PBF - Wybawiciel

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 29 października 2015, 22:25

Frustracja w Meksykaninie narastała coraz bardziej. Kopnięciem przewrócił fotel sekretarki i rzucił się do szuflad biurka. Jedna z nich wyszarpnięta przez niego ze zbyt dużą siłą, przypadkiem pofrunęła na podłogę wypluwając z siebie na zawartość w postaci jakichś papierów, długopisów, zszywacza oraz wszelkiej biurowej drobnicy wśród której dziwnym zbiegiem okoliczności znalazł się też skórzany męski portfel.

Poszybował niemal pod nogi Davida ale schylił się i podniósł go szybciej Ahmed. David zdrętwiał bowiem na moment kiedy poczuł przyjemną wibrację w kieszeni marynarki gdzie schował komórkę, świadczącą o tym że jednak nie padął do końca. Szybko zaczął grzebać w kieszeni wyciągając ją do światła. Pracowała bardzo dziwnie. Na wyświetlaczu odczytał, że właśnie dostał MMSa lecz mimo, że numer się wyświetlił nic mu nie mówił, wcisnął odbierz...

Tymczasem Ahmed z Baartem otworzyli portfel, w środku był niemała suma pieniędzy, karty płatnicze w kolorze złota i dokumenty tożsamości, wysypały się również wizytówki, wszystko na nazwisko deJong...

W tle słychać było stek meksykańskich przekleństw wyrzucanych nieprzerwanie przez szalejącego Ervina.

MMS otworzył się z oporem, wyświetlając pornograficzne zdjęcie, jednak bez pokazywania twarzy pozującej kobiety. Było kolejne, nieco ostrzejsze i kolejne... David chciał zamknąć komórkę i ten bardzo nie smaczny lub omyłkowo wysłany MMS ale nie był wstanie. Komórka odmawiała posłuszeństwa i kiedy już miał ją zamknąć otworzyła się kaskada coraz mocniejszych zdjęć, na których szybko zaczął rozpoznawać coraz bardziej znajome kształty.
- Mary Ann - wyszeptał sparaliżowany przez chwilę przerażeniem David. Zdjęcia przeszły gwałtownie w brutalny BDSM, na których coraz bardziej dominował szkarłat krwi dziewczyny. Na dole zaczął migać napis: [center]Zaprowadź MNIE do NIEJ!!! [/center]
Nagle przypomniało mu się uczcie które miał przed chwilą, że będzie bardzo źle jeśli stąd wyjdą...

DeJong pokręcił przeczącą głową jakby chciał przekonać rzeczywistość, siebie i Ahmeda, że to przecież wszystko nie prawda. Przecież miał swój portfel w kieszeni. Pamiętał dokładnie, że natrafił na niego ręką kiedy wkładał tam kluczyki od samochodu. Patrząc w chłodne oczy Ahmeda które obserwowały każdy jego ruch powoli wsunął rękę w pod poły marynarki... Poczuł twardość skórzanego portfel i lekką ulgę. Natychmiast wyjął i rozłożył portfel ze swojej kieszeni. We wnętrzu był karty płatnicze nieistotne szpargały oraz dowód rejestracyjny Renault Fluance, jeszcze nieco wilgotny od krwi. Wszędzie figurowało nazwisko Bernard de Var.
- Poprzedni kierownik budowy - szepnął z rosnącym przerażeniem Ahmed cofając się o krok od Baarta.

Po pomieszczeniu niczym zwierzę ciskał się Ervin niszcząc i klnąc w coraz większej furii...

[center]Zaprowadź MNIE do NIEJ!!! [/center] waliło po oczach czerwienią. David próbował wyłączyć te cholerne wyskakujące okna. Czuł, że zbliża się do obejrzenia finału, którego treść łatwo było przewidzieć. Były już ekstremalnie brutalne, nie chciał ich widzieć. Nie chciał JEJ widzieć w takim stanie ani też tego co JEJ robią. Wyłącznik komórki nie funkcjonował, wciskał więc jak oszalały pozostałe jakie tylko były ale nic to nie dawało. Kiedy już był gotów roztrzaskać ją o ziemię, nagle zupełnym przypadkiem nacisnął jedyny przycisk jaki zafunkcjonował. Zielony z napisem "połącz z nadawcą"...

...dryń!... dryń!... - rozległo się w tym samym momencie ze stacjonarnego teflonu na biurku, przez który jeszcze przed chwilą rozmawiał Ervin. Tym razem jednak słyszeli go wszyscy w pomieszczeniu...

Usłyszał go również Sthaler, któremu chyba już tylko jeszcze tylko tego brakowało. Złapał się w jednym momencie obiema rękami za głowę, po czym rzucił się do telefonu i porywając go w górę z całej siły cisnął nim o ścianę rozbijając na drobne kawałki.

"Połączenie zostało przerwane" zasygnalizowała komórka i był to jej ostatni komunikat zanim zgasła bezpowrotnie.
...
Ostatnio zmieniony 29 października 2015, 22:31 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Yarin
Reactions:
Posty: 61
Rejestracja: 18 czerwca 2015, 14:08

Post autor: Yarin » 30 października 2015, 13:38

David patrzył prawie jak otępiały na Ervina.
"Kto na litość zatrudnia takiego niezrównoważonego człowieka? I to jeszcze na stanowisko kierownicze. To na pewno jakiś niezły przekręt..." - pomyślał.

Kiedy meksykanin zaczął napastować mebel biurowy pracownik agencji reklamowej cofnął się. Po chwili pod nogami zobaczył portfel, jednak Egipcjanin był szybszy. Beltfort już chciał zareagować, jednak wstrzymał się. Poczuł przyjemne wibracje w kieszeni. W pierwszej chwili nie zwrócił na nie uwagi, zabsorbowany widokiem szalonego kierownika budowy, jednak kilka sekund później uśmiechnął się do siebie.

"Mary Ann!" - krzyknął w myślach.

Szybko wyciągnął telefon, który prawie wypadł mu z ręki i spojrzał na nieco zniszczony ekran. MMS otwierał się wolno, jednak David był już przyzwyczajony do tego typu bolączek Androida Lolipop. Ucieszył się, bo zapewne Mary wysłała mu kolejne zdjęcie jej ślicznego uśmiechu i tego spojrzenia...Właśnie czegoś takiego teraz potrzebował.
Po chwili zdziwił się, gdyż zdjęcia były dość odważne. Kolejne, które nadchodziły potęgowały w Davidzie raczej niechęć, niż podniecenie - zawsze wolał erotykę niż pornografię, a kolejne MMSy zahaczały już o tę druga kategorią. Kiedy chciał już schować telefon, zobaczył znajome zarysy. To była ONA.

- Jezu Chryste - zająknął się wytrzeszczył oczy.
W pierwszej chwili przeszło mu przez myśl, że zdradziła go i w taki oto brutalny sposób dała mu znać, że między nimi koniec. Dopiero po chwili był pewny, że ktoś ją porwał i zaczął zabawiać się w chory i brutalny sposób z jego ukochaną.
- Ty skurwysynu!!! - krzyknął do telefonu. Chciał go wyłączyć, rozpieprzyć w drobny mak. Zobaczył na ekranie napis: Zaprowadź mnie do niej!
- Znajdę cię, skurwielu. ZOSTAW JĄ!!

Kiedy już chciał rzucić telefonem, przypadkiem nacisnął zieloną słuchawkę. Odezwał się telefon, który miał przerwany kabel. David nie myślał racjonalnie i zrobił to, do czego pchał go instynkt.
- To wszystko twoja wina, pierdolony meksykańcu! - krzyknął i ruszył w stronę Ervina.
Spoiler!
Emocje w Davidzie wybuchają jak wulkan, więc zapewne coś mniej kontrolowanego z magią się dzieje z jego strony.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 31 października 2015, 15:12

De Jong całkiem skonfudowany przyglądał się na przemian portfelowi z kartami na jego nazwisko jakie byłu mu całkiem obce i dobrze mu znanemu portfelowi, którego zawartość, ku jemu bezbrzeżenmu zdziweniu stała się nagle własnością kogoś innego. I skąd ta krew?

- Kurwa mać... Co tu się dzieje? - palnął szybko z jednej strony przerażony ale też skrajnie skonfudowany. Wydarzenia kilkunastu ostatnich minut układały się w ciąg niesamowitych zdarzeń, których kompletnie nie rozumiał. Zupełnie stracił z oczu wszystko i wszystkich: Ahmeda cofającego się w strachu, Davida szarżującego na Erwina. Był tylko on i zwartość dwóch portfeli, które wiązałą jakaś szalona tajemnica. Spojrzał na nie tak aby dostrzec znów wyraźnie pajęczyne. Chciał cofnąć się po niciach wstecz aby dostrzec jaką przeszłość miały oba przedmioty...
Używam Czasu i Losu żeby sprawdzić o co chodzi z portfelami.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 01 listopada 2015, 12:56

- To wszystko twoja wina, pierdolony meksykańcu! - krzyknął David i ruszył w stronę Ervina.

Zaczęło się.
Gdziekolwiek by się nie znalazł chciał po prostu przetrwać kolejny dzień, jak pierdolony wolny człowiek. Niestety tutaj, w zasranej Europie to po prostu nie działało. Świat skrycie dokręcanego reżimu codziennie poprawiał śrubki i zaciski. Cokolwiek by planował społeczeństwo miało swój wzór. Tych uprzywilejowanych i tych innych, tych którzy trafiali do pierdla i których wypierdalali bez powodu z roboty. Lalusiowatych dziedziców fortun o gładkich dłoniach i tych, którym w wigilię psuła się lodówka nieprzywykła do pseudozapełniania więcej niż jednej półki. Od lat widział tę budzącą furię różnicę, początkowo walcząc z losem. Wreszcie zrozumiał, czy raczej został do tego zmuszony, gdy klawisz wsadził mu łeb do kibla opróżniając kieszenie, że nie zmieni wzoru. Układ bronił się za każdym razem i dotyczył całego cywilizowanego gówna.

Co nie znaczy, że Ervin kiedykolwiek się z tym pogodził.

-Łap!* - krzyknął do nacierającego Davida rzucając w jego kierunku biurowy zszywacz, który akurat wymacał pod ręką. Poczuł w umyśle drżącą wibrację gładko wychodzącą naprzeciw chwilowej potrzebie. Czekał na odruch gajera, by przywitać go prostym sierpowym, gdy tylko uniesie dłonie.
Wina i tak spadnie na imigranta, oskarżą go o wszystko łącznie z grzybem na ścianach piwnicy, który zalega tu pewnie od dziesięcioleci.

Przynajmniej znów będzie w gazecie, a kiedy stary Gregor z "Siódemek" zobaczy go na zdjęciu z podpisem "Rzeź w Psychiatryku" to raz jeszcze głośno zarechocze nad jego losem.
Spoiler!
Ervin wie, że jak zjadą psy to ma przejebane. Gdyby więc miało się potoczyć jeszcze gorzej i wszyscy rzucą się na niego to ich podziurawi śrubokrtętem, jak któyś będzie chciał podejść. Sam przeciw wszystkim, jak Funky Koval.
* to odruch, by złapać rzucony lekkim lobem przedmiot, ale i tak wzmacniam go magicznie poleceniem, co w tej sytuacji nie powinno być trudne. Potem leci gong, jak to nie uzdrowi Davida, to zacznie się rozpierducha i ciąganie mordą po blacie biurka. Inni pewnie też się włączą i Ervin spodziewa się, że wszyscy rzucą się na niego, bo oni mają garniturki, a on nie.
Ostatnio zmieniony 01 listopada 2015, 16:40 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Yarin
Reactions:
Posty: 61
Rejestracja: 18 czerwca 2015, 14:08

Post autor: Yarin » 05 listopada 2015, 10:11

Mam Davida, kiedy jeszcze żyła, uczyła go, aby nie używał przemocy wobec innych, nawet w samoobronie. Odmiennego zdania był jego ojciec, zatwardziały policjant żelaznymi zasadami. Niestety, często bywał poza domem, biorąc nadgodziny, tłumacząc się zarabianiem na jego przyszłą edukację, toteż David ustępował naukom matki.

I nawet, kiedy 'koledzy' z klasy go kopali, David zamiast uciekać, czy się bronić, po prostu zasłaniał twarz i czekał, aż to wszystko się skończy rozmyślając o dzielnych rycerzach walczących ze smokami, ratujących księżniczki z opresji.

Teraz jego rycerzami są drobne, biało-szarawe kuleczki, które potrafią błyskawicznie przebyć drogę od nozdrza do krwiobiegu.

Beltfort czuł jedynie wściekłość. Brak zrozumienia sytuacji, martwienie się o swoją ukochaną, cała ta pieprzona sytuacja - nic nie miało teraz znaczenia. Te kilka sekund były dla Davida novum - nieraz znajdował się w sytuacji beznadziejnej, jednak nigdy, ale to nigdy nie powodowała ona u niego tak nielogicznej i prymitywnej reakcji, jak teraz.

- Łap!

W stronę Davida coś poleciało, a mężczyzna momentalnie zrobił to, co 90% ludzi by zrobiło - instynktownie chciał złapać przedmiot, który kierował się w jego obszar prywatności.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 listopada 2015, 01:32

Spoiler!
a chwilowo tylko David.

Obie strony wykonują ruch plus użycie czaru lub odwrotnie.
Inicjatywa po stronie Davida deklaruje łapanie przedmiotu. Złośliwy MG podświadomie mu włącza ochronę za pomocą arkany Los. Turlamy i 3 sukcesy wychodzą.
Trafienie Ervina również trzy sukcesy czyli w rozrachunku mamy zero, pudło.
Deklaracja Ervina złośliwy MG podświadomie używa mentalnego nakazu z arkany Umysłu. Rzut i trzy sukcesy.
David broni się arkaną Umysł, rzut i jeden sukces. Ervin przełamuje bariery Davida bez problemu, wdziera się do jego umysłu i swoja wolą nakazuje wykonanie swojego polecenia.
Nawet nie rzucam na trafienie...
Biurowy zszywacz zatoczył w powietrzu krótki łuk mknąc w kierunku Davida, który odruchowo zaczął go łapać. Zrobił to tak niefortunnie że przy chwytaniu wyśliznął mu się z dłoni i David odruchowo przykucnął by go ponownie złapać już na wysokości swoich kolan.
W tym samym momencie pięść wielkości małego bochenka chleba ze świstem przeleciała mu nad głową trafiając w lampkę na biurku sekretarki, która pod wpływem uderzenia rozbiła się na dziesiątki drobnych kawałków.

- Stój prosto kiedy cię leję do cholery! - warknął jeszcze bardziej rozsierdzony chybieniem Meksykanin.

To że David złapał ten cholerny zszywacz było dla niego zupełnie oczywiste. Jednak nie potrafił zrozumieć dlaczego na polecenie Ervina wyprostował się niczym struna i dlaczego nie zasłonił swojej twarzy. Dlaczego nawet nie drgnął tylko stał na baczność jak jakiś uczniak na szkolnej zbiórce w szeregu. Lewy sierpowy ciężkiej, zaprawionej w bojach dłoni brutalnie przerwał te rozmyślania rozbłyskając na jego twarzy faerią bólu i dziko pulsującego ciepła. David nawet nie zanotował lotu ale dopiero fakt że znalazł na posadzce. Z ręki nie wypuścił jednak ocalonego od rozbicia zszywacza.

Baart zdawałoby się, że nagle pogrążył się zupełnie i w całości w swoim własnym świecie, nie zwracając uwagi na krótką i bolesną scysję dziejącą się tuż obok. Świat mu w oczach zaflował. Widział jakby cofał się wstecz wraz z portfelem który znajdował cały czas w centrum jego wizji. Jak Julia wkłada do szuflady, jak wcześniej otwiera by spisać dane na jakiś znajomy mu formularz, jak otrzymuje go od doktora Gayeta, jak doktor grzecznie odbiera go z kolei z rąk przekazującego go i uśmiechniętego od ucha do ucha Baarta, a było to trzy dni temu...

Pełen obaw Baart dotknął oblamówki nieswojego portfela, który jakimś cudem znalazł się u niego w kieszeni wraz z innymi drobnostkami. Wszystko mu podpowiadało, że nie będzie to przyjemna wizja, że po jej zobaczeniu... Wszystkie włosy na karku stanęły mu nieprzyjemnie ostrzegawczo.

Wizja drugiego portfela była znacznie krótsza. DeJong widział wyraźnie najpierw jak go sam wyciąga i porównuje z tym z podłogi, jak nosi go przez jakiś czas w szpitalu, jak dołączają do niego kluczyki wrzucone kiedy pali papierosa pod Sanite. Powoli z narastającą obawą cofał się dalej. Ułyszał przyjemny brzmiący wolnością odgłos silnika samochodu kiedy go wyłącza na deszczu. Widzi jak zatrzaskuje klapę bagażnika samochodu... z leżącym tam ciałem poprzedniego kierownika, jak wyciąga z jego zakrwawionej kurtki portfel...
Nagłe uderzenie przerażenia bądź ludzkie głosy z korytarza przerwały mu dalszą koncentrację.

- Doprawdy nie wiem jak mogłem zostawić czapkę... - powiedział niski basowy głos.

- Ależ nic się nie stało, to drobiazg. - dodał znany tembr należący najprawdopodobniej do doktora Markova

- Proszę się nie przejmować zupełnie - dodał aksamitny głos Juli - To my musimy podziękować i przeprosić gdyby panowie tak nagle nie nadeszli nie wiadomo co mógłby mi zrobić...

Tymczasem postawiony samemu sobie Pascal już przez dłuższą chwilę cofał się ostrożnym rakiem do drzwi. Wycofując się z rosnącym przerażeniem patrzył na dantejskie sceny rozgrywające się w sekretariacie.

- Dzięki Bogu! - wykrzyknął nagle słysząc znajome głosy i już zupełnie nie kryjąc swego przerażenia zachowaniem towarzyszy w jednej chwili rzucił się w stronę wyjścia na korytarz.
...

Ps. z sekretariatu są trzy drzwi, na korytarz skąd głosy, do gabinetu Gayeta oraz na korytarz prowadzący do bloku wschodniego skąd przyszliście.
Ostatnio zmieniony 08 listopada 2015, 01:40 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 08 listopada 2015, 11:30

Ahmed był totalnie zdziwiony. Już zupełnie zatracił poczucie rzeczywistości i miał wrażenie, że to jakiś dziki, chory sen. A wszystko zaczęło się sypać od momentu wejścia do tego ukrytego pomieszczenia... I jeszcze ten wiecznie wszczynający awantury meks. No nie, po prostu, kurwa, nie!

Ahmed Assad Omar skupił wszystkie swoje myśli i uwagę na Ervinie. Wpatrywał się w niego jak dzik w apetyczne szyszki. Wyciągnął w jego kierunku rękę i...
Spoiler!
Rzucam zaklęcie Entropic Guard. Chce osłabić ataki Ervina i gdy już będzie osłabiony, spierdalam z tego szpitala na zewnątrz.
Spoiler!
Entropic Guard jest ochronnym zaklęciem na jedną osobę. Ale Mag to system gdzie tak naprawdę wiąże nas tylko wyobraźnia i nasz kreatywność. Nie widzę przeszkód obrócić zasady czaru i zamiast jednej osobie dać ochronę przed uderzeniami, zabrać komuś moc do czynienia krzywd. Tak polecą z fabularką. Sorry że tak ciągle nie wychodzi z tymi duchami, mam wrażenie że cię mocno ograniczam ale specyfika przygody jest nieco osobliwa. Gdyby nie boja ściągająca duchy pewnie już być rządził okolicą.
W sumie to jedynym duchem który się nie przemieści będzie duch tego budynku, co przy pewnym wysiłku daje pewne możliwości np. zamykania otwierania drzwi, okien...
Ostatnio zmieniony 08 listopada 2015, 19:52 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 listopada 2015, 15:00

De Jong zupełnie ziignorował walkę. Historia dwóch portfeli, szczególnie tego drugiego uderzyła go w łeb niczym obuch cięzkiego młota...

Po co zostawił swój portfel w depozycie i skąd te wszystkie pieprzone karty rezusa? Concierge rzucił się do szafki do jakiej sekretarka wkładała formularz jaki widział w wizji i zaczął go gorączkowo szukać. Nie wiedział, ale czy to możliwe, że oni tu byli pensjonariuszami? Czy mozliwe, że nie znał samego siebie? Że może wszyscy oni mieli rozszczepione osobowości? Concierge i morderca... Może księgowy i notoryczny zabójca? Reżyser i psychopata? Meks i... Nie Meks chyba był popaprany bez podwójnej osobowości...

Papiery wyfruwały z szuflady:

- Gdzie kurwa jesteś?!

Czemu zabił poprzedniego kierownika? Czemu nie znał samego siebie? Czy naprawde nazywał się Baart Dejong? Tak chyba tak... Przecież dane na kartach się zgadzały... Ale czy zdjęcia w dokumentach też będą się zgadzały? A jeśli nie, to kim kurwa był?
To jest jakiś Fight Club!!!:o DeJong przekopuje szufladę żeby znaleźć formularz. Porównuje też dane z dokumnetów, żeby upewnić się że to naprawdę on sam.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 08 listopada 2015, 17:16

Miał ochotę przeorać tym gajerkiem biurko i podłogę, by następnie otworzyć sobie drzwi ku wolności traktując jego głowę jak zaimprowizowany taran. Miał ochotę na rozpierduchę. Liczył na jakiś mizerny opór. Po pierwszej rozpoznawczej lokomotywie, jaka wyhamowała na twarzy domokrążcy, czy czym tam się ten burak zajmował po prostu liczył na więcej. Chciał złapać go za koszulę i zaparkować kilka kolejnych prostych, ale.. żaden opór nie nastąpił. Myśl, na której się skupił wydając mu mentalne polecenie pochwycenia przedmiotu była tak łatwa, a gość na podłodze po prostu za nią podążył. Ervin pomyślał o tym instynktownie. Zwyczajnie chciał tak to rozegrać, ale to wszystko wydarzyło się w zbyt oczywisty sposób. Przez chwilę zarejestrował skupienie swej ofiary na komendzie. Tak, to nie było nic innego jak rozkaz, który tamten po prostu wypełnił. Ervin wisiał nad swą ofiarą niczym tygrys szykujący się do skoku. To było jednak zbyt proste. Mimo całej wściekłości coś tu nie grało. Cofnął się jakby przegrywał to starcie. Potknął o coś pod nogami, co przed chwilą wyrzucił z szuflady i łapiąc równowagę opadł na przewrócony fotel. Postawił go pośród bałaganu, który narobił, dosunął się do biurka i splótł obie ręce, jak gdyby znalazł się na swoim miejscu. Rozejrzał się po pozostałych. Czuł, że jest czymś naćpany, czymś sobie nie znanym. Nie myślał trzeźwo, choć miał takie wrażenie. Tak samo jak lata, temu, gdy kumpel podrzucił mu do browara pierwszego kwasa. Wtedy też nie wiedział co się z nim dzieje. Jeden browar nie robi takich rzeczy. To coś w piwnicy to był jakiś narkotyk, którego działania nie znał. A może nie w piwnicy, bo jazda zaczęła się wcześniej. frajer na podłodze też to dostał, wszyscy łyknęli, ale na każdego działa inaczej. Karty na stół.

- Dobra. -oznajmił spokojnym, jakby zmęczonym tonem. Agresja zeszła całkowicie. - Chcę tylko moją spluwę. Jeśli znajdzie ją jakiś popapraniec i kogoś zastrzeli, to pójdę do pierdla, bo jestem imigrantem i do tego naćpanym, jak wszyscy tutaj. Dostanę rewolwer to już mnie więcej nie zobaczycie. Każdy wypierdoli w swoją stronę. Wy też chcecie stąd wyjść, prawda?

Nie zareagowali. Byli nieobecni. Z wyjatkiem Pascala, który zaczął wiać.

Za nim! - wrzasnął Ervin.- Zna drogę!
Spoiler!
Za nim! - Używam mentalnej komendy na Ahmedzie, żeby wszyscy pobiegli za Pascalem. Jak pierwsza owca się ruszy to reszta pobiegnie. Każdy, kto chce się wydostać pewnie na to pójdzie.
Ostatnio zmieniony 08 listopada 2015, 20:20 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 listopada 2015, 19:56

No Ahmed, teraz twoja kolej na solówe z Erwinem. Jak wszyscy to wszyscy;)

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 08 listopada 2015, 20:06

- Ty tu zostajesz, popaprańcu - Ahmed powoli zwrócił się do meksykanina. - A o rewolwerze to sobie możesz pomarzyć w mokrym śnie. De Jong, spadamy stąd. Korpo samochód czeka na parkingu - powiedział dobitnym tonem i podchodząc jeszcze do Ervina spojrzał mu w oczy.

I przywalił z całej siły z otwartej ręki prosto w meksykańską mordę, która przypominała Ahmedowi stary placek burrito.
Spoiler!
Ahmed ma nadzieje, że rzucone osłabienie zadziała i meks nie przeora jego egipskiej mordy....
8art ale kusisz...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 listopada 2015, 20:34

Wszystko wydawało się dziać błyskawicznie, niemal w tym samym momencie.

- Za nim! - wrzasnął Ervin.- Zna drogę! - powiedział i wyrzucił palec w kierunku Lavasceca. W tej samej chwili poczuł jak coś mu strzyknęło w kręgosłupie jak u starego dziadka. Głos stracił moc, zabolały stawy z powodu pogody, no i te stare rany... W jednej chwili Ervin poczuł jakby mu ktoś dorzucił ze dwadzieścia lat życia.*

Pascal tym czasem obrócił się na pięcie i wystrzelił w kierunku drzwi prowadzących na zewnątrz Sanite skąd słychać było rozmowy i odgłosy nadchodzących kroków.

Ahmed gdzieś głęboko w sobie poczuł, że kierownik ma absolutną rację. Jak oni tu wejdą i zobaczą cały ten burdel to w najlepszym razie skończy się na gęstym tłumaczeniu a w najgorszym, na pozwie za niszczenie dokumentów oraz mienia a może i nawet kradzież tajemnicy lekarskiej. Jako biegły rewident musiał być krystalicznie czysty, ludzie z wyrokami wypadali z jego zawodu za margines i już nigdy nie wracali na szczyt na który się wspiął z takim wysiłkiem. Nie zwlekając zadziałał.**

Tym czasem Baart rzucił się do ciężkiej metalowej szafy zawierającej kartoteki pacjentów, która "zupełnym przypadkiem"*** była otwarta. Takim samym przypadkiem porwał w ręce pierwszą lepszą tekę. Po otwarciu okazało się, że spisem kart pacjentów a jego palec niechcący zatrzymał się nad wpisanym "Assan Ahmed Omar, pacjent specjalnego traktowania (S)" dalej byłą data przyjęcia i dopisek ołówkiem "karta wypożyczona przez dyrektora Gayeta"...
Przerzucił stronę dalej trafiając na Beltford David... Potem drżaącymi dłońmi losowo otworzył teczkę w pierwszym lepszym miejscu, jak się okazało nader trafnie ponieważ na stronie z literą "D". Palec szybko przeleciał po liście zatrzymując się na nazwisku... deJong. Z rosnącym niepokojem przeczytał ten sam zapis jak w przypadku dwóch poprzednich. Data przyjęcia widniała wszędzie ta sama. Równo trzy dni temu. Stahlera nawet nie szukał był więcej niż pewien, że było w tej teczce.


* Mówię serio, to jest coś więcej niż uczucie, to faktyczny stan. Proszę uwzględnić w następnym poście.

** Coś nakazuje Ahmedowi wykonać polecenie Ervina. Proszę uwzględnić w następnym poście i zinterpretować sposób wykonania nakazu.

*** Podświadome użycie Losu 4 sukcesy. Po co szukać czegoś jak wpływają na prawdopodobieństwo można od razu znaleźć.
Teraz powoli Panowie. Zgodnie z umową zwalniamy tempo bo macie tylko chwilkę zanim wejdą mundurowi i reszta. Proszę o krótkie deklaracje i nie wybieganie za nadto w przyszłość, ponieważ może jej dla was nie być... /EVILS/
Nie śpieszyć się z wpisami, będziecie musieli wspiąć się na wyżyny kreatywnosci by z tego jakoś wybrnąć.
David ma zaległy wpis i chwilkę więcej.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 listopada 2015, 20:39

[offtopic]A więc jednak. Moje przypuszczenia okazały się prawdziwe. Albo tu jesreśmy jak Di Caprio na Wyspie Tajemnic w połączeniu z Fajtklabem:o

Edit Suriel: Dla takich dziadków jak wy przygotowałem jeszcze parę jak myślę mocnych kart w rękawie. /EVILS/ Miłej gry...[/offtopic]
Ostatnio zmieniony 08 listopada 2015, 21:13 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Yarin
Reactions:
Posty: 61
Rejestracja: 18 czerwca 2015, 14:08

Post autor: Yarin » 09 listopada 2015, 14:40

David przez chwilę nic nie czuł. W sumie, znał to uczucie, kiedy to jeden z jego współpracowników na prywatnej imprezie w ogromnej siedzibie wiceprezesa jednego z klientów podał mu jakieś gówno. Potem się przyznał, że coś tam dosypał do ginu, jednak Beltfort nigdy nie dowiedział się, co to mogło być.

Gówniarskie zabawy - wrzucanie dragów do drinków...

Mężczyźnie nie leciała krew, o dziwo, gdyż otrzymał na prawdę potężny cios od meksykanina. Widział kątem oka, że ten zbliża się do niego. Instynktownie zasłonił twarz rękoma, jednak kierownik budowy odpuścił, a Belfort wypuścił nieco powietrza.

Pozbierał się i wstał w momencie, gdy Pascal wybiegał z pomieszczenia. Po chwili przypomniał sobie zdjęcia, które dostawał i spróbował połączyć się z Mary. W międzyczasie ochłonął i miał nawet przeprosić Ervina za ten niekontrolowany wybuch agresji, jednak tego nie zrobił.
Spoiler!
Jak się połączę, to poprzez PW chciałbym porozmawiać z Mary (ha ha - na pewno mi się uda z nią połączyć :>)
Po chwili zobaczył, jak Ahmed uderza meksykanina. David pokręcił głową z niedowierzaniem - na pewno są naćpani, a jak stąd wyjdą, to zrobi sobie toksykologię. Beltofrota jednak przyciągnął wyraz twarzy DeJonga, który przeglądał teczki.
- Co się stało - zapytał go - i gdzie ten idiota, Pascal, wybiegł?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 09 listopada 2015, 15:45

To działało coraz sprawniej, dostrajało się samodzielnie. Stahler z rosnącym entuzjazmem eksperymentował z nowymi możliwościami. Jebać skąd to się wzięło, prochy czy nie po prostu coś zagrało, a te tępe gamonie prędzej powołają specjalną komisję, niż zaczną używać tego, co im fabryka dała. Ervin uśmiechnął się do swojej myśli, czuł wzbierającą potęgę, wiedział że egipski chłopek roztropek ulegnie jego sugestii. Użył impulsu, wydał rozkaz .. i nagle..
..coś w głębi ... ukłucie w żołądku, po którym miał ochotę puścić pawia, suchość w gardle jak gdyby ktoś wrzucił tam tonę piachu. Chciał upewnić się, że Ahmed wykona polecenie, lecz coś w środku się przepaliło.

Jest zatem cena. Wciąż nie wiedział skąd TO się wzięło, lecz prawa natury domagały się równowagi. Czy taka była cena? Czy płacił za nowe możliwości krwią? Pewnie to jakieś wojskowe prochy, eksperymenty jak na amerykańskich filmach akcji. Skupiasz się i możesz więcej, ale pożyjesz krócej. Trzeba w tym rozwagi..

Zawiesił się. Ahmed coś mówił, ale Stahler był zbyt słaby, jak gdyby jego mięśnie i kości wypłowiały na słońcu. Czuł się jak kartka papieru.

-...wolwerze to sobie możesz pomarzyć w mokrym śnie....

Faktycznie odpływał.

-... samochód czeka na parkingu - skończył dobitnym tonem Ahmed i spojrzał Ervinowi w oczy.

Grzecznie niczym dzieciak przyjął liścia od egipcjanina. Czuł, że może się wywrócić, więc podparł się ręką o biurko. Zerknął na zbierającego się Davida, lecz ten stał już równo na nogach. Stahlerowi najwyraźniej umknęło gdzieś kilka ostatnich sekund.
Ostatnio zmieniony 10 listopada 2015, 14:52 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ