PBF - Czarny Świt
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Musimy działać, uspokajam się i ręką macam miejsce, po ciemku szukam pochodni. Nie wiem czy mam krzesiwo etc., próbóje ją rozpalić.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kocie Miasto, podziemia hotelu
Kaszel zwiadowców niósł się jeszcze chwilę w ciemnościach podziemi. Pierwsza zapalona pochodnia przepędziła mrok w promieniu kilku metrów, druga zlała swą ciepłą poświatę z pierwszą uwalniając czwórkę mężczyzn od narastającej w lawinowym tempie paniki. Ich spojrzenia pobiegły ku rozsypanemu betonowemu filarowi, który ledwie chwilę wcześniej runął z ogłuszającym łoskotem na rdzewiejący wrak jakiegoś półciężarowego samochodu.
- Który to popchnął?! - warknął Yuran gromiąc swych towarzyszy srogim wzrokiem - Mogliśmy wszyscy tutaj zginąć i wcale nie wiadomo, czy jeszcze nie zginiemy! Musimy stąd uciekać, zanim nas ktoś nakryje!
Nie czekając, aż któryś z Koronapańczyków przyzna się do spowodowania katastrofy, myśliwy okręcił się na pięcie w kierunku znajdujących się po przeciwnej stronie garażu schodów na parter budowli.
Dragan zatrzymał go zaciśniętą na ramieniu ręką, wpatrzony w zgnieciony wrak półciężarówki.
- Złomu nigdy nie widziałeś?! - wyrzucił z siebie starszy Polanin zrywając z barku dłoń brata.
- Popatrz tam, za wrak - odparł z nutą podniecenia w głosie Dragan - Koło się urwało, tam poleciało.
Unosząc wyżej swą pochodnię Gerard postąpił kilku kroków ku niedalekiej ścianie i westchnął bezwolnie zauważając to samo, co chwilę wcześniej Polański myśliwy.
Masywna opona półciężarówki wystrzeliła ze zgniecionego filarem samochodu i uderzyła z wielką siłą o ścianę odkształcając ją w dziwaczny sposób. Jeden rzut oka wystarczył, by wszyscy zwiadowcy zorientowali się, że patrzą na podwieszoną na metalowych prowadnicach fałszywą zasłonę, spod której wyzierał poznaczony plamami rdzy metal, a nie wszechobecny wokół beton.
- Fałszywa ściana - westchnął Nikodemus - Czy to...
Sędzia umilkł w jednej chwili, spojrzał rozszerzonymi oczami na kompanów. Ci też zastygli w bezruchu, wszyscy usłyszeli bowiem dźwięk odległych kroków narastający od schrony wiodących do garażu kroków.
Kaszel zwiadowców niósł się jeszcze chwilę w ciemnościach podziemi. Pierwsza zapalona pochodnia przepędziła mrok w promieniu kilku metrów, druga zlała swą ciepłą poświatę z pierwszą uwalniając czwórkę mężczyzn od narastającej w lawinowym tempie paniki. Ich spojrzenia pobiegły ku rozsypanemu betonowemu filarowi, który ledwie chwilę wcześniej runął z ogłuszającym łoskotem na rdzewiejący wrak jakiegoś półciężarowego samochodu.
- Który to popchnął?! - warknął Yuran gromiąc swych towarzyszy srogim wzrokiem - Mogliśmy wszyscy tutaj zginąć i wcale nie wiadomo, czy jeszcze nie zginiemy! Musimy stąd uciekać, zanim nas ktoś nakryje!
Nie czekając, aż któryś z Koronapańczyków przyzna się do spowodowania katastrofy, myśliwy okręcił się na pięcie w kierunku znajdujących się po przeciwnej stronie garażu schodów na parter budowli.
Dragan zatrzymał go zaciśniętą na ramieniu ręką, wpatrzony w zgnieciony wrak półciężarówki.
- Złomu nigdy nie widziałeś?! - wyrzucił z siebie starszy Polanin zrywając z barku dłoń brata.
- Popatrz tam, za wrak - odparł z nutą podniecenia w głosie Dragan - Koło się urwało, tam poleciało.
Unosząc wyżej swą pochodnię Gerard postąpił kilku kroków ku niedalekiej ścianie i westchnął bezwolnie zauważając to samo, co chwilę wcześniej Polański myśliwy.
Masywna opona półciężarówki wystrzeliła ze zgniecionego filarem samochodu i uderzyła z wielką siłą o ścianę odkształcając ją w dziwaczny sposób. Jeden rzut oka wystarczył, by wszyscy zwiadowcy zorientowali się, że patrzą na podwieszoną na metalowych prowadnicach fałszywą zasłonę, spod której wyzierał poznaczony plamami rdzy metal, a nie wszechobecny wokół beton.
- Fałszywa ściana - westchnął Nikodemus - Czy to...
Sędzia umilkł w jednej chwili, spojrzał rozszerzonymi oczami na kompanów. Ci też zastygli w bezruchu, wszyscy usłyszeli bowiem dźwięk odległych kroków narastający od schrony wiodących do garażu kroków.
...
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
No i pięknie, tego chyba szukaliśmy. Chowanie się i wszelka inna ostrożność pochodniowa jest teraz bez sensu, co by się nie działo, musimy jak najszybciej dostać się do środka, zanim ktoś z zewnątrz nas nakryje i skrzyknie pomoc. Musimy wszystko postawić na jedną kartę: wejść do środka i zamknąć się tam, ewentualnie potem wyjścia szukać w innym miejscu.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zgadzam sie z Namakemono. Jesli da sie schowac w za falszywa sciana, to tak robimy. Tyle ze bunkra nie otworzymy bo musimy tu wrocic z generatorem, takze dyskrecja nas zoobowiazuje.
Ale jesli skrytka za falszywa sciana jest zbyt mala, lub nie ma czasu, zeby sie tam dostac, to gasimy pochodnie i chowamy sie pod auta. W kurzawie jaka zapewne sie tu zrobila po katastrofie budowlanej nie bedzie latwo nas dostrzec, a i zapachu luczywa pewnie nie bedzie sie dalo poczuc. Poza tym mam nadzieje ze patrol nie bedzie specjalnie dokladnie przeszukiwal garazu. takie incydenty budowlane chyba nie sa czyms niesamowicie rzadkim w pozostawionym samemu sobie na niemal 500 lat miescie.
Ale jesli skrytka za falszywa sciana jest zbyt mala, lub nie ma czasu, zeby sie tam dostac, to gasimy pochodnie i chowamy sie pod auta. W kurzawie jaka zapewne sie tu zrobila po katastrofie budowlanej nie bedzie latwo nas dostrzec, a i zapachu luczywa pewnie nie bedzie sie dalo poczuc. Poza tym mam nadzieje ze patrol nie bedzie specjalnie dokladnie przeszukiwal garazu. takie incydenty budowlane chyba nie sa czyms niesamowicie rzadkim w pozostawionym samemu sobie na niemal 500 lat miescie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kocie Miasto, podziemny parking hotelu
Nie tracąc nawet chwili na próżne wahanie, czterej mężczyźni rzucili się ku naruszonej przypadkiem fałszywej ścianie, oświetlając ją ściskanymi kurczowo pochodniami. Każdy co rusz oglądał się przez ramię ku odległym schodom parkingu, w każdej chwili spodziewając się na nich widoku nadchodzących obcych.
Wygięta blacha, pomalowana na kolor zbliżony do barwy betonu i zwodząca oczy chropowatą fakturą budulca, skrywała po drugiej stronie wielką wnękę, głęboką na pół metra. Osadzona w metalowej framudze wnęka kończyła się sprawiającymi wrażenie niezwykle masywnych drzwiami, pozbawionymi zawiasów i zamka. Jeden rzut oka uświadomił wciskającym się za odsuniętą ściankę mężczyznom, że wyważenie drzwi z futryny jest zadaniem skazanym na bezsprzeczną porażkę.
- Co to jest? - wyszeptał Dragan przysuwając łuczywo do prostokątnego panelu na prawej futrynie, wyposażonego w połyskliwą płytkę oraz mnóstwo kwadratowych przycisków, na których widniały wciąż czytelne znaczki. Glify takie, zwane przez anabaptystów literami czy tam cyframi, wydawały się myśliwemu czymś niepojętym, ale Polanin wiedział, że Gerard i Werk potrafili z nich odczytywać pewne ukryte przesłania.
Hałas dobiegający z parteru nabierał na sile, do uszu Koronapan zaczęły dobiegać niezrozumiałe jeszcze dźwięki męskiej konwersacji.
- Właźcie tutaj, żwawo - sarknął Yuran - I trzymajcie blachę, żeby do końca nie odleciała, bo nas znajdą.
Nie tracąc nawet chwili na próżne wahanie, czterej mężczyźni rzucili się ku naruszonej przypadkiem fałszywej ścianie, oświetlając ją ściskanymi kurczowo pochodniami. Każdy co rusz oglądał się przez ramię ku odległym schodom parkingu, w każdej chwili spodziewając się na nich widoku nadchodzących obcych.
Wygięta blacha, pomalowana na kolor zbliżony do barwy betonu i zwodząca oczy chropowatą fakturą budulca, skrywała po drugiej stronie wielką wnękę, głęboką na pół metra. Osadzona w metalowej framudze wnęka kończyła się sprawiającymi wrażenie niezwykle masywnych drzwiami, pozbawionymi zawiasów i zamka. Jeden rzut oka uświadomił wciskającym się za odsuniętą ściankę mężczyznom, że wyważenie drzwi z futryny jest zadaniem skazanym na bezsprzeczną porażkę.
- Co to jest? - wyszeptał Dragan przysuwając łuczywo do prostokątnego panelu na prawej futrynie, wyposażonego w połyskliwą płytkę oraz mnóstwo kwadratowych przycisków, na których widniały wciąż czytelne znaczki. Glify takie, zwane przez anabaptystów literami czy tam cyframi, wydawały się myśliwemu czymś niepojętym, ale Polanin wiedział, że Gerard i Werk potrafili z nich odczytywać pewne ukryte przesłania.
Hałas dobiegający z parteru nabierał na sile, do uszu Koronapan zaczęły dobiegać niezrozumiałe jeszcze dźwięki męskiej konwersacji.
- Właźcie tutaj, żwawo - sarknął Yuran - I trzymajcie blachę, żeby do końca nie odleciała, bo nas znajdą.
Za fałszywą ścianką naprawdę jest tajemnicze wejście zagrodzone ciężką metalową śluzą. Jest i równie tajemniczy panel, do którego Bayer Werk powinien wedle słów Markusa podłączyć starter rozruchowy do ANSUMO (cokolwiek to znaczy). No i są jacyś ludzie, którzy schodzą do garażu i zaraz tam będą! Pochodnie dalej się palą?
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Mam nadzieje, że jesteśmy dobrze schowani i gaszę pochodnie! Oby nie doszło do walki, na ślepo będzie to bardzo trudne.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kocie Miasto, podziemny parking hotelu
Zgaszenie obu pochodni wymagało sporego wysiłku oraz wyjątkowej zręczności, bo wciśnięci w wąską przestrzeń włazu mężczyźni, podtrzymujący na dodatek od środka naruszoną fałszywą ściankę, musieli obydwa łuczywa zdeptać i zdusić płomienie podeszwami butów. Gerard Hayte omal nie podpalił sobie przy tej okazji nogawki spodni, ocalony tylko energiczną pomocą Nikodemusa.
Na krótką chwilę w podziemiach hotelu zapadła nieprzenikniona ciemność - tak głęboka, że Koronapańczycy nie byli w stanie ujrzeć przystawionych do nosów dłoni. Kiedy wzrok przestał być pomocny, pozostałe zmysły zaczęły pracować na podwyższonych obrotach, zwłaszcza słuch, który bez trudu rejestrował zbliżające się do podziemi ludzkie głosy.
Na betonowych schodkach od strony parteru pojawiło się źródło białego światła, zaraz po nim drugie. Nie były to pochodnie, co Yuran i Dragan odnotowali w myślach z dziką wręcz zazdroscią. Długie snopy białego światła biły z tub trzymanych przez przybyszów elektrycznych latarek, omiatających czujnie podziemną przestrzeń pełną wciąż unoszących się w powietrzu drobinek pyłu i kurzu.
Promienie elektrycznego światła przemieściły się na posadzkę parkingu, przy wtórze stawianych ostrożnie kroków oraz ściszonych męskich głosów. Mieszkańcy Koronapanu radzili sobie bez większego trudu zarówno z mową Polan jak i językiem Borki, toteż wciśnięci za fałszywą ściankę zwiadowcy od biedy rozumieli wypowiadane w dziwnym borkańskim dialekcie słowa obcych.
Czterech mężczyzn zeszło na parking, po czym rozproszyło się nieco przeczesując ostrożnie gruzowisko. Wszyscy mieli elektryczne latarki, co w oczach Koronapańczyków uchodziło za szczyt luksusu i powód do dzikiej zazdrości.
- Esh waar zicher ajn cufall - powiedziała jedna z ciemnych sylwetek ukrytych za latarkami sugerując przypadkowy zawał osłabionej konstrukcji budynku - Di ooben hebben eszt glik gehat.
- Zaj ni zo zicher - ostrzegł goł mężczyzna idący po prawej, usytuowany najbliżej kryjówki skamieniałych z wrażenia zwiadowców - Di wilde zind yn stat. Wir mussn wah blejwen.
Jeden z obcych przesunął snopem światła po swoim towarzyszu, zdezintegrował na moment opatulającą go ciemność. Oczom wyzierających przez szczeliny w naruszonej ściance osadnikom ukazał się człowiek w ciemnym kombinezonie z nałożoną na wierzch skórzaną uprzężą, przy której wisiała robiąca słuszne wrażenie maczeta. Należące najwyraźniej do zwyczajnego ekwipunku tego plemienia gogle tkwiły na czole mężczyzny, odsłaniając przenikliwe oczy próbujące wejrzeć w każdy zakamarek podziemi.
Człowiek z maczetą u boku przyklęknął obok wraku przywalonej filarem półciężarówki, spróbował zajrzeć pod jej podwozie. W blasku światła rzucanego przez inne latarki Yuran zauważył w wolnej ręce Borkanina przedmiot niepokojący podobny do glojka Markusa, nieznacznie tylko mniejszy i pozbawiony charakterystycznego cylindra na lufie.
- Ik denk das jeman was hier - powiedział po chwili bezowocnych poszukiwań gość od maczety, a jego stwierdzenie zmroziło krew w żyłach Koronapańczykom - Zind dit sporen? Hier baj band?
- Kajn idee - wzruszył ramionami inny z członków patrolu, podobnie ubrany i wyposażony, co jego kompan, ale zamiast glojka dźwigający jakąś rurę - Cu fil rotzoj. Geh opene hołfttyr.
Mężczyzna szukający czegoś pod wrakiem wyprostował się, po czym odszedł poza pole widzenia wciśniętych za osłonę zwiadowców, pomaszerował przez cały parking na jeden z jego krańców. Chwilę później nie ważący się nawet oddychać Koronapańczycy usłyszeli przeraźliwy zgrzyt trącego o metal metalu i do podziemi wdarło się znienacka słoneczne światło trzymane dotąd na wodzy przez zamknięte podnoszone wrota.
Na parkingu zrobiło się znienacka znacznie jaśniej, chociaż poświata bijąca od strony wjazdu dla samochodów nie sięgała aż do fałszywej ścianki.
Zgaszenie obu pochodni wymagało sporego wysiłku oraz wyjątkowej zręczności, bo wciśnięci w wąską przestrzeń włazu mężczyźni, podtrzymujący na dodatek od środka naruszoną fałszywą ściankę, musieli obydwa łuczywa zdeptać i zdusić płomienie podeszwami butów. Gerard Hayte omal nie podpalił sobie przy tej okazji nogawki spodni, ocalony tylko energiczną pomocą Nikodemusa.
Na krótką chwilę w podziemiach hotelu zapadła nieprzenikniona ciemność - tak głęboka, że Koronapańczycy nie byli w stanie ujrzeć przystawionych do nosów dłoni. Kiedy wzrok przestał być pomocny, pozostałe zmysły zaczęły pracować na podwyższonych obrotach, zwłaszcza słuch, który bez trudu rejestrował zbliżające się do podziemi ludzkie głosy.
Na betonowych schodkach od strony parteru pojawiło się źródło białego światła, zaraz po nim drugie. Nie były to pochodnie, co Yuran i Dragan odnotowali w myślach z dziką wręcz zazdroscią. Długie snopy białego światła biły z tub trzymanych przez przybyszów elektrycznych latarek, omiatających czujnie podziemną przestrzeń pełną wciąż unoszących się w powietrzu drobinek pyłu i kurzu.
Promienie elektrycznego światła przemieściły się na posadzkę parkingu, przy wtórze stawianych ostrożnie kroków oraz ściszonych męskich głosów. Mieszkańcy Koronapanu radzili sobie bez większego trudu zarówno z mową Polan jak i językiem Borki, toteż wciśnięci za fałszywą ściankę zwiadowcy od biedy rozumieli wypowiadane w dziwnym borkańskim dialekcie słowa obcych.
Czterech mężczyzn zeszło na parking, po czym rozproszyło się nieco przeczesując ostrożnie gruzowisko. Wszyscy mieli elektryczne latarki, co w oczach Koronapańczyków uchodziło za szczyt luksusu i powód do dzikiej zazdrości.
- Esh waar zicher ajn cufall - powiedziała jedna z ciemnych sylwetek ukrytych za latarkami sugerując przypadkowy zawał osłabionej konstrukcji budynku - Di ooben hebben eszt glik gehat.
- Zaj ni zo zicher - ostrzegł goł mężczyzna idący po prawej, usytuowany najbliżej kryjówki skamieniałych z wrażenia zwiadowców - Di wilde zind yn stat. Wir mussn wah blejwen.
Jeden z obcych przesunął snopem światła po swoim towarzyszu, zdezintegrował na moment opatulającą go ciemność. Oczom wyzierających przez szczeliny w naruszonej ściance osadnikom ukazał się człowiek w ciemnym kombinezonie z nałożoną na wierzch skórzaną uprzężą, przy której wisiała robiąca słuszne wrażenie maczeta. Należące najwyraźniej do zwyczajnego ekwipunku tego plemienia gogle tkwiły na czole mężczyzny, odsłaniając przenikliwe oczy próbujące wejrzeć w każdy zakamarek podziemi.
Człowiek z maczetą u boku przyklęknął obok wraku przywalonej filarem półciężarówki, spróbował zajrzeć pod jej podwozie. W blasku światła rzucanego przez inne latarki Yuran zauważył w wolnej ręce Borkanina przedmiot niepokojący podobny do glojka Markusa, nieznacznie tylko mniejszy i pozbawiony charakterystycznego cylindra na lufie.
- Ik denk das jeman was hier - powiedział po chwili bezowocnych poszukiwań gość od maczety, a jego stwierdzenie zmroziło krew w żyłach Koronapańczykom - Zind dit sporen? Hier baj band?
- Kajn idee - wzruszył ramionami inny z członków patrolu, podobnie ubrany i wyposażony, co jego kompan, ale zamiast glojka dźwigający jakąś rurę - Cu fil rotzoj. Geh opene hołfttyr.
Mężczyzna szukający czegoś pod wrakiem wyprostował się, po czym odszedł poza pole widzenia wciśniętych za osłonę zwiadowców, pomaszerował przez cały parking na jeden z jego krańców. Chwilę później nie ważący się nawet oddychać Koronapańczycy usłyszeli przeraźliwy zgrzyt trącego o metal metalu i do podziemi wdarło się znienacka słoneczne światło trzymane dotąd na wodzy przez zamknięte podnoszone wrota.
Na parkingu zrobiło się znienacka znacznie jaśniej, chociaż poświata bijąca od strony wjazdu dla samochodów nie sięgała aż do fałszywej ścianki.
Patrol przeszukuje uważnie parking. Jednemu z obcych wydaje się, że widzi na podłodze odciśnięte w grubej warstwie pyłu ślady butów. By sobie ułatwić kontrolę, gość poszedł w kąt podziemi i otworzył przeoczone przez Was wielkie podnoszone wrota zamykające wjazd do środka od strony podjazdu dla samochodów. Napięcie rośnie?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Yuran bezszelestnie sięgnął po skrytego za pazuchą Glojka. Wiedział, że strzały, choćby nawet wytłumione i tak zwrócą wcześniej czy później uwagę obcych i całą wyprawę lechuj trafi. Jeśli wygrają krwawą jatkę, to będą mieli szczeście jeśli uda im się wyjść całymi z Maista Kotów i już tu nie będą mogli wrócić, a skarb z bunkra dostanie się w łapy obcych, skazując Koronapan na głodową śmierć.
Ale wiedział, że jeśli nie będzie wyjścia, to będzie walczył o życie i nie zawaha się zabić. To było jednak wyjście ostateczne, wtedy gdy próba ukrycia się spełznie na niczym. Nie da się potulnie zabić. Nakazał kompanom palcem przyłożonym do ust całkowitą i bezwzględną ciszę.
Ale wiedział, że jeśli nie będzie wyjścia, to będzie walczył o życie i nie zawaha się zabić. To było jednak wyjście ostateczne, wtedy gdy próba ukrycia się spełznie na niczym. Nie da się potulnie zabić. Nakazał kompanom palcem przyłożonym do ust całkowitą i bezwzględną ciszę.
Yuran wyawali 3pociskową serię, ale wtedy i tylko wtedy jeśli zostaną odkryci i nie będzie wyjśćia.
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Gerarda zamrozil strach, przez pół rozumiał obcych choć znał język z zachodu i sam często niektóre słowa dodawał do wspólnej mowy. Widząc co zrobił jeden z braci, młody anabaptysta pokrecil jeno głową niezgadzajac się na to co może się stać. Widząc jak bezsilna jest ich sytuacja sięgnął ręka za rękojeść długiego miecza gotowy by w każdej chwili rzucić się na obcych, chroniąc swoich nawet własnym ciałem.
jeżeli są to Ci których widzieliśmy za skarpy i którzy zabili jelenioludzi i usłyszę strzały z pieśnią w głosie dobiegam do pierwszego i dzgam go w pierś!, jeżeli zaś nas odkryją i będą gadać,
Będę starał się z nimi rozmawiać!
Będę starał się z nimi rozmawiać!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kocie Miasto, podziemny parking hotelu
Uzbrojeni goglarze kręcili się po zapylonym parkingu przez dłuższą chwilę, raz czy dwa podchodząc do fałszywej ścianki tak blisko, że skamieniali z wrażenia zwiadowcy już gotowi byli rzucać się z wrzaskiem do ich gardeł. Snopy światła latarek krążyły po zawalonej gruzem podłodze, toteż Koronapańczycy dziękowali w myślach swym bóstwom za zawalony nieoczekiwanie filar. Gdyby nie chmura wciąż opadającego pyłu, obcy bez trudu spostrzegliby ślady stóp intruzów na swoim terytorium.
- Laat das alles, ik kan nit atmen - jeden z goglarzy chrząknął głośno zbierając w ustach flegmę, splunął na drzwiczki zgniecionej półciężarówki - Das waar eszt ajn cufal.
Zgasiwszy latarki czterej mężczyźni wyszli jeden po drugim z garażu poprzez podniesione wrota wjazdowe. Ostatni z nich stał na rampie parkingu przez dłuższą chwilę, wodząc głęboko zamyślonym wzrokiem po ciemnych zakamarkach podziemi. Przywołany z głębi ulicy okrzykiem któregoś z kompanów, wzruszył w końcu ramionami i odszedł znikając z oczu osadników.
Przez otwarty na oścież wjazd do podziemi sączyło się jasne światło dnia, rozpalające złocistymi punkcikami drobiny unoszącego się w powietrzu ceglanego pyłu.
- Chyba poszli - wyszeptał ledwie słyszalnie ściskający pistolet Yuran - Mało brakowało, kurwości. Wszyscy cali?
- Ciszej, mogą być blisko - odszepnął wciśnięty w futrynę włazu Nikodemus - Prawie nas dopadli. Trzeba będzie bardzo uważać jak już ściągniemy Werka z jego maszynerią.
- Co oni mówili o tych na górze? - odezwał się wciąż drżący na ciele i oszołomiony bliskim kontaktem z obcymi Gerard - Pamiętacie? Jeden z nich powiedział, że ci na górze mieli szczęście, że zawalił się tylko jeden filar? Jacy na górze?
Uzbrojeni goglarze kręcili się po zapylonym parkingu przez dłuższą chwilę, raz czy dwa podchodząc do fałszywej ścianki tak blisko, że skamieniali z wrażenia zwiadowcy już gotowi byli rzucać się z wrzaskiem do ich gardeł. Snopy światła latarek krążyły po zawalonej gruzem podłodze, toteż Koronapańczycy dziękowali w myślach swym bóstwom za zawalony nieoczekiwanie filar. Gdyby nie chmura wciąż opadającego pyłu, obcy bez trudu spostrzegliby ślady stóp intruzów na swoim terytorium.
- Laat das alles, ik kan nit atmen - jeden z goglarzy chrząknął głośno zbierając w ustach flegmę, splunął na drzwiczki zgniecionej półciężarówki - Das waar eszt ajn cufal.
Zgasiwszy latarki czterej mężczyźni wyszli jeden po drugim z garażu poprzez podniesione wrota wjazdowe. Ostatni z nich stał na rampie parkingu przez dłuższą chwilę, wodząc głęboko zamyślonym wzrokiem po ciemnych zakamarkach podziemi. Przywołany z głębi ulicy okrzykiem któregoś z kompanów, wzruszył w końcu ramionami i odszedł znikając z oczu osadników.
Przez otwarty na oścież wjazd do podziemi sączyło się jasne światło dnia, rozpalające złocistymi punkcikami drobiny unoszącego się w powietrzu ceglanego pyłu.
- Chyba poszli - wyszeptał ledwie słyszalnie ściskający pistolet Yuran - Mało brakowało, kurwości. Wszyscy cali?
- Ciszej, mogą być blisko - odszepnął wciśnięty w futrynę włazu Nikodemus - Prawie nas dopadli. Trzeba będzie bardzo uważać jak już ściągniemy Werka z jego maszynerią.
- Co oni mówili o tych na górze? - odezwał się wciąż drżący na ciele i oszołomiony bliskim kontaktem z obcymi Gerard - Pamiętacie? Jeden z nich powiedział, że ci na górze mieli szczęście, że zawalił się tylko jeden filar? Jacy na górze?
Spojrzenia wszystkich Koronapańczyków skierowały się w jednej chwili na betonowy strop parkingu, jakby były w stanie przeniknąć przez podniszczoną konstrukcję hotelu i dojrzeć wnętrza położonych wyżej pomieszczeń.
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
nie podoba mi się że tak szybko odeszli, jest ich tu więcej choć wcześniej śladów nie widzieliśmy. Poczekajmy jeszcze chwilę, jeżeli się nie pojawią ostrożnie wypuscmy czujke(jednego z nas na zwiad) ... Musimy znaleźć te jebane drzwi szatana, wrócić z mechanizmem, zrabowac i uratować Koronapan, chcociaz nie wiem czy jest sens po tym wszystkim co widzieliśmy ....
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
dretch napisał(a):Musimy znaleźć te jebane drzwi szatana
No tak, przede wszystkim trzeba odnaleźć te przeklęte drzwi! Nie wiem, czy Gerard zechce się zdać w tym przypadku na rzut kostkami czy jakoś opisze fabularnie te poszukiwania - najważniejsze jest to, że czas nagli, nie można się wałkonić! Podpowiem tylko dla ułatwienia, że to nie jest to miejsce, gdzie Eco zastrzelił żebraka, te drzwi muszą być gdzieś indziej!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Gerard poszukaj tych drzwi lepiej jak, żeś ich jeszcze nie zauważył. Ino cicho. - szepnął Yuran, zdzwiony, bo nawet on sam, choć totalny ignorant w kwestiach technicznych był niemal stuprocentowo pewny, gdzie tajemnicze wrota się znajdują: - Nie wiem kto je na góra, ale trzeba będzie ostrożnie stąd wyjść jak się upewnim, że jest bezpiecznie. Trza to będzie mieć na uwaga jak będziemy tu z maszyną wracać. Jakby nas zooczyli to po nas. Mam nadzieja, że lechuje po drugiej stronie budynku siedzą może na górze.
Zabezpieczmy blachę, jak już napewno zrobi się bezpiecznie. Potem zatrzemy ślady i spadamy. Ktoś może zostać w pobliżu na czatach, żeby wyczaić, gdzie się tu chowają "inni".
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kocie Miasto, podziemny parking hotelu
Odczekawszy dłuższą chwilę w niespokojnym milczeniu, Yuran wypchnął za fałszywą ściankę swego młodszego brata. Dragan przemknął przez podziemny parking niczym cień, prześlizgując się do wraku do wraku, przywierając do wyglądających na stabilne filarów. Spenetrowawszy okolice otwartej bramy wjazdowej oraz schodów wiodących do holu hotelu, młody Polanin powrócił cicho do ukrytych we wnęce towarzyszy.
- Droga wolna - szepnął mrugając przy tym porozumiewawczo - Na ulicy nikogo nie widać, możemy nawet pod wrotami wyleźć. I w budynku cicho, chociaż nie wiem, czy na wyższych piętrach ktoś nie siedzi, nie dało się na szybko sprawdzić.
Pozostali osadnicy wychynęli jeden po drugim z wnęki ukrytego włazu. Wychodzący z kryjówki jako ostatni Yuran przesunął palcami dłoni po chłodnej metalowej powierzchni panelu zamka, nacisnął na próbę kilka niewielkich metalowych kwadracików składających się na klawiaturę urządzenia.
Przyciski bez trudu uległy naciskowi palców, ale szklany ekranik urządzenia pozostał pusty, martwy. Wszystko pasowało do fascynującej opowieści Markusa Schillera - ruiny w sercu prastarego niszczejącego miasta, podziemne wrota zabezpieczone fałszywą ścianą, pozbawiony energii zamek, do którego należało podłączyć budzące grozę urządzenie Werka. Jeśli wszystko to się spełniło, Yuran nie miał powodów, by nie wierzyć w ostatnią część opowieści naczelnika: w bezlik skarbów ukrytych za pancernym włazem.
- Uważajcie, żebyście niczego nie przewrócili - powiedział zatrzymując się przy zgniecionej filarem półciężarówce - I na czubkach palców, śladów nie robić.
Odczekawszy dłuższą chwilę w niespokojnym milczeniu, Yuran wypchnął za fałszywą ściankę swego młodszego brata. Dragan przemknął przez podziemny parking niczym cień, prześlizgując się do wraku do wraku, przywierając do wyglądających na stabilne filarów. Spenetrowawszy okolice otwartej bramy wjazdowej oraz schodów wiodących do holu hotelu, młody Polanin powrócił cicho do ukrytych we wnęce towarzyszy.
- Droga wolna - szepnął mrugając przy tym porozumiewawczo - Na ulicy nikogo nie widać, możemy nawet pod wrotami wyleźć. I w budynku cicho, chociaż nie wiem, czy na wyższych piętrach ktoś nie siedzi, nie dało się na szybko sprawdzić.
Pozostali osadnicy wychynęli jeden po drugim z wnęki ukrytego włazu. Wychodzący z kryjówki jako ostatni Yuran przesunął palcami dłoni po chłodnej metalowej powierzchni panelu zamka, nacisnął na próbę kilka niewielkich metalowych kwadracików składających się na klawiaturę urządzenia.
Przyciski bez trudu uległy naciskowi palców, ale szklany ekranik urządzenia pozostał pusty, martwy. Wszystko pasowało do fascynującej opowieści Markusa Schillera - ruiny w sercu prastarego niszczejącego miasta, podziemne wrota zabezpieczone fałszywą ścianą, pozbawiony energii zamek, do którego należało podłączyć budzące grozę urządzenie Werka. Jeśli wszystko to się spełniło, Yuran nie miał powodów, by nie wierzyć w ostatnią część opowieści naczelnika: w bezlik skarbów ukrytych za pancernym włazem.
- Uważajcie, żebyście niczego nie przewrócili - powiedział zatrzymując się przy zgniecionej filarem półciężarówce - I na czubkach palców, śladów nie robić.
Którędy chcecie wyjść, otwartymi wrotami czy schodkami do holu? Kiedy chcecie wrócić z powrotem, za dnia czy po zapadnięciu zmierzchu? Którędy wejść, w jakim składzie, z zachowaniem jakich środów ostrożności? Wiele wskazuje na to, że zbliżacie się do finału, bo właz w ścianie garażu nie może być niczym innym jak właśnie tylnym wejściem do niemieckiego rządowego magazynu sprzed czasów Eshatonu.