Szpitalnik wyciągnął własną prawicę i uścisnął dłoń Leona.
- Profilaktor pierwszej klasy Didier - przedstawił się krótko - Dziękuję za propozycję, niemniej ogrom obowiązków zmusza mnie do odmowy. Czynię to z przykrością. Na szczęście moi koledzy i koleżanki po fachu w Bastionie to doskonali specjaliści i chętnie współpracują z mieszkańcami Montpellier. Proponuję, by wasza miłość skontaktował się z nimi po powrocie do domu.
Na twarzy medyceusza rysował się przyjazny uśmiech, ale jego oczy sprawiały wrażenie chłodnych. Mężczyzna otaksował spojrzeniem trzymanego pod ramiona nieprzytomnego brodacza, po czym skłonił raz jeszcze głowę w wyrazie pożegnania. Potem odszedł wraz z ciągnącymi zbiega kompanami na most i szybko zniknął Leonowi z oczu w przemieszczającej się nad kanałem ciżbie ludzkich ciał.
Szlachcic milczał dłuższą chwilę, uświadamiając sobie znienacka coś, bo mocno ubodło jego dumę własną. Na palcach jednej ręki mógł policzyć wcześniejsze przypadki takiego potraktowania przez kogoś obcego i żaden nie był aż tak rażąco oczywisty jak ostatni. Błękitnokrwisty z Montpellier, poważany i ceniony arystokrata rodu Sanguine, został bezceremonialnie i otwarcie zignorowany przez kogoś, kto winien był okazać mu przynajmniej udawane zainteresowanie!
Sprzedawcy złomu poukładali na straganach strącone przez brodacza przedmioty, komentując między sobą akcję Szpitalników i zerkając z nadzieją w oczach na wynalazcę. Ten zaś obejrzał się nad ramieniem słysząc znaczące chrząknięcie Lodovica.
- Nie są tacy kryształowi jakby można sądzić, wasza miłość - powiedział przyciszonym głosem najemnik - Mają fundusze, aby leczyć, ale nie robią tego powszechnie. W Saint Chenil ludzie chorzy na płucną grzybicę leżą na ulicach, ale im nikt nie pomaga. To była gładka gadka na użytek gapiów. Dam sobie głowę uciąć, że złapali tamtego po to, by wyciągnąć z niego źródło dostaw, a nie dla leczenia.
- To nie pomniejsza znaczenia ich ostrzeżeń, panie Lodovic - odparł neutralnym tonem Leon Thibaut - Widziałem na własne oczy leperosów w ostatnim stadium choroby, tych duszących się zagrzybioną flegmą. Jeśli czerwonokrzyżowcy uważają, że to Żar roznosi tę chorobę, należy się go bezwzględnie wystrzegać. To wybitni specjaliści w swoim fachu i doskonale zaznajomieni z tematem, więc wiedzą, co mówią.
- Proszę mnie źle nie zrozumieć, wasza miłość - zastrzegł natychmiast ochroniarz - Ja żywię wielki szacunek dla doktorów, ale drażni mnie, że czasami pozują na bezinteresownych zbawców świata. Wiem, że nimi nie są.
- Interesujący punkt widzenia - oznajmił Sanguine spoglądając na Lodovica wzrokiem, w którym mieszało się ze sobą zaciekawienie oraz pewna doza ostrzegawczej przygany - Dziękuję za podzielenie się tak odważną opinią. Odważną i kontrowersyjną. Na niej poprzestańmy, udając się w zamian w jakieś inne interesujące miejsce. Co może mi pan zaproponować, panie Lodovic?