[center]
Centrum Koronapanu[/center]
Markus westchnął bezradnie, bo z doświadczenia wiedział, że w sytuacjach takich jak obecna dyskusje z Werkiem nie miały większego sensu. Mechanik musiał wpierw rozładować frustrację, dać upust wewnętrznemu ciśnieniu poprzez intensywną pracę z uszkodzonym obiektem.
- Pomóżcie mu w miarę możliwości - mężczyzna wskazał dłonią na Gerarda i Snowida, głową kiwnął na młockarnię - Ja i reszta zabierzemy snopki na plac przy bibliotece, wymłócimy żyto na betonie ręcznymi cepami.
Obsługujący wcześniej machinę osadnicy zaczęli ładować świeżo skoszone zboże na dwukołowe wózki, pomstując pomiędzy sobą na niespodziewany defekt. Żaden nie wziął do siebie niedorzecznych zarzutów Bayera, wszyscy znali bowiem doskonale borkańskiego specjalistę i jego dziecinne czasami humory.
- Mamy problem - u boku Markusa wyrósł znienacka posępny jak burzowa chmura Nikodemus. Towarzyszący mu z równie ponurą miną Wegland rozglądał się przez cały czas na wszystkie strony jakby szukał wzrokiem czegoś niezmiernie ważnego w porastających peryferia Koronapanu chaszczach.
- To pytanie czy stwierdzenie? - odrzekł Markus odwracając w stronę sędziego głowę - Jeśli pytanie, to tak. Wygląda mi na poważną awarię i nie wiem, ile czasu potrwa naprawa. Na wszelki wypadek weźmiemy się za ręczne młócenie.
- Nie o to chodzi - coś w głosie Nikodemusa sprawiło, że Gerard i Snowid obejrzeli się w kierunku sędziego nadstawiając bacznie uszu - Mamy inny problem... zewnętrzny.
Markus w okamgnieniu pojął, co Nikodemus chciał mu w miarę dyskretnie przekazać. Wymienił spojrzenia z Gerardem i Snowidem, uświadomił sobie, że obaj młodzieńcy dosłyszeli ciche oświadczenie sędziego. Machnąwszy ręką przywołał ich do siebie cofając się jednocześnie w wylot jednej z bocznych uliczek. Wszyscy zbili się w ciasną grupkę z Nikodemusem i Weglandem, pochylając ku sobie głowy.
- Ktoś włamał się do spiżarni - wyjawił sędzia - Podważył płyty ściany i zrobił płytki podkop. Nie wierzę, żeby to był ktoś z naszych. Pozostają jedynie obcy.
Snowid gwizdnął z wrażenia przez zęby, Gerard zmełł w ustach przekleństwo. Markus nie pozwolił sobie na żaden przejaw emocji, ale jego wzrok zatrzymał się na chwilę na zablokowanej machinie do młócenia żyta.
- Bayer zrobił przed chwilą dziką awanturę o podrzuconą do młockarni rurę - powiedział półgłosem - To ona rozwaliła coś w środku. Jeśli się nie pomylił, a przecież zna ten złom co do ostatniej śrubki, ktoś musiał ją wsadzić do środka. Też nie wierzę, żeby to był ktoś z naszych. Widzieliście cokolwiek podejrzanego?
- Niczego - zaprzeczył Wegland - Myślimy z Nikodemusem, że to się stało w nocy. Trzeba przepytać wartowników.
- Nie patrzcie tak na mnie - sarknął Snowid, który natychmiast poczuł na sobie badawcze spojrzenia ziomków - Nie zmrużył oka nawet na minutę. Nikogo nie widziałem, inni też nic nie zgłaszali.
Poproszę o jakieś zgrabne fabularki demonstrujące Wasze oburzenie z tytułu kradzieży i prawdopodobnego sabotażu. W dyskretnej naradzie udział biorą na razie Markus, Wegland, Nikodemus, Gerard i Snowid. Co do pytania Waylandera, Snowid to BG, a Wegland to NPC.