogłaby zaczarować niejeden salon... No cóż, nie była to zbyt dobra pora na takie rozmyślania.
- Wiesz kotku, - zaczął spokojnie Silvio - zaproponowano mi udział w pewnym przedstawieniu na temat Nowego Orleanu. Według scenariusza, na który się wstępnie zgodziłem, dostałbym rolę niejakiego Richarda Penningtona. Problem w tym, że praktycznie go nie znam. A żeby dobrze odegrać jego postać, muszę mieć przykład - sposób, w jaki się porusza, wygląd, jak akcentuje wyrazy i tak dalej. Wiesz, jak bardzo przywiązuję uwagę do takich detali, jeśli chodzi o moją sztukę. - przerwa na uśmiech - Wiem też, że jesteś jedyną osobą, która może mi w tej kwestii pomóc,a której dodatkowo ufam. Ciekawe, czy połknie haczyk?
- Pennington, Pennington...przez chwilę McCarthy powtarzała to nazwisko pod nosem tak, jakby chciała poczuć językiem każdą głoskę tego wyrazu. - Aha! Prosta sprawa - to mówiąc, usiadła do służbowego komputera i zaczęła pisać na klawiaturze z prędkością błyskawicy - Naprawdę ściągałeś mnie w środku nocy tylko po taki drobiazg? Jesteś niemożliwy!. I znów delikatny, kobiecy śmiech na chwilę wypełnił pomieszczenie, a Toreador przypomniał sobie zapach świeżo palonego espresso na uliczkach Palermo...
- Tak, tylko i aż tyle. Problem polega na tym, że ta informacja nie może nigdzie wyjść. Przedstawienie ma być niespodzianką na najbliższą rocznicę miasta. Oczywiście masz u mnie zapewniony przedpremierowy wstęp i wywiad na wyłączność na tę okazję - Degenerat puścił w tym momencie oczko blondynce. Ta uśmiechnęła się i wróciła do pisania.
Po chwili zaś bezceremonialnie wstała od stołu i rzuciła tylko - Poczekaj tutaj chwilkę, dobrze? - i nie czekając na odpowiedź zniknęła ze drzwiami prowadzącymi do głównego pomieszczenia.
Kainita rozgościł się w jej fotelu (rany, jakie twarde te krzesełka mają!) i jakby od niechcenia zaczął przeglądać zawartość stron, które przed chwilą oglądała dziennikarka. Tak naprawdę nie znał sie kompletnie na komputerach, nie musiał zatem udawać, że robi coś konkretnego. Ot, klikał tu i ówdzie myszką ciekaw tego, co się wyświetli.
Po kilkunastu minutach w wejściu pojawiła się kobieta z wypełnioną reklamówką.
- Przepraszam, że tak długo to zajęło, ale jak pomagać, to dokładnie! - To mówiąc, położyła reklamówkę na stole, wyraźnie zadowolona z siebie. Ze środka wyglądały dość nieśmiało kasety VHS.
Jej pracoholizm był w tym momencie nieoceniony. Gdyby tylko tak samo mocno ceniła sztukę jak swą pracę... No cóż, może kiedyś.
- Jesteś cudowna, Saro - szeroki uśmiech gościł na obliczu Degenerata, gdy wziął reklamówkę do rąk i zważył jej ciężar. Chyba będę musiał cię zabrać w jakieś ciekawsze miejsce na czas następnej rozmowy - dało się wyczuć w jego głosie wyraźną radość i satysfakcję.
Jeszcze chwilę spędzili na luźnej pogawędce, po czym Toreador wykorzystując jedną ze swoich wymówek pożegnał się z dziennikarka i udał się do wyjścia. Droga do domu przebiegła spokojnie.
Ciekawe, co udało się ustalić pozostały. Ja mam tutaj całkiem sympatyczną ilość informacji, mam nadzieję, że reszcie to wystarczy i przez chwilę będę miał spokój - myśli te towarzyszyły wampirowi, gdy zamykał wieko trumny w swej posiadłości czekając na kolejną noc.
Obszerna lista kontaktów, które Silvio zdobył podczas swojego nieżycia opłaciła się. Sara McCarthy, wysoka blondynka o bystrym spojrzeniu była bardziej niż chętna, by spotkać się z kainitą. Silvio na to spotkanie założył prochowiec oraz kapelusz z dość szerokim rondem, by utrudnić ewentualnym podglądaczom jego identyfikację. Taksówka punktualnie zatrzymała się przed drzwiami głównymi do budynku, lecz ku swojemu zdziwieniu wampir spostrzegł, iż dziennikarka już na niego czeka spoglądając przyjaźnie w stronę żółtego samochodu. Szybkie powitanie, a po kilkunastu sekundach zawiasy zaskrzypiały dając im w ten sposób gwarancję prywatności.
- Jak rozumiem, nikt nam tutaj nie będzie przeszkadzał, prawda? - spojrzenie mężczyzny dokładnie analizowało reakcję swego interlokutora.
- Oczywiście, że tak. O tej porze nawet stażyści już śpią ze zmęczenia - zaśmiała się Sara. Zatem co cię do mnie sprowadza o tak później porze?
Lubił jej śmiech. Z jakiegoś powodu przypominał mu wieczorne włoskie uliczki w akompaniamencie zachodzącego w oddali słońca. Być może ta nostalgia sprawiła, że to właśnie tej kobiecie udzielał tak wielu wywiadów. Wyglądem bowiem nie grzeszyła. To znaczy mogłaby grzeszyć, gdyby nie fakt, iż była pracoholiczką i dbanie o aparycję było odsunięte na bardzo daleki plan. Zero makijażu, włosy upięte z tyłu łagodnie opadające do ramion jedną, prostą falą. Czarny, wełniany sweter i prostokątne okulary na nosie sprawiały wrażenie, że wampir ma do czynienia z typowym molem książkowym. I wcale bardzo się nie mylił w tej kwestii. Chociaż, gdyby poszła do fryzjera i kosmetyczki, mogłaby zaczarować niejeden salon... No cóż, nie była to zbyt dobra pora na takie rozmyślania.
- Wiesz kotku, - zaczął spokojnie Silvio - zaproponowano mi udział w pewnym przedstawieniu na temat Nowego Orleanu. Według scenariusza, na który się wstępnie zgodziłem, dostałbym rolę niejakiego Richarda Penningtona. Problem w tym, że praktycznie go nie znam. A żeby dobrze odegrać jego postać, muszę mieć przykład - sposób, w jaki się porusza, wygląd, jak akcentuje wyrazy i tak dalej. Wiesz, jak bardzo przywiązuję uwagę do takich detali, jeśli chodzi o moją sztukę. - przerwa na uśmiech - Wiem też, że jesteś jedyną osobą, która może mi w tej kwestii pomóc,a której dodatkowo ufam. Ciekawe, czy połknie haczyk?
- Pennington, Pennington...przez chwilę McCarthy powtarzała to nazwisko pod nosem tak, jakby chciała poczuć językiem każdą głoskę tego wyrazu. - Aha! Prosta sprawa - to mówiąc, usiadła do służbowego komputera i zaczęła pisać na klawiaturze z prędkością błyskawicy - Naprawdę ściągałeś mnie w środku nocy tylko po taki drobiazg? Jesteś niemożliwy!. I znów delikatny, kobiecy śmiech na chwilę wypełnił pomieszczenie, a Toreador przypomniał sobie zapach świeżo palonego espresso na uliczkach Palermo...
- Tak, tylko i aż tyle. Problem polega na tym, że ta informacja nie może nigdzie wyjść. Przedstawienie ma być niespodzianką na najbliższą rocznicę miasta. Oczywiście masz u mnie zapewniony przedpremierowy wstęp i wywiad na wyłączność na tę okazję - Degenerat puścił w tym momencie oczko blondynce. Ta uśmiechnęła się i wróciła do pisania.
Po chwili zaś bezceremonialnie wstała od stołu i rzuciła tylko - Poczekaj tutaj chwilkę, dobrze? - i nie czekając na odpowiedź zniknęła ze drzwiami prowadzącymi do głównego pomieszczenia.
Kainita rozgościł się w jej fotelu (rany, jakie twarde te krzesełka mają!) i jakby od niechcenia zaczął przeglądać zawartość stron, które przed chwilą oglądała dziennikarka. Tak naprawdę nie znał sie kompletnie na komputerach, nie musiał zatem udawać, że robi coś konkretnego. Ot, klikał tu i ówdzie myszką ciekaw tego, co się wyświetli.
Po kilkunastu minutach w wejściu pojawiła się kobieta z wypełnioną reklamówką.
- Przepraszam, że tak długo to zajęło, ale jak pomagać, to dokładnie! - To mówiąc, położyła reklamówkę na stole, wyraźnie zadowolona z siebie. Ze środka wyglądały dość nieśmiało kasety VHS.
Jej pracoholizm był w tym momencie nieoceniony. Gdyby tylko tak samo mocno ceniła sztukę jak swą pracę... No cóż, może kiedyś.
- Jesteś cudowna, Saro - szeroki uśmiech gościł na obliczu Degenerata, gdy wziął reklamówkę do rąk i zważył jej ciężar. Chyba będę musiał cię zabrać w jakieś ciekawsze miejsce na czas następnej rozmowy - dało się wyczuć w jego głosie wyraźną radość i satysfakcję.
Jeszcze chwilę spędzili na luźnej pogawędce, po czym Toreador wykorzystując jedną ze swoich wymówek pożegnał się z dziennikarka i udał się do wyjścia. Droga do domu przebiegła spokojnie.
Ciekawe, co udało się ustalić pozostały. Ja mam tutaj całkiem sympatyczną ilość informacji, mam nadzieję, że reszcie to wystarczy i przez chwilę będę miał spokój - myśli te towarzyszyły wampirowi, gdy zamykał wieko trumny w swej posiadłości czekając na kolejną noc.
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.