[center]
Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Kiedy ekscytująca dla ukrytych gapiów orgia dobiegła wreszcie końca, zmęczeni i zlani potem kochankowie wślizgnęli się do śpiworów zapadając w głęboki sen. Dwaj trzymający na kolanach włócznie wartownicy usiedli blisko migoczącego płomieniami ogniska, rozmawiając ze sobą ściszonymi głosami i dorzucając co jakiś czas szczap drewna do ognia. Co jakiś czas rozglądali się również wokół siebie, zwłaszcza w chwilach, gdy silniejsze porywy wiatry poruszały gałęziami wielkich starych drzew, lecz w opinii obserwującego ich bacznie Yurana nie grzeszyli nadmierną ostrożnością. Zbyt często gapili się w płomienie, by móc na czas odzyskać zdolność widzenia w mroku, zbyt długo gawędzili miast nadstawiać baczniej uszu. Obaj byli młodymi mężczyznami w sile wieku, być może nadmiernie przeświadczonymi o własnej nietykalności, zbyt pewnymi i zadufanymi w sobie, a nadto być może nie posiadającymi dość dużo doświadczenia w obcowaniu z puszczą.
Yuran i Dragan wychowali się wśród gęstych lasów na pograniczu Borki i Pollenu, toteż z trudem przyjmowali do wiadomości fakt, że istniały takie miejsca na świecie, gdzie nie rosła pozornie nieskończona puszcza. Uciekający poprzez Koronapan rabusie i psuje musieli pochodzić z takich właśnie okolic, co w zupełności by tłumaczyło ich brak umiejętności typowych dla leśnych ludzi.
- Nawet nie myślcie o gwałtach - wyszeptał Anton, który w międzyczasie podkradł się do Gerarda i zyskał tym samym sposobność do podsłuchania konwersacji zwiadowców - Prawo dopuszcza zniewolenie wrogiej kobiety, ale w strefie wojennej. W Adrii dla przykładu, gdzie taki gwałt to prawdziwa łaska dla jehammedanek skazanych na obcowanie z kozojebcami. To akt pognębienia nieprzyjaciela, ale tutaj to zupełnie inna sprawa. Apokaliptycy roznoszą choroby, o których nikomu z was się nie śniło. Obcując z tymi kobietami skazalibyście się na wygnanie z Koronapanu.
- To apokaliptycy? - w oczach Gerarda zapaliły się iskierki żywej ciekawości pomieszanej ze zgrozą, a i pozostali zwiadowcy przysunęli się czym prędzej do starego anabaptysty - Słudzy Demiurga w ludzkiej postaci? Ci tam na dole? Wyglądają... tak jakoś normalnie...
- Moralne zepsucie rzadko objawia się na zewnątrz - pouczył syna Anton - Ale dzisiaj Pan dał nam okazję, by zasmakować ich zdeprawowania. Dość sam widziałem z tej orgii, by pojąć, co to za jedni. Który normalny i pobożny człowiek, zwłaszcza anabaptysta, pcha członka w czyjeś usta? Albo w tyłek? We dwóch na jedną? Skrajne zepsucie, bez dwóch zdań. To słudzy Demiurga, prawdziwe diabły, a nawet diablice. Nie dajcie się zwieść pozorom niewinności i młodzieńczego uroku. Jeśli z nimi będziecie spółkować, skazicie swą nieśmiertelną Pneumę, a wówczas na pewno nie osiągniecie w tym wcieleniu nirwany. I kto wie, w jakiej postaci się odrodzicie? Może jako apokaliptycy? Brrr, jak już z nimi skończymy, będziemy się modlili aż do świtu, by Pan zesłał nam łaskę wieczystego oświecenia jeszcze w tym wcieleniu.
Młodzi mężczyźni słuchali zafascynowani snutej szeptem opowieści Antona. Ojciec Gerarda bardzo rzadko cokolwiek opowiadał, uchodził za człowieka oszczędnego w słowach i powściągliwego, ale widać nadmiar wrażeń rozwiązał mu nagle język. Czar szybko zresztą prysnął.
- Dość tego mielenia ozorami - oznajmił Anton - Tamci mocno posnęli, a strażnicy nie wyglądają na specjalnie rozgarniętych. Pora się za nich brać. Jak to zrobimy?
Logika podpowiada skryte wyeliminowanie wartowników, a potem uśmiercenie śpiących obcych, zanim ci się pobudzą. Generalnie dyskretna eksterminacja mile widziana, ale naturalnie można to rozegrać w stylu Klanu Karalucha - szarża z dzikim wrzaskiem z wszystkich stron połączona z tłuczeniem na oślep każdego, kto się podwinie na rękę. Czekam niecierpliwie na Wasz szczegółowy plan działania. Ustalcie wszystko, a wtedy napiszę następne fabularki. Potraktujcie atak na obozowisko jako odrębny epizod, bo w skrajnym przypadku ktoś z Was może nawet stracić życie. Nie zakładajcie pochopnie, że to łatwizna!