Milcarr chętnie przejmie wszelkie znalezione sztylety i jaką porządną lagę. Sakiewki oczywiście! Zbroją kurtkową też nie pogardzi, choć okryje ją łachmanami. Myślę, że nie ma tu co długo zabawiać. Generalnie streszczamy się (Milcarr może zbroję założyć później nawet, po ulotnieniu się z miejsca potyczki). Jak znam MG to nie pozwoli am zbyt długo baraszkować pośród tylu dóbr...
PBF - Okna Duszy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dzika knieja, 26 orakt-ran
Zapytany o znajomość pobliskich osad, Rokko nic nie odpowiedział, toteż bard odwrócił się w jego stronę zniecierpliwiony milczeniem starca. Wówczas i on ujrzał przyczajonego w chaszczach burego wilka, przyglądającego się plądrującym zwłoki surelianom z ogromnym zaciekawieniem. Wielki pysk drapieżnika ubrudzony był świeżą końską posoką, a w leciutko rozchylonych szczękach lśniły ostre jak igły zęby.
- Kurwości, bestia! - Eszar ścisnął oburącz zabrany jednemu z zabitych długi miecz, zakreślił nim kilka łuków w powietrzu łudząc się nadzieją na odstraszenie wilka - Do mnie, kupą! Razem damy mu radę!
Przestraszeni, ale i zdeterminowani, niedawni niewolnicy stłoczyli się naprędce pośrodku traktu, wywijając groźnie zdobycznym orężem i pohukując na zwierzę. Kiedy w stronę wilka poleciał ciśnięty przez Rokko but, a potem wypełniony wodą bukłak rzucony przez Otlafa, leżące dotąd w trawie stworzenie podniosło się z godnością na łapy i zniknęło w zielonej gęstwie niczym bezszelestny duch.
- Prawdziwie mieliście rację - jęknął z ulgą Karhuan spoglądając na surelian - Przeląkł się naszej kupy i uciekł!
- Teraz wiem, dlaczego wokół mojego wychodka nigdy nie ma żywej duszy - roześmiał się nieco histerycznie bard, opuszczając miecz wzdłuż nogi, ale popatrując wciąż czujnie na zarośla - W wychodku leży ma kupa, każdemu się trzęsie dupa, bo kupa Eszara swą mocą powala, kładzie pokotem od zaraz!
Pamiętni traumatycznych przeżyć, walczący bezustannie ze stresem, przemęczeni i zmartwieni swą niepewną przyszłością więźniowie wybuchnęli w jednej chwili krótkim szaleńczym śmiechem, niektórzy wręcz popłakali się z niewybrednego dzieła barda.
- Prawdziwy z was artysta, zacny panie - oznajmił Rokko ocierając oczy - Ale teraz lepiej nam będzie stąd zwiewać, żeby się ten chędożony zwierzak nie rozmyśli abo nie zgłodnieje.
- Pytałem, czy znasz jakieś osady w pobliżu, insze jak Atakar-kir albo Ahra-kir? - powtórzył bard wsuwając ostrze do pochwy - O Burat-arze słyszałeś może? To taka malutka wioska rybaków, gdzieś tu w pobliżu.
- Ja nie tutejszy, panie, pochodzę spod Tagar - starzec pokręcił przecząco głową - Ale pamiętam, jakeśmy z Atakar-kiru wyjeżdżali, w którą stronę. Jeśli do brzegu jeziora chcecie, to mus nam będzie w las się zapuścić w tamtym kierunku, tam za drzewami musi być brzeg.
- Myślicie, że to daleko, pany? - wtrącił Karhuan - Bo może nam najlepsiej do jeziora, a potem jakową łódką do Ostrogaru? Nigdy nie byłem w Ostrogarze, ale to przecie stolica bogów! Tam nawet żebracy jedzą z pozłacanych misek, a śpią na jedwabiach! Kto tam raz dotrze, ten już na wieki wieków nie musi się o nic troskać, nawet taki niewolny jak ja.
Zapytany o znajomość pobliskich osad, Rokko nic nie odpowiedział, toteż bard odwrócił się w jego stronę zniecierpliwiony milczeniem starca. Wówczas i on ujrzał przyczajonego w chaszczach burego wilka, przyglądającego się plądrującym zwłoki surelianom z ogromnym zaciekawieniem. Wielki pysk drapieżnika ubrudzony był świeżą końską posoką, a w leciutko rozchylonych szczękach lśniły ostre jak igły zęby.
- Kurwości, bestia! - Eszar ścisnął oburącz zabrany jednemu z zabitych długi miecz, zakreślił nim kilka łuków w powietrzu łudząc się nadzieją na odstraszenie wilka - Do mnie, kupą! Razem damy mu radę!
Przestraszeni, ale i zdeterminowani, niedawni niewolnicy stłoczyli się naprędce pośrodku traktu, wywijając groźnie zdobycznym orężem i pohukując na zwierzę. Kiedy w stronę wilka poleciał ciśnięty przez Rokko but, a potem wypełniony wodą bukłak rzucony przez Otlafa, leżące dotąd w trawie stworzenie podniosło się z godnością na łapy i zniknęło w zielonej gęstwie niczym bezszelestny duch.
- Prawdziwie mieliście rację - jęknął z ulgą Karhuan spoglądając na surelian - Przeląkł się naszej kupy i uciekł!
- Teraz wiem, dlaczego wokół mojego wychodka nigdy nie ma żywej duszy - roześmiał się nieco histerycznie bard, opuszczając miecz wzdłuż nogi, ale popatrując wciąż czujnie na zarośla - W wychodku leży ma kupa, każdemu się trzęsie dupa, bo kupa Eszara swą mocą powala, kładzie pokotem od zaraz!
Pamiętni traumatycznych przeżyć, walczący bezustannie ze stresem, przemęczeni i zmartwieni swą niepewną przyszłością więźniowie wybuchnęli w jednej chwili krótkim szaleńczym śmiechem, niektórzy wręcz popłakali się z niewybrednego dzieła barda.
- Prawdziwy z was artysta, zacny panie - oznajmił Rokko ocierając oczy - Ale teraz lepiej nam będzie stąd zwiewać, żeby się ten chędożony zwierzak nie rozmyśli abo nie zgłodnieje.
- Pytałem, czy znasz jakieś osady w pobliżu, insze jak Atakar-kir albo Ahra-kir? - powtórzył bard wsuwając ostrze do pochwy - O Burat-arze słyszałeś może? To taka malutka wioska rybaków, gdzieś tu w pobliżu.
- Ja nie tutejszy, panie, pochodzę spod Tagar - starzec pokręcił przecząco głową - Ale pamiętam, jakeśmy z Atakar-kiru wyjeżdżali, w którą stronę. Jeśli do brzegu jeziora chcecie, to mus nam będzie w las się zapuścić w tamtym kierunku, tam za drzewami musi być brzeg.
- Myślicie, że to daleko, pany? - wtrącił Karhuan - Bo może nam najlepsiej do jeziora, a potem jakową łódką do Ostrogaru? Nigdy nie byłem w Ostrogarze, ale to przecie stolica bogów! Tam nawet żebracy jedzą z pozłacanych misek, a śpią na jedwabiach! Kto tam raz dotrze, ten już na wieki wieków nie musi się o nic troskać, nawet taki niewolny jak ja.
Jeśli każdy z Was ma zamiar zabrać tylko jeden pancerz i podstawowe uzbrojenie, to z dostępnych w zasięgu wzroku trupów możecie sobie ściągnąć dowolnego rodzaju zbroję kurtkową (kto co chce, biorąc pod uwagę przeferencje odnośnie ograniczeń ZR i SZ). Są cztery małe drewniane tarcze. Dość sztyletów i noży, by każdy surelianin miał po dwie sztuki broni krótkiej. Z długiej do wyboru miecz krótki lub długi, topór typowy, pałka. Żadnych broni miotających niestety (muszę mieć na względzie zdrowie wilka, jeszcze nie zdążył nikogo ugryźć). W sakiewkach w sumie 238 srebrników oraz 15 złotych. Żywności i wody na jeden dzień dla wszystkich.
I teraz pytanie o finalny plan marszu. Możecie się cofnąć wzdłuż drogi do Atakar-kiru, gdzie niedawno Angano sprzedał Was w niewolę (i gdzie być może wystarczy wmieszać się między przechodniów, by złapać jakiś statek powrotny do stolicy). Możecie pomaszerować w stronę Ahra-kiru, gdzie mieści się niesławna szkoła gladiatorów. Co istotne w przypadku dwóch pierwszych opcji, nie wiecie, gdzie tak naprawdę zniknęła reszta karawany. Może wszyscy leżą martwi gdzieś za zakrętem traktu, może zawrócili galopem do Atakar-kiru , a może popędzili dalej na złamanie karku do Ahra-kiru. Jest to o tyle ważne, że jeśli gdzieś się na handlarzy napatoczycie (albo jeszcze gorzej, na Angano), zostaniecie niechybnie rozpoznani. Jest też trzecia opcja, poprzecznie do drogi w las na południe i bezdrożem do wybrzeża (nie może być daleko, bo obie osady mają porty, więc i łączący je leśny trakt musi sąsiadować przez pas gęstwy z brzegiem). Marsz wybrzeżem w jedną albo drugą stronę zawsze zwiększa szanse na odnalezienie Burat-aru.
I teraz pytanie o finalny plan marszu. Możecie się cofnąć wzdłuż drogi do Atakar-kiru, gdzie niedawno Angano sprzedał Was w niewolę (i gdzie być może wystarczy wmieszać się między przechodniów, by złapać jakiś statek powrotny do stolicy). Możecie pomaszerować w stronę Ahra-kiru, gdzie mieści się niesławna szkoła gladiatorów. Co istotne w przypadku dwóch pierwszych opcji, nie wiecie, gdzie tak naprawdę zniknęła reszta karawany. Może wszyscy leżą martwi gdzieś za zakrętem traktu, może zawrócili galopem do Atakar-kiru , a może popędzili dalej na złamanie karku do Ahra-kiru. Jest to o tyle ważne, że jeśli gdzieś się na handlarzy napatoczycie (albo jeszcze gorzej, na Angano), zostaniecie niechybnie rozpoznani. Jest też trzecia opcja, poprzecznie do drogi w las na południe i bezdrożem do wybrzeża (nie może być daleko, bo obie osady mają porty, więc i łączący je leśny trakt musi sąsiadować przez pas gęstwy z brzegiem). Marsz wybrzeżem w jedną albo drugą stronę zawsze zwiększa szanse na odnalezienie Burat-aru.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Popieram przedmówce, lepsze trolle bagienne niż ogry gwałciciele lub handlarze niewolników:o
Odnonie ekwipunku, to Milcarr rekwiruje tyle złota i srebra ile się da, kilka sztyletów, zbroję kurtkowo-metalowaną i zrobi sobie laske z jakiejś gałęzi.
Odnonie ekwipunku, to Milcarr rekwiruje tyle złota i srebra ile się da, kilka sztyletów, zbroję kurtkowo-metalowaną i zrobi sobie laske z jakiejś gałęzi.
Ostatnio zmieniony 26 października 2017, 21:20 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Wciąż oczarowany dzikością i grozą zwierza, śledziłem jeszcze jego ucieczkę w mrok. Leśna droga wydawała się szeroką ostragarską aleją, dawała namiastkę cywilizacji i stabilności, w otaczających ciemnościach. Pomny jednak ostatnich wypadków, uznałem obietnicę drogi za ułudę.
-Wejdźmy w las i kierujmy się w stronę jeziora, następnie na północ. Jeśli jest jakaś rybacka wioska, to zakładam że między większymi osadami. Wolę kły wilka, niż zwykłą złość ludzką.
-Wejdźmy w las i kierujmy się w stronę jeziora, następnie na północ. Jeśli jest jakaś rybacka wioska, to zakładam że między większymi osadami. Wolę kły wilka, niż zwykłą złość ludzką.
Mam tylko nadzieję że wilk skrył się, po przeciwnej stronie drogi, niż jezioro.
Ustalmy kolejność, czy tam szyk marszu, w zależności na ile pozwala las. Możemy też, pójść kawałek lasem wzdłuż drogi i sprawdzić czy karawana w istocie tam jest. Ale to kolejne ryzyko.
Jezioro to więcej światła i pożywienie.
Kurtkowa normalna -ZR 1/2SZ, tarcza drewniana mała, miecz krótki, nóż (lub 2 jak mogę), buty, żarcie, bukłak, kasa. Te gwoździe na haczyki i jakiś sznurek, ale nie będę szukał specjalnie, jak od razu nie znajdę.
MG
Ustalmy kolejność, czy tam szyk marszu, w zależności na ile pozwala las. Możemy też, pójść kawałek lasem wzdłuż drogi i sprawdzić czy karawana w istocie tam jest. Ale to kolejne ryzyko.
Jezioro to więcej światła i pożywienie.
Kurtkowa normalna -ZR 1/2SZ, tarcza drewniana mała, miecz krótki, nóż (lub 2 jak mogę), buty, żarcie, bukłak, kasa. Te gwoździe na haczyki i jakiś sznurek, ale nie będę szukał specjalnie, jak od razu nie znajdę.
MG
Spoiler!