PBF - W Mroku Oxanu

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 08 maja 2016, 21:52

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Syn Słońca trzymał jeńca w mocnym uścisku czekając na wynik przeszukania go przez maga. Rozcięte ubrania ukazały mu wzory, które Ehecatlema nie napawały optymizmem. Miał jakieś dziwne wrażenie, że już je gdzieś widział. Światło z runy przygotowanej przez Alchemika nieco ułatwiało przyjrzenie się im i wtedy właśnie paladyn pomyślał przez moment, że może gdyby przeciąć wzór, zaklęcie chroniące Siwja przestałoby działać, a jego energia rozproszyłaby się.

Niestety nie dane mu było podzielić się tą uwagą z pozostałymi, gdyż czerń wydobywająca się z blizn szpiega zaczęła się rozprzestrzeniać na całe otoczenie. Na taką ewentualność Aruan nie był przygotowany podczas swojego treningu, był jeszcze zbyt młody i niedoświadczony. Wiedział jednak, iż jeśli nic nie zrobi, jego towarzysze będą w jeszcze większym niebezpieczeństwie, toteż złapał mocniej pojmanego upewniając się, że ten nie zdoła się wyrwać z uścisku.

Niestety jego plan zawiódł w tym samym momencie, w którym poczuł na swych dłoniach przeraźliwe zimno. W tym momencie wiedział już, że jakakolwiek dyskusja czy tortury straciły rację bytu. Holis, daj mi proszę siłę, bym wytrzymał i pokonał ten pomiot ciemności w twoim imieniu! Syn Słońca pod wpływem obrażeń puścił przesłuchiwanego i wyciągnął przytroczoną do pasa dłoń.
Nim jednak zdążył zaatakować, ciemność wypełniła pomieszczenie oślepiając go całkowicie. Ehecatlem postanowił więc zadać cios w miejsce, w którym przed chwilą znajdował się kultysta.
Ostatnio zmieniony 08 maja 2016, 22:19 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 maja 2016, 14:05

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Pokryty tatuażami kultysta nie dotrwał skórowania, chociaż Khem wolałby doświadczyć raczej obdzierania nieszczęśnika ze skóry niż tego, co wydarzyło się chwilę po wręczeniu astralnemu magowi noża. Więzień wywrócił się na drugą stronę, z jego trzewi wypełzły nienaturalne stworzenia nie mające niczego wspólnego z dziełem twórczym Mnumbi. Ledwie co rozpalony, runiczny znak płonący na ścianie pomieszczenia zgasł w jednej chwili.

W sercu AjArdczyka zgasła w tej samej chwili cała odwaga, z takim trudem zbierana i skrzętnie podsycana od chwili spotkania w pałacu Najjaśniejszego.

Alchemik nie miał pojęcia, co takiego działo się w smolistych ciemnościach skalnego składzika, ale okrzyki bólu pozostałych dwóch mężczyzn nie pozostawiały mu żadnych złudzeń co do nieszkodliwości czarnych robaków. W przeciwieństwie do gości Mibampes miał pewny atut w ręku - doskonałą mianowicie znajomość swego domostwa. Nie raz i nie dwa gasło mu światło kaganków, kiedy pracował w podziemnej części laboratorium, toteż dawno temu nauczył się przemieszczać po nim po omacku.

Przywołując z pamięci miejsce, w którym leżał kultysta Khem rzucił się dzikim susem w stronę przejścia na korytarzyk łączący wykutą w górze część domostwa z jego drewnianą frontową przybudówką.

Byle do światła, do kuchennego narożnika, gdzie tlił się w palenisku ogień i gdzie leżały naręcza chrustu mogącego posłużyć w razie potrzeby za żagwie.
Plan zakłada, że Khem czmychnie ze składziku do kuchni, podniesie tam alarm, uzbroi się w łuczywo i powróci z odsieczą do skalnego magazynku, wiodąc ze sobą Stratisa!

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 maja 2016, 15:48

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Syn Słońca zawlókł kultystę gdzieś na tyły domostwa i większość towarzystwa przeniosła się tam, wraz z gościem honorowym. Ah-saa-brax jakoś jednak nie żałował, że został w głównej izbie, która - nawet pomimo ciemnych plam, kalających AjArdzki dywan - zdała mu się teraz niezwykle przyjemnym miejscem. Nigdy nie przepadał za mokrą robotą, to też z pewną ulgą skonstantował, iż wrzaski umilkły gdzieś w głębi budynku. Najwyraźniej kultysta znalazł się za wyjątkowo grubymi drzwiami, lub też kilkoma parami grubych drzwi... Gdzie wybraniec Holis mógł w spokoju kontynuować przesłuchanie...

Złodziej obserwował otoczenie przez szczelinę w zasłonach. Ulica jednak pozostawała bezludna. Jedynie liście agawy rosnącej na jednym z wyższych tarasów poruszały się czasem w porywach nocnego wiatru, rzucając długie cienie.... Wyglądało na to, iż nikt nie zwrócił uwagi na dziwne hałasy dobiegające z domu alchemika. Młodzieniec odprężył się więc nieco, gdy nagle w głębi domu rozległ się rumor, a tuż za nim pospieszne kroki biegnącego człowieka. Po chwili do izby wpadł Khem. Jego skóra była szara z przerażenia, a wyraz twarzy sprawiał, iż Sa poczuł przemożną chęć jak najszybszej ewakuacji. Mimo to opanował się jednak i zapytał szybko, zaciskając dłoń na rękojeści sztyletu:

- Co się dzieje, kadi? Wyglądacie jakbyście ujrzeli lejaka!*



* Lejak - rodzaj wąpierza, pojawiającego się na Lenji i będącego częstym tematem przerażających opowieści.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 maja 2016, 22:24

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Rozpędzony alchemik omal nie zbił z nóg stojącego mu na drodze artystę, w ostatniej chwili uskoczył w bok zderzając się w bardzo bolesny sposób z drewnianym stołem.

- Coś strasznego się tam stało, coś niewysłowionego! - wyrzucił z siebie AjArdczyk - Ten Lenja'kare wybuchł od środka, potrafisz w to uwierzyć? Rozerwało go coś i wypełzło na zewnątrz przez dziury w ciele! Robaki, czarne oślizgłe robaki!

Nie przestając wyrzucać z siebie potoku słów Khem doskoczył do paleniska, wsadził w nie kilka porwanych z kosza obok łuczyw podpalając wszystkie za jednym razem. Obracając się na pięcie alchemik wsadził jedną pochodnię w rękę wyraźnie spiętego Stratisa, wycelował pozostałe w wylot kamiennego korytarzyka, z głębi którego dobiegały pełne bólu okrzyki nieszczęsnych śledczych.

- Musimy ich ratować, natychmiast! - zakrzyknął Mibampes rzucając się z powrotem w stronę składzika.
Wracam na miejsce przesłuchania, by spróbować blaskiem pochodni rozjaśnić nienaturalną ciemność!

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 10 maja 2016, 14:35

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Sa przez chwilę najwyraźniej zaniemówił, po czym rozejrzał się szybko, omiatając otoczenie spojrzeniem człowieka, który szuka najbliższej drogi ucieczki.

- Ehm... - chrząknął niepewnie. - Robaki, powiadacie...? Oślizgłe i czarne...? Ja tego... Zupełnie się na tym nie znam... Ale tuszę, że Syn Słońca sobie poradzi... I ta święta niewiasta... Tudzież szlachetny Alinur magią swą przepędzi plugastwo...

Poczuł nagle, że jego morale, umocnione z rana hojnym datkiem oroni, podupadła nieco. Czarne robaki? Na Wielkiego Węża! Może już ich zeżarły? Przez chwilę przed oczami wyobraźni ujrzał makabryczny obraz leżących w mroku kości i wijących się dookoła żarłocznych czerwi. Przełknął gwałtownie ślinę, czując, jak żołądek zmienia mu się w twardą, lodowatą kulę. Trzeba stąd wiać czym prędzej...! Z drugiej strony... Jeśli faktycznie dadzą im radę to wyjdzie na to, że ich zostawiłem... Syn Słońca jest bratem An'harata... Przekleństwo! I tak źle, i tak nie dobrze... Szczęściem okno zostawiłem otwarte...

Jego gorączkowe rozmyślania przerwał Khem, wpychając w dłoń złodzieja zapaloną pochodnię.

- Zostanę może tutaj i przypilnuję wyjścia, w razie jakbyście jednak wspólnie nie zmogli Ciemności... - zaproponował młodzian niepewnie. - Wierzę w wasze zwycięstwo, jednak rozsądek nakazuje zabezpieczyć drogi odwrotu... Wszakże będę was wspierał duchem i modlitwą...
Ah-saa-brax bierze do prawej ręki sztylet do lewej pochodnię. Następnie staje gdzieś na początku korytarza, tak by mieć widok na to, co się dzieje w głębi domu, a jednocześnie nie być zbyt daleko wyjścia (przez okno lub drzwi).
Morale złodzieja właśnie zdecydowanie kuleje. Akualnie nie potrafi zdecydować się: walczyć, czy uciekać? Stara się