Kupiec - łowy na profity
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pamiętam, że toczyliśmy kiedyś forumowe rozmowy na temat niskiej popularności profesji kupca wśród graczy. Sądzę, że największym tego powodem jest rozmycie i nieczytelność cenników właśnie, bo przecież cenniki są główną bronią tej profesji. Dodatkowo mam wrażenie, że być może sami Mistrzowie Gry też nie próbują przysporzyć roli kupców-BG popularności, bo kupiec w drużynie próbujący zajmować się czymś innym jak tylko targowaniem się o jak najwyższy zysk ze sprzedaży drużynowych łupów oznacza multum dodatkowej pracy dla BG.
Ja sam cierpię na chroniczny brak czasu, a większość tekstów/materiałów piszę w pracy, gdzie mogę co prawda w ograniczonym zakresie korzystać z Worda, ale gdzie dla własnego bezpieczeństwa (uwaga, szef) nie mogę się naturalnie rozkładać po stole z segregatorami, wydrukami i kalkulatorem, aby analizować dogłębnie jakieś problemy związane z mechaniką - dlatego założyłem ten topik żywiąc nadzieję, że użytkownicy forum mniej obłożeni pilnymi obowiązkami zdołają mnie wesprzeć stosownymi obliczeniami.
Załóżmy, że mamy w drużynie kupca o niskim POZ, który przykłada się do swojej roli i powołania profesyjnego i zamierza mnożyć majątek na sposoby inne niż zbieranie sakiewek potworom zarżniętym przez resztę drużyny. BG taki zwraca się do Mistrza Gry z kilkoma koncepcjami, a biedny Mistrz zaczyna spoglądać z drżeniem ust na podręcznik.
Koncept A. Gracz chce zainwestować w zakup stada owiec (do czterdziestu sztuk na początek), następnie oddać stado w ręce godnych zaufania wieśniaków, którzy będą o nie dbali, rozmnażali, sprzedawali wełnę i mięso oraz młode osobniki, a dwa razy w roku rozliczali się z pryncypałem z zysków odbierając przy okazji własne wynagrodzenie. Znajdzie się na forum ktoś odważny, by przełożyć taką inwestycję na papier i cyfry?
Koncept B. Gracz chce wynająć grupę lokalnych myśliwych, którzy zaczną dla niego pracować jako łowcy zwierząt futerkowych, które on sam następnie będzie sprzedawał w sąsiednim mieście. Jakie pieniądze będzie musiał włożyć w rozkręcenie interesu sprytny gracz (wynagrodzenie myśliwych, ewentualne ich doposażenie, wynajem kogoś biegłego w wyprawianiu skórek), a ile na tym zarobi co miesiąc?
Koncept C. Po rozegraniu sesji,w której BG zaskarbili sobie sympatię dowódcy lokalnej stanicy kupiec dogaduje się z miejscowym kwatermistrzem w sprawie zaprowiantowania i postanawia rozkręcić interes pod postacią dostaw świeżych ryb dla rzeczonego garnizonu. Zasobne w ryby wody są niedaleko, trzeba tylko zatrudnić rybaków, zapewnić im dach nad głową i zakwaterowanie, dołożyć pensję, przygotować prowizoryczną wędzarnię/solarnię oraz transport do fortu i naturalnie uzgodnić ceny sprzedaży. Założmy, że łebski BG chce zacząć od szóstki rybaków, których najmuje kawał drogi dalej i wabi złotymi górami na miejsce połowu. Co dalej? Chciałby ktoś podzielić się własnym pomysłem na biznesplan, bardzo bym prosił!
Zakładam, że pojawią się w tym topiku stwierdzenia, że tak głębokie sondowanie tematu jest zbędne i wszystkie odpowiedzi na powyższe pytania można uogólnić, zaokrąglić i uśrednić, ale co, jeśli BG siedzi z rysikiem i liczydłem przy swej glinianej tabliczce i CHCE szczegółowych wyliczeń? Przecież nie można mu tego odmówić, jeśli naprawdę chce profesjonalnie odgrywać swą profesję. Jestem naprawdę ciekaw, czy ktoś podejmie biznesowe wyzwanie
Ja sam cierpię na chroniczny brak czasu, a większość tekstów/materiałów piszę w pracy, gdzie mogę co prawda w ograniczonym zakresie korzystać z Worda, ale gdzie dla własnego bezpieczeństwa (uwaga, szef) nie mogę się naturalnie rozkładać po stole z segregatorami, wydrukami i kalkulatorem, aby analizować dogłębnie jakieś problemy związane z mechaniką - dlatego założyłem ten topik żywiąc nadzieję, że użytkownicy forum mniej obłożeni pilnymi obowiązkami zdołają mnie wesprzeć stosownymi obliczeniami.
Załóżmy, że mamy w drużynie kupca o niskim POZ, który przykłada się do swojej roli i powołania profesyjnego i zamierza mnożyć majątek na sposoby inne niż zbieranie sakiewek potworom zarżniętym przez resztę drużyny. BG taki zwraca się do Mistrza Gry z kilkoma koncepcjami, a biedny Mistrz zaczyna spoglądać z drżeniem ust na podręcznik.
Koncept A. Gracz chce zainwestować w zakup stada owiec (do czterdziestu sztuk na początek), następnie oddać stado w ręce godnych zaufania wieśniaków, którzy będą o nie dbali, rozmnażali, sprzedawali wełnę i mięso oraz młode osobniki, a dwa razy w roku rozliczali się z pryncypałem z zysków odbierając przy okazji własne wynagrodzenie. Znajdzie się na forum ktoś odważny, by przełożyć taką inwestycję na papier i cyfry?
Koncept B. Gracz chce wynająć grupę lokalnych myśliwych, którzy zaczną dla niego pracować jako łowcy zwierząt futerkowych, które on sam następnie będzie sprzedawał w sąsiednim mieście. Jakie pieniądze będzie musiał włożyć w rozkręcenie interesu sprytny gracz (wynagrodzenie myśliwych, ewentualne ich doposażenie, wynajem kogoś biegłego w wyprawianiu skórek), a ile na tym zarobi co miesiąc?
Koncept C. Po rozegraniu sesji,w której BG zaskarbili sobie sympatię dowódcy lokalnej stanicy kupiec dogaduje się z miejscowym kwatermistrzem w sprawie zaprowiantowania i postanawia rozkręcić interes pod postacią dostaw świeżych ryb dla rzeczonego garnizonu. Zasobne w ryby wody są niedaleko, trzeba tylko zatrudnić rybaków, zapewnić im dach nad głową i zakwaterowanie, dołożyć pensję, przygotować prowizoryczną wędzarnię/solarnię oraz transport do fortu i naturalnie uzgodnić ceny sprzedaży. Założmy, że łebski BG chce zacząć od szóstki rybaków, których najmuje kawał drogi dalej i wabi złotymi górami na miejsce połowu. Co dalej? Chciałby ktoś podzielić się własnym pomysłem na biznesplan, bardzo bym prosił!
Zakładam, że pojawią się w tym topiku stwierdzenia, że tak głębokie sondowanie tematu jest zbędne i wszystkie odpowiedzi na powyższe pytania można uogólnić, zaokrąglić i uśrednić, ale co, jeśli BG siedzi z rysikiem i liczydłem przy swej glinianej tabliczce i CHCE szczegółowych wyliczeń? Przecież nie można mu tego odmówić, jeśli naprawdę chce profesjonalnie odgrywać swą profesję. Jestem naprawdę ciekaw, czy ktoś podejmie biznesowe wyzwanie
Wypowiem się w kwestii konceptu B.
Wydaje mi się, że opcja wynajmu myśliwych jest z góry skazana na niepowodzenie. Przykładowy kupiec raczej ogłaszałby w wiosce utrzymującej się z polowań, że chętnie by kupił skóry konkretnych typów zwierząt.
Ale od początku, w punktach.
1. Wywiad rynku. Kupiec musi wybrać się do kilku miast i zorientować w cenach skupu różnych skór u garbarzy. Albo, jeżeli posiada garbarnię - w cenach gotowych, wykonanych z konkretnych skór, produktów (to już bardziej złożona opcja - na razie wróćmy do prostego przypadku ze sprzedażą samych skór).
W tym punkcie zawarte jest też rozeznanie w kwestiach podatkowych. Upraszczamy podatek na 10% (wjazd do miasta, podatek od sztuki towaru ew. myto)
2. Wywiad źródeł towaru. Czyli konsultacje z myśliwymi. To ważny etap, kosztujący powiedzmy K10 złt. Kupiec musi się dowiedzieć gdzie dane skóry można zdobyć - przecież nie chcemy kupować skór fredki byrygyńskiej pod Get-warr-garem, a czerwonego kota pustynnego z terenów na wschód od Tagar. Na początek tworzenia imperium skórzanego potrzebujemy czegoś prostego.
3. Wybór towaru. Z całej puli możliwości wybieramy - powiedzmy 3 - rodzaje skór, które można zdobyć w jednej nierozległej okolicy. Okazuje się, że we wschodniej części gór Rozszczepionych występują zwierzęta, których skórami gardzą wyniośli mieszkańcy Olgrionu, ale jak się okazało w Get-war-garze są one poszukiwane i bardzo drogie!
Mamy:
srebrny awal (podobny do lisa, z grubą kitą, tylko 3 razy większy) - cena skupu 5 złt
urwał górski (duży renifer o grubej i ciepłej, choć miękkiej skórze, znany z szalonych i niebezpiecznych szarż) - cena skupu z porożem 3 złt
jaszczur pantar (powszechny, wielkości małego krokodyla, twarda skóra-pancerz) - cena 2 złt
4. Poszukiwanie pracowników. Jest to po prostu wycieczka po okolicznych wioskach i rozwieszanie ogłoszeń.
Oczywiście lokalni autochtoni nie wiedzą ile za te skóry płaca w Get-war-garze. Na początek ceny skupu ustalamy na niskim poziomie - powiedzmy na 10 % rzeczywistej wartości. Odpowiednio 50,30 i 20 srb (można mniej bo te 10% i tak wydaję się być sporo). Tutaj pojawia się umiejętność targowania. Pomijając koszty własne, ew. ochrony itp. mamy 80% zysku.
5. Los. O ilości wiosek w okolicy, mnogości zwierza i biegłości myśliwych niech zadecydują rzuty. Jakie? To już każdy MG niech sobie wymyśli sam.
6. Rozwój. Przy każdym cyklu kupowania i sprzedawania, kupiec się uczy i modyfikuje swoje zasoby, mapę miejsc występowania skór, znajomości, ceny. Wyszukuje też nowe, rzadkie towary. Może też, jeżeli okaże się biegły, kupi swoją garbarnię.
Pewnie każdy mógłby się kłócić o zaproponowane przeze mnie ceny. Za niskie? Możne po prostu te zwierzęta występują zbyt pospolicie. Za wysokie? Można wygenerować bitną i agresywną konkurencję;) Ochrona? Kupiec poszukujący bohaterów, którzy go ochronią? Skąd my to znamy?;)
Wydaje mi się, że opcja wynajmu myśliwych jest z góry skazana na niepowodzenie. Przykładowy kupiec raczej ogłaszałby w wiosce utrzymującej się z polowań, że chętnie by kupił skóry konkretnych typów zwierząt.
Ale od początku, w punktach.
1. Wywiad rynku. Kupiec musi wybrać się do kilku miast i zorientować w cenach skupu różnych skór u garbarzy. Albo, jeżeli posiada garbarnię - w cenach gotowych, wykonanych z konkretnych skór, produktów (to już bardziej złożona opcja - na razie wróćmy do prostego przypadku ze sprzedażą samych skór).
W tym punkcie zawarte jest też rozeznanie w kwestiach podatkowych. Upraszczamy podatek na 10% (wjazd do miasta, podatek od sztuki towaru ew. myto)
2. Wywiad źródeł towaru. Czyli konsultacje z myśliwymi. To ważny etap, kosztujący powiedzmy K10 złt. Kupiec musi się dowiedzieć gdzie dane skóry można zdobyć - przecież nie chcemy kupować skór fredki byrygyńskiej pod Get-warr-garem, a czerwonego kota pustynnego z terenów na wschód od Tagar. Na początek tworzenia imperium skórzanego potrzebujemy czegoś prostego.
3. Wybór towaru. Z całej puli możliwości wybieramy - powiedzmy 3 - rodzaje skór, które można zdobyć w jednej nierozległej okolicy. Okazuje się, że we wschodniej części gór Rozszczepionych występują zwierzęta, których skórami gardzą wyniośli mieszkańcy Olgrionu, ale jak się okazało w Get-war-garze są one poszukiwane i bardzo drogie!
Mamy:
srebrny awal (podobny do lisa, z grubą kitą, tylko 3 razy większy) - cena skupu 5 złt
urwał górski (duży renifer o grubej i ciepłej, choć miękkiej skórze, znany z szalonych i niebezpiecznych szarż) - cena skupu z porożem 3 złt
jaszczur pantar (powszechny, wielkości małego krokodyla, twarda skóra-pancerz) - cena 2 złt
4. Poszukiwanie pracowników. Jest to po prostu wycieczka po okolicznych wioskach i rozwieszanie ogłoszeń.
Oczywiście lokalni autochtoni nie wiedzą ile za te skóry płaca w Get-war-garze. Na początek ceny skupu ustalamy na niskim poziomie - powiedzmy na 10 % rzeczywistej wartości. Odpowiednio 50,30 i 20 srb (można mniej bo te 10% i tak wydaję się być sporo). Tutaj pojawia się umiejętność targowania. Pomijając koszty własne, ew. ochrony itp. mamy 80% zysku.
5. Los. O ilości wiosek w okolicy, mnogości zwierza i biegłości myśliwych niech zadecydują rzuty. Jakie? To już każdy MG niech sobie wymyśli sam.
6. Rozwój. Przy każdym cyklu kupowania i sprzedawania, kupiec się uczy i modyfikuje swoje zasoby, mapę miejsc występowania skór, znajomości, ceny. Wyszukuje też nowe, rzadkie towary. Może też, jeżeli okaże się biegły, kupi swoją garbarnię.
Pewnie każdy mógłby się kłócić o zaproponowane przeze mnie ceny. Za niskie? Możne po prostu te zwierzęta występują zbyt pospolicie. Za wysokie? Można wygenerować bitną i agresywną konkurencję;) Ochrona? Kupiec poszukujący bohaterów, którzy go ochronią? Skąd my to znamy?;)
Windswept landscape, desolated mountain plateaus..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pozwoliłem rzucić sobie okiem na koncept A. W cennikach nie zauważyłem co prawda owcy, ale przy cenie krowy 15 złt i świni 10 złt pozwoliłem sobie ustawić owcę również na 10 złt. Zakup stada dorosłych osobników to inwestycja 400 złt. Owce strzyże się dwa razy w roku, za każdym razem uzyskując średnio 2,5kg runa wartego 15 srebrników za kilo (cenę za 1kg runa przyjąłem na podstawie stawki 30 srb za metr gotowej wełny).
Każde strzyżenie przyniesie zatem 100kg wełny wartej 15 zł - po pierwszym roku hodowli zwrócą się teoretycznie 3 owce, ale trzeba naturalnie zobaczyć, ile gracza ta zabawa w hodowcę kosztowała. Założyłem, że opiekun stada potrafi robić wszystko sam - strzyc i ubijać owce również. Jako BG szukałbym go w grupie ubogiego lub typowego chłopstwa (zarobki roczne średnio odpowiednio 5 i 10 złt). Rozliczenie dwa razy w roku, do ręki pasterzowi 5 złt, a 10 do własnej sakiewki. Nie jest to dochód imponujący, jeśli weźmie się pod uwagę wkład własny w inwestycję, ale do tej pory analizowaliśmy tylko sprzedaż wełny. Owce się rzecz jasna rozmnażają, jeden wykot rocznie i 1k4 młode na każdy miot. Pod koniec roku pasterz powinien mieć w liczącym 40 sztuk stadzie dorosłych owiec również około 30-50 jagniąt wartych jakieś 3-5 złt za sztukę (opieka weterynaryjna na Ochrii pewnie jest rzadkością, więc młode są tańsze od dorosłych osobników, bo nie wszystkie dożyją pełnoletności). Niech będzie, że w pierwszym roku gracz zdecyduje się sprzedać wszystkie jagnięta, co przyniesie mu do 200 złt. Stado spłaci się zatem w dwa lata, a potem zacznie przynosić czysty zysk.
Każde strzyżenie przyniesie zatem 100kg wełny wartej 15 zł - po pierwszym roku hodowli zwrócą się teoretycznie 3 owce, ale trzeba naturalnie zobaczyć, ile gracza ta zabawa w hodowcę kosztowała. Założyłem, że opiekun stada potrafi robić wszystko sam - strzyc i ubijać owce również. Jako BG szukałbym go w grupie ubogiego lub typowego chłopstwa (zarobki roczne średnio odpowiednio 5 i 10 złt). Rozliczenie dwa razy w roku, do ręki pasterzowi 5 złt, a 10 do własnej sakiewki. Nie jest to dochód imponujący, jeśli weźmie się pod uwagę wkład własny w inwestycję, ale do tej pory analizowaliśmy tylko sprzedaż wełny. Owce się rzecz jasna rozmnażają, jeden wykot rocznie i 1k4 młode na każdy miot. Pod koniec roku pasterz powinien mieć w liczącym 40 sztuk stadzie dorosłych owiec również około 30-50 jagniąt wartych jakieś 3-5 złt za sztukę (opieka weterynaryjna na Ochrii pewnie jest rzadkością, więc młode są tańsze od dorosłych osobników, bo nie wszystkie dożyją pełnoletności). Niech będzie, że w pierwszym roku gracz zdecyduje się sprzedać wszystkie jagnięta, co przyniesie mu do 200 złt. Stado spłaci się zatem w dwa lata, a potem zacznie przynosić czysty zysk.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W oparciu o nowe koncepcje postanowiłem przeredagować powyższy koncept. Pozostaję przy głównej idei, która zakłada, że gotów zainwestować w coś nadmiar gotówki BG kupuje 40 dorosłych owiec za 400 złt w gotówce, a potem oddaje je pod opiekę umówionemu wcześniej wieśniakowi, który będzie zwierzęta karmił, strzygł, ubijał i sparzał (informacja dla młodszych wiekiem użytkowników, nie chodzi tutaj o znakowanie rozpalonym żelazem). Wieśniak ten będzie owce strzygł dwa razy w roku sprzedając wełnę za 30 złt rocznie, a pilnując wykotów i jagniąt po roku hodowli powiększy stado o 30-50 młodych osobników. Założyłem wcześniej, że jagnięta sprzeda się po 3-5 złt od sztuki, ponieważ istnieje realne ryzyko, że wiele z nich nie dożyje dorosłego wieku ze względu na choroby, a przez to będą tańsze od dorosłych owiec. Zmieniam jednak koncept i pozostawiam stado w powiększonym stanie jeszcze przez rok, a pasterzowi zostawiam całe 30 złt ze strzyżu jako zapłatę. W następnym roku strzygę owce za 60 złt (zysk z wełny), powiększam stado o kolejne 30-50 jagniąt, a 40 dorosłych osobników sprzedaję za 400 złt. Stado zwraca mi się po niecałych dwóch latach, a potem w zależności od obranej polityki hodowli (stała wielkość albo zwiększana o przychówek) przynosi co najmniej 400 złt zarobku rocznie (porównajcie to sobie z dochodami z dzierżawy). Co więcej, mojemu pasterzowi mogę już kupić z czystego zysku dwa psy do pomocy i rzucić premią roczną (10-15 złt). Który chłop nie będzie takiego pryncypała po rękach całował, jeśli przy okazji pozwolę mu korzystać z mleka podług własnych zachcianek (choćby i do wyrobu sera)?
A Wy coście tacy milkliwi? Czy w Waszych drużynach i przygodach kupiec-BG autentycznie jest tylko pośrednikiem w sprzedaży drużynowych łupów czy też macie swoje własne pomysły na inwestowanie pieniędzy między przygodami?
A Wy coście tacy milkliwi? Czy w Waszych drużynach i przygodach kupiec-BG autentycznie jest tylko pośrednikiem w sprzedaży drużynowych łupów czy też macie swoje własne pomysły na inwestowanie pieniędzy między przygodami?
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
Keth jak patrzę na te Twoje wyliczenia to zastanawiam się, czy dalej to służy grze. Jaki rozsądny kupiec znający realia Orchii zainwestuje w owce. To nie świat, w którym można sobie zamrozić gotówkę w owcach i spijać śmietankę po dwóch latach. Tutaj następnego dnia przyleci smok i wyżre Ci wszystkie owce, a jeśli nie smok to grasująca w pobliżu banda orkonów lub goblinów. Tam ludzie myślą innymi kategoriami - co jutro włożę do garnka, albo czy jutro uda mi się opchnąć określony towar po dobrej cenie, tak żeby na nim zarobić (biorąc pod uwagę rzeczony przykład kupca). W tym świecie całe fortuny przechodzą z rąk do rąk na zasadzie - duży może więcej. Brutalne prawo siły jest tu najważniejsze. Kodeksy orkowe tego nie zmienią, bo nie są w stanie dotrzeć w każde miejsce na Orchii. Mam wrażenie, że za bardzo idziemy w kierunku - ale czy mi się to opłaca (w temacie niewolników również). To nasz tok myślenia. Tam znaczna część społeczeństwa, żyjąca po za wielkimi miastami, nawet nie potrafi czytać i pisać (pewnie liczyć za wiele też nie). Jak w takim przypadku mówić o zarobkach na owcach. Każde z Twoich wyliczeń musiałoby się odbyć w określonym środowisku ( na określonych warunkach) to właśnie kupiec musi wyliczyć, czy mu się coś opłaca, czy nie. Jak sobie wyobrażasz kupca z powiedzmy 60 pkt Int. który wymyśla plan zarobku na owcach po dwóch latach inwestycji. Proszę nie przeginajmy i nie dawajmy wszystkiego na talerzu. Można podać takie obliczenia na zasadzie przykładu - OK, ale nie dociekajmy, nie róbmy z tego kanonu, czy wzoru kiedy da się zarobić kiedy nie. Jeśli byłbym złośliwym MG i gracz przyszedłby mi z gotowym planem i wyliczeniem co i jak oraz kiedy powinno się zwrócić, to bym mu codziennie inna bandę przywoływał, żeby wyliczenia wzięły w łeb.
GRACZ GRAJĄCY KUPCĘM MUSI SAM COŚ WYMŚLEĆ, A NIE WZIĄĆ GOTOWY PRZEPIS (na dodatek mogący nijak się mieć do założeń świata określonego MG).
GRACZ GRAJĄCY KUPCĘM MUSI SAM COŚ WYMŚLEĆ, A NIE WZIĄĆ GOTOWY PRZEPIS (na dodatek mogący nijak się mieć do założeń świata określonego MG).
Ostatnio zmieniony 18 listopada 2010, 14:36 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Słuchałem dzisiaj w drodze do pracy reportażu o berlińskich wodociągach i taka myśl mnie naszła: na ile cennym dobrem jest w wielkich miastach Orchii woda pitna? Mniejsze społeczności mają jej w zasadzie pod dostatkiem bazując na ciekach wodnych i studniach (i sporadycznie pomocy druidów?). Ale co z miastami pokroju Inchra-garu, Get-war-garu czy Ogra-garu? (Ostrogaru nie wymieniam, bo to z logistycznego punktu widzenia unikalny ewenement). Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić powszechnie występującej na Orkusach kanalizacji, już prędzej nieczystości i odpadki wyrzucane są wprost na ulice, w rynsztoki, do zaułków. Ile studni można w ogóle postawić w takim mieście, żeby zaspokoić jego popyt na wodę pitną? (nie czarujmy się, wbrew pozorom postaciom graczy nie wystarczy wyłącznie piwo czy wino, zresztą termin woda pitna obejmuje również inne jej zastosowania, np. kąpiele). Ile z nich jest w stanie zachować odpowiednie normy sanitarne przy powszechnym dostępie do nich ludności? (ok, to świat silnie magiczny, być może katańskie urzędy mogą dbać o regularną dezynfekcję za pomocą najemnych czarodziejów). Ale czy szlachta i mieszczaństwo będą korzystać z tych samych źródeł, co brudny zapchlony plebs? (a jeśli nie, to przecież nie każdy tan i el będzie miał własną studnię, zwłaszcza mieszczanin). Akweduktów orki raczej nie wymyślą, więc wydaje mi się, że ogromny odsetek litrów zużywanych dziennie w wielkich miastach dostarczany jest z zewnątrz. I teraz mały test wyobraźni - jak Waszym zdaniem wygląda zaopatrzenie miast w wodę na Orchii? (wszelkie koncepcje mile widziane).
I nawiązując do motywu przewodniego topika - na ile opłacalny mógłby być taki interes?
I nawiązując do motywu przewodniego topika - na ile opłacalny mógłby być taki interes?
-
wasut
- Reactions:
- Posty: 745
- Rejestracja: 25 stycznia 2009, 18:16
- Lokalizacja: Kraków
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/wasut
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 2 times
W miastach średniowiecza dostępność do wody była w zasadzie powszechna a w dużej liczbie miast (miast lokacyjnych - zakładanych jako miasta wg planu) woda była często dostępna w formie bieżącej. Więc to jakiś ewenement nie musi być. Druga sprawa to normy żywieniowe, ogólnie rzecz biorąc woda pitna to wymysł nam bardziej współczesny - powszechnym było picie napojów alkoholowych głównie z powodu jego bezpieczeństwa sanitarnego, aczkolwiek nie tylko. Dla przykładu piwo w wiekach średnich zapewniało około 30-50% zapotrzebowania energetycznego w kcal - oczywiście tamto piwo to zupełnie inny temat niż obecne. Fakt faktem, napoje (nawet te chłodzące) w wielu przypadkach były przygotowywane metodami gospodarczymi, picie wody nigdy wcześniej nie było powszechne ani nie należało do dobrego tonu.
Co do kwestii utrzymywania czystości względem zaopatrzenia w wodę. Myślę że wiele wyjaśni choćby pobieżna lektura listów Jana III Sobieskiego do Marysieńki, ot mycie to taka fanaberia, często również w złym tonie.
Jednak zaopatrzenie zawsze się przyda, nawet jeśli nie wszędzie się da kopać to magicznie myślę dało by się dowiercić do ciekawych pokładów, niemniej jednak zawsze tanim i powszechnym sposobem zaopatrzenia w wodę były beczkowozy. Natomiast warto nadmienić iż było takie cudo jak cysterny budowane w miastach najczęściej w podziemiach kamienic - szczególnie w miastach które podlegały częstym atakom i oblężeniom czy też miastom tworzonym jako fortece, głównie Portugalczycy budowali bardzo duże i ładne cysterny, te z kolei w czasach pokoju służyły celom czysto cywilnym.
Co do kwestii utrzymywania czystości względem zaopatrzenia w wodę. Myślę że wiele wyjaśni choćby pobieżna lektura listów Jana III Sobieskiego do Marysieńki, ot mycie to taka fanaberia, często również w złym tonie.
Jednak zaopatrzenie zawsze się przyda, nawet jeśli nie wszędzie się da kopać to magicznie myślę dało by się dowiercić do ciekawych pokładów, niemniej jednak zawsze tanim i powszechnym sposobem zaopatrzenia w wodę były beczkowozy. Natomiast warto nadmienić iż było takie cudo jak cysterny budowane w miastach najczęściej w podziemiach kamienic - szczególnie w miastach które podlegały częstym atakom i oblężeniom czy też miastom tworzonym jako fortece, głównie Portugalczycy budowali bardzo duże i ładne cysterny, te z kolei w czasach pokoju służyły celom czysto cywilnym.
Ostatnio zmieniony 11 lutego 2011, 20:10 przez wasut, łącznie zmieniany 1 raz.
-
mastug
- Reactions:
- Posty: 1708
- Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
- Has thanked: 22 times
- Been thanked: 15 times
zgadza się to z moją wizją orchijskich miastJakoś nie potrafię sobie wyobrazić powszechnie występującej na Orkusach kanalizacji, już prędzej nieczystości i odpadki wyrzucane są wprost na ulice, w rynsztoki, do zaułków.
szlachty w swoich zamkach/kasztelach nieczystości pozbywa się swylewając je do fos.
co do dostarczania wody to jakoś (nie znam się na tym zupełnie) wyobrażałem sobie studnię przy każdym większym domu lub karczmie. Ponieważ miasta położone są w pobliżu gór a nawet niektóre w samych górach brałem pod uwagę małe rzeczki i potoki przepływające przez miasta. O akweduktach nic A.S. nie wspomina ale może są?
-
wasut
- Reactions:
- Posty: 745
- Rejestracja: 25 stycznia 2009, 18:16
- Lokalizacja: Kraków
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/wasut
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 2 times
Akwedukty się sprawdzają gdy miasto jest w jakimś oddaleniu od źródeł wody położonych wysoko (wysoko aby wywołać różnicę ciśnień), w dużej większości miast na O.Wielkim myślę, że obędzie się bez akweduktów (jedynie miejscowe celem przecięcia przełęcz). Kanały wodne można również prowadzić spokojnie na wzór tych budowanych przez Inków w Andach, nie były może tak spektakularne jak Rzymskie ale cel swój spełniały.
Inna sprawa dot. akweduktów to sposób budowy - te do których się intuicyjnie odnosimy swój kształt uzyskały dzięki łukom, które w owym czasie były jedynym sensownym zamiennikiem naszych belek (w ujęciu konstrukcyjnym), w związku z tym pomyślcie co mogły by uczynić te cywilizacje, które by miały do dyspozycji magię i przemiany półboskie?
Czy problemem byłoby wywołanie w jasno określonym miejscu (np plac miejski) źródła? Jakaż oszczędność na budulcu...
Inna sprawa dot. akweduktów to sposób budowy - te do których się intuicyjnie odnosimy swój kształt uzyskały dzięki łukom, które w owym czasie były jedynym sensownym zamiennikiem naszych belek (w ujęciu konstrukcyjnym), w związku z tym pomyślcie co mogły by uczynić te cywilizacje, które by miały do dyspozycji magię i przemiany półboskie?
Czy problemem byłoby wywołanie w jasno określonym miejscu (np plac miejski) źródła? Jakaż oszczędność na budulcu...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
A toś mnie zaskoczył, Wasucie. Historię zawsze lubiłem, aczkolwiek po maturze moje kontakty z nią uległy ogromnym ograniczeniom i mam w tej dziedzinie spore braki. Wizja szlachty staropolskiej czującej niechęć do mydła zmienia nieco moje wyobrażenia na temat uroków panien występujących w dziełach Sienkiewicza, ale człowiek ciągle uczy się czegoś nowego! Skoro czysta woda pitna aż takiej roli w wielkich średniowiecznych miastach nie grała, znaczenie orchiańskich browarów i winnic natychmiast wzrosło (to musi być sektor naprawdę mocno zmonopolizowany przez pianitów).
Jeśli o akwedukty idzie, chyba też zbytnio uprościłem sprawę przyjmując, że orki nie są zdolne do konstruowania tego rodzaju budowli - wciąż pokutuje we mnie klasyczne wyobrażenie orków jako tępych zielonoskórych z innych systemów RPG. Orchiańskie orki to jednak zupełnie inny kaliber i nie tylko o kolor skóry tu idzie.
Jeśli o akwedukty idzie, chyba też zbytnio uprościłem sprawę przyjmując, że orki nie są zdolne do konstruowania tego rodzaju budowli - wciąż pokutuje we mnie klasyczne wyobrażenie orków jako tępych zielonoskórych z innych systemów RPG. Orchiańskie orki to jednak zupełnie inny kaliber i nie tylko o kolor skóry tu idzie.