Strona 70 z 70

: 04 lipca 2016, 08:48
autor: Kargan
Mnie osobiście "przemiana" Septimusa zaskoczyła niebotycznie :) Szkoda, że akurat kiedy kończyła się przygoda byłem w górach bez dostępu do netu - po powrocie nie miało już sensu dopisywać moich reakcji :P Ciekawe, czy w tej sytuacji pisane uporczywie raporty będą miały jakieś znaczenie przy rozpoczynaniu kolejnej przygody ;)

: 08 lipca 2016, 15:23
autor: Keth
Enkaiden, 224.815.M41

Nathan obudził się krótko przed świtem, chociaż nie miał pojęcia, co właściwie zakłóciło mu sen. Bankiet wciąż jeszcze trwał, chociaż w sali balowej pozostali już jedynie nieliczni akolici o głowach z litej stali. Reszta zniknęła w oddanych do dyspozycji Ordo pokojach mieszkalnych rezydencji, zmęczona ogromem wieczornych emocji bądź zajęta prywatnymi sprawami.

Regulator przeciągnął się z trzaskiem kości na jedwabiście gładkiej pościeli podwójnego łóżka, wbił spojrzenie w pokryty lustrzanym szkłem sufit przyglądając się własnemu odbiciu. Wyciągnięta pod cienką kołdrą smukła kobieca postać wydała z siebie cichutkie mruknięcie, obróciła się na bok zwinnym ruchem śpiącego drapieżnego kota. Jej włosy rozsypały się po poduszce przesłaniając większość twarzy.

Nathan przekręcił głowę, powoli i ostrożnie, nie chcąc niepotrzebnie budzić śpiącej Medei. Wiedział doskonale jak ulotna była ta chwila niezwykłej bliskości, być może jedyna w relacjach obojga agentów, zrodzona nie tyle z głębokiego zauroczenia, co zwyczajnego impulsu spotęgowanego nadmiarem emocji i krążącym w żyłach alkoholem. Nadchodzący świt miał wszystko zakończyć, przywrócić służbowe stosunki, wymusić na obojgu akolitów puszczenie upojnej nocy w niepamięć.

Przyszłość rysowała się mnóstwem nowych perspektyw, odsuwających na bok wszelkie myśli o trwałym romansie. Odkrycie prawdziwej tożsamości Septimusa wprawiło Silvanusa w oczywiste zdumienie, które szybko przeszło w ekscytujące kalkulacje. Nie bez powodu przed uroczystą kolacją Medea, Nathan i Hoster otrzymali formalne stroje opatrzone naszywkami w formie uskrzydlonego oka. Vigiliatus, osobiste insygnia quattora Ishmaela Ludda, ulubionego ucznia mistrza Solona Arksesa. Łaska Boga-Imperatora nie znała widać granic - ukryty za maską Septimusa Ludd poczuł się dość zadowolony z pracy tercetu agentów, by wcielić ich do swej osobistej świty, do swej wyselekcjonowanej siatki operatorów.

To właśnie sprawiało, że pozycja Nathana w sekretnym świecie imperialnej Inkwizycji stała się w przeciągu jednej chwili znacznie stabilniejsza i dużo bezpieczniejsza niż jeszcze dzień temu.

Mężczyzna wyślizgnął się z łóżka nie budząc swej towarzyszki, przeszedł nagi przez pokój i stanął na odkrytym balkonie oferującym widok na ocean. Daleko na widnokręgu niebo jaśniało ledwie zauważalnie zdradzając nadciągający wschód słońca. Dużo bliżej i daleko w dole, na zwieńczeniach zewnętrznego wału Enkaidenu oraz na ulicach luksusowego dystryktu paliły się liczne latarnie i gazowe lampy, wyznaczające w ciemnościach nocy proste geometryczne figury.

Nathan skrzyżował ramiona na piersiach i wbił spojrzenie w odległy widnokrąg. Jego myśli pełne były wspomnień ostatnich dni, w przeważającej większości podniosłych, budzących podziw dla potęgi Inkwizycji oraz zadowolenie z własnych dokonań. Lecz na pięknym lustrze chwały ukrywała się pojedyncza cieniutka rysa, delikatna skaza nie pozwalająca o sobie zapomnieć, niosąca ze sobą ostrzeżenie dla przyszłości. Każda skaza mogła się bez oczywistego powodu powiększyć, pokrywając zwierciadło pajęczynką nowych pęknięć.

Niespokojne myśli Nathana powracały uparcie do dramatycznych wydarzeń w bluźnierczej otchłani oceanu, do czerni wód na Głębi Krakenów. Oczami wyobraźni regulator ujrzał ponownie uszkodzony torpedą batyskaf Sanny Rohanoir, zbliżający się w kierunku łodzi imperialistów, otoczony chmurą miniaturowych bąbelków powietrza uciekających przez szczeliny w kadłubie pojazdu. Smukła kobieca postać przyciśnięta do szyb kokpitu nawiedzała umysł Nathana niczym upiór z prastarych legend, niczym przeklęta dusza próbująca wydostać się z matni Osnowy. Silvanus wciąż pamiętał ten krótki niczym uderzenie serca moment, kiedy batyskaf heretyczki wsunął się pod rufę idącej w górę jednostki Ordo, kiedy spojrzenia obojga ludzi skrzyżowały się ze sobą ostatni raz.

Pamiętał doskonale ściągniętą w determinacji twarz Sanny, wyraz jej oczu, rozłożone na powierzchni pancernej szyby palce obu dłoni. Prostokątny obiekt trzymany w prawej ręce, dociśnięty spodem dłoni do szkła.

Sekundę później skazana na zagładę łódź zniknęła w ciemnościach oceanu, podążyła w ostatnią podróż ku pozornie bezdennej otchłani. Nathan już nigdy więcej nie miał ujrzeć pasażerki batyskafu, ale wątpił, by kiedykolwiek zapomniał wyraz jej twarzy i trzymany w prawej dłoni przedmiot.

Połyskującą szkłem i złotem inkwizytorską rozetę.

[center]KONIEC[/center]
To już ostatni wpis do tej przygody, zarezerwowany właśnie na ten moment. Mam nadzieję, że zrobiłem Wam miłą i dobrze rokującą na przyszłość niespodziankę!

: 30 stycznia 2017, 21:43
autor: Aniol Gniewu
Bardzo zaluje ze sprawy osobiste i zawodowe uniemozliwily mi udzial w sesji i ogolnie aktywnosci na tym forum. Bije sie w piersi, i chyle czola przed Kethem, ktory jest prawdziwym tytanem (Klasy Emperor) pracy i nie wiem jak znajduje na to czas. Spi godzinę na dobę? Pozdrawiam wszystkich akolitów!

Haxtan

: 30 stycznia 2017, 23:06
autor: Suriel
A za pokutę żal swój ukoisz sam, pejczem się smagając, w witrażowe oblicze Imperatora wpatrzony. I wybaczone ci będzie... A teraz wstań od konfesjonału i odejdź w pokoju...

Ps. I nie karm więcej rybek w ten sposób.