PBF - Czarny Świt

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 12 lipca 2016, 10:20

[center]Obozowisko Jeźdźców Zagłady[/center]

Bayer Werk biegł w stronę braci najciszej jak potrafił, z samopałem przy ramieniu. Mierzył już do konającego na ziemi wartownika ale ten wyglądał jakby był już w krainie Wiecznych Łowów. Mechanik postanowił trzymać się blisko towarzyszy, osłaniając ich strzałami tylko kiedy sytuacja się skomplikuje. Póki co wszystko szło zgodnie z planem a ostrzał z kulomiotu byłby tylko marnotrawstwem amunicji.
Trzymam się Yurana i Dragana podczas dożynek. Gdyby na nogi zerwał się któryś z pozostałych dwóch mężczyzna albo ktoś rzucił się do ucieczki to pociągnę za spust. Nie wcześniej.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 12 lipca 2016, 11:19

Nikodemus podąża za towarzyszami z napiętą cięciwą łuku. Gdyby ktoś się obudził - po cichu pakuje w niego strzałę.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 lipca 2016, 22:29

Yuran nawet nie drgnął gdy włócznia ciśnięta przez jego brata przemknęła bezszelestnie obok ucha i ugodziła strażnika. Bracia ufali sobie i Yuran pozwoliłby siec po blacie nożem bratu pomiędzy swoimi palcami.

Piękny rzut... - przemknęło mu przez myśl, ale uwaga nadal skierowana na to aby pozostać bezszelstnym. Powoli zbliżył się do jednego ze śpiących sekciarzy. Niezbyt blizko, na odległość z jakiej mógł śmiertelnie, a co najważniejsze bezpiecznie przygwoździć śpiącego do ziemi.

Najchętniej to zarżnąłby wszystkich opróćz jednej osoby i zniknął bez śladu. Pozwoliłby się ostatniemu lechpsu obudzić pośród trupów kamratów, ale to nie wchodziło w gre. Mieli zginąć wszyscy. O ile wcześniej miał jakieś wątpliwości, chciał użyć sobie na jednej z młodych branek, tak po tym gdy posłyszał, że to piewcy apokalipsy, wiedział już, że przyniosą im tylko śmierć.
Nie ma co niepotrzebnie ryzykować. Zabijam cicho i bezpiecznego dystansu (tak, żeby np nie dać się podciąć itp). Jak się przebudzą, to wystrzelę z kuszy i zacznę machać buzdyganem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 lipca 2016, 22:44

[center]Obozowisko Jeźdźców Zagłady[/center]
Bezgłośni wysłannicy śmierci spadli na obozowisko obcych niczym nocni drapieżcy, dokonując posępnego dzieła w przeciągu kilkunastu sekund. Przeważając liczebnie nad swymi ofiarami, osadnicy rozproszyli się po obozie obierając sobie pośpiesznie ofiary. Wzniesione w górę ostrza włóczni i sztychy mieczy zalśniły na krótką chwilę w bladej poświacie ogniska, po czym spłynęły krwią. Zduszone jęki i agonalny charkot zabijanych we śnie ludzi przebrzmiały po kilku sekundach, ucichły bezpowrotnie.

Przez chwilę słychać było jedynie trzask pożerających szczapy drewna płomieni i charakterystyczny dźwięk wyciąganego z ciał metalu. Upewniwszy się, że wszystkie ciosy były śmiertelne, Koronapańczycy zbili się ponownie w gromadkę kucając w okręgu światła rzucanego przez ogień.

- Przykra robota, ale konieczna - oznajmił w końcu Anton, który razem ze Snowidem wziął na siebie niewdzięczny obowiązek zabicia dziewcząt - Chociaż niektórzy z was mogli się wahać, wierzcie, że podzielałem w pełni osąd Markusa. Plemię Demiurga musi zostać doszczętnie wytracone, zanim prawy lud będzie mógł powrócić do Edenu. Dzisiaj uczyniliśmy kolejny krok na tej ciężkiej i pełnej trudnych uczynków drodze.

- Przeszukamy ich sakwy? - zaproponował niepewnie Dirk, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z Szyszką - Przynajmniej zobaczmy, co tam mieli, co?

- Żal tyle dobra zostawiać, Antonie - poparł swego druha Szyszka - Popatrz na ich broń, pewnie wiele jest warta. O napierśnikach nie wspomnę.

- Ich nie ocaliły - oznajmił z przekąsem Dragan, ale i on spozierał łakomie ku stercie bagaży Jeźdźców - Co nam szkodzi pooglądać?

- To nie jest dobry pomysł - odparł natychmiast Anton, dla przydania sobie powagi wstając z kucek i górując nad pozostałymi osadnikami - Wszystko, co przy sobie mają mogło zostać skażone oddechem Demiurga. Wielu z nich zażywa żar, piekielny proszek z Kolistych Pól, który przeistacza ich w diabły. Nie powinniśmy niczego dotykać, tylko zostawić ciała na żer wulfom i wracać do Koronapanu.
Ktoś chce dodać swoje trzy grosze? Bruni, Dirk i Szyszko nalegają na przejrzenie dobytku apokaliptyków, Anton jest zdecydowanie przeciw, ale mimo swego starszeństwa i doświadczenia nie jest formalnym przywódcą grupy. Wiele może tu mieć do powiedzenia Nikodemus jako sędzia Koronapanu, ale i inni mogą się wypowiedzieć!

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 13 lipca 2016, 11:23

- Pochówku zapewnić im nie możemy, musimy ich zostawić tak, jak są. Sami wybrali swoją ścieżkę, dostali to, na co zapracowali. Najwłaściwiej byłoby spalić truchła, żeby zaraza nie mogła się rozprzestrzenić. Spalić razem z dobytkiem. My się na nim nie wzbogacimy, a tylko biedy sobie napytać możemy, skazę do osady przywlec. A nawet gdyby nie było na nich oddechu Demiurga - jeszczem tak nisko nie upadł, żeby trupy z odzienia odzierać. Jeśli moje słowo ma znaczenie - mówię: nie dotykać niczego.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 lipca 2016, 16:09

[center]Puszcza na zachód od Koronapanu[/center]
Pośpieszna narada nad płomieniami dogasającego ogniska nie trwała długo. Chociaż niektórzy z osadników wciąż łudzili się nadzieją złupienia dobytku apokaliptyków, Anton i Nikodemus nie pozostawili nikomu złudzeń. Zgodnie z rozkazami Markusa mienie zabitych zostało porzucone w dziczy na pastwę natury. Wycofując się z miejsca kaźni Koronapańczycy zgasili jedynie ognisko, by sypiące się z niego iskry przypadkiem nie wywołały pożaru.

Cała grupa wtopiła się w ciemność nocy, z wprawą leśnych ludzi powracając swymi śladami do Koronapanu. Prowadzili ponownie Yuran i Dragan, najlepiej radzący sobie w mroku zalegającym pod liściastą kopułą drzew. Przez długi czas wszyscy nadstawiali bacznie uszu starając się upewnić, że w pobliżu marszruty grupy nie czają się jacyś zbłąkani Jeźdźcy, ale prócz kilku zbłąkanych lisów nie natrafili nigdzie na ślad życia.

Nikt nie próbował zawiązać konwersacji. Kiedy wywołane walką napięcie opadło, nawet najbardziej zawzięci z mężczyzn pojęli, że niedawno zabili ośmiu ludzi. Koronapan od dawna nie toczył z nikim wojny i dla większości osadników w grupie zabójstwo było całkowicie nowym doznaniem. Rzecz jasna wielu przytrafiały się bójki przerywane przez sędziego, czasami do bitki na pięści dochodziło też podczas sąsiedzkich wizyt w Zielonej Grocie - lecz do dalekiej przeszłości należały czasy, kiedy mieszkańcy puszczańskiej sadyby odebrali życie innym ludziom.

Polańscy bracia niechętnie przystawali na krótkie popasy, chcąc za wszelką cenę dotrzeć do Koronapanu przed świtem. Obaj byli w doskonałej formie, czego szczerze zazdrościł im dyszący głośno Werk, obaj nie widzieli też potrzeby nocowania w lesie. Ich ziomkowie czekali z niepokojem na wieści od wysłanej na borsuki drużyny, toteż ponaglali przez cały czas kompanów prąc poprzez gęsty las na wschód.

Od pewnej chwili Bayer zaczął rozpoznawać w rzedniejącym mroku zarysy znajomych miejsc: wapienne skały przebijające ściółkę lasu, obrośnięte kolczastymi krzewami metalowe konstrukcje nośne dawno temu zawalonych i pochłoniętych przez puszczę budynków. Wysłannicy Markusa powrócili na swoje terytorium, na ziemie otaczające Koronapan i uważane przez osadników za własne dominium.

- Czujecie? - Dragan zatrzymał się znienacka tak raptownie, że Anton musiał odskoczyć w bok, by nie wpaść mu na plecy - Czujecie ten swąd?

Borkański mechanik tak dalece pogrążony był we wspomnieniach podejrzanej niedawno orgii, że w pierwszej chwili nie zrozumiał, co Polanin właściwie miał na myśli - jednak po zaledwie kilku sekundach rozpoznał charakterystyczny zapach wciągnięty przypadkiem w nozdrza.

Odór spalenizny, wiszący w powierzu pod koronami drzew, opadający powolutku ku leśnemu poszyciu. Coś się gdzieś paliło i lodowate cęgi ścisnęły gardło Werka złym przeczuciem.

- Czy wiatr wieje od Koronapanu? - wybąkał mechanik ściągając z ramienia kulomiot - To od wioski tak zawiewa?

- Biegiem! - rzucił przez ściśnięte gardło Anton - Biegiem!
Dotarliście bez trudu na własne terytorium, ale tuż przed Koronapanem spotkała Was przykra niespodzianka: swąd spalenizny wiszący złowieszczo w powietrzu (dodam, że na pewno nie ma on nic wspólnego ze spaleniem leśnej baby)!

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 14 lipca 2016, 10:15

[center]Puszcza na zachód od Koronapanu[/center]

Obraz przebijanych ciał sług demiurga zarysował się w myślach anabaptysty jak łopata, która ryje ziemie kształtując grób.

Dobrze, że nie slyszał krzyków, choć jęki i pokrząkiwania były tak samo okropne i w dodatku spotęgowane adrenaliną przeradzały się w wytwory wyobraźni nie do zniesienia.

Szedł niemo za towarzyszami, oczy miał puste i ciągle myślał o tym co się stało, czy Koronopan będzie bezpieczny? Czy inne lechpsy nie wrócą.

Oniemiał kiedy do jego nozdrzy dostał się swąd palącego dymu. Zobaczył jak jego towarzysze staneli, popatrzyli na siebie i na słowo Biegiem - Antona ruszyli do wioski.

Kurczowo trzymał szelki podskakującego plecakaw kiedy przeskakiwał nad kępami trawy, biegnąc co sił w nogach w kierunku Koronapanu, modląc się w duchu i mając nadzieje, że to nic groźnego.
Zawijam kiece i lece! :o
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 lipca 2016, 17:42

[center]Koronapan w kłębach dymu[/center]
Ostatnie tuziny metrów dzielące ekspedycję od peryferii Koronapanu pokonane zostały w niezwykłym tempie, zupełnie nie przystającym do zrozumiałego zmęczenia ludzi po blisko całodobowej wyprawie w puszczę. Niepokojący zapach spalenizny gęstniał w powietrzu, przybierał coraz bardziej na intensywności doprowadzając bardziej nerwowych osadników do granic wytrzymałości.

Blade światło przedświtu rozlewało się po okolicy, przezierały przez skraj zielonego gąszczu. Tratując stojące im na drodze krzaki mężczyźni wypadli jeden po drugim na poletko uprawiane przez zrzędliwego Stefana i jego powszechnie lubianą żonę, zgnietli butami główki dorodnej kapusty. Ich oczom ukazały się niskie zabudowania na obrzeżach, zbite z okorowanych desek, przykryte rdzewiejącą blachą falistą.

- Dym! - krzyknął Gerard - Tam!

Gęste kłęby ciemnego dymu snuły się ponad dachami chat, pełzły zakosami w górę rozwiewane lekkimi podmuchami leniwego wiatru. Nadzieje Gerarda gasły z każdym uderzeniem serca: było tego dymu zbyt wiele na zbyt solidnie rozpalone ognisko, zresztą w centralnej części Koronapanu nigdy ognisk nie rozpalano. Do uszu mężczyzn dobiegły budzące jeszcze większy niepokój odgłosy, wysokie zawodzenie jakiejś kobiety, gniewne okrzyki zdradzające prowadzoną na wiele gardeł kłótnię. Kilkoro ukrytych za drewnianym parkanem dzieci dostrzegło nadbiegającego Nikodemusa i jego druhów, piskliwymi głosami poniosło wieść o powrocie ekspedycji w głąb wioski.

- Co się pali? - wyrzucił z siebie Stowid - Dom zgromadzeń?!

- Magazyn! - zza pobliskiej chaty wybiegł wyraźnie wstrząśnięty Hieronim, utalentowany i ceniony w osadzie szewc - Skład żywności! I studnię straciliśmy! To już chyba nasz koniec!

- Ktoś spalił studnię?! - skonfundowany Dragan spojrzał na brata - Jak to możliwe?

- Markus oszalał! - Hieronim złapał Nikodemusa za rękaw kurtki, zatrzymał go w miejscu z głęboko poruszonym wyrazem twarzy - Wszystko niszczy, pali! Musicie go powstrzymać!

[center]KONIEC PIERWSZEGO AKTU[/center]
Moi drodzy, pierwsza część dobiegła końca. Zamierzam zrobić dwutygodniową przerwę przez wzgląd na mój urlop, po czym wystartujemy z drugim aktem. O ewentualnych punktach doświadczenia za pierwszy akt pomyślę jak już zgłębię dokładniej zasady ich przyznawania w Degenesis. W międzyczasie oszacujcie swoją dostępność po moim urlopie, Waylander dla przykładu, który ze względu na absencję przegapił cały akt pierwszy. Jeśli ktoś musiałby na czas drugiego wypaść z akcji, wolałbym wiedzieć to zawczasu, nie wyruszy wówczas do Kociego Miasta, tylko zostanie w wiosce gasić studnię!

Jak wrażenia na tę chwilę? Mechanika faktycznie wydaje się łatwa do ogarnięcia, a przynajmniej do tej pory nie nastręczyła mi żadnych problemów.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 14 lipca 2016, 19:26

Dla mnie na razie jest git. Co prawda nie poczułem jeszcze esencji ducha Degenesis, ale to był przecież tylko wstęp! Gra mi się bardzo przyjemnie, jak zresztą we wszystko, co prowadzisz. Cieszę się, że mnie przekonałeś do dołączenia do drużyny.
Mechaniki natomiast nie rozumiem i z braku czasu nawet nie próbuję. Jest to mój wielki błąd i może się zemścić, ale coś za coś, albo fabuła albo mechanika.
Cieszę się na dwutygodniową przerwę, bo w tym czasie nie będę cierpieć na brak zajęć, ale wiem, że będzie mi brakować codziennych odwiedzin Koronapanu. Po Twoim powrocie, Keth, powinienem być dyspozycyjny, przynajmniej na chwilę obecną nie mam żadnych planów na czas wyprawy do Kociego Miasta. Innymi słowy - wpisz mnie na listę uczestników Aktu Drugiego.

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 14 lipca 2016, 20:32

[center]Koronapan w kłębach dymu[/center]

Paradoksalnie Bayer odetchnął z ulgą. Przez kilka ostatnich chwil wrodzony pesymizm kazał mu myśleć, że cała osada poszła z dymem. Oczami wyobraźni widział już Eleni leżącą w kałuży krwi na progu płonącej chaty.

Straty był dotkliwe jednak nie tak tragiczne jak sądził. Trzeba było jak najszybciej ustalić co się stało i jak opanować sytuację.

Langsam, langsam. - przerwał bezładny potok słów szewca - Jak to oszalał, szprechał coś? Osadę podpalił i nikt mu nawet sztachetą nie przywalił?
Trochę liniowe było to intro, nie czułem że podejmuję jakieś istotne decyzje. Poza tym drobiazgiem bez zarzutu. Dopiero się "wgrywam" w Werka co pewnie zajmie mi jeszcze trochę czasu.
Na drugi akt oczywiście się piszę, nie przewiduję rozstania z kompem dłuższego niż na 2-3 dni.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 15 lipca 2016, 09:52

[center]Koronapan w kłębach dymu[/center]

Rudzielec stargany pędzeniem w kierunku centrum wioski, padł na kolana kiedy zauważył owładnięty moca płomieni magazyn i kotłującą studnie. Zmęczenie dopadło go teraz, ostatnie siły pobudza jedynie adrenalina. Marzył abypołożyć się w miękkiej pościeli, a najlepiej wtulić w ciało Eleni, której tak bardzo mu brakowało.

Odczekując chwilę rozglądał się analizując chaos, który targał Koronapan. Spoglądnął na Antona i szybko dodał - ruszajmy do Marcusa.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 17 lipca 2016, 14:48

Pierwszą rzeczą jaka przeszła przez myśl Yurana było, że zostali celowo wyprowadzeni z osady, podczas, gdy większa grupa sekciarzy zaatakowała Koronapan, ale gdy posłyszał, iż to Anton podkłada ogień pod spichlerz, to skonfudowanie olbrzyma było całkowite. Mógłby przyjąć absolutnie każde założenie: atak sąsiadów, grom z jasnego nieba sprowadzony przez Wielkiego Koronapana za karę, akt sabotażu, ale Marcus? Czyżby oszalał?

To nie mieściło się w głowie wojownika. Stanął najpierw z rozdziawioną gębą nie wiedząc co czynić. Przecież we wsi tłum ludzi, ktoś by go zatrzymał, jeśli Marcus szaloną gorączka takich czynów by się dopuścił.

A jednak stało się. Będzie musiało plemię wieś opuścić i zwyczjaem innym polańskich plemion koczowniczy zacząć tryb życia prowadzić, bo pomrą z głodu, gdy ich zima w Koronapanie zastanie. Srogie termina na osadę szaleństwo Marcusa sprowadziło.

Mus im było teraz starego powstrzymać czym prędzej nim, się krzywda komuś od płomieni stanie.

- Dalej! trzeba go powstrzymać! - i puścił się biegiem ku płonącej osadzie.
No i klops. Pewno Apokaliptycy, nie tyle pokradli nam zapasy, co je skazili i biedny Marcus pali wszystko...

Piszę się oczywiście na akt drugi. Mam nadzieję, że po powrocie będę miał nieco więcej czasu na pisanie na forum.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 lipca 2016, 22:42

[center]AKT I - SZTYLETY W DYMIE[/center]

Koronopan, dzień po likwidacji obozu Jeźdźców Apokalipsy

Markus sprawiał wrażenie całkowicie spokojnego, co zważywszy na dopalające się ruiny centralnego magazynu żywności świadczyło o nadludzkim wręcz opanowaniu mężczyzny. Trzymając w ręku pusty kanister po paliwie odpierał zdecydowanym ruchami rąk napierających nań rozwścieczonych osadników. Buchający nad metalowy szkielet składu dym kłębił się pośród dachów Koronapanu, atakował nozdrza wstrząśniętych ludzi, wyciskał z ich oczy łzy.

- Jesteś obłąkany! - wrzeszczał na całe gardło Sebastian Wolkner, jeden z najbardziej doświadczonych i cenionych farmerów w osadzie - Zniszczyłeś wszystkie zbiory! Głód nas zabije w pierwszych miesiącach zimy!

- Zabierzcie mu kanister! - krzyknął ktoś w napierającej na Markusa grupie - Jeszcze wszystkich nas spali! Diabeł go opętał, stał się pomiotem Demiurga!

- Uspokójcie się! - Markus podniósł głos dostatecznie wysoko, by usłyszała go większość grupy, ale nie wszyscy osadnicy usłuchali, otaczając z obu boków samozwańczego przywódcę Koronapanu. Ściskane przez nich w dłoniach metalowe pręty i drewniane pałki nie wieściły niczego dobrego, co szczerze przerażało, jeśli brało się pod uwagę praworządny charakter zamieszkujących osadę ludzi. Przeważająca ich większość stroniła od przemocy i sporów, toteż widok wykrzywionych w grymasach wściekłej desperacji twarzy wywołał w Yuranie głębokie niedowierzanie.

- Zachowajcie spokój - powtórzył głośno Markus - Rozjedźcie się do domów, upewnijcie się, że dym nie rozniesie wokół iskier. Nic już więcej nie zostanie spalone, ale nie korzystajcie ze studni, dopóki wam nie zezwolę!

- Za kogo ty się masz?! - wrzasnął Rudolf Warzecha - Jakim prawem zniszczyłeś zapasy?!

Markus otworzył usta w zamiarze udzielenia odpowiedzi, w tej samej jednak chwili jego spojrzenie padło na twarze wbijających się klinem pomiędzy ziomków członków ekspedycji.

- Yuran! Anton! - naczelnik podniósł dzierżącą kanister rękę w górę - Do mnie! Musicie pomóc zaprowadzić porządek! Przypilnujcie, żeby pożar się nie rozszedł! Obstawcie studnię! Anton, pozwól do mnie, musimy pilnie coś omówić!

- Czego konspirujecie?! - rozwścieczony Wolkner nie ustępował, chociaż pojawienie się uzbrojonych ziomków nieco go uspokoiło: nikt z dyskutujących z Markusem osadników nie miał bowiem pojęcia jak zachowają się właśnie przybyli sąsiedzi i czyją wezmą stronę - A wy gdzieście całą noc byli? Co masz na gębie, Dragan? Wojenny malunek? Na borsuki się tak malowałeś?! Co robiliście w lesie, co?!
Korzystając z przelotnego kontaktu z komputerem napisałem wstęp do następnej części scenariusza. Prolog mamy za sobą, teraz będzie pierwszy akt (a nie drugi jak początkowo pisałem). Jesteście przy dogasającym składzie żywności, gdzie tłum osadników napiera na Markusa. Ten próbuje wykorzystać Waszą drużynę, by spacyfikować ziomków i zaprowadzić w Koronapanie spokój. Jak się w tej sytuacji zachowacie? Usłuchacie czy weźmiecie stronę wzburzonych sąsiadów? Gdzie leży Wasza lojalność? I gdzie poczucie zdrowego rozsądku, ponieważ zniszczenie pełnego żywności magazynu wieści Wam straszną zimę!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 lipca 2016, 23:10

Sprzeczne mysli kłębił się w głowie Yurana wezwanego przez Marcusa do uspokojenia nastrojów. Z jednej strony miał ochotę rozwalić łeb Marcusa jednym ciosem buzdygana za popełniony czyn, z drugiej wojownik miał wielki respekt do autorytetu przywódcy i ciężko mu było uwierzyć aby spalenie spichlerza i zatrucie studni podytktowane było jednynie szaleństwem Marcusa. To było tak niepodobne do spokojnego i logicznie myślącego mężczyzny. Wcześniej z jakiegoś powodu zakazał brania jeńców, ba, nawet szabrowania trupów. Spalił babę w dąbrowie. To wszystko nie pasowało w znany schemat zachowania Markusa. Może i z jakiegoś powodu spalił zapasy.

Instynkt podpowiadał żeby usłuchać Markusa, ale i dać upust rosnącej złości, gdy widział płomienie liżące powoli zniszczone spichlerz. Mijając Markusa syknął tylko cicho do naczelnika, tak aby go nie dosłyszano. Wściekły zwrok Yurana skrzyżował się na chwilę ze starszym mężczyzną:

- Coś ty kurwa narobił...

Potem wrzasnął na Wolknera i dłonie już zacisnęły się w pięści gotowe dać błyskawiczny upust emocjom, jeśli ziomek tylko by pysknął. Wściekłęmu Yuranowi lepiej nie było wchodzić w drogę:

- Zawrzyj gęba Wolkner bo nie zdzierżę!
Jak Wolkner coś odpowie, to Yuran bez zastanowienia da mu w mordę. I każdemu kto się odezwie. Póki co wojonwik jest tak wściekły, że gotów jest zaatakować każdego bez wyjątku.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 24 lipca 2016, 09:04

Po powrocie do osady Nikodemus utwierdził się w przekonaniu, które towarzyszyło mu przez całą drogę powrotną z krwawej misji, że życie Koronapanu w takim kształcie, jaki mieszkańcy znali od lat, zakończyło się definitywnie i bezpowrotnie, a mieszkańcy będą musieli siebie nawzajem i sami siebie poznawać na nowo.
Sędzia podszedł do kłócących się mężczyzn, starając się nie okazywać targających nim sprzecznych uczuć. Pierwsze słowa skierował do farmera:

- Czyżbym usłyszał, jak wypowiadasz posłuszeństwo starszyźnie wioski? Jeśli zimę chcesz spędzić na wygnaniu, pozbawiony dobytku i broni, sam przeciw zabójczej pogodzie i nieprzyjaznej dziczy, wystarczy, że wypowiesz jeszcze choćby jedno słowo do Marcusa. Odstąp, albo uznam cię za zdrajcę Koronapanu.

Nikodemus wytrzymał hardy wzrok Wolknera, po czym odezwał się do Marcusa i Antona:

- Wiecie, cośmy zrobili, tam w lesie. Myślę, że ja również powinienem uczestniczyć w waszej rozmowie.

ODPOWIEDZ