Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595
Guilermo Lombardi wysłuchał słów gościa z kamienną miną, doskonale maskując emocje i nie okazując nawet cienia rozczarowania wywodem Abdela. Jego przyboczni w czarnych płaszczach nie drgnęli, chociaż na ich widok w umyśle dziedzica pełgała cząstka lęku przed konsekwencjami twardych negocjacji.
- Nasza rozmowa coś mi przypomniała - powiedział w końcu brat Białego Wilka, pełnym życzliwości i zrozumienia tonem - Nasz dziadek często powtarzał pewną anegdotkę o chłopcu, który bardzo chciał wygrywać w szachy. Jego ojciec w odpowiedzi dawał chłopcu zawsze tę samą radę. Jeśli zamierzasz wygrać w szachach, naucz się najpierw gry w warcaby. Ot, taka wspominka i sam nie wiem, czemu mi przyszła na myśl.
Guilermo zmienił nieco pozycję przy balustradce, oparł się o nią biodrem krzyżując jednocześnie ramiona na piersiach.
- Od czasu do czasu prześladuje mnie duch mentora - ciągnął przyjaznym tonem - Mam wówczas przemożną potrzebę doradzania mniej doświadczonym znajomym, choćby w kwestiach gry w warcaby. Ale nie o tym chciałem, proszę o wybaczenie. Załóżmy czysto hipotetycznie, że w regionie pojawia się jakiś nowy gracz handlowy, na przykład dostawca żywności. Bergamo pozostaje w zażyłych relacjach z Neolibijczykami, którzy mają w mieście wielki rynek zbytu. Nowy kontrahent musiałby zatem przebić ceny Afrykanów, bo czemuż nasi kupcy mieliby przepłacać, skoro mają już od dawna kontrakty z Trypolisem? Ale nie o tym chciałem mówić. Założmy, że ów gracz postanowi szukać szczęścia gdzieś indziej, na przykład w Lucatore.
Brat Białego Wilka dosłownie promieniował dobrocią, dlatego Abdel nie rozumiał, czemu spoglądając w jego oczy czuje lodowate ciarki na kręgosłupie.
- Taki miłośnik warcabów szybko pojąłby swój kosztowny błąd, albowiem Lucatore produkuje pod dostatkiem własnej żywności i nawet sprzedaje poza granicami nadwyżki. Lecz może znalazłby inne produkty budzące zainteresowanie anabaptystów, rudy metali do wyrobu mieczy, zwierzęce skóry na buty czy inne pożądane tam dobra. Jakby je dostarczał do źródła? Wszak drogi dostaw z dalekiego Zachodu biegną przez ziemię Lombardich. Jestem pewien, że kupiec taki szybko zamknąłby interes, bo oczywistym są zaporowe cła, które nałożyłby na dostawy mój brat. Oczywiście pozostaje jeszcze opcja przeprawiania się przez południową Purgarię, przez bezdroża nawiedzane przez Wynaturzonych i nękane przez piratów z Trupa.
Dziedzic Sanguine słuchał starszego od siebie mężczyzny w skupieniu, kamiennym wyrazem swego oblicza dorównując rozmówcy.
- Ale zapomnijmy o tych czczych dywagacjach - Guilermo machnął niby od niechcenia ręką - Wyjaśnię raz jeszcze myśl przewodnią pierwszej wypowiedzi, bo mój frankański nie należy do najlepszych i często niechcący mówię coś w niezrozumiały sposób.
Abdel zdusił w ustach cierpki komentarz, albowiem Guilermo posługiwał się mową Franków w stopniu niemal doskonałym.
- Mój brat Vespaccio pragnie dowiedzieć się, co dzieje się teraz w Lucatore, nie tylko z jego córką, ale i z dworem Neognostyka. Nie może tam wysłać nikogo z naszej rodziny, ponieważ w trosce o dalszy pokój w regionie chce uniknąć potencjalnej prowokacji. Nie może też oficjalnie poprosić żadnego cudzoziemskiego gościa o pośrednictwo w przepływie informacji, ponieważ to podważyłoby w oczach anabaptystów neutralność pośrednika. Lecz gdyby ktoś niezwiązany z dworem Lombardich zaproponował memu bratu przysługę, na przykład wyjazd do Lucatore w celu pozyskania cennych informacji, mój brat bez wątpienia okazałby temu komuś przychylność. Daleko idącą przychylność. Być może nawet dość daleką, by gotów był rozważyć zakończenie niektórych kontraktów łączących Bergamo i Montpellier. Ale ten ktoś musiałby szybko zadecydować, czy jest zainteresowany wdzięcznością rodu Lombardich, bo czas ucieka i istnieje ryzyko, że ktoś inny okaże się szybszy. Jest wielu, którzy rozumieją, że wdzięczność Białego Wilka może im przynieść wymierne profity.
Purgaryjczyk wyciągnął prawicę i poklepał Abdela przyjaźnie po ramieniu, niczym dobrotliwy wuj.
- Jestem pewien, że czcigodny ojciec waszej miłości wiedziałby jaką decyzję winien podjąć dla dobra swego rodu - uśmiechnął się Guilermo - Ale on oczywiście potrafi grać w szachy.
Mam nadzieję, że Abdel nie poczuje się dotknięty tym klepaniem po ramieniu!