[center]Wieża, przed północą, 14 maj 1996[/center]
Mimo tego, że droga po schodach nie była jakoś szczególnie długa, Claus miał wrażenie, jakby trwała wieczność. Obserwowanie otoczenia w poszukiwaniu niebezpieczeństw sprawiało, iż czas spowolnił prawie do zera. Umysł Dzikusa próbował skoncentrować się jednocześnie na każdym możliwym bodźcu odbieranym przez zmysły, a mimo to, gdyby ktoś mógł widzieć jego zawartość - ujrzał by go niby czystą i niezmąconą taflę jeziora. Paradoksalnie lubił takie chwile - jasny i konkretny cel to było to, co go nastrajało we właściwy sposób. Po wejściu na górę ujrzał, jak Algol tworzy ognik i głośny trzask tejże czynności sprawił, że medyk momentalnie przyjął pozycję do ataku nie wiedząc, czego się właściwie spodziewać. Na szczęście wróg nie nadszedł. Tym razem. Boszorkany kazał znaleźć pieczęć, ruszył toteż do działania starając się nie stracić go z oczu, a i chwilami zerkał na wejście na wypadek, gdyby druga koteria zapragnęła jednak iść w ich ślady.
Zadanie nie było jednak łatwe - odnalezienie pieczęci wśród tylu świec i innych drobiazgów jawiło się koterii niczym syzyfowa praca, podjęli ją jednak natychmiast. Podzielność uwagi sprawiała jednak, że Gangrelowi szło dość mozolnie. W pewnym momencie jednak Algol podniósł jakiś ciemny przedmiot i przywołał do siebie latające światełka, toteż zmiennokształtny ruszył ku niemu z nadzieją w głowie. Nie p[omylił się - butelka w rękach czarownika, sądząc po jego minie, zdawała się być tym, czego szukali. W półmroku przyjrzał się na zaś pieczęci starając się ją zapamiętać w nadziei, iż kolejne będą takie same lub chociaż podobne, co ułatwi poszukiwania. Po chwili zwrócił się do Algola:
- Czy wiemy już, kto właściwie jest tutaj głównym wrogiem?
Hrabia spojrzał na Gangrela nie kryjąc zadumy, w której, niczym osa uwięziona w kryształowej karafce, brzęczała uporczywie nuta szczerego zdumienia:
- A wiemy? - odpowiedział, po chwili konsternacji, pytaniem na pytanie. - Bo jeśli tak, to najwyraźniej coś mi umknęło. Z pewnością był to ten moment, w którym nasza erudycja połączyła się tworząc jakiś byt zbiorowy. Nie wiem, której części mej wypowiedzi nie zrozumiałeś, młodzieńcze, bo jak dla mnie wyraziłem się jasno. Zwłaszcza gdy mówiłem o rzeczach ukrytych przed wzrokiem, a więc zagadkowych, nieznanych i niepojętych... Zechciej więc łaskawie wrócić do nich pamięcią, zanim zadasz kolejne pytanie. I, na duchy potępione, zaprzestań używania tej irytującej liczby mnogiej. Bowiem aktualnie dotyczy nas jedynie wspólnota interesów - nie zaś wiedzy.
Cóż, nie takiej odpowiedzi Claus się spodziewał, jednak zrozumiał aluzję i odpowiedział tylko:
- Dobrze. W takim razie chodźmy dalej. Jeśli mamy przewagę, trzeba ją wykorzystać jak najlepiej, choćby była drobna.
Po czym skupił się z powrotem na swym zadaniu.
Obecni: Algol, Claus, Morten, Isabela