Stara pracownia bednarza, 32 orakt-ran
Podzielony na dwa bieguny plac stał się wszystkim co teraz interesowało wyznawców. Proste ruchy zaowocowały szybkim przemieszczeniem się w kierunku oponenta. Milcar i Eszar byli szybszy niż błąkający się w swym umyśle połork.
Raptownie podzielili kroki i tuż po uderzeniu barda, ślepak chwycił mięsiwo i z obrzydzeniem na twarzy i posłał je w mroczną czeluści drewnianego portalu.
Olf gotowy na wszystko zbliżał się w kierunku towarzyszy. W jego umyśle drzwi rozszarpywała ogromna włochata bestia, napędzana rządzą mordu na nieznajomych, tuż po tym jak przynęta zniknęła za progiem pracowni. Jednak marzenie umysłu nie spełniło się. Mag orczym okiem lizał ciemność, która z każdym uderzeniem serca nabierała konturów.
Elszar celnie walnął nieświadomego ataku mieszańca. Jucha momentalnie zalała jego łysą glace, a nogi ugięły się w kolanach rzucając go o ziemię. Zdążył tylko przekląć z ból gdy na moment zastygł bez ruchu.
- Or! Poszła! Wrzasnął ktoś z ciemności i wtedy kształt, który wcześniej Ketras próbował oddzielić z smolistej czerni pokazał się w pełnej okazałości.
Gruba atramentowa sierść zdobiła potężnie zbudowane czteronożne ciało. Głowa wilka przyozdobiona szpiczastymi uszami ułożona była bardzo nisko ziemi. Mocarne łapy niosły ogara z wielką gracją, a długie kły zdradzały wilczą krew. Oczy drapieżnika i barda spotkały się, łowca i ofiara ruszyli do tańca. Niebo ozdobił jaśniejący pocisk uwolniony z rąk maga, a w uszach zawrzała muzyka przerażonych żebraków.
Literówki poprawione, teraz mała mechanika: Ślepak łapie mięsiwo i rzuca do pracowni, kawał mięsa znika w ciemności, brawo test Zr wyszedł. Elszar bez trudu trafiasz broniącego się biernie półorka, zdajesz niewiele obrażeń, ale cios jest skuteczny i zwala z nóg oponenta. Ten pada na ziemie i nie rusza się do końca rundy. Zbliża się kolejne niebezpieczeństwo, które przetrwało atak magicznego pocisku maga!