Ulice rzemieślnicze - Chłopskie Krocze
Gdy tylko pierwsza czupryna wyłoniła się z wnętrza pracowni bednarza, Ketras zmarszczył oczy i skupił się na zaklęciu. Mag czuł jak czas spowalnia, specjalnie dla niego piasek z wielu klepsydr zaczął leniwie przesypywać się ziarno po ziarnie. Nawijał nadgarstkami moc drzemiącą w jego ciele, peemy wiły się na koniuszkach palców czarodzieja. Wraz z ostatnim słowem iskra przeskoczyła na jednego z żebraków.
Świat wrócił do swojego pędu. Rudy żebrak w grymasie ogromnego bólu osunął się nogach i krzycząc ściskał ręką wypaloną na torsie dziurę. Skutecznie odwrócił uwagę rozwścieczonych pobratymców od Sureliona, który widząc rządzę mordu w oczach żuli zdążył jedynie wyciągnąć rękę w kierunku swojego ucznia dodać szybkie - Tam! Miał tylko nadzieję, że te słowa nie będą wyrokiem na jego ucznia.
Ogarnięci szalem oprawcy odwrócili swoje oblicza jak na rozkaz. Badali wzrokiem stojącego tuż przy winklu drewnianych szeregówek Ketrasa. Który wytarł rękawem lecącą z nosa krew. Zerwali się w jednym tempie jak gończe psy spuszczone że smyczy opiekuna. Krew zagotowała się w żyłach młodego maga gdy zobaczył ponad tuzin mężczyzn o różnej tuszy pędzących w szale w jego stronę. Obrócił się i pchany orczą intuicją gnał co sił nieznanymi dla siebie alejami.
Nogi niegdyś przyzwyczajone do biegu bolały maga co raz bardziej. Czasy, gdy Ketras był gońcem magistracie magi dawno minęły, ale nie tak dawno aby młody mag zapomniał jak wziąć w wodzę nogi i gnać co sił i jeszcze dłużej. Wskoczył szybkim krokiem w chudy przesmyki, przewracając za sobą kilka skrzyń i beczkę. Śmieci okazały się dobrą przeszkodą dla części żebraków, jednak większość bez przeszkód ominęła zgotowane przez Surelite opały.
Gonitwa trwała dalej, Ketras spoglądał co chwilę na sforę, doganiali go lecz im dłużej trwał pościg tym było ich mniej, zostali jedyni wytrwali. Kilka uderzeń serca później mag wbiegł na skrzyżowanie głównych ulic. Po swojej lewej stronie zauważył niknący powóz i ciągle ścigających go współwyznawców. Prawa odnoga nie była dobrym wyborem, gdyż ciągnęła się ku szczytu wzgórza w kierunku iglicy srebrnej dzielnicy. Intuicja popchała maga w kolejne wąskie gardło na wprost niego. Wcisnął się między dwa budynki. Odgłosy goniących go żuli zlały się z coraz głośniejszą muzyką. Nagle z prawej aljki z szaleńczym krzykiem wybieg na surelitę jeden z opresorów. Ketras wykonał ostry sus i wskoczył między gapiów, cudem uchylajac się od uderzenia.
Grajek, który wyśpiewywał na skrzyżowaniu drug dla uciechy podróżnych i kupców serenade nie miał takiego szczęścia, zamach zakończył żywto jego instrumentów, przepełniajac okolicę diabelnym fałszem pękanych strun.
Zostało trzech najsilniejszych, pot lał się z czoła maga jak skrapiany deszczem liść, nogi piekły nie miłosiernie, a oponenci byli coraz bliżej. Mag czuł oddech jednego z nich na swoich plecach. Żul z wyciagniętymi rekami rzucił się na niego, by w jakikolwiek sposób spowolnić uciekajacą zwierzynę. Na szczęście mag wykonał ostry skręt w lewo unikając łapanki. - Zostało dwóch, pomyślał, skręcając na ulicę tysiąca schodów prowadzącą wprost na szeroką aleje rybną.
Port leżał kilkanaście metrów poniżej w lini porstej. Od poziomu morza do miejsca mijanego właśnie przez pędzącego maga stały trzy poziomy czynszówek. Po lewej i po prawej stronie schodów stał mur wydoki do pasa. Za którym kilka metrów niżej znajdowały się liczne podwórza lub dachy czynszówek. Z każdym krokiem i mijanym stopniem w dół kramy alei rybnej rosły w oczach. Zauważył pędzący wóz i dwóch jeźdzców, jednak poczuł ciężkie uderzenie na plecach, które odwróciło uwagę.
Impet był tak silny, że mag stracił równowagę i wyłożył się na murze schodów. Jeden z żuli w ostatecznej próbie rzucił w plecy maga swoją bronią, drugi w szyderczym usmiechu gnał co sił aby dobić upolowanego. Pchany pędem Ketras zawinął się wokół muru i sekunde poźniej wypad za mur niknąc z oczu goniącego go żebraka. Spadając udeżył barkiem wystajacy kawałek drewna, usłyszał trzask pękających dachówek i przez dziurawy dach wleciał do trzewi starego domu. Obijajac się o spruchniałe kawałki stropu dupa maga wylądowała miękko na starej pryczy. W otaczjacej go ciemności zobaczył białe światło u szczytu. Otwór którym wlaciał mienił się bladym światłem. Otwór w dachu zdawał się oddalać, jednka mag był pewny, że goniąca go postać patrzyła teraz na niego z uśmiechem na ustach wyglądajac za muru. Był bezpieczny, przynajmniej na jakiś czas.
Ketras wypala magiczny pocisk. UM%96, Rzut:52!Brawo: Obrażenia 8x10=80! Pożądna wiązka energii. Ucieczka bezproblemowa, jednak na granicy. Zawód gońca uratował Ci tyłek! jednak nie obyło się bez obrażeń. - 4 za Mag. pocisk. Uderzenie bronią rzucaną 60, netto wchodzi Ci 10. Rzut na równowagę po uderzeniu: Zr akt.%76, Rzut 82, niestety wypadasz z drogi i kończysz kilka metrów niżej w jednej czynszówce, przelatując przez jej dach. Jesteś poobijany, dostajesz 15 stłuczeń.