: 28 października 2013, 06:00
Piwnica kamienicy kupieckiej, noc, 38 dni kepon-ranu
Huskun przytknął głowę do ruchomej ściany i wstrzymał oddech. Do jego uszu docierały jedynie dźwięki miarowych uderzeń, których siła przenosiła się się na ściany w postaci delikatnych wibracji.
Widok szyn pokrytych grubą warstwą rdzy nie rokowała dużych szans na przesunięcie ściany, mimo, że z bliska goblin wypatrzył dwa duże uchwyty służące najpewniej do pociągania ściany. Owa ściana miała przejechać po szynach odległość równą gobliniego przedramienia, tam też kończyło się przewężenie w ścianie, a szyna szerokim łukiem zakręcała do wnęki, gdzie owe kamienne drzwi powinny się schować pozostawiając całą szerokość korytarza do przejście.
Obserwując dość skomplikowany mechanizm Huskun dostrzegł coś jeszcze. Na wpół przysłonięty otwór wielkości złotej monety. Z zaciekawieniem choć i dużą dawką obaw i ostrożności zerknął do niego. Z początku, gdy dostrzegł w nim ruch, drgnął na cały ciele spodziewając się swojej rychłej śmierci. Nic się jednak nie stało.
Nieco ośmielony spróbował ponownie. Otwór zasłaniała jakaś metalowa klapka przysłaniająca niemal cały otwór pozostawiając co najwyżej szparę szerokości palca.
Młody uczeń szamana zerknął ponownie. A to dziwy! W niepojęty dla goblina sposób wewnątrz otworu zobaczył zamazany, niewyraźny ruchomy obraz. Jakaś bliżej niezidentyfikowana postać stała w obszernym i ciemnym pomieszczeniu. Chyba odziana była w łachy i przy dozie wyobraźni można by było powiedzieć, że jest obrócona do Huskuna bokiem. Trzymała oburącz jakiś przedmiot, chyba młot i uderzała nim w coś, co znajdowało się za granicą widoczności. Przechylenie głowy nic nie pomogło, obraz nie zwiększył swojego zakresu. W każdym razie każdy cios owej postaci synchronizował się ze słyszanym uderzeniem.
Huskun usłyszał szmery zbliżających się towarzyszy.
Huskun przytknął głowę do ruchomej ściany i wstrzymał oddech. Do jego uszu docierały jedynie dźwięki miarowych uderzeń, których siła przenosiła się się na ściany w postaci delikatnych wibracji.
Widok szyn pokrytych grubą warstwą rdzy nie rokowała dużych szans na przesunięcie ściany, mimo, że z bliska goblin wypatrzył dwa duże uchwyty służące najpewniej do pociągania ściany. Owa ściana miała przejechać po szynach odległość równą gobliniego przedramienia, tam też kończyło się przewężenie w ścianie, a szyna szerokim łukiem zakręcała do wnęki, gdzie owe kamienne drzwi powinny się schować pozostawiając całą szerokość korytarza do przejście.
Obserwując dość skomplikowany mechanizm Huskun dostrzegł coś jeszcze. Na wpół przysłonięty otwór wielkości złotej monety. Z zaciekawieniem choć i dużą dawką obaw i ostrożności zerknął do niego. Z początku, gdy dostrzegł w nim ruch, drgnął na cały ciele spodziewając się swojej rychłej śmierci. Nic się jednak nie stało.
Nieco ośmielony spróbował ponownie. Otwór zasłaniała jakaś metalowa klapka przysłaniająca niemal cały otwór pozostawiając co najwyżej szparę szerokości palca.
Młody uczeń szamana zerknął ponownie. A to dziwy! W niepojęty dla goblina sposób wewnątrz otworu zobaczył zamazany, niewyraźny ruchomy obraz. Jakaś bliżej niezidentyfikowana postać stała w obszernym i ciemnym pomieszczeniu. Chyba odziana była w łachy i przy dozie wyobraźni można by było powiedzieć, że jest obrócona do Huskuna bokiem. Trzymała oburącz jakiś przedmiot, chyba młot i uderzała nim w coś, co znajdowało się za granicą widoczności. Przechylenie głowy nic nie pomogło, obraz nie zwiększył swojego zakresu. W każdym razie każdy cios owej postaci synchronizował się ze słyszanym uderzeniem.
Huskun usłyszał szmery zbliżających się towarzyszy.
