Chłopak gębę tylko rozdziawił na serię szybkich pytań Burgi i stał tak nie mogąc przez chwilę wypowiedzieć ni słowa.
- Nie wiem... - wydusił końcu z siebie z trudem.
- Spokojnie... - powiedział z wysiłkiem wiekowy kapłan Asteriusza - krok po korku, pomogę ci. Pierwsze było... czy duzi byli i czy łuską pokryci czy inaczej wyglądający i jak do ciebie gadali. - powiedział stary kierując bielmem pokryte oczy gdzieś w przestrzeń pomiędzy wędrowców ale na nikogo konkretnie.
- Mówili po naszemu, bo ja inaczej przecie nie znam. - odpowiedział zdziwiony chłopak - No i... Normalni byli. Znaczy się ni duzi ni mali. Nie tam takie chuderlaki jak elfy jakoweś, bez ogonów, bez łusek i błoniastych skrzydeł, i bez...
- Normalni. Ehhh... Znaczy nie Kellerowie. - sapnął rządca przecierając kark dłonią. - Tam ci dwaj to chłopy jak dęby. Każdy z nich w rękach bez trudu podkowę wygina. Ludzie mówią, że to przez to, że domieszkę krwi olbrzymów co ją w żyłach mają. Mówią też, że z niedźwiedziami w zapasy chadzają bez obawy o wygraną i tak sobie myślę, że to prawda być może. A ten Juel był półelfem, krył się z tym ale mnie nie oszukał. Bom i ja tak niegdyś robił. A powiedz no jeszcze chłopcze czy naszego grajka to ty tam widziałeś?
- Nie panie, ja nawet nie wiem kim jest ten cały Dan Juan czy jak mu to tam...
- Chłopak jest od młynarza... - świszczący głos starego kapłana przerwał ciszę po słowach chłopca. - A młyn, przecie najbliżej ruin.
- Przeklęte to miejsce na wieki wieków... - mruknęła karczmarka zbierając puste drewniane kubasy po piwie.
- Już nie bardzo... - przerwał ślepy kapłan - Dziedzic pierwotny tych ziem, dziadek szlachcianki, a mój szlachetny przyjaciel, zło przecie pokonał.
Na te słowa rządca spojrzał na twarz starego kapłana. Naraz powietrze pomiędzy między oboma mężczyznami wypełniła jakiś wspólny smutny sentyment, który zaciążył na całej rozmowie niczym krasnoludzki ołów w sakiewce na piersi.
[center]***[/center]
Wóz powoli toczył się na leśnym dukcie, poznaczonym licznymi przecinkami drzew które upadły tej zimy. Ktoś kto pierwszy wiosną jechał musiał się siła natrudzić by się przedrzeć. Krasnoludzki kupiec jechał swą kolebką, radlinami pozostawionymi po wczorajszych opadach deszczu.
- Sprawdzałeś? - zapytał kupiec.
- Sprawdzałem, nic nie widać - mruknął jego brodaty ochroniarz.
- To sprawdź raz jeszcze - powiedział brodacz i sam zaczął się czujniej rozglądać.
- Ni żywego ducha, skręcaj tutaj do kroćset bo pomylim drogę jak tak się będziem własnego cienia bali. Żaden zabójca za nami nie jedzie.
Rosnąca irytacja w głosie ochroniarza zakończyła dysputę. Wóz skręcił. Przez chwilę jechali w ciszy, z coraz większym trudem przeciskając się przez gęstniejącą roślinność. Kiedy zdawało się, że już nie podobna jechać dalej bo gałęzie tarły aż po bokach wozu, jakby chciały się do jego ładunku dostać, rozbrzmiał głos.
- Stójcie! - wysoki śpiewny głos zatrzymał jadące krasnoludy.
- Kto wy? - zapytał niepewnie kupiec.
- Myśmy przyszłością i przeszłością, drogą do chwały. - odpowiedział mu szybko głos z lasu. Między kniejami mignęła zaś jakowaś sylwetka. A zrobiła to tak szybko i gibko, między kniejami przeskakując, że nijak nie mógłby to być zwykły człek.
- Chwała przepływa, przez wóz co przybywa - odpowiedział niepewnie kupiec. Nastała chwila ciszy.
- Możecie wjechać.
- Już durniejszego hasła wymyślić nie mogli... - mruknął pod nosem z wyraźnym niezadowoleniem krasnoludzki ochroniarz.
Chwilę później stali już na Starym Pogorzelisku z plandeką podniesioną z wozu. Kilka osób wyciągało pakunki, które podawane pomiędzy osobami szybko znikały gdzieś w lesie. Rozładunku doglądał stojący na wozie krasnoludzki ochroniarz i jakowyś reptilion.
Kupiec obrócił wzrok od sprawnie przeprowadzanej akcji w kierunku Natchnionej i sięgnął pod pazuchę po wymiętolony kawałek pergaminu.
- Podpiszcie mi tutaj, żem kontraktu dopełnił. Nie chcę mieć problemów w gildii za brak papierów.
Zakapturzona elfka pochyliła się by podpisać białym łabędzim piórem co inkaustu nie wymagało. Zrobiła to z taką gracją i dostojeństwem, że krasnoluda aż wyprostowało z ciekawości.
- Wiedzą o was - rzucił niby od niechcenia kupiec. - Kapłan już wezwał swoich.
Elfka drgnęła na te słowa, a zasłaniający jej oblicze kaptur odchylił nagle jej skrywane lico. Krasnolud skamieniał z dziwnym wyrazem twarzy ale szybko doszedł do siebie.
- Na ołów i skałę, ile wy macie lat? - zapytał zdziwiony.
- Nie wasz interes. Wasz interes to broń we wskazane miejsce dostarczyć i usta mieć zawarte - wyszeptała dziewczyna melodyjnym elfickim głosem. - My z różnej gliny. My psom nie będziemy się w pas kłaniać aż po naszej śmierci kres jako niektórzy.
Krasnolud pobladł czując na co się szykuje.
- Dziecko... toż przeciw boskiej potędze stanąć chcecie. Czyście rozum postradali do reszty, wiecie jaka za to kara?! Toż to...
- Nie twoja rzecz to! - warknął na niego jakiś człowiek. - I nie zwracaj się tak do naszej pani.
- Śpiewający w Ciemnościach przypowieść nam ogłosił. Nie przegramy. - Powiedziała elfka z siłą i ściągnęła w taki wyraz usta, że staremu krasnoludowi w mig odechciało się dalszej rozmowy.
Nastała cisza przerywana odgłosami przerzucanych pakunków.
- A te, to można wziąć? - Zapytał z wozu niziołek podosząc dwa pasy z nożami.
- Te nie z kontraktu. Te z drogi, możecie kupić. Jak zapłacicie od razu... - powiedział smutno krasnolud - Od teraz, płatność już tylko od razu.
Godzinę później krasnoludzki kupiec jechał już swym taborem na pusto. Wóz skrzypiał miarowo, bujając pasażerami na leśnych nierównościach. Pora robiła się późna ale obaj uznali, że trzeba pilno jak najdalej ujechać. Więc jechali, beż słowa i w miarę śpiesznie. Cisza jednak ciążyła obu.
- Może ze sto lat miała, nie więcej... - powiedział z cicha kupiec, patrząc przed siebie gdzieś na drogę. - Dzieciaki to i nic więcej. Dzieciaki...
- Tak jak i nasi , kiedyś. - odpowiedział z goryczą ochroniarz, napełniając fajkę zielem.
Kupiec poczuł ciężkość na sercu na wspomnienie ostatnich krasnoludzkich rewolt i tego jak się skończyły. Wilgoć napełniła mu oczy. Przetarł je szybko ręką by śladu nie było i osiołki zaciął lejcami aby i im nie był lekko tego dnia. Obaj nie zamierzali tu kiedykolwiek wracać.
Część druga po gwiazdkach nie związana z fabułą. Tak tam sobie brzdąkam czekając na wasze konkretne deklaracje i działania.