Nie zabardzo wiem, co napisać. Dlatego Eco pozwoli pociągnąć rozmowę Fleituhowi. Staram się omijać moją wizytę w Kaplicy Czaskogłowych. Jestem przerażony obecnością kapłana, Eco kolejnej części rozmowy postara dowiedzieć się czego on tu szuka? Jednakże jakby sprawy przybrały bardzo zły obrót szukam drogi ucieczki!
PBF - Okna Duszy
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dzika knieja, 26 orakt-ran
Wystarczyło jedno wypowiedziane przez Milcarra słowo, by wszyscy natychmiast sięgnęli po broń i skoczywszy w stronę niewidomego druha otoczyli go ciasnym kordonem.
- Do chaty, a żwawo! - zakomenderował ciągnięty pod pachy Ślepak - Tam najłatwiej będzie nam stawić odpór temu paskudnemu bydlęciu!
Idąc za radą towarzysza, pozostali zbiegowie szybko wprowadzili go do cuchnącego stęchlizną ciemnego wnętrza największej chaty, potykając się o jakieś próchniejące deski i kawałki stropu, które odpadły od belek dachu. Wnikające do środka przez dziury promyki słońca ożywiały w jakiś magiczny sposób drobiny unoszącego się w powietrzu kurzu przydając im wyglądu złotego pyłu.
- Tam jest! - syknął kucający za progiem Otlaf, asekurowany przez ściskającego włócznię Rokko - Przy szopie!
Potężny bury wilk zatrzymał się kilkanaście kroków od wejścia do chaty, spojrzał wprost na nieruchomego mieszańca. Złodziej przełknął ślinę dostrzegając dziwnie rozumny błysk w wielkich ślepiach zwierzęcia, wyszczerzył bezwiednie swe orkowe kły.
Wilk przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, jakby w zamierzony sposób prezentował swą własną siłę i drapieżny majestat. Spoglądający na niego Otlaf zauważył starą bliznę przecinającą bok pyska zwierzęcia, a także kosmyk siwej sierści porastający jedno z wilczych uszu.
Znudziwszy się widocznie wzrokową konfrontacją, bestia podbiegła bezgłośnie do miejsca, w którym chwilę wcześniej siedział na ziemi oparty o ścianę szopy Milcarr. Zerkając co chwila w stronę Otlafa wilk obwąchał starannie ślady pozostawione przez Ślepaka, a potem ku niewysłowionemu zdumieniu złodzieja najzwyczajniej w świecie oddał tam mocz.
Kiedy znikał w zielonej gęstwie, raz jeszcze spojrzał w stronę chaty i ukrytych za progiem dwunożnych intruzów, a wówczas półork nie zdołał się oprzeć absurdalnemu wrażeniu, że wywalony jęzor zwierzęcia mógł uchodzić za wyraz złośliwej wesołości.
- Poszedł sobie - Rokko westchnął z ulgą i odstąpił od pleców złodzieja przysiadając na klepisku chaty.
Wystarczyło jedno wypowiedziane przez Milcarra słowo, by wszyscy natychmiast sięgnęli po broń i skoczywszy w stronę niewidomego druha otoczyli go ciasnym kordonem.
- Do chaty, a żwawo! - zakomenderował ciągnięty pod pachy Ślepak - Tam najłatwiej będzie nam stawić odpór temu paskudnemu bydlęciu!
Idąc za radą towarzysza, pozostali zbiegowie szybko wprowadzili go do cuchnącego stęchlizną ciemnego wnętrza największej chaty, potykając się o jakieś próchniejące deski i kawałki stropu, które odpadły od belek dachu. Wnikające do środka przez dziury promyki słońca ożywiały w jakiś magiczny sposób drobiny unoszącego się w powietrzu kurzu przydając im wyglądu złotego pyłu.
- Tam jest! - syknął kucający za progiem Otlaf, asekurowany przez ściskającego włócznię Rokko - Przy szopie!
Potężny bury wilk zatrzymał się kilkanaście kroków od wejścia do chaty, spojrzał wprost na nieruchomego mieszańca. Złodziej przełknął ślinę dostrzegając dziwnie rozumny błysk w wielkich ślepiach zwierzęcia, wyszczerzył bezwiednie swe orkowe kły.
Wilk przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, jakby w zamierzony sposób prezentował swą własną siłę i drapieżny majestat. Spoglądający na niego Otlaf zauważył starą bliznę przecinającą bok pyska zwierzęcia, a także kosmyk siwej sierści porastający jedno z wilczych uszu.
Znudziwszy się widocznie wzrokową konfrontacją, bestia podbiegła bezgłośnie do miejsca, w którym chwilę wcześniej siedział na ziemi oparty o ścianę szopy Milcarr. Zerkając co chwila w stronę Otlafa wilk obwąchał starannie ślady pozostawione przez Ślepaka, a potem ku niewysłowionemu zdumieniu złodzieja najzwyczajniej w świecie oddał tam mocz.
Kiedy znikał w zielonej gęstwie, raz jeszcze spojrzał w stronę chaty i ukrytych za progiem dwunożnych intruzów, a wówczas półork nie zdołał się oprzeć absurdalnemu wrażeniu, że wywalony jęzor zwierzęcia mógł uchodzić za wyraz złośliwej wesołości.
- Poszedł sobie - Rokko westchnął z ulgą i odstąpił od pleców złodzieja przysiadając na klepisku chaty.
Wilk sobie poszedł, zniknął w gęstwinie. Jeśli chcecie, możecie w chacie odpocząć, coś zjeść i wypić. Szabrowanie nic nie da, tutaj naprawdę nie ma niczego wartościowego. Jakieś deklaracje?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Burat-ar, 26 orakt-ran
Dziesiętnik stał z ramionami skrzyżowanymi na piersiach, w oczach struchlałego Eco jawiąc się jedynym ratunkiem dla sureliańskiego wyznawcy, jedyną przeszkodą stojącą na drodze zwyrodniałego Angano i jego potwornych sług.
- Niechaj zgadnę, skąd to nasze spotkanie - zaproponował ork przekrzywiając w bok głowę - Nie tylko straż miejska korzysta z usług alchemików, prawda? Daliście waszą strzałkę do zbadania, prawda, świątobliwy? I tak dowiedzieliście się o pomurniku i tym tutaj Burat-arze?
- Jestem pod wrażeniem, szczerze powiadam - morglithiański kapłan kiwnął lekko głową - Rzadko kiedy mam sposobność natrafić na równie rzutki umysł w ciele orka... oczywiście bez urazy dla twych krewniaków, dziesiętniku. To prawda, mamy własnych alchemików na usługach świątyni. Trucizna znaleziona na strzałce pochodzi z okolic tej osady. Niezależnie od siebie doszliśmy do tych samych wniosków i zjawiliśmy się tutaj prawie w tym samym czasie.
- Myśmy jednak mieli spokojniejszą podróż - Fleituh przeciągnął znaczącym spojrzeniem po ubrudzonych nie swoją krwią ograch - Gobliny?
- Leśni grasanci - kthan wzruszył obojętnie ramionami, najwyraźniej nie uważając za istotne rozwodzić się nad szczegółami sprawy - Pan Umarłych srogo ich pokarał. Cóż zatem odkryło prowadzone tu śledztwo? Czy znacie już tożsamość zbrodniarza?
- Kupował wywar od miejscowych, wszelako to nie jeden z nich, a przynajmniej tak tutejsi twierdzą. Uważają, że to ostrogarski alchemik, który nigdy im się nie przedstawił. Znają go jedynie z wyglądu, w szczególności z rudych włosów.
- Interesujące - kapłan splótł dłonie palcami i przybrał minę człowieka głęboko zamyślonego - Tedy śmiało można rzec, że śledztwo stanęło w miejscu. Jak odnaleźć w stolicy świata kogoś wiedząc jedynie tyle, że ma rude włosy i aparycję alchemika?
Kleryk tkwił przez chwilę w milczeniu, a obserwujący go z wysokości posłania Eco próbował jak najdłużej wstrzymywać oddech, by w żaden sposób nie zwrócić na siebie uwagi gościa.
- Ty tam, jesteś naczelnikiem? - kapłan Czaszkogłowego przywołał do siebie wciśniętego w kąt izby Męczywora - Ten człowiek, który kupował truciznę. Dawał wam jakieś przedmioty, które były jego własnością?
- Tylko monety, świątobliwy - wbrew oczekiwaniom Angano odpowiedział nie wsparty na kosturze starzec, tylko drugi obecny w izbie rybak, smagłoskóry młodzieniec o naznaczonej tatuażami twarzy - Płacił za wywar złotem.
- Monety to kiepski przekaźnik - kapłan zmarszczył nos w wyrazie ewidentnego rozczarowania - Wszelako lepsze one niż nic. Przynieście je czym prędzej, wszystkie.
Stary naczelnik i jego przybrany syn wymienili między sobą spojrzenia, najwyraźniej nie chcąc zbyt łatwo przyjąć do wiadomości wygłoszonego stanowczym tonem rozkazu.
Dziesiętnik stał z ramionami skrzyżowanymi na piersiach, w oczach struchlałego Eco jawiąc się jedynym ratunkiem dla sureliańskiego wyznawcy, jedyną przeszkodą stojącą na drodze zwyrodniałego Angano i jego potwornych sług.
- Niechaj zgadnę, skąd to nasze spotkanie - zaproponował ork przekrzywiając w bok głowę - Nie tylko straż miejska korzysta z usług alchemików, prawda? Daliście waszą strzałkę do zbadania, prawda, świątobliwy? I tak dowiedzieliście się o pomurniku i tym tutaj Burat-arze?
- Jestem pod wrażeniem, szczerze powiadam - morglithiański kapłan kiwnął lekko głową - Rzadko kiedy mam sposobność natrafić na równie rzutki umysł w ciele orka... oczywiście bez urazy dla twych krewniaków, dziesiętniku. To prawda, mamy własnych alchemików na usługach świątyni. Trucizna znaleziona na strzałce pochodzi z okolic tej osady. Niezależnie od siebie doszliśmy do tych samych wniosków i zjawiliśmy się tutaj prawie w tym samym czasie.
- Myśmy jednak mieli spokojniejszą podróż - Fleituh przeciągnął znaczącym spojrzeniem po ubrudzonych nie swoją krwią ograch - Gobliny?
- Leśni grasanci - kthan wzruszył obojętnie ramionami, najwyraźniej nie uważając za istotne rozwodzić się nad szczegółami sprawy - Pan Umarłych srogo ich pokarał. Cóż zatem odkryło prowadzone tu śledztwo? Czy znacie już tożsamość zbrodniarza?
- Kupował wywar od miejscowych, wszelako to nie jeden z nich, a przynajmniej tak tutejsi twierdzą. Uważają, że to ostrogarski alchemik, który nigdy im się nie przedstawił. Znają go jedynie z wyglądu, w szczególności z rudych włosów.
- Interesujące - kapłan splótł dłonie palcami i przybrał minę człowieka głęboko zamyślonego - Tedy śmiało można rzec, że śledztwo stanęło w miejscu. Jak odnaleźć w stolicy świata kogoś wiedząc jedynie tyle, że ma rude włosy i aparycję alchemika?
Kleryk tkwił przez chwilę w milczeniu, a obserwujący go z wysokości posłania Eco próbował jak najdłużej wstrzymywać oddech, by w żaden sposób nie zwrócić na siebie uwagi gościa.
- Ty tam, jesteś naczelnikiem? - kapłan Czaszkogłowego przywołał do siebie wciśniętego w kąt izby Męczywora - Ten człowiek, który kupował truciznę. Dawał wam jakieś przedmioty, które były jego własnością?
- Tylko monety, świątobliwy - wbrew oczekiwaniom Angano odpowiedział nie wsparty na kosturze starzec, tylko drugi obecny w izbie rybak, smagłoskóry młodzieniec o naznaczonej tatuażami twarzy - Płacił za wywar złotem.
- Monety to kiepski przekaźnik - kapłan zmarszczył nos w wyrazie ewidentnego rozczarowania - Wszelako lepsze one niż nic. Przynieście je czym prędzej, wszystkie.
Stary naczelnik i jego przybrany syn wymienili między sobą spojrzenia, najwyraźniej nie chcąc zbyt łatwo przyjąć do wiadomości wygłoszonego stanowczym tonem rozkazu.
Jeśli Eco chciałby zabłysnąć w oczach kleryka, to może to dobry moment na zerwanie się z posłania i zmuszenie wieśniaków do oddania świątobliwemu mężowi złota!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Burat-ar, 26 orakt-ran
Eco od zawsze zachodził w głowę, który z jego druhów był większym skąpcem i dusigroszem: Ketras czy Saar Sansar. Lecz teraz, patrząc z kąta pomieszczenia na odliczającego monety ze zbolałą miną Męczywora, strażnik uznał w myślach, że jego współwyznawcy mogli śmiało stawać do rywalizacji ze skąpymi wieśniakami z Burat-aru. Naczelnik stękał i wzdychał nad każdym pieniążkiem, a towarzyszący mu w trakcie rozmowy Zager piorunował gości wzrokiem na tyle, na ile pozwalała mu śmiałość.
- Skoro już chcecie nas ograbić z całego złota, szlachetni panowie, to naliczcie je aby na ten zaległy podatek - zaproponował równie co Zager młody rybak w prostym odzieniu kleryka Piana, zwący się jakoby Gusłkiem. Jego przybycie mocno zirytowało ostrogarskich stróżów prawa, albowiem ani Gusłek ani inni towarzyszący mu chłopi nie poprosili o pozwolenie na wejście do izby, tylko od razu do niej wleźli.
- Bacz, bym cię nie skarcił bykowcem, rybaku - warknął dziesiętnik, lecz wbrew oczekiwaniom Eco nie położył dłoni na szabli; być może przez wzgląd na stojących za plecami mówcy Trzęsikęska i Łamignata.
- Przemawiasz do kapłana, zechciej zatem zachować odpowiedni szacunek - odpowiedział Gusłek prostując swe szczupłe ciało i marszcząc gniewnie nos, a jego zuchwałe słowa dosłownie odebrały surelianinowi mowę - Jam jest sługą Piana, Kielicha Wspaniałości, który otacza niebiańską opieką tę osadę.
Fleituh przeniósł spojrzenie na Angano, a kleryk wzruszył w odpowiedzi ramionami.
- Podle prawa człowiekowi temu należy się tytuł kthana - powiedział obojętnie prześladowca Eco - Być może nawet pewien szacunek, proporcjonalny do potęgi i wpływów jego patrona. Proponuję nie wchodzić w prawne dysputy, ich złożoność mogłaby doprowadzić szacownych miejscowych do potwornego bólu głowy. Niechaj zostanie odnotowane, że ten oto majątek, w wysokości osiemdziesięciu sztuk złota, został przekazany przedstawicielom katańskiej władzy jako podatek. Zadowoleni?
Dziesiętnik ewidentnie nie był zadowolony, Eco wyczytał to natychmiast w gniewnym spojrzeniu orka. Strażnik podejrzewał, że Fleituh zamierzał przejąć zapłatę od alchemika jako dowód w sprawie, a zaległy po
Eco od zawsze zachodził w głowę, który z jego druhów był większym skąpcem i dusigroszem: Ketras czy Saar Sansar. Lecz teraz, patrząc z kąta pomieszczenia na odliczającego monety ze zbolałą miną Męczywora, strażnik uznał w myślach, że jego współwyznawcy mogli śmiało stawać do rywalizacji ze skąpymi wieśniakami z Burat-aru. Naczelnik stękał i wzdychał nad każdym pieniążkiem, a towarzyszący mu w trakcie rozmowy Zager piorunował gości wzrokiem na tyle, na ile pozwalała mu śmiałość.
- Skoro już chcecie nas ograbić z całego złota, szlachetni panowie, to naliczcie je aby na ten zaległy podatek - zaproponował równie co Zager młody rybak w prostym odzieniu kleryka Piana, zwący się jakoby Gusłkiem. Jego przybycie mocno zirytowało ostrogarskich stróżów prawa, albowiem ani Gusłek ani inni towarzyszący mu chłopi nie poprosili o pozwolenie na wejście do izby, tylko od razu do niej wleźli.
- Bacz, bym cię nie skarcił bykowcem, rybaku - warknął dziesiętnik, lecz wbrew oczekiwaniom Eco nie położył dłoni na szabli; być może przez wzgląd na stojących za plecami mówcy Trzęsikęska i Łamignata.
- Przemawiasz do kapłana, zechciej zatem zachować odpowiedni szacunek - odpowiedział Gusłek prostując swe szczupłe ciało i marszcząc gniewnie nos, a jego zuchwałe słowa dosłownie odebrały surelianinowi mowę - Jam jest sługą Piana, Kielicha Wspaniałości, który otacza niebiańską opieką tę osadę.
Fleituh przeniósł spojrzenie na Angano, a kleryk wzruszył w odpowiedzi ramionami.
- Podle prawa człowiekowi temu należy się tytuł kthana - powiedział obojętnie prześladowca Eco - Być może nawet pewien szacunek, proporcjonalny do potęgi i wpływów jego patrona. Proponuję nie wchodzić w prawne dysputy, ich złożoność mogłaby doprowadzić szacownych miejscowych do potwornego bólu głowy. Niechaj zostanie odnotowane, że ten oto majątek, w wysokości osiemdziesięciu sztuk złota, został przekazany przedstawicielom katańskiej władzy jako podatek. Zadowoleni?
Dziesiętnik ewidentnie nie był zadowolony, Eco wyczytał to natychmiast w gniewnym spojrzeniu orka. Strażnik podejrzewał, że Fleituh zamierzał przejąć zapłatę od alchemika jako dowód w sprawie, a zaległy po