PBF - Błogosławiona Krew

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 03 listopada 2018, 21:21

Rezydencja sekretarza stanu Bergamo, 27 czerwca 2595

Idąc za przykładem egzaltowanego kuzyna Leon Thibaut starał się nie poruszać tematów natury politycznej czy społecznej i rozmawiać na tematy, jak to wyczytał kiedyś w pewnej starej powieści ironicznie nazywane "istotnymi". Czyli o niczym, albo o wybujałej metafizyce. Świerzbił go język, ale uczył się powściągliwości.

Choć szczerze żałował, że nie może towarzyszyć żonie w trudnym okresie, to z zadowoleniem zauważał jak wyrobił się towarzysko. Nie miał nic przeciwko przedłużaniu istniejącego stanu, zaczął się wręcz zastanawiać czym zasłużył sobie na przychylność Ventriculle Emmanuela. Wszak Ten Człowiek nie czynił nic bezinteresownie.

Prawdziwie zapalił się kiedy gospodarz zapowiedział palenie fajkowego ziela, dlatego pominięty poczuł nienasycenie i rozdrażnienie. Fakt ów słodziła tylko szpila wbita Alfonso Malaparte przez Abdela, jakoby zgon neognostyka miał skomplikować rozmowy handlowe. Drogi kuzyn postawił tym samym Purgijczyka w niewygodnej sytuacji powiernika złej wieści. Leon musiał przyznać, ze kuzyn jest zręcznym graczem, a nie znał go dotąd z tej strony.

Potraktował zaczepkę dziedzica jako przyzwolenie i sam przeszedł to tematów nieco poważniejszych.

- Guido, -zwrócił się do skarbnika -czy dobrze pan rozumie się w funkcjonowaniu gmin Jehameddan? Uroczo śpiewają na pobudkę, ale w ciągu dnia wołanie powszednieje. A może pomogą nam mili gospodarze, przecież dzielą z nim ulice na co dzień. Proszę nie dać się prosić, pragniemy poznać miejscowe zwyczaje, pragnienia i tęsknoty. Będą nas o nie wypytywały nasze żony i kochanki.
O miejscowych jehameddan czas zbierać informacje. Może Guido podłapie i zręczniej pociągnie za języki synów sekretarza. Jak funkcjonuje ich społeczność, w jaki sposób są zależni od Lombardich, jak odprowadzają podatki, czy służą w wojsku, w milicji, jak są uzbrojeni, z czego czerpią zyski?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 listopada 2018, 20:22

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Poprzedzony przez gospodarza, Abdel Sanguine wyszedł na skąpany w promieniach słońca taras na tyłach rezydencji sekretarza Malaparte. Wysoka budowla dygnitarza wyrastała ponad okoliczne domostwa i ogrody, również zamieszkane przez majętnych obywateli Bergamo. Przesuwając wzrokiem po ich porośniętych winoroślą ścianach, dziedzic zadawał sobie w myślach pytanie jak wiele pięknych młodych kobiet o smagłej skórze i czarnych włosach mieszkało w tej dzielnicy - kobiet znudzonych swym próżniaczym życiem i gotowych poświęcić wiele dla szczypty emocji i pikanterii.

Taras składał się z dwóch części. Pierwsza wychodziła na jadalnię i zastawiona była pięknie wykończonymi drewnianymi meblami. Druga stanowiła niejako dodatek do pierwszej - był to dużo mniejszy taras położony poniżej pierwszego i niewidoczny zza przeszklonej ściany jadalni. Ktoś urządził go na podobieństwo miniaturowej oranżerii, z mnóstwem posadzonych w donicach drzewek i ukwieconych krzewów. Chociaż dziedzic Sanguine nie uchodził za miłośnika botaniki, schodząc w dół kamiennych schodków musiał przyznać, że tarasik robił urokliwe wrażenie - zwabiona nań na schadzkę dama z pewnością doznałaby zawrotu głowy jeszcze przed pojawieniem się adoratora.

- Wasza miłość wybaczy ten niewinny podstęp - powiedział Alfonso Malaparte, tym razem już bez śladu kpiarstwa w głowie, w zamian ze śmiertelną powagę.

Abdel podążył za znaczącym spojrzeniem sekretarza i zdrętwiał zauważając, że nie był razem z dostojnikiem jedynymi osobami na tarasiku.

Dwaj mężczyźni w ciemnych płaszczach z kapturami - dziedzic uznał, że to mężczyźni szacując ich budowę ciał i wzrost - tkwili w niemal idealnym bezruchu za maskującymi ich dotąd drzewkami, trzeci trzymał podobną straż przy niewielkich drzwiczkach w ścianie rezydencji, stanowiących dyskretne dodatkowe wejście na obydwa tarasy. Wszyscy trzej emanowali pewnością siebie i aurą niewypowiedzianej groźby, ale Abdel natychmiast zrozumiał, że to nie oni stanowili dla niego największe w tym miejscu zagrożenie.

- Pozostawię waszą miłość na czas tej rozmowy - dodał Alfonso rozkładając nieznacznie ręce, bardziej w wyrazie otuchy niż przeprosin - Będę czekał z resztą gości w jadalni.

Abdel nie odprowadził gospodarza wzrokiem, wpatrując się w zamian leciutko zmrużonymi oczami w postać opartego o rzeźbioną poręcz tarasu człowieka o czarnych włosach.

Guilermo Lombardi zrewanżował się frankańskiemu delegatowi równie przenikliwym spojrzeniem. Jego mowa ciała i wyraz twarzy były tak wieloznacznie, że Abdel nie potrafił od ręki odgadnąć intencji i nastroju dygnitarza, a przeciągające się milczenie w irracjonalny sposób podsycało niepokój dziedzica.
Prawdopodobnie chodzi o zaproszenie na nielegalne walki psów, aczkolwiek mogę się mylić...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 listopada 2018, 21:29

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Krok za krokiem, Abdel zmierzał w stronę zakapturzonych postaci. Można by powiedzieć, że zmierzał w kierunku nieuchronnego. Na początku jego umysł się zawahał, jednakże słowa Alfredo które brzmiały: będę czekał z resztą gości, dodały mu otuchy. Były skierowane ewidentnie do Abdela, a to znaczyło, że było jakieś dalej, że nie był to zwykły akt asasyncji. Wzmocniony wewnętrznie tą na prędce uczyniona kalkulacją, dziedzic zatrzymał się w odległości kilku kroków w odległości od nieznajomych, wstępnie zgadując ich tożsamość.

- Dobry wieczór! Wprawdzie noc przecudna ale przyznam szczerze, że nie sądziłem, aż że tak wielu adoratorów ziela znajdzie się dzisiejszego wieczora w Bergamo, i to na jednym tarasie. Obawiam się jednak, że mam zaledwie jedną fajkę, i to w dodatku używaną, zatem i niegrzecznie byłoby proponować ją zwłaszcza tak zacnym osobom. Na szczęście, nie jest to ta fajka którą szyci się gospodarz, czyli z ludzkich zwłok....

Dodał wieloznacznie na koniec dziedzic Montpelliere, siląc się przy tym na dobrą minę do złej gry. W duchu zaś zastanawiał się gdzie do cholery jest Baarthez i jego ludzie. Przecież szef ochrony powinien przewidzieć ten ruch Białego Wilka.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 listopada 2018, 22:44

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Guilermo Lombardi milczał jeszcze przez chwilę, potem zaprosił dziedzica zdawkowym ruchem dłoni do siebie. Abdel podszedł zatem do krawędzi tarasu, oparł się pozornie rozluźnionym gestem o kamienną balustradkę.

- Bergamo to piękne i dumne miasto - oznajmił w końcu brat Białego Wilka, zgodnie z oczekiwaniami dziedzica uderzając w podniosły patetyczny ton - Na zachodzie ma frankańskich sojuszników, na północy lojalnych Alpejczyków. Lecz wschód wciąż nie jest nam życzliwy, wciąż sroży się i spogląda chciwym wzrokiem. Jak powiadają nasi jehammedańscy rezydenci, Dzieci Rybaka nie pomnażają własnych stad, lecz zarzucają sieci wyciągając nimi to, co nie swoje.

- Cóż, nieznany jeszcze plebsowi zgon Neognostyka z Lucatore powinien poprawić polityczną sytuację Bergamo - rzucił zdawkowo Abdel - Walki o schedę, wewnętrzne niesnaski, konflikt interesów?

- Być może, jednak brak wiedzy na temat tego, co wydarzyło się w Lucatore utrudnia memu bratu podjęcie pewnych decyzji - Guilermo Lombardi miał irytujący zwyczaj ustawicznego wpatrywania się w rozmówcę, co nieco Abdela zbijało z tropu, dziedzic nie nawykł bowiem do tego, by ktoś tak długo i uporczywie przewiercał go wzrokiem.

- Zapewne nie jest w Montpellier tajemnicą, że Lombardi i anabaptyści z Lucatore nie pałają do siebie miłością. Mimo to mój miłujący pokój i zgodę brat wysłał tam własną córkę, aby poprzez małżeństwo z bratem Neognostyka ociepliła nasze wzajemne relacje. Nie mamy pojęcia, co się z nią stało po śmierci Altaira Benesato i chociaż nie mamy ku temu oficjalnie powodów, martwimy się o bezpieczeństwo Galii.

Zwłaszcza w kontekście tego rzekomego mordu na osobie Neognostyka, ty stary szczwany lisie. Ale na razie nie zamierasz puścić pary...

Abdel słuchał słów Guilerma w skupieniu, nie zamierzając nawet słowem zdradzić tego, że dzięki długiemu językowi Gianniego wszedł w posiadanie informacji, której Lombardi najwyraźniej nie zamierzali jeszcze ujawniać.

- Nagła i nieoczekiwana śmierć Altaira musi być wstrząsem dla jego rodziny i popleczników. Oficjalna delegacja Lombardich nie zostałaby w tych okolicznościach mile przywitana, a w trosce o bezpieczeństwo i stabilność regionu musimy unikać prowokacji. Mój brat jest człowiekiem bardzo odpowiedzialnym i biorącym sprawy we własne ręce. Sam nigdy nie złożyłby nikomu pewnych propozycji, ale wierzę, że nie odrzuciłby propozycji pomocy od kogoś, kto chciałby sobie zjednać przychylność Białego Wilka.

Bardziej otwarcie nie mogłeś tego powiedzieć. Nic od was nie chcemy, ale jeśli się uprzecie nam pomóc, nie odrzucimy propozycji...
Tylko co on sugeruje?

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 05 listopada 2018, 19:06

Rezydencja sekretarza stanu Bergamo, 27 czerwca 2595

Guido, początkowo nieco zmieszany nagłym zwrotem dyskusji, szybko dochodził do siebie, myśląc jednocześnie, jak sprostać nowemu zadaniu i jednocześnie zachować pozory.

Jehammeddanie, to dla mnie wielka zagadka. Przyznaję szczerze - na dowód prawdziwości tych słów, Skarbnik rozłożył szeroko ręce, w geście, niejako, bezradności. - Nie spotkałem wielu z nich z mojej karierze, a nawet jeśli miałem z nimi styczność, to nie na poziomie partnerstwa do interesów. Czego wielce żałuję, bo z tego co mi wiadomo i kupcami bywają zaangażowanymi. Kontakty z tak odległymi dla naszego świata towarami, mogły dać potężny zastrzyk zysków i dla domu i dla pośredników - ostatnie słowa wypowiedział z naciskiem, odwracając się znacząco w kierunku synów gospodarza. - Ah, gdyby tylko nadarzyła sie okazja do takiego spotkania... - westchnął żałośnie Guido, i wzniósł teatralnie oczy w górę. - No, ale o czym ja marzę, jesteśmy tu zaledwie gośćmi. W istocie musiałby nam pomóc, ktoś tutejszy, obrotny i zorientowany w dobrze prowadzonych interesach. Zbytek szczęścia to byłby dla nas i dla mnie osobiście, gdyby na kogoś takiego udało się wpaść...
Improwizacja pełną gębą. Liczę, że ktoś zechce zostać "profesjonalistą" i pochwalić się, jaki to nie jest super i może akurat coś chlapnie, albo co lepsze, faktycznie do takiego spotkania dojdzie. Informacje, informacjami, a nowe rynki zbytu same się nie znajdą :)
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 listopada 2018, 21:41

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Dwaj dorośli synowie sekretarza Malaparte - Luigi i Paolo - podchwycili temat rzucony przez gości, ale z racji młodego wieku szybko zeszli z wątku przewodniego na te bardziej emocjonujące energicznych i pełnych życia młodzieńców.

- Powiada się, że w każdej rodzinie jehammedan jest wybierana jedna dziewczynka, którą traktuje się jak księżniczkę - wyjawił ściszonym głosem Luigi, zerkając przy tym na siedzącą w fotelu matkę, zabawiającą Angeline opowieścią o technikach wyszywania tradycyjnych purgaryjskich makatek - Wszystko jej wolno, byle nie opuszczała domu. Dostaje słodycze, wonności, biżuterię i piękne szaty i nigdy nie wychodzi za mąż. Ale czasami rodzi dziecko.

- Czyje? - zdziwił się szczerze Dumas - Nieślubne?

- Ślubne, nieślubne, ale prawdziwe - zapewnił natychmiast Luigi - Swego ojca albo wuja. Albo brata. Tego za bardzo nie wiemy, bo oni generalnie trzymają języki za zębami. A jak to chłopiec, to wychowują go na wojownika, który ma przynieść rodzinie chwałę przez bohaterską śmierć.

- Takie mieszanie krwi w obrębie bliskiej rodziny byłoby bardzo nieroztropne - pokiwał głową równie zdziwiony Leon Thibaut - Muszę przyznać, że związki kazirodcze u jehammedan zupełnie nie pasują do mojego wyobrażenia tych statecznych i mądrych ludzi. To musi być jakaś wyssana z palca plotka, nieprawdaż?

Obaj młodzieńcy potrząsnęli w odpowiedzi głowami, uparcie trzymając się swojej racji.

- Paolo pił kiedyś z jednym z ich mieczników, nazywają sami siebie Mieczami Jehammeda - ciągnął dalej Luigi, najwyraźniej bardzo zadowolony z zainteresowania rysującego się na obliczach gości - Oni są trochę podobni do nas, ci młodzi żołnierze, tylko starsi krótko ich trzymają. Dopiero jak sobie biedak popił, to mu się język rozwiązał i zaczął opowiadać różne takie historie.

- Znowu jakieś pikantne opowieści z koszar? - spytał Alfonso Malaparte, który znienacka wyrósł przy stole - Moi synowie to dobrzy chłopcy, ale czasami potrafią zamęczyć człowieka rozmową.

Leon Thibaut i Guido odwrócili głowy w stronę trzymającego w dłoni fajeczkę gospodarza, nieco skonfundowani brakiem u jego boku dziedzica.

- Jego miłość za chwilę do nas dołączy - powiedział sekretarz odgadując w mig niewypowiedziane pytanie - Postanowił dopalić w samotności własną fajkę, kontemplując panoramę miasta i ciesząc się piękną pogodą. Pietro, poproszę o butelkę koniaku, szklanki naszych zacnych gości wymagają napełnienia.
Taka tam scenka obyczajowa...

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 05 listopada 2018, 22:34

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Z zadowoleniem zauważył Leon, że lekko rzucona sugestia została w lot podchwycona przez Gido, do tego okraszona nielichą historią o wyzyskaniu rynków zbytu. Sam zresztą pomysł bezpośredniego handlu z Jahemmedanami był godny uwagi, ludzie ci mogli znać rynki na wschodzie, Hybispanii i Osmanie. Rozsiadł się wygodnie w fotelu marząc o dymiącej fajce i przesiewał w przez sito snute przez młodych Purganczków historie. W prawdzie ciekaw był czegoś istotniejszego niż koszarowe plotki, ale nie zamierzał zacinać wędki zbyt wcześnie, by nie spłoszyć ryby. Zdał sobie sprawę, że jest raczej rybakiem niż pasterzem.

Dyskretnie zerknął raz i dwa na mechaniczny zegar kontrolując upływ czasu. Alkohol był smaczny, a opowieści bajeczne, istotą jednak było zdobywanie informacji. Kiedy młody Luigi Malaparte miał już w zapale zdradzić coś jak się zdawało ciekawszego, jakby z cienia wyrósł senior Malaparte. Był jednak sam, tłumacząc że dziedzic zaraz dołączy i szybko proponując mocny alkohol. Wystarczyło na moment skrzyżowanie oczu Franków, by pojęli, że muszą wzmóc czujność.

- Prawda, trunek znakomity, ale czyżby z fajkowym zielem wygrała jakaś czarująca niewiasta, czy może nierozgarnięty chłopiec - uśmiechnął się szeroko Leon Thibaut - Skoro driady w ogrodzie już zajęte przez kuzyna Abdela, to może nie poskąpisz swoich specjałów jego niewiele mniej znacznym kuzynom? Wielce jesteśmy ciekawi owego palonego nektaru. Mógłby się on stać przedmiotem wymiany z oczywistym pierwszeństwem Pańskich udziałów. - teraz wynalazca wbił wzrok w gospodarza - A próbował Wasza miłość palić owe ziele kiedyś przez fajkę wodną. Łagodzi to żar i dym pozostawiając nienaruszony smak. Mogę szybko sprokurować takie urządzenie, jeśli takiego nie posiadasz.
Leon chętnie zaimprowizuje fajkę wodną i nalega żeby samemu ją nabić. Jeśli się uda doda nieco konopi, jeśli gospodarz nienawykły to powinno go ściąć.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 05 listopada 2018, 23:01

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

- Och... obawiam się, że zachodzi tu jakaś straszna pomyłka. Jestem ledwie ambasadorem handlowym Montpelliere i mam jasno wyznaczone zadanie, polegające na podpisaniu lub nie podpisaniu, zarysu umowy handlowej. Wedle mojej woli i rozumu. A rozum podpowiada mi właśnie, że w ciągu ostatnich dwóch dni ceny żywności skoczyły nieco w górę w całej okolicy. Tak to już jest, że w czasie niepokoju każdy aprowizuje i zbroi się na potęgę. Zatem, obawiam się że niestety nie mogę wyjechać póki owo zdanie nie zostanie wykonane, w całości. Tak więc składanie jakichkolwiek ryzykownych propozycji, których "Biały Wilk nigdy by nie złożyłby osobiście", wykracza mocno poza plenipotencję jaką otrzymałem od rodu. - Abdel mówił spokojnie patrząc na swego starszego i sprytniejszego jak się zdawało rozmówcę. - Tak więc... Jeśli mój panie, nie odczuwacie głębokiej wewnętrznej potrzeby podpisania tego układu, jak ja to odczuwam, to mimo wszystko zrozumiem to bez problemu. Taka odmowa, wynikająca z odpowiedzialności by jako ambasador nie dać wmieszać się w miejscowe gry, które naraziłyby mój ród na konieczność niepotrzebnej interwencji może być odczytana jako nieeleganckie. I spowodować odmowę podpisania listu intencyjnego. Jednakże nie mam pewności jak odniósłby się do tego mój szlachetny ojciec. Znając jego charakter jestem niemal pewien, że w pierwszej chwil mógłby uznać, iż Bergamo jednak nie jest zainteresowane posiadaniem przyjaciela z zachodniej strony. Wówczas zapewne pośle mnie do jakiegoś innego okolicznego miasta, by tam nawiązać intratne kontrakty. Dajmy na to do takiego Lucratore... gdzie teraz zapewne z otwartymi ramionami przyjęto by skromnego ambasadora... - położył rękę na sercu - ... olbrzymiego banku żywności jakim niewątpliwie jest Montpelliere.

Zawiesił głos, czując ja pozornie opanowany brat Białego Wilka niemal gotuje się w środku słysząc jak jakiś szczeniak narzuca mu kolejność zdarzeń. Abdel był pewien, że właśnie w tym momencie w swoim umyśle rozważa odpowiednie, definitywne i nieodwracalne w skutkach posunięcie. Zabicie Abdela.

- Oczywiście... ten ruch również został już przewidziany i zrodzi stukrotnie gorsze konsekwencje - Powiedział wolno, blefując Abdel. - Jednakże... - dziedzic mówił teraz powoli cedząc słowa, czuł że jest na granicy balansując pomiędzy krawędziami. Gdyby okazało się, że list zostanie podpisany bardzo szybko bowiem na korzystnych warunkach. Nic nie stoi na przeszkodzie bym wyruszył w dalszą drogę, choćby do Lucratore gdzie i tak miałem zamiar dotrzeć, by złożyć hołd i uszanowanie wielkiemu człowiekowi... Jednak składanie obietnic i propozycji w imieniu Białego Wilka... - pokręcił wolno głową - nie czuję, by było to odpowiednie i profitowe...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 listopada 2018, 15:50

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Guilermo Lombardi wysłuchał słów gościa z kamienną miną, doskonale maskując emocje i nie okazując nawet cienia rozczarowania wywodem Abdela. Jego przyboczni w czarnych płaszczach nie drgnęli, chociaż na ich widok w umyśle dziedzica pełgała cząstka lęku przed konsekwencjami twardych negocjacji.

- Nasza rozmowa coś mi przypomniała - powiedział w końcu brat Białego Wilka, pełnym życzliwości i zrozumienia tonem - Nasz dziadek często powtarzał pewną anegdotkę o chłopcu, który bardzo chciał wygrywać w szachy. Jego ojciec w odpowiedzi dawał chłopcu zawsze tę samą radę. Jeśli zamierzasz wygrać w szachach, naucz się najpierw gry w warcaby. Ot, taka wspominka i sam nie wiem, czemu mi przyszła na myśl.

Guilermo zmienił nieco pozycję przy balustradce, oparł się o nią biodrem krzyżując jednocześnie ramiona na piersiach.

- Od czasu do czasu prześladuje mnie duch mentora - ciągnął przyjaznym tonem - Mam wówczas przemożną potrzebę doradzania mniej doświadczonym znajomym, choćby w kwestiach gry w warcaby. Ale nie o tym chciałem, proszę o wybaczenie. Załóżmy czysto hipotetycznie, że w regionie pojawia się jakiś nowy gracz handlowy, na przykład dostawca żywności. Bergamo pozostaje w zażyłych relacjach z Neolibijczykami, którzy mają w mieście wielki rynek zbytu. Nowy kontrahent musiałby zatem przebić ceny Afrykanów, bo czemuż nasi kupcy mieliby przepłacać, skoro mają już od dawna kontrakty z Trypolisem? Ale nie o tym chciałem mówić. Założmy, że ów gracz postanowi szukać szczęścia gdzieś indziej, na przykład w Lucatore.

Brat Białego Wilka dosłownie promieniował dobrocią, dlatego Abdel nie rozumiał, czemu spoglądając w jego oczy czuje lodowate ciarki na kręgosłupie.

- Taki miłośnik warcabów szybko pojąłby swój kosztowny błąd, albowiem Lucatore produkuje pod dostatkiem własnej żywności i nawet sprzedaje poza granicami nadwyżki. Lecz może znalazłby inne produkty budzące zainteresowanie anabaptystów, rudy metali do wyrobu mieczy, zwierzęce skóry na buty czy inne pożądane tam dobra. Jakby je dostarczał do źródła? Wszak drogi dostaw z dalekiego Zachodu biegną przez ziemię Lombardich. Jestem pewien, że kupiec taki szybko zamknąłby interes, bo oczywistym są zaporowe cła, które nałożyłby na dostawy mój brat. Oczywiście pozostaje jeszcze opcja przeprawiania się przez południową Purgarię, przez bezdroża nawiedzane przez Wynaturzonych i nękane przez piratów z Trupa.

Dziedzic Sanguine słuchał starszego od siebie mężczyzny w skupieniu, kamiennym wyrazem swego oblicza dorównując rozmówcy.

- Ale zapomnijmy o tych czczych dywagacjach - Guilermo machnął niby od niechcenia ręką - Wyjaśnię raz jeszcze myśl przewodnią pierwszej wypowiedzi, bo mój frankański nie należy do najlepszych i często niechcący mówię coś w niezrozumiały sposób.

Abdel zdusił w ustach cierpki komentarz, albowiem Guilermo posługiwał się mową Franków w stopniu niemal doskonałym.

- Mój brat Vespaccio pragnie dowiedzieć się, co dzieje się teraz w Lucatore, nie tylko z jego córką, ale i z dworem Neognostyka. Nie może tam wysłać nikogo z naszej rodziny, ponieważ w trosce o dalszy pokój w regionie chce uniknąć potencjalnej prowokacji. Nie może też oficjalnie poprosić żadnego cudzoziemskiego gościa o pośrednictwo w przepływie informacji, ponieważ to podważyłoby w oczach anabaptystów neutralność pośrednika. Lecz gdyby ktoś niezwiązany z dworem Lombardich zaproponował memu bratu przysługę, na przykład wyjazd do Lucatore w celu pozyskania cennych informacji, mój brat bez wątpienia okazałby temu komuś przychylność. Daleko idącą przychylność. Być może nawet dość daleką, by gotów był rozważyć zakończenie niektórych kontraktów łączących Bergamo i Montpellier. Ale ten ktoś musiałby szybko zadecydować, czy jest zainteresowany wdzięcznością rodu Lombardich, bo czas ucieka i istnieje ryzyko, że ktoś inny okaże się szybszy. Jest wielu, którzy rozumieją, że wdzięczność Białego Wilka może im przynieść wymierne profity.

Purgaryjczyk wyciągnął prawicę i poklepał Abdela przyjaźnie po ramieniu, niczym dobrotliwy wuj.

- Jestem pewien, że czcigodny ojciec waszej miłości wiedziałby jaką decyzję winien podjąć dla dobra swego rodu - uśmiechnął się Guilermo - Ale on oczywiście potrafi grać w szachy.
Mam nadzieję, że Abdel nie poczuje się dotknięty tym klepaniem po ramieniu!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 06 listopada 2018, 19:14

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

"...Daleko idącą przychylność. Być może nawet dość daleką, by gotów był rozważyć zakończenie niektórych kontraktów łączących Bergamo i Montpellier"! powtórzył w myślach dziedzic.

- No! I teraz w końcu widzę profit! - pstryknął palcami Abdel z udawanym zadowoleniem. - Tym bardziej że najwyraźniej wszystko jest tak podliczone i przygotowane, iż tak naprawdę nie mam wyboru, prawda? Zatem muszę podziękować...

Zwłaszcza kuzynowi, który winien był nakarmić mnie informacją dostarczoną poprzez swych lokalnych szpiegów o sytuacji politycznej i ekonomicznej.

...za lekcję warcabów, wiele się z niej nauczyłem. I to z przyjemnością. - uśmiechnął się Abdel. - Uprzejmie zatem proszę o przekazanie, jego mości Białemu Wilkowi - delikatnie skinął głową w stronę drugiej bliżej stojącej zakapturzonej postaci - ...iż z radością udam się do Lucratore, by zadość czynić oczekiwaniom jego miłości. Oczywiście będziemy potrzebować stosownego kodu porozumiewania się. Wyjeżdżam zatem jutro przed południem, tuż po tym jak podpiszemy list intencyjny. Wszak czasy są niebezpieczne na traktach i gdyby coś się stało mojej skromnej osobie obie strony straciły by czas oczekując na osobę, która mogła by dopełnić tychże formalności ze strony frankońskiej. Oczywiście będziemy też potrzebować stosownych glejtów do podróżowania drogami Bergamo. Ale to są już tylko szczegóły, od których są ludzie prawda? Zatem pomińmy je i w drogę, wprzódy jednak nacieszę się dzisiejszym wieczorem skoro znów trakt mnie czeka... - zakończył z nieukrywanym i szczerym bólem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 listopada 2018, 22:28

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

- Jestem pod wielkim wrażeniem roztropności waszej miłości - odpowiedział Guilermo Lombardi kiwając leciutko głową - Moi zaufani ludzie odprowadzą delegację Sanguine aż do wschodniej granicy. Od tamtego miejsca będą was dzielić dwa dni podróży do Lucatore. Oczywiście wyposażymy was nie tylko w szczegółowe mapy, ale i żywność oraz leki.

Abdel rozluźnił się nieco słysząc słowa swego rozmówcy, chociaż wizja tak rychłego wyruszenia na szlak wciąż budziła w nim lekką zgrozę.

- Co bardzo ważne, nie pozostaniemy w kontakcie - dodał Purgaryjczyk budząc w dziedzicu spore zdziwienie - Nie posiadamy rozbudowanej łączności radiowej, a zresztą Alpejczycy prowadzą ciągły nasłuch eteru. Nie oczekujemy od waszej miłości regularnych meldunków, nie śmielibyśmy nadto angażować ambasadora Montpellier w nieetyczną działalność szpiegowską. Specyfika waszej misji jest w istocie dyplomatyczna w swej naturze. Odwiedźcie Lucatore, złóżcie kondolencje wdowie, wybadajcie panujące tam nastroje. Posiądźcie wiedzę o okolicznościach śmierci Altaira Benesato, jeśli wzbudziła tam ona jakieś podejrzenia. Oczekujemy, że w drodze powrotnej do Montpellier ambasador Franków przekaże na nasze ręce obszerny raport z wizyty w siedzibie Neognostyka.

- A co z córką znamienitego władcy Bergamo? - spytał Abdel, któremu wyraźnie ubiegł ów ważny detal misji.

- Jeśli będzie zagrożona, na miejscu ktoś się z wami skontaktuje - odparł wymijająco Guilermo - Pomimo ogromnej wagi jaką ma dla Białego Wilka jego krew z krwi, najważniejsze pozostaje zebranie wszelkich informacji o stanie nastrojów dworu Lucatore.

Abdel pokiwał powoli głową, z racji własnych doświadczeń z ojcem nie dziwiąc się wyrachowaniu Vespaccia. Potomstwo posiadało wielką wartość, lecz nawet ono mogło zostać poświęcone dla wielkich celów.

- Listy intencyjne w sprawie paktu handlowego zostaną przygotowane do uroczystego podpisania jutro z rana. Nie śmiemy zatrzymywać waszej miłości w mieście ani chwili dłużej, niźli to konieczne. Nadto, jeśli wasza miłość będzie zainteresowana wymianą informacji poufnych, oficerowie naszej gwardii przybocznej chętnie spotkają się z panem Barthezem, by przygotować go na pewne specyficzne problemy związane z wizytą w tak ortodoksyjnym mieście jak Lucatore.
Ciąg dalszy rozmowy. Umowa przedwstępna o współpracy zostanie podpisana następnego dnia z rana (znowu w porze śniadania), potem Lombardi będą już tylko wypatrywali rychłego wyjazdu Sanguine na wschód. Delegacja otrzyma mnóstwo jedzenia, napitków i używek, by nie cierpiała niedostatku w podróży. Ponadto padła propozycja zaaranżowania spotkania Bartheza z kimś z otoczenia straży Wilka w celu przekazania mu informacji dotyczących zagrożeń na ziemiach anabaptystów (czy z niej skorzystacie, decyzja Abdela).

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 06 listopada 2018, 23:06

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

- Na pewno skorzystamy ze wszelakich sugerowanych dogodności jakie wasze mości nam proponują. Przyślę Bartheza jak tylko będzie to możliwe.- - To powiedziawszy pożegnał się uprzejmie i ruszył do siedziby swego gospodarza.

Tam siadł przysłaniając emocjonalne wzburzenie, choć nie do końca. Widać było, że coś na umyśle dziedzic ciągle chodzi, jakaś chmura która ściąga myśli i nie daje spokoju.

- Te zioła wprawiają mnie w dziwny nastrój, chybam nie nawykł do tak mocnych rzeczy na powietrzu.

Zasiadł luźno w fotelu uszaku z kieliszkiem koniaku w dłoni i przez chwilę oddał się rozmyślaniom nad tym co usłyszał.

Skoro południe, czyli już Lucratore posiada żywność i to już w nadmiarze. I skoro Galia została wysłana by tam się zaręczyć czyniąc tym samym sojusz, który zapewne przełożył by się i na dostawy żywności. To po cóż Białemu Wilkowi będzie wówczas traktat z Montpeliere? O nie, tak to być nie może. Tak długo jak jesteście skłóceni z anabaptystami tak długo będziemy potrzebni by sprzedawać wam żywność. Pokój między wami jest nam delikatnie rzecz ujmując mocno nie na rękę. Zatem... trzeba nieco oliwy podlać by stan ów się nie zmienił. Upewnić się, że żar niechęci nadal się hajcował będzie, jeszcze przez długie lata. Oczywiście Biały Wilk może mnie w ten sposób tylko wypuszczać ale...

- Wybaczcie, zmęczony już jestem, ale przed wyjściem toast ostatni wznieśmy. Albowiem jutro przed południem wyruszamy z Bergamo, rzecz to jest już postanowiona. - powiedział wznosząc zdobiony kielich.- Zatem, za zdrowie jaśnie mości Białego Wilka, pana Bergamo!

I za rychły zgon tej suki, jego córki! Niech no ona mi się tylko pod rękę nawinie.

Biały uśmiech pojawił się na jego twarzy bo było mu naprawdę przyjemnie patrzeć jak gospodarz spełniał puchar w jego intencjach.
Barhez zostanie poinformowany o konieczności poszerzenia wiedzy o analbaptystycznych zagrożeniach na trakcie.
Abdel zastawia się też kiedy mu opierdol spuścić, bo przecież mogli dziedzicowi na tarasie łeb ukręcić. Ale chyba zostawi tę wątpliwą przyjemność do wyprawy na trakt.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 07 listopada 2018, 23:16

Rezydencja Malaparte, 27 czerwca 2595

Alpejczyk siedział w czeladnej razem ze służbą i było mu dobrze. Cieszył się, że dziedzic nie zechciał go wziąść na wykwintną kolacje z tysiącem sztućców, zresztą co mogło się stać na takiej kolacji. Nie bał się o życie swoich podopiecznych. Gdyby Biały Wilk zechciał usunąć delegację z Montepelier, nie musiałby uciekać się do inscenizowania wykwintnych rautów. Dobrze wiedział, że atmosfera na kolacji była pewnie sztywna niczym pal na jaki mieli zwyczaj wbijać swoich wrogów dzicy Bałkanie. Co innego w czeladnej. Nie brakowało tu niczego. Może dania nie był tak wykwintne jak te serwowane w salonie, ale też sam Barthez nie był jakimś smakoszem aby delektować się smakiem ostryg podawanych z sosem o nazwie jakiej nawet nie potrafił wymówić. No i nie było tu całej drętwej otoczki, jaka pojawiała się natychmiast gdy tylko w otoczeniu byli błękitnokrwiści. Nawet dwórki panienki Lei okazały się całkiem wyluzowane i przy uciesze całęj służby głośno bekały jak na zawodach. Nathan sam zresztą dołączył do tej prostackiej zabawy z całkiem niezłym skutkiem, bo choć nie bekał najgłośniej, to jedna z dwórek już siedziała mu na kolanach, co rodziło całkiem niezgorszy prospekt na dalszą część wieczoru. Helweta zastanawiał się, na ile było to wypadkową tego co się działo w czeladnej, a na ile było sugestią Angeliny, lub kogoś kto sterował dwórką, ale miał to w sumie w nosie. Wiedział ile mógł powiedzieć i jak odwrócić zbałamucenie dziewki na swoją korzyść, a przynajmniej tak mu się wydawało.

Nie mógł przepuścić okazji. Nie tylko do możliwego zbliżenia z dziewczyną, ale i do... pogadania ze służbą Malaparte. Wino i gęste piwo jakie popijała przy niemal każdej możliwej okazji barwna mieszanka majordomusów, kucht, posługaczek rozwiązywało języki i Barthez korzystał jak tylko mógł przemycając pośród żartów i anegdotek różne pytania o samych pracodawców, Lombardich i miasto.
Barthez chłonie to co gada służba jak tylko może. Będą jakieś teściki, co się dowiedział ciekawego? Bo okazji żeby wyłomotać żubra dwórce Lei w takim porządnym PBFie i jak czytam co się dzieje na kolacji, to pewnie raczej nie będzie :/

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 listopada 2018, 14:37

Rezydencja gości, 27 czerwca 2595

Wieść o wyjeździe z Bergamo spadła na Franków z delegacji Abdela niczym grom z jasnego nieba, wszyscy spodziewali się bowiem co najmniej tygodnia leniwego odpoczynku w czystym i zamożnym mieście. Wstrząs delegatów pogłębił się w jednej chwili, kiedy gruchnęła wieść o kierunku podróży, nikt nie spodziewał się bowiem tego, że znany z ekstrawagancji dziedzic utrwali swą nietuzinkową reputację ruszając w zupełnie nieoczekiwaną stronę, na wschód.

W Montpellier mało kto wiedział, co znajdowało się na wschód od Genui i Bergamo. Mówiąc szczerze, mało kto odczuwał potrzebę studiowania nieprecyzyjnych map tamtych obszarów. Dla ludzi z południa Franki cywilizowany świat kończył się z tamtej strony na włościach Lombardich, przechodząc w pełne strasznych dziwów pustkowie, gdzie żyli dzicy barbarzyńcy i dziwaczne zwierzęta. Na wieść o wyjeździe do Lucatore nieszczęśni dworzanie jęli wymieniać między sobą wiedzę na temat wschodniej Purgarii, anabaptystów i ich nieokrzesanej brutalnej religii. I mało kto gotów byłby wyznać z ręką na sercu, że cieszy się z postanowienia suzerena.

Lecz nikt nie był też na tyle szalony, by się zająknąć choćby słowem w obecności niecodziennie zamyślonego dziedzica. Wszyscy rzucili się w zamian do pakowania bagaży, ograniczając się do rzucania tęsknych spojrzeń za okna pałacowego skrzydła, na dachy z czerwonej dachówki i porośnięte winoroślą ściany szlacheckich rezydencji.

Podczas gdy Abdel, Angeline i Leon omawiali z Dumasem i Perraultem wstępne plany dalszej podróży, zamknięci w apartamencie dziedzica z kilkoma butelkami czerwonego wina i miską placuszków z cukrem, Nathan Barthez udał się w towarzystwie purgaryjskiego gwardzisty do siedziby przybocznej straży Białego Wilka, na umówione wcześniej spotkanie z ludźmi, którzy mieli mu nakreślić swe wyobrażenie sytuacji w Lucatore.
Ponieważ nikt nie rzucił kontrpropozycją do mojej wizji finału prologu w technicznym, robię po swojemu. Rozpiszę z Bartkiem scenę spotkania z gwardzistami Wilka, dające reszcie graczy możliwość pogadania sobie przy winie i placuszkach na temat bieżącej sytuacji. Kiedy skończę z wizytą Nathana, napiszę scenę podpisania listów, a potem wrzucę opis wyjazdu z Bergamo na wschód. A potem zacznie się właściwy scenariusz!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 listopada 2018, 13:28

Pałac Lombardich, 27 czerwca 2595

Przywieziony do komendanta gwardii odkrytym powozem, Nathan uważnie przyglądał się ćwiczącym na wielkim placu żołnierzom, przebranym w lekkie uniformy z krótkimi rękawami. Część gwardzistów toczyła pojedynki na miecze i piki, inni wykonywali ćwiczenia fizyczne. Jedna grupa obiegała plac dodając sobie animuszu śpiewem, jeszcze inna siedziała w kręgu otaczającym tłumaczącego coś instruktora. Przyglądając się tym aktywnościom Barthez ponownie poczuł ukłucie znajomego wrażenia, w nieokreślony sposób przywodzącego na myśl dom.

Poprowadzony kilkoma korytarzami, schodami i połączonymi ze sobą gabinetami, Alpejczyk stanął w końcu przed wielkim drewnianym biurkiem, na którym piętrzyły się sterty równiutko ułożonych dokumentów. Siedzący za biurkiem człowiek okazał się tym samym wysokim mężczyzną, który stał po prawicy Białego Wilka podczas spotkania Vespaccia z Abdelem.

Tym samym człowiekiem, który w opinii Helwety miał w żyłach równie mało purgaryjskiej krwi, co sam Nathan.

- Proszę spocząć, panie Barthez - gospodarz wskazał dłonią - Czeka nas długa rozmowa, toteż powinniśmy zadbać o nieco wygody.

Strażnik Abdela kiwnął w odpowiedzi głową, usiadł na wskazanym miejscu zachowując sztywna postawę.

- Nie miałem się okazji wcześniej przedstawić - powiedział szef ochrony Lombardich - Nazywam się Marco Grando.

Nathan miał wrażenie, że rozmówca nawet na sekundę nie spuszcza z niego oczu, jakby czekając na sprowokowaną fałszywym nazwiskiem reakcję albo otwarte przełamanie lodów. Charakterystyczny akcent ukryty pod melodyjnymi dźwiękami mowy Purgaryjczyków wydawał się dobrze zamaskowany, ale wciąż pobrzmiewał ostrą szorstką nutą.

Marco Grando - jakkolwiek by nie obnosił się z purgaryjską tożsamością - był urodzonym Alpejczykiem.

- Nathan Barthez, ale to już pan wie - odparł Helweta nie zrywając wzrokowego kontaktu z gospodarzem - Od wielu lat w służbie szanowanego domu Sanguine. Cieszę się, że władca Bergamo wyraził zgodę na nasze spotkanie. Zapewnienie bezpieczeństwa mojego pryncypała jest dla mnie bezwzględnym priorytetem.

- Ależ oczywiście - zgodził się Grando - Proszę spojrzeć na te mapy.
Cechy wyglądu i nie do końca maskowany akcent gospodarza przekonały Bartheza, że ma do czynienia z rodakiem. Niemniej człowiek ten posługuje się purgaryjskim nazwiskiem i mówi w miejscowej mowie. Nathan ma wrażenie, że tamten prowokuje go do osłonięcia kart, sam jednak nie zamierza pierwszy odrzucić przykrywki. Jako zawodowiec ma też znacznie lepszą posadę od Bartheza, bo jednak Biały Wilk to człowiek przerastający pod wieloma względami Emmanuela Geoffroya Sanguine.

ODPOWIEDZ