PBF - Pokusa Nieskończoności

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 27 lutego 2018, 23:16

Zawsze wierzyłem, że świat przepełniony jest harmonią. gdy tylko ruszyliśmy, wierzchowiec i ja, zrozumiałem że jazda jest jak gra na instrumencie. Jest podróżą, tak właśnie podobną do żeglugi do rytmicznego wybijania rytmu, ruchu palców, lub smyczka po strunach, oddechu w instrument. Świat jest harmonią, potrafiąc jedno, możesz wszystko. Mistrz zdradził mi dziś tajemnicę.
Co więcej, ze wspólnej pracy mojej i konia powstawała muzyka, odbita od ścian niczym w amfiteatrze. Podobna była do modnych na południowych archipelagach wybijanych podkutymi butami melodii. Słyszałem to kiedyś w jakimś pirackim porcie koło wysp smoczych.
A więc wystarczy grać. Zrównałem się z Milcarrem, cudem nie pozostawiając po sobie trupów. Nagle do melodii wdarły się obce nuty, manifestowały się rozrzuconym przed aktorami straganem. Spostrzegłem że mamy widownie, której nie powinniśmy zawieść i wykonać wolę Mistrza.

Show must go on, for youuuu!!!

Po tak nagłym załamaniu tempa, nie można było powoli znów go rozkręcać, żeby nie zarżnąć utworu. Po wyśpiewaniu znanego wersu dla publiki, spinam konia i mknę między straganami. Pochwyciłem uszaty dzban z rąk podnieconego akcją sprzedawcy, niczym rycerz barwną chustę damy. Wywinąłem młynek wypuszczając dzban w powożącego złotodajny rydwan.
Przypomniałem sobie tymczasem jak w balladzie Mistrz Yagoda łapał na lasso smoka, chcąc ocalić i jego i dziewicę, która to później obdarzyła go licznym, utalentowanym potomstwem, smok zaś został przyjacielem. Legendarny łowca miał ponoć dzieci we wszystkich zakątkach Orchii.
To będzie chyba rozwiązanie trudne, ale w tej sytuacji nie ma co spuszczać z tonu. Bard jest już bardziej przygotowany na zmiany tempa i obce akordy.
Z ballady nie wynika jednoznacznie, czy owe utalentowane dzieci były łowcy, czy smoka.
Ostatnio zmieniony 27 lutego 2018, 23:26 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 marca 2018, 23:07

Orkus Wielki

Ścigany przez zgraję rozwrzeszczanych żebraków, rączy w nogach olf przemknął wąskimi błotnistymi uliczkami Chłopskiego Krocza, umiejętnie wymijając przechodniów, przeskakując między wózkami z chrustem, odganiając kopniakami próbujące przyłączyć się do zabawy psy. Zgraja za plecami mieszańca stopniowo cichła, ale biegnący na złamanie karku mag przestał zwracać na prześladowców uwagę.

Będąc z zawodu gońcem, Ketras lubował się w długich przebieżkach, pozwalających mu na chwilę zapomnienia i poczucie własnej wielkości w tym aspekcie fizycznej aktywności.

Porażony zrodzoną ze zmęczenia euforią, przebiegł Chłopskie Krocze i Plac Karczemny, po czym wskoczył z rozpędu prosto z nabrzeża na pokład odbijającej właśnie od brzegu towarowej barki. Nie chcąc tracić rytmu biegał wokół jej relingów, dopóki stateczek nie zawinął do jednego z małych portów na południowym wybrzeżu Jeziora.

Wyskoczywszy tam na brzeg olf wybiegł na wielki gościniec i nie zwalniając kroku popędził do Get-warr-garu.
Ale spokojnie, kiedyś się zmęczy...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 marca 2018, 14:28

Run Forest, ruuun... :) Następny moj wpis o tym jak zabieram Lady do przydrożnej knajpki na kaw
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 marca 2018, 21:06

Pościg po placu trwał już chyba dnie, jeśli nie tygodnie! Jeźdzcy zmieniali tylko wierzchowce w luksusowym jak na tę dzielnicę zajeździe o pięknej nazwie "Pod Staro Murwą" i przykładali worki z lodem do obolałych od szalonej galopady rzyci.

Dobrze, że furmankę przyszło im gonić pośród straganów, bo dzięki temu Milcarrowi udało się co i rusz wyżebrać w cwale jakieś pieczyste czy czasem nawet kufel pienistego. Kupcy szybko otrząsneli się po pierwszych stratach spowodowanych niespodziewaną gonitwą i poczęli przyjmować najróżniejsze zakłady, a to czy ślepy uderzy w głową w strop niskiej bramy, a to czy bard odśpiewa w galopie "Odę do miłości" bez fałszu, albo czy woźnica umykający zdoła na stojąco się poszczać bez zabrudzenia gaci.

Sprawcy zamieszania szybko znaleźli wikt i nocleg pod dachem zajazdu. Pościg trwał codziennie od świtu do zmierzchu. Po zapadnięciu ciemności straż miejska gwizdała w gwizdki tym samym wprowadzając ciszę nocną, a także wprowadzająć w życie edykt katański, nakładający specjalne myto ściągane z jeźdźców i zakładów losowych. Tedy też nagabywani przez Matiasa z Murwy uciekający i goniący zasiadali do wspólnej strawy przy zarezerwowanym specjalnie w tym celu stoliku, gdzie ciekawskiej gawiedzi mogli udzielać informacji o pościgu, a także nawet rozdawać podpisy - ostatni krzyk mody przyszły wprost ze Złotej Dzielnicy. Milcarr i bard nawet się zdążyli zaprzyjaźnić z woźnicą Sobkiem i ustalić, że jak odłożą nieco do kieski, to podobny pościg urządzą w bogatszej dzielnicy.

I takoż właśnie Surelianie czekali na moment kiedy cosik się zmieni...

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 13 marca 2018, 00:50

Ulice rzemieślnicze - Chłopskie Krocze

Gdy tylko pierwsza czupryna wyłoniła się z wnętrza pracowni bednarza, Ketras zmarszczył oczy i skupił się na zaklęciu. Mag czuł jak czas spowalnia, specjalnie dla niego piasek z wielu klepsydr zaczął leniwie przesypywać się ziarno po ziarnie. Nawijał nadgarstkami moc drzemiącą w jego ciele, peemy wiły się na koniuszkach palców czarodzieja. Wraz z ostatnim słowem iskra przeskoczyła na jednego z żebraków.

Świat wrócił do swojego pędu. Rudy żebrak w grymasie ogromnego bólu osunął się nogach i krzycząc ściskał ręką wypaloną na torsie dziurę. Skutecznie odwrócił uwagę rozwścieczonych pobratymców od Sureliona, który widząc rządzę mordu w oczach żuli zdążył jedynie wyciągnąć rękę w kierunku swojego ucznia dodać szybkie - Tam! Miał tylko nadzieję, że te słowa nie będą wyrokiem na jego ucznia.

Ogarnięci szalem oprawcy odwrócili swoje oblicza jak na rozkaz. Badali wzrokiem stojącego tuż przy winklu drewnianych szeregówek Ketrasa. Który wytarł rękawem lecącą z nosa krew. Zerwali się w jednym tempie jak gończe psy spuszczone że smyczy opiekuna. Krew zagotowała się w żyłach młodego maga gdy zobaczył ponad tuzin mężczyzn o różnej tuszy pędzących w szale w jego stronę. Obrócił się i pchany orczą intuicją gnał co sił nieznanymi dla siebie alejami.

Nogi niegdyś przyzwyczajone do biegu bolały maga co raz bardziej. Czasy, gdy Ketras był gońcem magistracie magi dawno minęły, ale nie tak dawno aby młody mag zapomniał jak wziąć w wodzę nogi i gnać co sił i jeszcze dłużej. Wskoczył szybkim krokiem w chudy przesmyki, przewracając za sobą kilka skrzyń i beczkę. Śmieci okazały się dobrą przeszkodą dla części żebraków, jednak większość bez przeszkód ominęła zgotowane przez Surelite opały.

Gonitwa trwała dalej, Ketras spoglądał co chwilę na sforę, doganiali go lecz im dłużej trwał pościg tym było ich mniej, zostali jedyni wytrwali. Kilka uderzeń serca później mag wbiegł na skrzyżowanie głównych ulic. Po swojej lewej stronie zauważył niknący powóz i ciągle ścigających go współwyznawców. Prawa odnoga nie była dobrym wyborem, gdyż ciągnęła się ku szczytu wzgórza w kierunku iglicy srebrnej dzielnicy. Intuicja popchała maga w kolejne wąskie gardło na wprost niego. Wcisnął się między dwa budynki. Odgłosy goniących go żuli zlały się z coraz głośniejszą muzyką. Nagle z prawej aljki z szaleńczym krzykiem wybieg na surelitę jeden z opresorów. Ketras wykonał ostry sus i wskoczył między gapiów, cudem uchylajac się od uderzenia.
Grajek, który wyśpiewywał na skrzyżowaniu drug dla uciechy podróżnych i kupców serenade nie miał takiego szczęścia, zamach zakończył żywto jego instrumentów, przepełniajac okolicę diabelnym fałszem pękanych strun.

Zostało trzech najsilniejszych, pot lał się z czoła maga jak skrapiany deszczem liść, nogi piekły nie miłosiernie, a oponenci byli coraz bliżej. Mag czuł oddech jednego z nich na swoich plecach. Żul z wyciagniętymi rekami rzucił się na niego, by w jakikolwiek sposób spowolnić uciekajacą zwierzynę. Na szczęście mag wykonał ostry skręt w lewo unikając łapanki. - Zostało dwóch, pomyślał, skręcając na ulicę tysiąca schodów prowadzącą wprost na szeroką aleje rybną.

Port leżał kilkanaście metrów poniżej w lini porstej. Od poziomu morza do miejsca mijanego właśnie przez pędzącego maga stały trzy poziomy czynszówek. Po lewej i po prawej stronie schodów stał mur wydoki do pasa. Za którym kilka metrów niżej znajdowały się liczne podwórza lub dachy czynszówek. Z każdym krokiem i mijanym stopniem w dół kramy alei rybnej rosły w oczach. Zauważył pędzący wóz i dwóch jeźdzców, jednak poczuł ciężkie uderzenie na plecach, które odwróciło uwagę.

Impet był tak silny, że mag stracił równowagę i wyłożył się na murze schodów. Jeden z żuli w ostatecznej próbie rzucił w plecy maga swoją bronią, drugi w szyderczym usmiechu gnał co sił aby dobić upolowanego. Pchany pędem Ketras zawinął się wokół muru i sekunde poźniej wypad za mur niknąc z oczu goniącego go żebraka. Spadając udeżył barkiem wystajacy kawałek drewna, usłyszał trzask pękających dachówek i przez dziurawy dach wleciał do trzewi starego domu. Obijajac się o spruchniałe kawałki stropu dupa maga wylądowała miękko na starej pryczy. W otaczjacej go ciemności zobaczył białe światło u szczytu. Otwór którym wlaciał mienił się bladym światłem. Otwór w dachu zdawał się oddalać, jednka mag był pewny, że goniąca go postać patrzyła teraz na niego z uśmiechem na ustach wyglądajac za muru. Był bezpieczny, przynajmniej na jakiś czas.
Ketras wypala magiczny pocisk. UM%96, Rzut:52!Brawo: Obrażenia 8x10=80! Pożądna wiązka energii. Ucieczka bezproblemowa, jednak na granicy. Zawód gońca uratował Ci tyłek! jednak nie obyło się bez obrażeń. - 4 za Mag. pocisk. Uderzenie bronią rzucaną 60, netto wchodzi Ci 10. Rzut na równowagę po uderzeniu: Zr akt.%76, Rzut 82, niestety wypadasz z drogi i kończysz kilka metrów niżej w jednej czynszówce, przelatując przez jej dach. Jesteś poobijany, dostajesz 15 stłuczeń.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 14 marca 2018, 20:54

W kwestii technicznej. Ketras zbiera się z opuszczonej czynszówki. Udało mu się zgubić ogon. Czy zmierza do Amarysa? Milcar i Eszar ruszają dalej w pościg. Surelion zabiera Astrid do umówionego miejsca. Czy takie są wasze deklaracje?
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 marca 2018, 21:02

Ulice rzemieślnicze - Chłopskie Krocze

Uderzywszy łokciem w bok starego butwiejącego łóżka, czarodziej wydał z siebie głuche stęknięcie bólu.

- Khurwa muttra! - sarknął odsłaniając kiełki w bezwolnym grymasie, po czym zaczął obmacywać się nieskładnie w poszukiwaniu złamanych bądź zwichniętych kości. Szaleńczy pościg przerwany został w najmniej oczekiwany sposób, równie emocjonującym upadkiem, w którym od skręcenia karku Ketrasa uratowała wyłącznie łaska Najwyższego. Gramoląc się z cuchnącego stęchlizną i starym potem posłania olf złapał za leżącą w nogach upuszczoną kuszę i czmychnął z czynszówki dziękując Surelionowi w duchu za nieobecność gospodarzy.

Chwilę później był już na wąskiej uliczce zasypanej resztkami gnijącego jedzenia i ekskrementami, płosząc gromadkę pożerających złapanego kota szczurów-opasów. Posykując na gryzonie złowieszczo, mag potruchtał w kierunku nabrzeża zamierzając wtopić się w gwarny tłum pracujących w dokach ładowaczy.
Ketras zmierza do "Amarysa". BTW, jeśli w czynszówce dało się cokolwiek ukraść, możecie być pewni, że Ketras ma to przy sobie (zdaję się na łaskawość Mistrza Gry).

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 15 marca 2018, 17:43

[center]AKT II - Ukojenie [/center]
Chłopskie Krocze - ulice Ostrogaru

Surelion trzymał mocno Astrid pod swoją sprawna ręką. Oplutł całe ramię wzdłuż jej taki prowadząc miarowym krokiem w jemu wiadomym kierunku. Deszcz nie opuszczał nieba stolicy choć półbóg chciał aby na chwilę się przejaśniło. Po długiej chwili milczenia pierwsza odezwała się kobieta.

- chyba jesteśmy już bezpieczni, rzuciła cicho w stronę ucha Kielicha magii. Przestali nas śledzić? Zapytała z nutą obawy. Szła razem z nieznajomym w nieznanym kierunku, mijali kilka karcz lecz do żadnej nie zagladneli.

- pomimo wiedzy którą jest błogosławieństwem, warto czasem zaczekać aby los podał odpowiedź. Powiedział po chwili zadumy Surelion, ilość pytań i odpowiedzi kotłowała się w nim od czasy gdy zobaczył matkę chłopca, jednak ulica nie była odpowiednim miejscem na prowadzenie dochodzenia.

Mijali licznych przechodniów skrytych pod narzuconymi na głowę skórzanymi płachtami i kapturami. Pomimo drogi w co raz to bardziej zaludnione miejsca ie minął ich żaden patrol straży. Kolejną chwilę ciszy przerwał tym razem Surelion odzywając się równie cicho jak kobieta. - za rogiem jest karczma Amarys, ogrzejemy się tam i spokojnie porozmawiamy i poczekamy na resztę. Kobieta tylko skinęła głową w geście zrozumienia.

Pokonując jeszcze kopę kroków para weszła do ogrzanej izby. Paru z lokalnych pijaków spojrzało na na prowadzoną przez Sureliona kobietę. Jej długa suknia przylepiła się do jej ciała, pomimo licznych plam i błota tkanina dodawała uroku zgrabnemu ciału dojrzałej kobiety. Sterczące sutku przebijały się spód cieniutkiej sukni, a pogłębione rozdarcie odchylała się prawie do kroku z każdym krokiem Astrid, kusząco zapraszając oko do radosnego figlowania z jej długimi gładkimi nogami.

Teraz dopiero Kielich zrozumiał, że musimy bardziej osłonić się od wścibskich oczu i uszu. Spojrzał karcąco na jednego z pijaków który nie mógł odlepić oczu od pięknej kobiety. Schylił głowę gdy spotkał się z gniewnymi spojrzeniem połboga. - prywatną łoże? Usłyszał za plecami znajomy głos Baruby. Barman wskazywał ręką na kotarę wisząca w połowie ściany naprzeciw wejścia. - Tak, daj nam coś ciepłego i gruby koc, a jak moi przyjdą mnie szukać wskaż im gdzie jestem. Barman zaprowadził parę wprost do loży odsłaniając niewielką alkowę z miękkimi zydlami i sofami. Pośrodku siedzisk piętrzył się drewniany stół. Gdy kotara opadła i urwał się również każdy wzrok który odprowadzał zjawiskową kobietę wraz z Sureliona do prywatnego stolika.
Wieści szybko się rozejdą. Taką piękność jak Astrid będzie na językach długo, a języków w lokalu jest dużo. Jakieś konkretne kierunki rozmowy, ustalenia, pytania?
Ostatnio zmieniony 20 lipca 2018, 21:21 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 marca 2018, 20:36

Myślę, że istotne będzie wyjaśnienie Mistrzowi, dlaczego na miejsce spotkania wybraliśmy właśnie "Amarys" - otóż to karczma z pierwszej przygody "Sureliady", będąca własnością gnoma Baruby Dargarasa i jego żony. Razem z nimi pracuje tam i mieszka kuzyn Baruby, młody Pimpin.

Co w tej historii bardzo ważne, jakiś tydzień temu czasu gry Surelion wybawił karczmarza z wielkiej opresji, za co gnom jest mu ogromnie wdzięczny - a ta wdzięczność to na przykład przytulny pokoik na piętrze z doniesionym tam posiłkiem!
MG: Dziękuję :)
Ostatnio zmieniony 17 marca 2018, 19:27 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 17 marca 2018, 20:03

Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe

Gdy tylko kotara upadła Surelion zerknął na kusząco kołyszące się uda dojrzałej kobiety. Była piękna i Surelion teraz zrozumiał oczarowanie Eszar. Usiadła naprzeciw. Prędko podwinąć nogi pod siebie. Trzęsła się z zimna jej pełne usta dygotały z każdym oddechem.

- Zaraz się ogrzejesz, powiedział kładąc worek pod drewnianym stołem. Nie mógł oderwać od niej wzroku, było w niej coś zjawiskowego. Speszona Astrid zakryła sterczące sutku ramionami krzyżując je na piersiach. Rozglądała się na boki próbując odnaleźć się w tej nowej dla niej sytuacji. Miała właśnie coś powiedzieć gdy kotara odsłoniła się lekko i oboje usłyszeli ciche chrząknięcie. - ciepły wywar z liści herbaty i mięty. Rozgrzeje nim podamy strawę. Surelion pomógł gnojowicy wejść do środka przejął tace z dzbankiem i postawił na stole. Nim zdążył coś dodać barman dokończył - na koszt tawerny. I z uśmiechem podał koc Astrid i opuścił nowo przybyłych, zostawiając ich samych w intymnej alkowie.

- musi być Twoim dłużnikiem, skoro nie wziął od ciebie zapłaty. Wypełniła ciszę gdy Surelion nalewał sprawna ręką wywar do glinianych kubków. Na myśl wspomnień półbóg uśmiechnął się. - Tak, uratowałem mu życie, ale nie możemy teraz o mnie, ogrzej się najpierw.

Astrid cicho łykała płyn, widać było jak jej ciało promienieje z każdą chwilą. Mokre włosy nabierały kształtu i z długich mokrych strąków pęczniały w gęste lisie fale. Niewielką alkowę zapełnił zapach drogich cytrusowych perfum. Kiedy półbóg dolewał herbatę do kubka szlachcianki ta z gracją kocicy zatrzymała jego rękę swoją dłonią. Jej ciepła skóra w dotyku była aksamitna, wystarczyła tylko chwila aby półbóg poczuł jak serce uderzyło mu mocniej. - Wystarczy, dziękuję. Powiedziała uspokojona jedwabnym głosem. Usiądź proszę obok i powiedział komu zawdzięczam życie?
[center]
Obrazek[/center]

Kielich wiedzy wpatrzony w głębokie oczy kobiety, odłożył dzbanek i usiadł obok starając się opanować emocję. Jej twarz, jej ciało, jej delikatna szyja była pełna wdzięku tak przeżywającego że nie jeden byłby stanie skraść dla niej gwiazdy.
Astrid cierpliwie czekała na odpowiedź oczarowanego jej wyglądem.
nie chce przeszkadzać ale jak Półbóg nie przejmie inicjatywy to zrobi to Astrid a będzie baaaardzo wdzięczna ;>
Ostatnio zmieniony 12 kwietnia 2018, 10:19 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 marca 2018, 11:24

Plac Karczemny, 32 orakt-ran, południe

Posuwając się skrajem zatłoczonej uliczki z naciągniętym na głowę kapturem płaszcza, Ketras wszedł pomiędzy dwa zagracone bronią stragany kupców zbrojmistrzów, pozdrowił ich uniesioną zdawkowo ręką, a potem zaprezentował przyniesioną ze sobą kuszę.

- U mnie nie sprzedana, poznałbym własny towar - powiedział natychmiast jeden ze sprzedawców, niski człowiek czystej krwi o krzaczastych brwiach - Tedy zwrotu nie przyjmę.

- A kto rzecze co o zwrocie, zacny panie? - odparł olf - Moja to własna kusza, porządna robota. Odziedziczona po ojcu, który w straży przybocznej tana Namtara służył, a kuszą tą skrytobójcę ubił w pojedynkę! Nigdy bym jej nie sprzedał, gdyby nie ciężka choroba mej córki, zacni panowie. Oddam za połowę ceny, chociaż serce mi łzy roni krwawe na myśl o takowym zdzierstwie. Za mniej jak dwadzieścia złotych w mieście takiej nie dostaniesz, a ja za dwanaście oddam. Toż to zysk jak szczere złoto! Chyba, że który z zacnych panów trzynaście zechce dać w swej łaskawości, a miłosierdziu dla chorego dziecka?
W drodze do "Amarysa" sprzedaję zdobyczną kuszę. MG, daj proszę znać, ile kasy uda mi się utargować!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 marca 2018, 23:20

[center]Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe[/center]

Półbóg cofnął dłoń z gorącym dzbanem z którego jeszcze chwilę temu polewał gorącą, pachnącą ziołami zaparzankę. Ciepły zapach pochodzący z unoszącej się z zeń pary, mieszał się swobodnie z wonią jej drogich cytrusowych perfum tłumiąc przykrą, wszędobylską tego dnia wilgoć. Jego dłoń odstawiła dzban tylko po to by przygotować kolejny kubek do napełnienia, tym razem dla siebie.

- Pani, możesz mówić mi Surelion, tak bowiem zwracają się do mnie najbliżsi przyjaciele i uczniowie. - chlupot ciepłego naparu wypełniającego kubek rozległ się w intymnie osłonionej alkowie. Surelion ciągnął dalej wypowiedź z ledwo wyczuwalną flegmą typową dla książęcego rodu. - Fatalna wprost pogoda. Sama rozumiesz Pani, że w tak dramatyczny wprost dzień nie mogłem postąpić nie pomóc twemu chłopcu. Wpierw myślałem, że to ktoś pośledniejszego stanu. Cały był pobrudzony. Ubranie miał poszarpane. Jednakoż z każdym jego słowem zdawałem sobie sprawę, że ten kweres ma głębsze dno, i że dotyczy on ciebie... - półbóg wzniósł kubek w niemym toaście i upił łyk cudnie parującego trunku. Patrzył przy tym w oczy czarodziejki.

- Nie musisz się o niego obawiać, jak mówiłem twój syn jest bezpieczny. Moi uczniowie są godni zaufania. To prawdziwe nieoszlifowane diamenty o niepospolitych wprost talentach o których posiadaniu nie zdają sobie być może nawet jeszcze sprawy. Mam do nich pełnię zaufania. Jednakże... cienie jakie was ścigają nie są zwykłymi ulicznymi zabijakami. Wiesz przecież o tym. Będę musiał wyeliminować całą komórkę gildii by zapewnić wam bezpieczeństwo. Nie jest to łatwe zadanie. Dlatego muszę cię pani zapytać o chłopca. Jego dar... jest bardziej niż szczególny, czuję fluktuację jego aury bez trudu, jest silna. Musisz jednak zrozumieć, nie pragnę jego mocy. Pragnę... zrozumieć jego dar, bądźmy zatem z sobą szczerzy, to ułatwi nam planowanie dalszych kroków. Dlaczego tak silan czarodziejka jak ty potrzebuje pomocy kogoś takiego jak Murof Żywy? - Ręka z kubkiem stuknęła o drewniany blat, zapadła chwila ciszy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 19 marca 2018, 16:24

Plac rybny, Chłopskie Krocze

Grupa sprzeczających się o cenę ostropłetw kupców rozsypała się jak domek kart gdy Milcar przeleciał przez nich na końskim grzbiecie. Raptownie czterech uderzyło o kamienne płyty, dwóch walnęło z impetem w ułożone skrzynie pod ścianą jednej z czynszówek a pozostali przewrócili dwa pobliskie kramy nadziewając się na sterczące drewniane części straganu. Pęd końskiego jeźdźca była na tyle duży by zepchnąć ze swojej drogi kolejnych przechodniów. Młody zabójca ściągnął lejce, ścisnął uda i pięty oplatając się do końskiego grzbietu. Z każdym uderzeniem serca czuł jak tors konia powala z impetem na ziemie kolejnych mieszczan, każde walnięcie było jak stukot kamienia w tafle wody. W oddali słyszał krzyki, płacz i lament rannych.

Eszar prawą ręką zasłonił oczy przed chmurą muszel i rybich fragmentów. Nawałnica małych fragmentów waliła w niego jak grad niszczący rolnicze plony. Trzymając ucięte lejce przyciągnął się do końskiego łba aby chronić głowę, jak było napisane w poemacie o Yagodzie Wielkim Łowczym jednak w tej samej chwili bard poczuł szarpnięcie na swoim kaftanie. Wleciał w przewrócony stragan jak berserker niszczący mur tarcz, wystające fragmenty drewnianej konstrukcji rozdarły noszone eleganckie ubranie z łatwością krawieckich nożyc. Poczuł ciepło lejące się po jego brzuchu i ręce. Rżenie konia było przerażające, zwierz obił w lewo i zaczął skakać i kopać jak opętany. Obłęd nie trwał długo, grajek uspokoił wierzchowca twardo trzymając lejce przy sobie, niebywała zręczność wywabiła go z opresji, zwrócił konia wzdłuż targowej alejki, rumak stanął dęba i jak wystrzelony bełt nabierał prędkości zostawiając osłupiałych gapiów za sobą.

Droga była coraz bardziej stroma, a echo galopujących koni ostrzegało kolejnych przechodniów przed wejściem na drogę mknących alejami Chłopskiego Krocza. Kramy coraz bardziej wypełnione rybami migały tylko w oczach. Nożownik korzystając z okazji zerwał lejce i zwrócił konia w prawo przelatując między dwoma straganami. W oddali ujrzał rysującą się promenadę i doki. Przesuwając ciało prawo w nieludzko zwinnym manewrze był tuż przy pace wozu. Oglądający się za swoim opresorem Akolita miał żywe przerażenie w oczach.

Młodszy Akolita był sam na sam z zabójcą, w oddali rósł zbliżający się bard. Konfrontacja była nieunikniona, a drogą ucieczki kurczyła się z każdym mijanym metrem. Z desperacją w oczach młody półork zawinął lejce wokół ręki siedzącego bezwładnie woźnicy, sięgnął szybko między nogi i obracając się zakończył celując już kuszą w pierwszego ścigającego do Surelite. Ręka drgała mu ze strachu jak w pośmiertnych konwulsjach wóz kierowany wyłącznie przez konie wił się w chaotycznym zrywach. Nożownik ujrzał decyzje strzału w oczach Akolitę, przycisną do siebie klacz oczekując pocisku.
Spoiler!
Eszar, oberwałeś ale to tylko powierzchowne rany. Wystające drewniane elementy straganu szarpią twoje ciało, dostajesz cięte 23 i 31, netto: 13 i 21. Twoje ubranie traci 2WYT, krew brudzi ubranie.
Spoiler!
Eszar, Milcar 1/2ZR=%51: Eszar, Rzut: 09! Łachudro świetny kunszt! Widać masz smykałkę do jazdy konnej! Milcar, Rzut: 30! Brawo, panujesz nad wierzchowcem popędzasz go i przedzierasz się taranując wszystkich napotkanych na drodze koń przyjmuje uderzenia na siebie.
Spoiler!
0 akcja przed rundowa Akolity: Opuszcza lejce, dosięga kuszy, obraca się i celuję w Milcara. Broń była już naładowana. Strzela w ruchomy cel. %95-OD. Milcara:60=RST35!Rzut:40! Ponieważ ślepak chowa się za klaczą zyskuje 25% osłony dlatego wynik 1-26% trafia Milcara; a wynik 26-35%Klacz; bełt świsnął obok pedzącego zabójcy przerywajać powietrze, znika w przestrzeni wbijając się w przypadkowego przechodnia!

Akolita nie zważając na konsekwencje ładuje kusze by oddać strzał!
MG &#8221;wujek dobra rada&#8221; - Milcar jesteś najbliżej. Jeżeli nie przejmiesz wozu Akolita będzie co rundę do Ciebie strzelał. Do przystani zostało niewiele drogi. Jeżeli wam się nie uda wóz wpadnie do odmętów jeziora i skarb zniknie pod taflą wody! Przyjmuję, że każdy was sukces (rzut na test < 25) zwolni wóz i będzie wam łatwiej go przejąć. Trzy sukcesy zwolnią wóz na tyle, że z łatwością zahamujesz przed jeziorem i bez problemów powinieneś nim manewrować, dodatkowo każdy sukces to +10 do wszystkich testów. Trzy wysokie rzuty (rzut na test > 60) pogorszą waszą sytuację i otrzymacie karę do wszystkich testów -10% za każdy oblany test i akolita ma dodatkową akcje. Po trzech takich rzutach wóz wyląduje ze skarbem w jeziorze. Przygotowanie się do wejścia na pakę wymaga udanego rzutu na jazdę konną Milcar[%61], a przeskoczenie to osobny rzut na akt.SZ (akcja całorundowa). Eszar dogonisz wóz w 1 rundzie jeżeli zdasz test na jazdę konną, a jak oblejesz to w 3 rundzie. Twoja szansa to: Eszar[%70].
Ostatnio zmieniony 19 marca 2018, 16:39 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 marca 2018, 16:32

Dobra nie ma co grymasic. Mlcarr przeskoczy na pake tak szybko jak sie da i zaleznie od tego co ma wieksze szanse:

- Zepchnie woznice po konie
- Obrzuca go sztyletami

PS: fabularke strzele po poludniu jak wroce z roboty.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 19 marca 2018, 18:51

Trwający pościg coraz bardziej przekonywał mnie, że nie komponuję arii. Życie pisze inaczej niż muzyka, szybciej, brutalniej, nieprzewidywalnie. Uszaty dzban nie zdał egzaminu, naczynie z klekotem rozprysło się na głowie ciekawskiego gapia, wychylającego się z okna, nie wyrządzając najmniejszej krzywdy oprychowi na wozie. Pościg stał się brutalny, zamiast pełen gracji i glorii. Milcarr bez pardonu roztrącał przechodniów, mi brak było tej brutalności i mając w większej powadze życie pozostałem z tyłu.

Niestety nie miałem tyle szacunku do efektów pracy mieszkańców stolicy, przeciąłem stragan handlarzy mięczaków, zaraz zapłaciłem za to bolesnymi ranami i zniszczonym odzieniem. Ciemne plamy rosnące na materiale świadczyły, że czas nie stanął w miejscu i trzeba się śpieszyć. Spełniać wolę, skoro tego chciał mistrz to już koniec popisów, a czas czynów. Skupiwszy całą wolę, starałem się przyspieszyć konia.

Do tego wszystkiego niemożliwie szybko zbliżały się bulwary nabrzeża, chcące jakby konkurować z nami w próbie przejęcia skarbu. Łatwo nie oddam złota, myślałem, mam w rękawie jeszcze kilku bardów [to taka specjalna karta zastępująca dowolną inną].
Zamiar mam jak najszybciej zrównać się z wozem, nie będę już celował w woźnicę, mniemam że wystarczy dostarczyć bodziec koniom. Mocne uderzenie w bok powinno wybić z rytmu przynajmniej jednego wierzchowca, efektem tego zwolnić zaprzęg, a może całkiem go wykoleić. Użyję do tego czegokolwiek, co znajdę pod ręką, lub co uda mi się zwinąć ze straganów, nie zwalniając tempa. Ostatecznie zbliżę się na tyle żeby użyć miecza, lub sieci,cios nie musi być precyzyjny, liczę że jak zwierzę dostanie w bok to raptownie skręci. Jeśli na wozie będzie już zabójca zmienię zamiary.
Ostatnio zmieniony 20 marca 2018, 17:31 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ