PBF - Czarny Świt

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 01 lipca 2016, 20:29

Szanowni, w niedzielę wyjeżdżam służbowo, wrócę dopiero koło piątku.

Nie wiem ilu obcych uda Wam się zarżnąć w tym czasie, ale Nikodemus, jako sędzia, zdaje sobie sprawę, że konieczność musi stać ponad uczuciami. Taką wykonuje pracę, i nie może zadrżeć mu ręka przy wykonywaniu wyroku. A cel naszej misji, to właśnie wykonanie wyroku na ludziach, którzy dopuścili się poważnego występku i stanowią zagrożenie dla społeczności Koronapanu.

Przepraszam za utrudnienia.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 01 lipca 2016, 22:17

Yuran zaciskał dłoń na rękojeści buzdyganu, a drugą trzymał schowaną pod połą płaszcza. Wszystko po to aby ukryć jak nerwowo dygotały. Strach i podniecenie mieszały się wywołując niechacianą fizyczną reakcję, której się wstydził. Tak naprawdę to wyczekiwał nie tyle walki co jej zakończenia, gdy już uspokojny będzie siedział i kontemplował ból.

Czy interesował go los jeńców? Wcale. Jeśli Marcus chciał ich bezwarunkowej śmierci, to musiał mieć ku temu ważne powody. A fakt, że nakazał nie dotykać ich dobytku, jedynie wojownika w utwierdzał wojownika w przekonaniu, żeby dokonać egzekucji bez względu na wszystko.

Powoli odliczał upływające sekundy wyczekując powrotu brata. Obserwował obozowisko bandytów kalkulując różne warianty. W wiekszości z nich widział oczyma wyobraźni rozłupane czerepy wrogów i Koronapańczyków stojących pośród kałuż krwi. To nie mogło się innaczej skończyć. Wierzył w to, jak przynoszące zwycięstwo złocistoczerowne barwy Koronapanu.

- Gdzież on jest? - syknął tylko cicho.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 lipca 2016, 16:30

[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Ukryty wśród wysokiej trawy Dragan obserwował zmrużonymi oczami obozowisko zbiegów, usytuowane po przeciwnej stronie lesistego wzniesienia. Targany ponawiającymi się dreszczami podniecenia, młody myśliwy wodził spojrzeniem po gromadce noszących podróżne stroje ludzi. Naliczył w sumie osiem osób, ku skrywanej uldze odnotowując w pamięci, że wśród obcych nie było żadnych dzieci. Polanin zdecydowany był uczynić wszystko dla bezpieczeństwa swej osady, ale nie potrafił przekonać samego sobie, że w razie konieczności zabicia dziecka nie zadrżałaby mu ręka.

Co wcale nie oznaczało, że likwidacja wszystkich obcych miała być przyjemnym zajęciem. W poczet tajemniczej grupy wchodziły dwie młode dziewczyny mogące śmiało stawać w szranki z urodziwą Eleni. Jedna z nich miała zaplecione w warkoczyki płowe włosy, druga rozpuszczoną na opalone na brąz plecy kruczą grzywę. Śmiejąc się perliście podążyły w stronę pobliskiego leśnego strumienia, niosąc w rękach jakieś tobołki i poszturchując się zaczepnie łokciami. Dragan odprowadził je wzrokiem, po czym przeniósł spojrzenie na pozostałych obcych.

Z wysokości swej kryjówki myśliwy słyszał wyraźnie dźwięki prowadzonej w obozowisku konwersacji. Nieznajomi rozmawiali po borkańsku, z silnym obcym akcentem, który przydawał im dodatkowej aury tajemniczości. Polanin poznał tę mowę na tyle dobrze, by pojąć, że rozmowy tyczyły się przede wszystkim noclegu, podziału wart oraz posiłku. Czy raczej sprzeczki o to, kto miał ten posiłek przyrządzić. Czterej mężczyźni w sile wieku wyraźnie nie mieli na to ochoty, wymawiając się koniecznością zebrania opału i przygotowania posłań. Wszyscy nosili wzmocnione metalowymi płytkami skórzane kurtki i skórzane ochraniacze na wypłowiałych dżinsowych spodniach, wszyscy mieli też białą broń i sprawiali wrażenie ludzi potrafiących się z nią obchodzić. Metalowe włócznie, nabijane gwoździami pałki, stalowe tasaki - nic, co mogłoby Dragana poważnie przestraszyć.

Dwie pozostałe osoby nie wyglądały na specjalnie groźne: jedną był utykający starzec o dziko skłębionej brodzie spluwający pod nogi na dźwięk każdego polecenia młodych zbrojnych, drugą niemłoda milcząca kobieta spełniająca bez słowa sprzeciwu ich rozkazy. Starzec siedział przy rozpalonym ognisku dorzucając do niego kolejne szczapy drewna i grzebiąc w położonym na kolanach podróżnym worku. Ciśnięte na jedną kupę toboły i sakwy tworzyły malowniczą pryzmę pod pobliskim drzewem, budząc do życia wyobraźnię żądnego łupów Dragana. Markus kategorycznie zakazał zabierania dobytku obcych, ale młody Polanin z trudem przyjmował ten zakaz do wiadomości.

Głośny wybuch śmiechu ponownie zwrócił jego uwagę na parę dziewcząt. Odwróciwszy głowę myśliwy zerknął w dół zbocza ku strumieniowi i oblizał bezwiednie spierzchnięte usta dostrzegając dwie kąpiące się w czystej wodzie nagie sylwetki. Miał doskonały wzrok, dzięki czemu zrobiło mu się natychmiast gorąco, nie tylko w skroniach, ale w lędzwiach. Ochlapując się nawzajem, młode kobiety nie zwróciły najmniejszej uwagi na próbującego je uciszyć starca, bez śladu żenady odsłaniając przed wzrokiem ponurego starszego mężczyzny swe piersi i pośladki.

- Sawio, Bogini Płodności, nie wódź mnie na pokuszenie - wyszeptał po części oniemiały, po części oczarowany Dragan, w jednej chwili zapominając o reszcie nieznajomych.
Jarlaxle, daj znać jak już się napatrzysz, to przeskoczymy z akcją do następnej narady taktycznej. Ewentualnie napisz jak wracasz do drużyny i referujesz im efekt zwiadu!

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 02 lipca 2016, 22:53

[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]

Oczekując relacji z zwiadu Dragana, młody anabaptysta nadstawiał uszu i bacznie obserwował pobliską knieje, którą z każdą sekunda ogarniał mrok. Stawała się bardziej ponura i bardziej mroczna. Cienie rzucane przez listowie powoli pochłaniały w swe macki coraz to większą przestrzeń. Wiatr targając gałęziami i liśćmi niósł przeróżne odgłosy, niektóre żwawsze, niektóre bardzo ciche - rudzielec doszukiwał się tam płaczu dzieci, ale nie mógł jednoznacznie stwierdzić.

Odczuł, że jest zdenerwowany, kręciło mu się w brzuchu, na twarzy z każda sekundą grymas złości przybierał na wodzy. Rudzielec, chciał to pohamować ale było to silniejsze od niego. Złość kierował na lechpsów , którzy okradli jego Koronapan, jego dom, jego azyl.

Gdy myślał o potyczce z rosłymi osiłkami wyobrażał sobie jak ich twarze krzyczą niemym głosem i wykrzywiają się w morderczym szale. Wyobrażał sobie jak jego klinka śwista w powietrzy, a tuż za nią podąża struga gorącej czerwieni zabitych bandziorów. Krew w jego myślach chlustała na liście krzaków, ubrania towarzyszy. Wyobraził sobie jak po zabiciu złodzieje na przeciw jego zakrwawionego ostrza staje mały chłopiec - poczuł jak ogarnia go niesamowity paraliż - nie mógł w myślach wyobrazić sobie jak jego klinga rani kilku letnie dziecko. Nie mógł tego pojąć ale ten chłopiec miał twarz jego najmłodszego brata. W momencie kiedy mu się przyglądał z niedowierzaniem mały chłopiec trafiony został w pierś strzałą - oczy stały się szerokie i rudzielec dostrzegł tam pustkę, truchło siła strzału opadło w wysokiej trawie, a Gerard otworzył oczy.

Ocknąwszy się i nie zauważył jak myśl o zabiciu dziecka stargała mu umysł, jak obraz zamordowanego bezbronnego dziecka wywróciły mu kiszki w brzuchu. Złapał się ręką pod piersią, druga oparł na ziemi i zaczął wdychać powietrze, powoli i spokojnie. Oczy zeszkliły się, a po policzku pomknęła łza opadając na wgniecioną kolanem trawę.

Szubko rzucił okiem, po swoich towarzyszach próbował odczytać co czują. Szukał otuchy, motywacji - zawiesił wzrok na ojcu i to go uspokoiło. Postawa Antona najbardziej zdawała się być spokojna.

Będę dzielny i nie pozwolę, aby umysł mnie sparaliżował, zamknę oczy kiedy będę zmuszony zabić dziecko - zrobię to. Jeżeli tak rzecze Markus i tak zrobi Anton. Myśli być na to wytłumaczenie - Mówił do siebie w myślach.

Szargany myślami rzucał oczami na prawo i lewo. Mając nadzieje, że ujrzy Dragana i jego raport rozwieje mroczne myśli mordu kilkuletnich ludzi.
dałem się ponieść, rudzielec jest młodym człowiekiem, nigdy nie myślał o zabijaniu dzieci - czy będzie na to gotowy? Zobaczymy. Oczekuje Dragana i mam nadzieje, że jego wiadomości rozwieją wątpliwości z kim mamy do czynienia.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 lipca 2016, 12:57

[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Dragan ześlizgnął się z grzbietu wzniesienia po chwili jawiącej się pozostałym osadnikom całą wiecznością. Ujrzawszy wyraz jego twarzy wszyscy pojęli, że przynosi ważne wieści, toteż podpełznęli czym prędzej do zwiadowcy nadstawiając bacznie uszu.

- Naliczyłem ośmioro - wyszeptał Dragan - Pięciu facetów, jeden stary i czterech takich, co mogą narobić kłopotów. Trzy kobiety, jedna starsza, dwie... dwie są bardzo młode... Nikogo więcej nie widziałem. Co robimy?

- To, czego oczekiwał od nas Markus - odparł szeptem Anton - Część z nas wejdzie na górę i ostrzela ich z łuków. Jak się zorientują, co jest grane, pozostali uderzą z obu stron wzniesienia i wezmą ich w kleszcze. Inny pomysł?
Dla przyśpieszenia biegu gry przyjmijmy, że Dragan już do Was wrócił i złożył raport. Co teraz?

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 03 lipca 2016, 15:12

Ich gehe od strony strumienia kto geht ze mną? rzucił szybko Gerard.
Gehen - iść
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 lipca 2016, 15:48

- Nie bądź w taki gorący wasser kapany - syknął cicho Yuran: - Niechaj posną wpierw. Trzeba będzie najpierw zdjąć ewentualne straże i w pierwszej kolejności ubić tych, co na wojenny lud wyglądają. Mają przewagę liczebną, prawie zwei do eine. Pięciu chłopa i drei baby. Lepiej założyć i kobiety tam potrafią tam nóż w miękkie wepchnąć, niż się potem zdziwić jak która kosę ożeni. Przed świtaniem samym zakradniemy się i we śnie ich wydusić spróbujemy.

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 03 lipca 2016, 19:40

- Ja, sztymuje z Yuranem. - mruknął Werk - Jak nam się poszczęści to oni będą teraz trinken, tanzen und ficken. Niech się zmęczą i pośpią, wtedy uderzymy.

Swoją przemową Bayer zobrazował kilkoma wymownymi gestami.

- Ja pójdę za siepaczami, nie chcę strzelać za wcześnie żeby larmo nie robić. - potrząsnął bojowo karabinem - Gewer jest rychtyk, każdy kto dostanie zaraz jest ganz kaput ale nie chcę siurpryzy psuć.
Wielki taktyk Bayer Werk raczej będzie się trzymał drugiej linii. I oszczędzał naboje.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 03 lipca 2016, 20:50

Chuć Dragana ostudziło wspomnienie wypluwającej płuca staruchy i ostrzeżeń Markusa. Gdy pomyślał, że taka była by cena za chwilę rozkoszy z tymi młódkami, jego zapał ostatecznie... opadł.

- Mówili coś o zbieraniu opału i wartowaniu, więc powinniśmy być ostrożni, by przedwcześnie się nie zdradzić.

- Wszystko mi jedno czy uderzymy teraz czy o świcie. Tylko czterech wojów, więc wielkiej chwały z tej walki nie będzie... - zmarszczył brwi ze złości na myśl o tym, że prócz łupów, także trofeów z zabitych wrogów nie będzie można zabrać.
- Mają tam niezłe tasze! - powiedział i oczy mu się zaświeciły - chyba nie wszystko od nas... ale...widzieliście tę staruchę... - zamilkł zmieszany. Nie chciał okazać nawet cienia strachu, ale wizja zarazy, niematerialnego wroga, z którym nie można walczyć, którego broń nie ima się niczym demonów, prawdziwie go przerażała.
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 lipca 2016, 17:33

[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Jak się szybko okazało, Werk miał w swych przypuszczeniach całkowitą rację. Czterej leżący w trawie na grzbiecie wzniesienia osadnicy przyglądali się skrycie poczynaniom nieznajomych, pokrzykujących na siebie przez jakiś czas w ramach podziału nielubianych obowiązków. Obaj polańscy myśliwi, Gerard i Bayer bardzo wnikliwie oszacowali bitewny potencjał przeciwników, jednomyślnie dochodząc do wniosku, że realne zagrożenie wydawali się sprawiać czterej uzbrojeni mężczyźni. Para starszych ludzi oraz dwie kipiące energią dziewczyny nie mieli broni, przynajmniej żadnej widocznej.

- Trzeba będzie uważać na tego z łukiem - syknął przez zęby Dragan, który nie odrywał wzroku od jednego z czterech mężczyzn - Albo przeczekać jego wartę, niech się przed atakiem położy spać.

Nieświadomi śledzących ich spojrzeń obcy zachowywali się w dalece niefrasobliwy sposób, przynajmniej z punktu widzenia Dragana. Zamiast przyczaić się w coraz ciemniejszym lesie przy niewielkim ognisku i przeczekać do brzasku, tamci rozmawiali nie troszcząc się o ton swoich głosów, głównie żartując z siebie nawzajem w grubiański sposób. Przysłuchujący się ich słowom Gerard nie rozumiał wszystkich borkańskich wyzwisk, ale domyślał się, że były wyjątkowo wulgarne.

Łuk łukiem, ale spojrzenia wszystkich czterech młodych mężczyzn przyciągały ustawicznie dwie dziewczyny podpatrzone wcześniej przez Dragana w strumieniu. Obie zdążyły się ubrać po kąpieli, a potem przygotować wspólny posiłek dla całej grupy. Dźwięczny odgłos ich śmiechów niósł się pośród czarnych drzew, przenikał gęstniejącą ciemność nocy. Widać było, że młodszą część grupy łączyła wielka zażyłość, ale dopiero po wieczerzy stało się jasne, jak wielka była ona w rzeczywistości.

Bayer Werk lubił w młodzieńczym zadufaniu postrzegać się za wytrawnego amanta i znawcę sztuki kochania. Fakt faktem, że Eleni mocno podszkoliła go w łóżkowym kunszcie i kilka razy wręcz zawstydziła swą własną pomysłowością, ale tej nocy na szczycie leśnego wzgórza mechanik otworzył oczy na zupełnie nową jakość w dziedzinie życia seksualnego.

Żaden z towarzyszących mechanikowi mężczyzn nie wpadł nigdy wcześniej na pomysłu uprawiania miłości w tak licznej grupie. Mieszkańcy Koronapanu nie byli zasadniczo pruderyjni i większość z nich z pobłażliwością traktowała nakazy powściągliwości głoszone przez anabaptystycznych ascetów. Ludzie sypiali ze sobą we względnie dyskretny sposób, nie przykładając większej wagi do związków formalnych - ale jak daleko Werk sięgał wstecz pamięcią, nie potrafił sobie przypomnieć doświadczenia podobnej orgii, której właśnie stał się świadkiem.

Ekstatyczne okrzyki dziewcząt, głuche stęknięcia mężczyzn i dodające wigoru okrzyki zachęty niosły się bez trudu do uszu nie tylko zwiadowców na wzgórzu, ale i reszty osadników ukrytych po przeciwnej stronie wzniesienia. Kompletnie oszołomiony, a zarazem bezgranicznie zafascynowany Werk czuł nieznośną suchość w gardle i żar rozlewający się po podbrzuszu, a tymczasem orgia nabierała rozpędu prezentując oczom skamieniałego młodzieńca zupełnie nowe erotyczne techniki, zdumiejące kombinacje partnerów oraz sposoby zaspokajania chuci, o których mechanik nie śnił w swych najbardziej wyuzdanych snach.

- To... tak... też można? - wymamrotał skonfundowany Yuran, ale nikt nie wysilił się na odpowiedź.
Inni za takie widowisko muszą płacić, a Wy macie za darmo! (ewentualnie potrącę Wam koszt z pedeków). Przyjmijcie, że kiedy grupowy seks dobiegnie końca, wszyscy oprócz dwóch mężczyzn położą się spać. Dwaj wartownicy usiądą przy ognisku wpatrzeni w płomienie i rozmawiający ze sobą półgłosami. Pora rozpocząć akcję (o ile nie macie innych planów).

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 07 lipca 2016, 08:30

[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]

- Ja, widać można. - odparł zmieszany Werk czujący silny uciska w spodniach - Das war... Oburzające.

Bayern długo szukał odpowiedniego słowa w języku Pollan. Zupełnie nie czuł się oburzony, umiejętności obcych mu zaimponowały i nie mógł doczekać się chwili, kiedy będzie mógł pokazać Eleni kilka sztuczek z ich repertuaru. Nie dawał jednak nic po sobie poznać - konserwatywna społeczność Koronapanu mogłaby uznać go za dewianta i wypędzić z wioski a była to ostatnia rzecz jakiej chciał.

- Noch halb uhr. - szepnął do towarzyszy - Będą szlafen jak kamienie. Tylko niech się żadnemu fiki-fiki nie marzy. Nie chcecie chyba złapać jakiegoś paskudztwa. Wyrzynamy tych rabusiów i w nogi.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 lipca 2016, 14:35

Yuran w stu procentach zgadzał się z Borkaninem. Po takiej orgii spałby jak suseł, jeśli w ogóle byłby w stanie dotrwać do jej końca. Szczerze powątpiewał aby libido czterech mężczyzn było naturalne, pewno zażywali jakiś driakwi, lub legendarnych niebieskich pigułek, o jakich wspominał kiedyś przejeżdżający przez Koronapan kupiec.

Dwie młódki były nieczego sobie: szczupłe, gibkie i wiadać, że obeznane w miłosnym rzemiośle bardziej niźli cała wioska do kupy zebrana. I jakiś impuls z tyłu głowy Yurana odpowiadał aby sobie na nich ulżyć nim je zabiją, tym bardziej, że olbrzym ostatni raz miał kobietę wieki temu, gdy poszedł pocieszać wdowę po Mierku...

Swawoliłby z takimi jak dzik w żołędziach... Może tak ubić chłopów wpierw i starą? A te młode skrępować, lędźwiom szybko ulżyć, a potem zadusić ot co! Ino uważać, bo na chytre wyglądają...

Z drugiej strony w głowie brzękotały mu słowa Werka, że od takich panien jakieś choróbsko złapać można, ale przecie skoro czterech chłopa je miało, to pewno pierwej by się pomiarkowali, że dziewki słabują na coś.

- Poczekajmy aż posną. Jak będzie moment dogodny tedy uderzym. Pierwej tych chłopa utłuc, potem starą, a młode w pęta. Już ja se z nimi innaczej pogadam - uśmiechnął się i był to bardzo brzydki uśmiech.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 09 lipca 2016, 14:45

Nikodemus oglądał figle z mieszaniną smutku i fascynacji. Smutku, gdyż zdawał sobie sprawę, że niebawem stanie się uczestnikiem rzezi... nie, egzekucji - poprawił się w myślach - tych, którzy swą wyuzdaną zabawą obudzili w nim trudno skrywaną fascynację. Krew szybciej krążyła w żyłach sędziego, gdy oglądał owo zaskakujące widowisko. Przez zakamarki skołowanego umysłu przemknęła kolejna niechciana myśl: jaka kara zostałaby nałożona na mieszkańców Koronapanu, którzy byliby przyłapani na podobnych figlach? Karą byłoby ubarwienie czy obcięcie? Nikodemus pomyślał, że z żalem przyjąłby obowiązek wykonania wyroku na przykład na Eleni, ale nie bez przyjemności pomalowałby własnymi rękami przeznaczone do ukarania, krągłe części ciała. Wykonanie kary na mężczyznach chętnie odstąpiłby uczniowi, gdyby tylko takiego miał.

Z zamyślenia wyrwały go słowa Yurana:
- Poczekajmy aż posną. Jak będzie moment dogodny tedy uderzym. Pierwej tych chłopa utłuc, potem starą, a młode w pęta. Już ja se z nimi innaczej pogadam.

Nikodemus dostrzegł figlarny uśmiech myśliwego i zastanawiał się, czy aby na jego twarzy nie gości lustrzany grymas.
- Tak, najpierw tych chłopa utłuc. Z resztą jakoś już pójdzie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 lipca 2016, 15:15

[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Kiedy ekscytująca dla ukrytych gapiów orgia dobiegła wreszcie końca, zmęczeni i zlani potem kochankowie wślizgnęli się do śpiworów zapadając w głęboki sen. Dwaj trzymający na kolanach włócznie wartownicy usiedli blisko migoczącego płomieniami ogniska, rozmawiając ze sobą ściszonymi głosami i dorzucając co jakiś czas szczap drewna do ognia. Co jakiś czas rozglądali się również wokół siebie, zwłaszcza w chwilach, gdy silniejsze porywy wiatry poruszały gałęziami wielkich starych drzew, lecz w opinii obserwującego ich bacznie Yurana nie grzeszyli nadmierną ostrożnością. Zbyt często gapili się w płomienie, by móc na czas odzyskać zdolność widzenia w mroku, zbyt długo gawędzili miast nadstawiać baczniej uszu. Obaj byli młodymi mężczyznami w sile wieku, być może nadmiernie przeświadczonymi o własnej nietykalności, zbyt pewnymi i zadufanymi w sobie, a nadto być może nie posiadającymi dość dużo doświadczenia w obcowaniu z puszczą.

Yuran i Dragan wychowali się wśród gęstych lasów na pograniczu Borki i Pollenu, toteż z trudem przyjmowali do wiadomości fakt, że istniały takie miejsca na świecie, gdzie nie rosła pozornie nieskończona puszcza. Uciekający poprzez Koronapan rabusie i psuje musieli pochodzić z takich właśnie okolic, co w zupełności by tłumaczyło ich brak umiejętności typowych dla leśnych ludzi.

- Nawet nie myślcie o gwałtach - wyszeptał Anton, który w międzyczasie podkradł się do Gerarda i zyskał tym samym sposobność do podsłuchania konwersacji zwiadowców - Prawo dopuszcza zniewolenie wrogiej kobiety, ale w strefie wojennej. W Adrii dla przykładu, gdzie taki gwałt to prawdziwa łaska dla jehammedanek skazanych na obcowanie z kozojebcami. To akt pognębienia nieprzyjaciela, ale tutaj to zupełnie inna sprawa. Apokaliptycy roznoszą choroby, o których nikomu z was się nie śniło. Obcując z tymi kobietami skazalibyście się na wygnanie z Koronapanu.

- To apokaliptycy? - w oczach Gerarda zapaliły się iskierki żywej ciekawości pomieszanej ze zgrozą, a i pozostali zwiadowcy przysunęli się czym prędzej do starego anabaptysty - Słudzy Demiurga w ludzkiej postaci? Ci tam na dole? Wyglądają... tak jakoś normalnie...

- Moralne zepsucie rzadko objawia się na zewnątrz - pouczył syna Anton - Ale dzisiaj Pan dał nam okazję, by zasmakować ich zdeprawowania. Dość sam widziałem z tej orgii, by pojąć, co to za jedni. Który normalny i pobożny człowiek, zwłaszcza anabaptysta, pcha członka w czyjeś usta? Albo w tyłek? We dwóch na jedną? Skrajne zepsucie, bez dwóch zdań. To słudzy Demiurga, prawdziwe diabły, a nawet diablice. Nie dajcie się zwieść pozorom niewinności i młodzieńczego uroku. Jeśli z nimi będziecie spółkować, skazicie swą nieśmiertelną Pneumę, a wówczas na pewno nie osiągniecie w tym wcieleniu nirwany. I kto wie, w jakiej postaci się odrodzicie? Może jako apokaliptycy? Brrr, jak już z nimi skończymy, będziemy się modlili aż do świtu, by Pan zesłał nam łaskę wieczystego oświecenia jeszcze w tym wcieleniu.

Młodzi mężczyźni słuchali zafascynowani snutej szeptem opowieści Antona. Ojciec Gerarda bardzo rzadko cokolwiek opowiadał, uchodził za człowieka oszczędnego w słowach i powściągliwego, ale widać nadmiar wrażeń rozwiązał mu nagle język. Czar szybko zresztą prysnął.

- Dość tego mielenia ozorami - oznajmił Anton - Tamci mocno posnęli, a strażnicy nie wyglądają na specjalnie rozgarniętych. Pora się za nich brać. Jak to zrobimy?
Logika podpowiada skryte wyeliminowanie wartowników, a potem uśmiercenie śpiących obcych, zanim ci się pobudzą. Generalnie dyskretna eksterminacja mile widziana, ale naturalnie można to rozegrać w stylu Klanu Karalucha - szarża z dzikim wrzaskiem z wszystkich stron połączona z tłuczeniem na oślep każdego, kto się podwinie na rękę. Czekam niecierpliwie na Wasz szczegółowy plan działania. Ustalcie wszystko, a wtedy napiszę następne fabularki. Potraktujcie atak na obozowisko jako odrębny epizod, bo w skrajnym przypadku ktoś z Was może nawet stracić życie. Nie zakładajcie pochopnie, że to łatwizna!

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 09 lipca 2016, 15:29

Proponuję najprostszy z możliwych plan: bracia zakradają się do wartowników, po ich cichym wyeliminowaniu reszta kończy z pozostałymi pogrążonymi we śnie. Dobrze by też było, żebyśmy nie zaniedbali własnego bezpieczeństwa: bracia po wyeliminowaniu strażników mogliby przejść do osłaniania tyłów, żebyśmy w czasie wykonywania wyroku nie zostali zaskoczeni przez osoby trzecie. Sam proces eliminacji celów powinien być szybki i czysty. Sędzia swoje ofiary ustrzeli z łuku z bliskiej odległości, a strzały spali wraz z trupami.

ODPOWIEDZ