Vespaccio i Guilermo podziękowali dziedzicowi Sanguine za życzliwą wypowiedź, spełnili toast odkładając opróżnione z wina karafki na stół.
- Szczegółami wstępnej umowy zajmie się pan Alessandro Panini, nasz minister handlu - oznajmił Biały Wilk wskazując dłonią na jednego ze swoich zauszników - Szacowna delegacja może pozostać w Bergamo tak długo jak tylko zechce, nasz dom jest waszym domem. Głęboko wierzę, że dzisiejsze spotkanie przyniesie już rychło obfite owoce.
Vespaccio Lombardi przemawiał z właściwą swemu urodzeniu emfazą i charyzmą, ale Abdel nie dał się nabrać na jego gładkie słówka. Uprzejmość uprzejmością, dyplomacja dyplomacją, a doprecyzowanie szczegółów kontraktu miało i tak stać się sceną bitwy o każdy denar, o każdy procent marży i metr kwadratowy przestrzeni magazynowej. Szlachetnie urodzeni Sangowie lubili opiewać krwawe zwycięstwa nad dronami Wynaturzonych, na co sam Abdel spoglądał z kpiną i politowaniem. Najważniejsze wojny w Montpellier wygrywano przy stołach takich jak ten w gabinecie Wilka, nie na cuchnących zgnilizną mokradłach delty.
- Osobiste poznanie waszej miłości było prawdziwym zaszczytem - zełgał gładko dziedzic - Tuszę, iż mimo natłoku obowiązków będziemy mogli spotkać się ponownie, aby pogłębić wzajemną znajomość.
- Obawiam się, że nie będzie to możliwe - odparł Vespaccio Lombardi. Słysząc te słowa Abdel przywołał na twarz wyraz umiarkowanego rozczarowania, chociaż w głębi serca zagotował się ze złości. Wrażenie zwyczajowo uciążliwej rozmowy z ojcem pogłębiło się u niego w jednej chwili, podkreślone chłodem zionącym z inteligentnych oczu Białego Wilka. Frank odniósł wręcz wrażenie, że patriarcha rodu Lombardich wysyła mu sprzeczne sygnały, z jednej strony demonstrując ogromne zainteresowanie propozycją delegatów, z drugiej zaś w niezrozumiały sposób unikając kontaktu.
- To niemożliwe, albowiem brat mój opuszcza jutro Bergamo - pośpieszył z wyjaśnieniem Guilermo Lombardi, być może czytając Abdelowi w myślach - Spoczywające na nim obowiązki nie pozwalają cieszyć się przyjemnościami dworskiego życia.
Dziedzic uniósł w odpowiedzi brwi, demonstrując w ten sposób swe uznanie dla ciężkiej pracy i poświęcenia Wilka. Obaj Lombardi wstali jednocześnie od stołu, więc frankańska delegacja nie mając innego wyjścia uczyniła to samo. Wymiana uścisków zajęła krótką chwilę, po czym pieczę nad gośćmi przejął sekretarz rodu Anfonso Malaparte. Bracia Lombardi wyszli z gabinetu jednymi drzwiami, Frankowie drugimi.
- Jestem pewien, że czeka nas rozkwit wzajemnych stosunków - sekretarz rozpływał się w uśmiechach, niemal tak doskonale sztucznych jak te zdobiące ustawicznie oblicze Abdela - Bergamo jest otwarte na współpracę z ościennymi miastami, nawet tak odległymi jak Montpellier.
Ubrany w doskonale skrojone szaty Malaparte, noszący na szyi gruby złoty łańcuch, a palcu dłoni zaś masywny sygnet, poprowadził swoich gości przez bogato udekorowany korytarz. Przesuwając wzrokiem po kamiennych rzeźbach, olejnych obrazach i myśliwskich trofeach Abdel wyjrzał z marszu przez jeden z barwnych witraży galerii.
Vespaccio Lombardi i jego brat przecinali właśnie sąsiadujący z korytarzem wewnętrzny dziedziniec pałacu, przebudowany na gustowny ogród z marmurową fontanną pośrodku. Abdel ledwie ich dostrzegł, otoczeni byli bowiem kordonem noszących długie czarne płaszcze mężczyzn w kapeluszach z rondem; wyjątkowo w opinii dziedzica licznych. Tak ścisła ochrona oznaczała albo daleko posuniętą paranoję władcy Bergamo albo niecodzienną potrzebę zapewnienia mu bezpieczeństwa w niemalże serca swego dominium - i jedna i druga ewentualność była zaś warta tego, by ją odnotować w pamięci.
- Szlachetny pan Lombardi szczerze ubolewa nad tak niedogodnym zbiegiem okoliczności - Alfonso Malaparte podchwycił spojrzenie Abdela - Na jego barkach spoczęło wyjątkowo trudne wyzwanie. Dwa dni temu otrzymaliśmy wieść, że w Lucatore zmarł Altair Benesato, Neognostyk. Jego śmierć wywrze niewątpliwie wielki wpływ na północną Purgarię.
Nie mając pojęcia, o kim sekretarz mówi, Sanglierowie odpowiedzieli mu umiarkowanie zainteresowanymi spojrzeniami, nie chcąc zbyt otwarcie okazywać swej ignoracji w temacie lokalnej geopolityki, a jednocześnie nie zamierzając demonstrować całkowitej obojętności.
Lecz - co było w zasadzie dość zaskakujące - w świcie dziedzica był ktoś, komu słowa Malaparte musiały coś powiedzieć. Abdel dostrzegł to kątem oka i przez zupełny przypadek, lecz chociaż Nathan Barthez natychmiast przywołał na twarz wyraz kamiennego opanowania, pierworodny Sanguine zrozumiał, że wieść o śmierci owego Neognostyka prawdziwie Helwetą wstrząsnęła.