PBF - Cedar Creek by Night

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 maja 2018, 18:47

Knajpa Slammera, świt drugiego dnia

Osa przysłuchiwała się przez krótką chwilę rozmowie Gury z przybyszem, straciła jednak zainteresowanie tą konwersacją w chwili, kiedy z zewnątrz dobiegł ją poważny głos Jeffreya Corwyna płynący z głośników Radia Nadziei.

- Szok, niedowierzanie i rozpacz po utracie bliskich - oznajmił czytający poranne wiadomości spiker - Mieszkańcy centrum Cedar Creek przeżyli minionej nocy dramatyczne chwile, które na długo zapadną w pamięci nas wszystkich.

Rudowłosa przeskoczyła przez korytarzyk dzielący salę knajpy od zaplecza i wyślizgnęła się na zagracone podwórko nadstawiając bacznie uszu. Najbliższy słup z głośnikiem stał na rogu uliczki i chociaż urządzenie trzeszczało niemiłosiernie, dziewczyna nie miała najmniejszych trudności ze zrozumieniem przekazu.

- Krótko przed świtem na Placu Eisenhowera wybuchł pożar, który strawił dwanaście domostw, niektóre z nich doszczętnie. Tylko błyskawicznej reakcji strażaków możemy zawdzięczać powstrzymanie płomieni przed rozprzestrzenieniem się na dalsze budynki. Personel medyczny i szeryfowie potwierdzają śmierć co najmniej trzydziestu osób, ale nie można wykluczyć, że w zgliszczach znajdują się dalsze zwłoki. Obywateli poszukujących zaginionych krewnych prosimy o zgłaszanie się do stróżów prawa.

Słysząc za plecami ciche kroki Osa zerknęła ponad ramieniem, kiwnęła niemo głową zbliżającemu się wujowi.

- Przyczyny wybuchu pożaru nie są jeszcze znane. Władze zdecydowały już o powołaniu specjalnej komisji złożonej z ekspertów do spraw elektryki, którzy zajmą się badaniem zgliszczy. Koordynator do spraw bezpieczeństwa Samuel Freeman oświadczył, że nie można w obecnej chwili wykluczyć żadnej hipotezy, w tym również sowieckiego ataku terrorystycznego. Wszyscy świadkowie nocnych wydarzeń proszeni są o zgłaszanie się do szeryfów w swoich dystryktach.

- Następny miesiąc wszędzie będą szukali sowieckich prowokatorów - mruknął nad ramieniem Osy Slammer - A ludzie będą donosić jak nakręceni, żeby udupić nielubianych sąsiadów.

- Spiker Izby Reprezentantów Artur MacCarthy składa za naszym pośrednictwem kondolencje wszystkim obywatelom, którzy w pożarze utracili krewnych lub dobytek. Władze Cedar Creek uczynią wszystko, by wyjaśnić okoliczności tego dramatu, a także wesprzeć poszkodowanych. Osobne wyrazy współczucia składają czcigodny Oliver Moon oraz przewodniczący Ligi Chrześcijańskiej Jonathan Blackburn. Wszyscy łączą się w modlitwie i zadumie.

- Cedar Creek nie ugnie się w obliczu takiej tragedii. Przeciwnie, wyjdzie z niej mocniejsze, ponieważ doświadczenia takie hartują amerykańskiego ducha i naszą siłę woli. Chrześcijańska demokracja zwycięży. Bóg z wami, przyjaciele. Mówił Jeffrey Corwyn.

W głosniku rozległa się seria trzasków sygnalizujących przekazanie mikrofonu, po czym nad dachami miasta popłynął dla odmiany budzący ogromne zaufanie głos kobiety.

- Praworządni obywatele Cedar Creek, mówi Samantha Lockwoord. Wszyscy wiemy jak cennym darem Boga jest ludzka krew. To dzięki niej możemy ratować tych, którzy na froncie odnoszą rany w obronie naszego miru domowego, a także tych, którzy ucierpieli w klęskach żywiołowych. Dzisiajszy dzień jest doskonałą okazją do tego, by okazać solidarność z ofiarami nocnego pożaru i oddać krew w miejskim szapitalu. To doskonała okazja również do tego, by nowi ochotnicy przyłączyli się do patriotycznego programu krwiodawstwa. Pamiętajcie, ratując w ten sposób czyjeś życie okazujecie potęgę amerykańskiego chrześcijaństwa. Personel szpitala będzie pracował aż do północy, gotowy przyjąć każdego obywatela zdecydowanego na oddanie krwi.

- Jednocześnie mamy ogromną przyjemność poinformować, że Karmazynowa Loteria wytypowała kolejnych czterech szczęśliwców. Ruby Sommers, Jose Pereira, Erik Schultz i Miranda Hackman są tymi z zarejestrowanych krwiodawców, którzy otrzymają prawo do osiedlenia się w azylu rodu Shangów w San Francisco. Serdecznie gratulujemy tak niebywałej wygranej i zapraszamy zwycięzców do zgłoszenia się w miejskim szpitalu, z podręcznym bagażem oraz kartami badań lekarskich. Azyl już na nich czeka, na słonecznym wybrzeżu Kalifornii, gdzie spędzą w dostatku i spokoju następne lata. Pamiętajcie, to wy możecie być następnymi zwycięzcami. Zarejestrujcie się w programie Prawa Krwi jeszcze dzisiaj!

- Dziękujemy, Samantho - w eterze odezwał się ponownie Jeffrey Corwyn - Teraz chwila nastrojowej muzyki żałobnej, później zaś zapraszam do wysłuchania audycji Marka Wahlberga na temat taktyki działania radzieckich szpiegów. Pamiętajcie, odrażający komuniści mogą się ukrywać pomiędzy praworządnymi obywatelami naszego miasta. Mark podzieli się z wami garścią rad ułatwiających ich zdemaskowanie i neutralizację. Już za chwilę powracamy na antenę.

Z głośników popłynęła przejmująco smutna melodia. Osa odwróciła w bok głowę, zerknęła na głęboko zatroskanego wuja.

- Idę do miasta - oznajmił kulawiec - To był duży pożar. Charlie na pewno by przyszedł, gdyby tylko mógł. Boję się, że coś mu się stało.
Czy Osa chciałaby wybrać się na Plac Eisenhowera razem z krewnym?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 25 maja 2018, 21:20

Przy wtórze niemrawego trzasku przeskakujących kości toksyk rozciągnął się na całą długość pryczy. Następnie niezdarnie zgramolił z łóżka, wstał i bujając się jeszcze z zaspania ziewnął głęboko. Po chwli potrzebnej na ustabilizowanie pozycji pionowej ruszył na pamięć pokonując tradycyjną poranną wędrówkę z na wpół jeszcze zamkniętymi oczami. Intuicyjnie minął (choć może jednak trochę przydepnął Indiańca, bowiem tenże wydał z siebie jakiś dziwny okrzyk w stylu "Aaagghhaa!" ). W przygarbionej nieco pozie wciąż ziewając przystanął po kilkunastu krokach nad wypełnionym pachnącym bezpieczeństwem i domem dołem z gnojóweczką i rozpoczął poranny rytuał. Dając wytchnienie nabrzmiałemu pęcherzowi usłyszał po chwili, że dołączył doń bliźniaczy odgłos tworząc niejako wspólny bulgoczący w odmętach mieszanki chór ku chwale poranka. Otworzył z pewnym trudem wciąż zaropiałe prawe oko przez chwilę szukając ostrości obrazu aż dostrzegł uśmiechniętą, znajomą twarz Ducha. Porozumiewając się w jakiś niezrozumiały sposób przez chwilę w myśl niepisanej zasady powalczyli w milczeniu o wyimaginowaną pozycję lidera przynależną za najdłuższy, a zarazem najwyższy strumień.

Zmęczony wyglądasz.. źle spałeś- Indianin z uśmiechem malującym na jego twarzy satysfakcję z małego, porannego triumfu podjął "rozmowę". Śmierdziel wciąż mrugając sennie pokiwał głową w potwierdzeniu, po czym niczym zelektryzowany zaczął dygotać przez chwilię na skutek dochodzącej doń właśnie fali bogatych emocji płynących ze wspomnień dnia poprzedniego. Potrząsnął głową i wciąż jeszcze podciągając spodnie łypnął zachęcająco w stronę swojej szopy unosząc kilkukrotnie brwi. Albinos uśmiechnął się w tylko odpowiedzi pokazując przy tym wprawny ruch, którym wczoraj skręcał wężowe karki po czym bezgłośnie ruszyli nasycić apetyt.
Przeżuwając kolejne smakowite kęsy Śmierdziel rozważał smak porzuconej na pustkowiu ludziny, ale zniechęcony nadmiarem negatywnych emocji związanych z tragedią wywróconego kociołka postanowił pozostawić to niefortunne doświadczenie w przeszłości i nie wracać do silosa. Miast tego zamyślił się nad nocnym pożarem w Cedar Creek. Zjarało się trochę grubych brzuchów z bogatej dzielnicy, o czym trąbił od rana radiowęzeł. Dobrze im tak.. pomyślał toksyk wskazując odruchowo ręką w stronę zgliszczy.
Pójdę z tobą- podjął albinos, a widząc nieco zaskoczone spojrzenie toksyka, płynące początkowo z niezrozumienia deklaracji dodał po dłuższej przerwie- jeśli nie masz nic przeciwko - i wskazał wyjaśniająco ten sam kierunek.
Gdy albinos zakończył wreszcie swe dziwne zabiegi pielęgnacyjne, od których zdaniem toksyka tracił tylko odporność na zdrową opaleniznę przez co z kolei miał jakieś urzeczywistniające się lęki z tym związane, wyruszyli na przechadzkę.
Pytanie o Osę zostawiam na fabularkę w drodze do pogorzelców. W razie czego toksyk skrzywi się z niesmakiem w odpowiedzi pokazując "znak zorro" na własnym kroczu i mrugając okiem porozumiewawczo, co ma oznaczać "te dni" u Osy. Po drodze też entuzjastycznie będzie opowiadał o nowej pracy Gury w odpowiedzi na drugie pytanie (zostawiam post Nanatarowi, jeśli ma ochotę lub MG).
Ostatnio zmieniony 26 maja 2018, 14:39 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 25 maja 2018, 22:55

Duch wykorzysta rzadką chwilę, by poprzebywać z bratnią duszą. Jeśli toksyk nie ma nic przeciwko, chętnie będzie mu towarzyszył. Kurtkę i kask w worku pozostawi u Slammera na przechowanie do wieczora. Nasmaruje się kremem, a medeX weźmie ze sobą. Chroniony przed słońcem jest dobrze, ale może się trochę pocić w trepach, spodniach i pelerynie z kapturem. Pozostawi też dziryt.
-pójdę z Tobą -po dłuższej przerwie -jak nie masz nic przeciwko.

-Zmęczony wyglądasz. Źle spałeś? -Pokiwa głową

Chciałby spytać, "co Osa taka cięta(?)", a taką ją lubił najbardziej, oraz "Gdzie podział się Wiele Twarzy?", ale nie chce męczyć kolegi.
Ostatnio zmieniony 25 maja 2018, 23:02 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 25 maja 2018, 23:47

Knajpa Slammera, świt drugiego dnia

- Przejdę się z Tobą wuju - mruknęła cicho Osa - Kto wie może faktycznie czegoś się dowiemy. Czy Coltrain mieszkał w tamtej okolicy ?
Nie wiem jak tu jest z "prawem do noszenia broni w mieście" a nie chcę dziś nikogo denerwować. W razie czego wezmę ze sobą tylko nóż, ale jeśli prawo do noszenia broni jest powszechne to zabiorę również pistolet.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 maja 2018, 14:10

Butcher's Best, drugi dzień

Eroll okazał się bardzo małomównym kompanem, ale Gura wspaniałomyślnie mu to wybaczył; sam pewnie też czułby się zalękniony w obecności tak niezwykłej istoty jaką stworzyła go natura. Wyprostowany i kroczący z wielką dumą, cargo sycił swe oczy szacunkiem okazywanym mu przez czym prędzej schodzących z drogi przechodniów. Krzątający się po przedmieściach handlarze złomem, farmerzy i rzemieślnicy wszelkiej maści odprowadzali potężnego mutanta ostrożnymi spojrzeniami, mamrocząc coś między sobą. Niektórzy nawet kreślili znaki krzyża, co Gura przyjął za zsyłane na niego życzliwe błogosławieństwa.

Opuściwszy znajomą dzielnicę cargo poczuł się jednak nieco mniej pewnie. Eroll zaprowadził go do kwartału rzeźników, wibrującego rykami spędzanego do zagród bydła, dobiegającego zza metalowych ścian wielkich hal do uboju. Gura pamiętał mgliście, że rzeźne zwierzęta przybywały do Cedar Creek z zachodu, a większość produkowanego w mieście mięsa wysyłana była na wschód, do żołnierzy walczących z kosmitami i Sowietami.

Lekko skonfundowany cargo zastanowił się przelotnie, czego Eroll właściwie szukał w tym miejscu, rychło zapomniał jednak o swoich dylematach zapatrzony na samych rzeźników. Niektórzy z nich byli ludźmi czystej krwi - jeśli w czasach potwornego skażenia środowiska oraz oddziaływania pozaziemskich Anomalii wciąż można było o czystej krwi mówić - ale przeważającą większość tworzyli cargo: potwornie zdeformowane olbrzymy w czarnych od zakrzepłej krwi fartuchach, obnoszące się z ciężkimi rzeźnickimi tasakami.

- A te ruchałki to gdzie? - przełamał w końcu milczenie Gura - I co tuka tak cuchnie?

- Wyprute flaki - odpowiedział Eroll - Już niedaleko, spokojnie.
Spokojnie, już praktycznie jesteście na miejscu! Co do leczenia ran - przyjmijmy, że Gura odespał 3 z 7 siedmiu dziurek!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 27 maja 2018, 16:17

Butcher's Best, drugi dzień

-...wyprute... - powtórzył jak echo Gura, po czym szybko zaczął się szybko obmacywać pod koszulą. Przez chwilę myślał bowiem, że przy schodzeniu z dachu zahaczył o wystający kawałek zardzewiałej konstrukcji i pogłębił sobie ranę po nożu, z której mogły mu przecież wypaść jego własne flaki , a on po prostu nie zauważył...

Upewniwszy się jednak, że nic takiego nie miało miejsca uśmiechnął się do siebie z zadowoleniem.

- Jak, tutaj tak będzie waliło, to żaden lachon nie przyjdzie na trening. Mam znajomka co ogranie i flaki i to co w nich w przódy było, i to za jakieś marne grosze... I jest zmotoryzowany... no znaczy się, ten... ma swojo własno taczkę... Ty słuchaj, a nie wiesz czy to duża siłownia będzie? No wiesz, ta w której mam być kierownikiem treningu fitness dla panienek.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 maja 2018, 22:53

Butcher's Best, drugi dzień

Widząc nadchodzącego Erolla dwaj ogromni rzeźnicy pociągnęli za wrota jakiejś fabrycznej hali. Wejście stanęło otworem ukazując oczom Gury grupkę rozmawiających z sobą ludzi i mutantów, stojących w półkręgu opodal dziwnie opustoszałych zagród z grubej blachy. W powietrzu unosił się charakterystyczny odór starej krwi, płynów ustrojowych i zwierzęcych odchodów, który jeszcze bardziej zdezorientował ochroniarza z knajpy Slammera.

- Wczorajsze stado już zostało rozdzielone - tłumaczył niski żylasty mężczyzna w nieco mniej brudnym fartuchu, spoglądający w górę na uśmiechniętą życzliwie twarz człowieka w eleganckiej kurtce - Krowy w boksach zewnętrznych, do ręcznego uboju. Byki wyjątkowo dorodne, zalecałbym ostrożność, panie Tucker.

Sam Tucker dostrzegł kątem oka zbliżającego się w ślad za Erollem Gurę, pozdrowił mutanta uniesioną dłonią.

- Czas cenniejszy od amunicji - zadecydował przenosząc spojrzenie z powrotem na niskiego żylastego gościa. Ten najwyraźniej doskonale zrozumiał sens decyzji, podobnie jak dwaj z grupy rzeźników. Ściągnąwszy brezentową płachtę ze stojącego przy nogach pudła, wyjęli ze środka wielkokalibrowego Browninga oraz kilka taśm amunicyjnych.

- Tylko żeby mi was nie poniosło! - pogroził im palcem Tucker - Przy ostatnim uboju maszynowym od przestrzelin zawaliła się cała tylna ściana zagrody. Cud, że nikt nie ucierpiał.

- Tak jest, panie Tucker - wyrzucił z siebie rzeźnik przyciskający do piersi Browninga, rozpromieniony niczym uszczęśliwione wymarzoną zabawką dziecko - Tylko krótkie serie, po łbach. Pełna profeska, przysięgam!

- Ilu ludzi wysłać do krów? - spytał niski żylasty, kiedy rzeźnicy targający kaem i amunicję pognali w stronę bocznego wyjścia z hali.

- To się zaraz okaże, Flint - Tucker przywołał przestępującego z nogi na nogę Gurę do siebie, zaprezentował go pozostałym mężczyznom - Panowie, to nasz najnowszy nabytek. Prawdziwy talent w dziedzinie szlachtowania, imponująca kolekcja mięśni i ścięgien. Marnował się dotąd za nędzne grosze w mordowni w Commonsach, dopóki przypadkiem o nim nie usłyszałem. Pozwól bliżej, przyjacielu, nie obawiaj się. Miło, że jednak do nas wpadłeś.
Skoro pracodawca taki miły, może warto odwzajemnić tak życzliwe powitanie?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 27 maja 2018, 23:20

Butcher's Best, drugi dzień

- Ano powitać. - Rzucił Gura grzecznie wyciągając przy wszystkich grabę na przywitanie jak na cywilizowanego przystało. Uśmiechnął się przy tym uprzejmie jak nakazywała etykjeta. - Miło panicza przywitywać tak jak jakiego normalnego człeka rękjom.

Błysnęły uśmiechy zaskoczenia na twarzach zebranych co podbudowało Cargo bo najwyraźniej takiego wygadanego cywilizanta to się nikt nie spodziewał.

Z drugiej strony Gura był nieco rozczarowany brakiem siłki, na którą bardzo liczył. Na szczęście widok odsłoniętego i gotowego KaEmu poprawił mu nastrój. Pojechać czymś takim po tłumie, to by było dopiero coś! Choćby w bydło. Frajda. Zatem, jakakolwiek miała by to być ostatecznie praca, nie zapowiadało się bardzo źle. Tym bardziej, że jak dotąd nie puścił ręki pana Tuckera. Rączka multimilionera zatrzasnęła się w grabie cargo i ani wte, ani w tamte.

- Czy nabytek to siem okaże... Co to ma być za fucha? Bo, że to nie fitness, tom już sam pomiarkował. Może byśmy te... warunki pracy ustalili... - potrząsając nadal jego słonią, przysunął się konspiracyjnie do ucha prezesa - ...bo mnie panicz ruchałkowanie kobitek obiecał, pamięta? - Zapytał szeptem i z nadzieją. A na wszelki wypadek już kalkulował, że jakby co to się panicza na linii strzału KaEmu jednym silnym szarpnięciem trzymanej dłoni ustawi, a później... Później się zobaczy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 maja 2018, 17:46

Butcher's Best, drugi dzień

Podświadomie Gura spodziewał się jakiejś panicznej reakcji ze strony Tuckera: próby wyszarpnięcia dłoni z uścisku, grymasu zalęknienia na twarzy, zduszonego wezwania o pomoc. Tak zazwyczaj reagowali ci, którzy mieli nieprzyjemność uścisnąć mocarną łapę mutanta.

Ken Tucker nawet na sekundę nie przestał się uśmiechać. Co więcej, nie próbując wyzwolić się z chwytu Gury postąpił o krok do przodu i wspiął się na palce w zamiarze zbliżenia ust do ucha olbrzyma.

- Żarty żartami, ale teraz na poważnie - powiedział przedsiębiorca - Pan Dough Barnes handluje przetworzoną wołowiną, na skalę przemysłową. Jestem pewien, że o nim słyszałeś, ale doceniam ten żart z siłownią. Dowodzi on ukrytej pod tymi zwałami mięśni nielichej inteligencji. Pan Barnes zwiększa sprzedaż, bo oprócz kontraktów z ruchem oporu i Uniwersytetem Idaho zamierza wysyłać wołowinę do Las Vegas oraz Disc City. Jak się pewnie domyślasz, to mnóstwo mięsa do obróbki.

Gura pokiwał głową udając pełne zrozumienie, a nawet szorstki podziw, chociaż wzmiankowane przez Tuckera zamorskie krainy niewiele mu mówiły. Najważniejszy przekaz wszakże utknął pomiędzy zwojami mózgowymi cargo: pan Dough Barnes - szef Kena Tuckera - musiał być niemożebnie bogaty!

- Ta hala to jedna z naszych ubojni - kontynuował przedsiębiorca - Pewnie się już tu kiedyś kręciłeś, co? Nie? Nic nie szkodzi, wszystko ci pokażemy. Ale czas zabrać się do roboty, bo nam jałówki stygną. Jak już się domyśliłeś, ubijamy tu spędzane z Boise i okolic bydło. Wszystko w jednym pakiecie: ubój, w tym również rytualny dla tych popaprańców z Salt Lake City, do tego obróbka, pakowanie w puszki i transport do klienta. Wołowina z fasolą to podstawa diety amerykańskich żołnierzy, to codzienność na stole każdej amerykańskiej rodziny.

- Zawsze szukamy nowych entuzjastycznych kandydatów do pracy w naszej firmie. Jeśli się sprawdzisz, dostaniesz pięć kuponów Unii dziennie, a do tego butelkę filtrowanej wody i dwie puszki wołowiny. Jak odłożysz coś z tego na bok, dziennie będziesz mógł ruchać i to taki lepszy sort, a nie jakieś kurioza z trzema cyckami. Dzisiejszy dzień to próba, ale oczywiście ci zapłacimy. To co, bierzemy się do roboty?
Oferta jest dobra, nawet bardzo dobra. Mało kto w Commonsach mógłby się pochwalić taką dniówką! To jak, puścisz tę rękę?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 maja 2018, 19:16

Brama przy Cold Water Rd, poranek drugiego dnia

Brama przy Cold Water Road była jednym z dwóch południowych wejść do Cedar Creek. Osadzona w solidnej metalowej framudze, pozwalała na jednoczesny przejazd burta w burtę dwóm ciężarówkom. Strzegł jej kontyngent noszących czarne barwy żołnierzy Kościoła Moona, zdyscyplinowany i czujnie kontrolujący każdego wchodzącego do miasta człowieka. Idąca u boku wuja Osa zlustrowała dyskretnie sterczące po obu stronach otwartej bramy wieżyczki, szczerzące spod daszków lufy pięćdziesiątek.

Pożar na Placu Eisenhowera musiał siłą rzeczy podnieść poziom gotowości wojsk Cedar Creek, chociaż jak dotąd władze w żaden sposób nie próbowały obarczyć odpowiedzialnością za ów dramat sowieckich dywersantów.

Wuj Slammer okazał się taką powściągliwością rządzących szczerze zdziwiony.

- To musieli być prowokatorzy - szepnął do dziewczyny - W radiu gadali o powołaniu komisji do spraw awarii elektrycznych, ale to taki trik dla uśpienia czujności. Sama słyszałaś Wahlberga. Po co dawaliby zaraz po wiadomościach audycję o sposobach demaskowania sowieckich szpiegów? Ruscy jak nic, czerwone skurwysyny.

Osa od dawna znała zapiekłą nienawiść Slammera do radzieckich najeźdźców, wyniesioną z koszmaru wojny okopowej w Montanie i kilku innych przerażających teatrów działań wojennych. Nie dziwiło jej zatem przeświadczenie wuja o tym, że za każdym nieszczęściem spadającym na Cedar Creek stali Sowieci. Ona sama nie była aż taką paranoiczką jak kulawy właściciel knajpy, dopuszczała zatem wiele innych scenariuszy, od przypadkowego zaprószenia ognia po akt sabotażu ze strony kosmitów.

Wspominając w myślach tych ostatnich poczuła leciutki dreszczyk ekscytacji, bo chociaż widziała w życiu wiele - z truchłami produkowanych przez obcych hybryd włącznie - nigdy jeszcze nie spotkała żadnego z otaczanych straszną reputacją kosmitów.

- Miejscowi? Cel wizyty? - spytał mężczyzna z dystynkcjami diakona Kościoła Moona, noszący przewieszony przez pierś amunicyjny pas z nabojami do Thompsona.

- Slammer z Commonsów, z siostrzenicą - odpowiedział wuj nie widząc powodu, by kłamać - Mamy w mieście przyjaciół i znajomych. Chcemy sprawdzić, czy wszystko u nich w porządku.

- Macie ukrytą broń? - dopytywał dalej diakon, któremu wpadł w oko wciśnięty za pas Osy rewolwer.

- Tylko noże, diakonie - odrzekł Slammer - Jesteśmy spokojnymi ludźmi.

Tropicielka przygotowała się w myślach na ewentualne przeszukanie, ale oczy dowodzącego wartą diakona przeskoczyły na grupkę nadchodzących w stronę bramy łowców fenomenów.

- Przechodźcie, szybciej - polecił Slammerowi i Osie odstępując od nich szybkim krokiem - Wy tam! Chodźcie tutaj!
Przeszliście przez kontrolę bez większego kłopotu. Teraz prosto na Plac Eisenhowera?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 maja 2018, 19:24

Commons, poranek drugiego dnia

Albinos opatulił się odzieniem tak szczelnie, że na jego nienaturalnie białą skórę nie padał nawet najmniejszy promyczek słońca, ale musiał za tak świetną ochronę zapłacić sporą cenę. Już dwie ulice dalej od knajpy Slammera dosłownie ociekał potem sączącym się z każdego poru.

Bezgłośnie przeklinając pnące się w górę słońce, mężczyzna starał się dotrzymać kroku podekscytowanemu Śmierdzielowi. Toksyk parł przed siebie z niezwykłym wigorem, wbijając szeroko otwarte oczy w wysokie ogrodzenie głównej części miasta.
Panowie, jeśli chcecie odegrać jakąś scenkę przy bramie, możecie pisać fabularkę. Pomyślcie jak uargumentujecie potrzebę wejścia do Cedar Creek. Koszalu, co Śmierdziel zabrał ze sobą, co może go niechcący zdemaskować jako sowieckiego szpiega?

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 28 maja 2018, 21:06

Brama przy Cold Water Rd, poranek drugiego dnia

Bez nerwowej paniki lecz wciąż dosyć żwawym krokiem Osa i Slammer oddalili się od dowodzącego patrolem diakona. Nigdy nie wiadomo, kogo mógł zatrzymać taki patrol a przypadkowe kule Pan Bóg nosił. Gdy oddalili się na bezpieczną odległość dziewczyna rozejrzała się dyskretnie i upewniwszy się, że nikt nie może ich słyszeć spytała cicho:

- Może sprawdzimy z bezpiecznej odległości co u Coltraina ? - mruknęła - Wiesz wuju gdzie on mieszka ?

Osa użyła czasu teraźniejszego chociaż w jej głowie zaczynała kiełkować niepokojąca myśl... a co jeśli goście w silosie nie trafili na kuriera przypadkiem ? A co jeśli ktoś wiedział do kogo miała trafić paczka ? Tropicielka zaczynała żałować, że skończyła przesłuchanie tak szybko...
No to idźmy pomalutku dalej...może jakieś plotki usłyszymy, może ktoś w okolicy opowiada o nocnych wydarzeniach ? Stragany ? Sprzedawcy w małych sklepikach ? Zawsze czujne "stare baby z okien" ?
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 28 maja 2018, 21:41

Butcher's Best, drugi dzień

Cargo uśmiechnął się szeroko i puścił dłoń mężczyzny.

- Możem spróbować. Brzmi całkiem do rzeczy. Tylko nie siengaj tera za pazuchę, po nic gupiego. - powiedział konspiracyjnie do ucha Tuckera. Instynkt podopowiadał mu, że mężczyzna nie skrócił dystansu bez oczywistej potrzeby. Napięta kupa mięśni nadal gotowa był skręcić mu kark w każdej chwili. Nie bardzo wiedział skąd Tucker mógł znać dzierlatkę z commonsów, z cyckami na plerach. Może on i cargo byli szwagrami, kto wie. Nie było to istotne. Samo wspomnienie jej rozmiaru XXL, którym to Bóg łaskawie ją dodatkowo obdarował w najmniej oczywistym miejscu, podnieciło Gurę. Podrapał się z namysłem po jajach. Miał ochotę komuś solidnie przyłożyć.

- Wolałbym tyko ubijać, bo skórowanie... to śjakieś takie nudne mie się zdaje.

Obciął raz jeszcze wzrokiem pracodawce, ale nie zobaczył w jego oczach ani gniewu, ani lęku. To uspokoiło Gurę. Odszedł kilka kroków, kątem oka obserwując grupę. Odwiesił swój płaszcz i kurtę na drewniany kołek, by nie przeszły smrodem bydła. Ciasny T-shirt teraz z trudem opasywał jego mięśnie. Wielkie ręce oparł na ciężkim pasie, gdzie przytroczony był z jednej strony Colt Pythong, a z drugiej dziwnie wyglądająca głownia noża. Spojrzał na oparty o ścianę obok, solidny młot do uboju bydła.

- To co? Poczynamy? Czy będziem tu tak cały dzień durnowato wystawywać.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 maja 2018, 22:18

Plac Eisenhowera, poranek drugiego dnia

Wśród poczerniałych zgliszczy coś wciąż się dopalało, bo w powietrze unosiły się rachityczne kłębki dymu. Szkielety zawalonych domostw strzelały w niebo fragmentami wsporników, elementami wciąż stojących ścian. Ludzie w czerwonych kombinezonach miejskiej straży pożarnej polewali wodą pogorzelisko, odciągali na bok nadpalone belki i płaty osmalonej blachy.

Osa skrzywiła się nieznacznie widząc czyjeś wyciągane z ruin zwłoki, w niczym już nie przypominające ludzkiej istoty. Bilans ofiar miał najwyraźniej jeszcze się powiększyć.

- Warsztat Charliego był w samym środku - powiedział ledwie słyszalnie wuj, który w międzyczasie położył dziewczynie rękę na ramieniu - Nic po nim nie zostało...

Osa podążyła wzrokiem za spojrzeniem Slammera, przyjrzała się uważniej resztkom budowli, która w trakcie pożaru całkowicie się zawaliła. Zabudowania po obu stronach również mocno ucierpiały, ale wskazane przez wuja miejsce uległo największym zniszczeniom.

Odgrodzeni od pogorzeliska przez szpaler ubranych w niebieskie mundury szeryfów, gapie tłoczyli się na obrzeżach Placu dyskutując głośno, lamentując, dzieląc się opiniami na temat przyczyn pożaru.

- Mam złe przeczucia - dodał po krótkiej chwili milczenia Slammer - Powinniśmy pójść do miejskiego szpitala, jak najszybciej. Jeśli został ranny w pożarze, znajdziemy go właśnie tam.

Osa nic nie odpowiedziała, przyglądając się uważnie grupie ludzi stojących tuż przy spalonych ruinach. Kilku z nich miało w rękach polaroidy z fleszami i robiło mnóstwo zdjęć pogorzeliska.

- Federalni - podpowiedział wuj - Z biura szeryfa Hancocka. Mówię ci, to nie był zwykły pożar.

Rudowłosa skinęła krewnemu głową, po czym zesztywniała nieznacznie zauważając kątem oka coś ciekawego.

Oddaleni od reszty specjalistów o kilkanaście kroków, w cieniu rzucanym przez nadpalony barak stali dwaj mężczyźni w strojach podobnych do tych noszonych przez facetów z aparatami. Jeden z nich chował twarz pod rondem naciągniętego na czoło kapelusza, a drugi miał nos i usta zasłonięte chustą mającą zapewne chronić go przed przykrym odorem zwęglonych ciał.

Ten też miał aparat fotograficzny, aczkolwiek znacznie mniejszy i pozbawiony flesza. Trzymając urządzenie w zgięciu łokcia celował obiektywem w zgromadzonych na placu gapiów robiąc im dyskretnie zdjęcia.
Wuj chce pójść do miejskiego szpitala. Osa z nim czy woli się pokręcić po okolicy?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 maja 2018, 22:46

Butcher's Best, drugi dzień

Kiedy cargo odwiesił kurtkę na hak prezentując oczom wszystkich swe imponujące umięśnienie, przez otaczających go rzeźników przebiegł cichy pomruk szacunku. Dźwięk ten wydał się Gurze istną pieszczotą dla uszu, toteż mutant naprężył się jeszcze kilka razy, zanim chwycił za niebywale ciężki młot.

- Mam spotkanie z klientem z Disc City - Tucker spojrzał wymownie na opinający mu nadgarstek pozłacany zegarek - Eroll, wprowadź naszego nowego kolegę w szczegóły. Dobrze mu wszystko wytłumacz. I wypłać dniówkę nawet, jeśli jednak się nie nadaje.

- Chodź ze mną - znajomy już Gurze przewodnik wskazał mu dłonią wejście do jakiegoś korytarza, cuchnącego zwierzęcym łajnem tak mocno, że Śmierdziel dostałby w takim miejscu permanentnej erekcji, przynajmniej w opinii biegłego w tym temacie od niedawna Gury.

Korytarz miał powyginane dziwacznie metalowe ściany i kończył się znacznie solidniejszymi drzwiami jak te pierwsze. Eroll wyprzedził Gurę, odsunął masywne żelazne rygle wypuszczając nowego rzeźnika na kolistą arenę otoczoną metalowym ogrodzeniem z grubych płyt.

- Pan Barnes kupuje największe sztuki w Boise - powiedział Eroll spoglądając z ukosa na Gurę - Byki są tak narowiste, że najczęściej idą pod ostrzał, ale duży kaliber broni oznacza mięso na mielonkę, nic bardziej wyrafinowanego. Z jałówkami jest łatwiej, są mniejsze i spokojniejsze. Część z nich zabijamy w sposób rytualny dla mormonów ze Świętego Miasta. Trzeba je zranić tak, żeby się wykrwawiły na śmierć. Najlepiej w gardło, ale od biedy możesz dźgać i walić, gdzie popadnie.

- Znaczy, dźgać lepiej niż tłuc? - upewnił się cargo spoglądając na dzierżony w prawicy młot.

- Młotem głuszysz, żeby się bydlę nie ruszało, a potem tniesz po żyłach - wyjaśnił cierpliwie Eroll - Spróbujesz z jedną, żeby załapać, o co tu biega.

Po przeciwnej stronie areny były podobne drzwi i to właśnie ich przeraźliwy zgrzyt skupił na sobie całą uwagę Gury. Podciągnięte do góry wrota odsłoniły wylot czarnego tunelu. Cargo dopiero po sekundzie uświadomił sobie, że czerń ta nie była powodowana brakiem oświetlenia w korytarzu, tylko wypełniającym szczelnie ciasną przestrzeń cielskiem.

Krowa wyszła powolnym krokiem na pokrytą grubą warstwą piasku arenę, wbiła wąskie żółte ślepia w muskularną postać mutanta z młotem. Widok narzędzia w prawicy Gury musiał jej się z czymś skojarzyć, bo niemal natychmiast zaczęła drzeć ziemię zaostrzonymi kopytami, a jej gruzłowaty ogon zasyczał w powietrzu roztrzaskując w drzazgi drewniany wspornik ściany areny. Paszczęka jałówki rozchyliła się odsłaniając podwójny rząd haczykowatych zębów, z porośniętej kostnymi zgrubieniami gardzieli popłynął złowieszczy charkot.

Gura oderwał pełen fascynacji wzrok od przeznaczonego na ubój zwierzęcia i spojrzał na Erolla, ale przewodnika już na arenie nie było: spojrzenie cargo natrafiło jedynie na szczelnie zamknięte drzwi korytarza, którym do klatki przyszedł.

Rzeźnicy pojawili się w zamian na szczycie ogrodzenia areny, rozsiadając się tam wygodnie i spoglądając z góry na swego nowego kolegę.

- Pamiętaj! - krzyknął jeden z nich, mały i żylasty - Najpierw głuszysz, potem nacinasz!

Krowa postąpiła kilka kroków w stronę cargo, a z jej wyszczerzonego pyska popłynął charkot o dużo wyższej nucie.
Surielu, nie poplątaj kolejności - najpierw głuszysz, potem podrzynasz! Zapamiętasz?

ODPOWIEDZ