[center]Brodata Puszcza, 31 Łżykwiat (Ignia), 360 rok Ery Silniri;[/center]
Zatrzymali się wszyscy na chwilę, czekając, aż kocur zwiad poczyni. Takoż jego ogon zniknął po chwili w gęstwinie liści, co rozsnuwały się nad ich głowami, niczym sklepienie jakiejś ogromnej świątyni. Amasis wspinał się dziarsko, znajdując pewne oparcie na potężnych, omszałych konarach. Jego stalowe pazury z łatwością zagłębiały się w pobrużdżoną korę. Wreszcie spomiędzy listowia błysnęło światło słoneczne. Stuha zwolnił czując, jak gałąź po której idzie zaczyna robić się coraz cieńsza, uginając niebezpiecznie. Kocim zwyczajem przypadło do niej, pełznąc na brzuchu. Tuż przed nim zerwała się do lotu spłoszona sójka, czyniąc przy tym straszliwy hałas. Amasis nie zważał jednak na nią. Jeszcze kilka ostrożnych ruchów, i udało mu się wystawić łepek ponad korony drzew. Stulił uszy, czując jak zimny wiatr mierzwi mu futro i rozejrzał się. Wszak wszędy wokoło, gdzie tylko mógł okiem sięgnąć, rozciągała się puszcza, niczym prastare a niezgłębione morze. Ptaki polatywały nad tą tonią, co rusz nurkując w zieloność i wynurzając się z niej ponownie. Liściaste odmęty nie posiadały jednak ni brzegów, ni wysp, o które można by wzrok zaczepić. Jeno kolejne fale wzgórz, wznoszących się i opadających łagodnie pod czystym, wiosennym niebem.
[center]

[/center]
Felidae zmarszczył pyszczek, szukając czegokolwiek, co mogłoby pomóc ustalić kierunek zanurzonym w drzewnym labiryncie przyjaciołom. Wysilił wzrok, spoglądając na wschód. Hen, tam, majaczyła siwy, a postrzępiona ściana Gór Końca - podobna odległemu brzegowi, którego rozbitek nie widzi jeszcze, lecz o którym marzy.
[center]
***[/center]
Czekając, aż Amasis powróci wszyscy zajęli się na chwilę swoimi sprawami. Rodan usiadł ciężko na korzeniu, uparcie próbując zrozumieć coś z trzymanej w rękach mapy. Trawka w jego ustach poruszała się w górę i w dół, gdy młody bard mamrotał pod cosik pod nosem. Zali, czy były to konkluzyje, czy kolejne inwektywy, Bogowie raczyli wiedzieć. Vagar usiadł obok, żołnierskim zwyczajem korzystając z każdej chwili wytchnienia. Jego czujny wzrok wciąż jednak krążył wśród okrytych cieniem, wielgachnych pni, wypatrując zagrożenia. Guślarz krążył wkoło, tam i sam, nosem ryjąc prawie w ściółce leśnej. Co jakiś czas zrywał z ziemi jakowegoś chwasta i kręcił nad nim głową w zadumie.
Nętka wymamrotała słowa babcinego zaklęcia trącą dłońmi powieki i oto świat wokół niej stał się jeszcze bardziej cudny a zaczarowany. Wzrok czarownicy sięgnął bowiem poza zasłonę, co skrywała obecność duchów przed niewtajemniczonymi w arkana Sztuki. Utra rozejrzała się wokół siebie, odkrywając, iż nic nie jest takie, jakie było wprzódy. Potężne, brodate pnie zdały się jej tera przeźroczyste, kiejby woda w stawie. Wewnątrz nich zaś dziewka ujrzała szmaragdowe sylwetki drzewic. Długie zielone włosy opadały na ich ciała, a ciemne oczy w milczeniu wpatrywały się w wędrowców. Twarze niektórych driad były pobrużdżone jako kora tych drzew, które zamieszkiwały, zdradzając ich wiek starodawny. Inne zdawały się spać, niepomne tego, co dzieje się wokoło. Jeszcze inne zaś śpiewały cicho, w sobie tylko znanej mowie.
[center]

[/center]
- Eeee... Yyy... - wystękała na ten widok Utra - A dyć witam ja was, duchy wielce szanowne... Eee... My tu, tego... no... Pozdrawiamy wos, jako żywo... - odkryła, że nie bardzo wie, jak ubrać w słowa pytania kłębiące się w jej głowie.
Jedna i istot zamieszkująca wewnątrz rozłożystego wierzbuka skupiła na wiedźmie swe przepastne wejrzenie, jasne mądrością nie znaną śmiertelnikom.
[center]

[/center]
- Posłuchaj dziecko - wyszeptała, a Nętce zdało się, iż to szepczą do niej same liście, zlewającym się szmerem tysięcznych głosów - srogie na cię bowiem spadły terminy. Cień kroczy po waszych śladach. Przeklęte słowa i cierniste zaklęcia przebudziły Ciemność w Brodatej Puszczy. Strzeżcie się. Wiele stworów wypełźnie spod korzeni tej, nocy by rozlać wasze soki i połamać gałęzie... Pomnijcie me słowa i strzeżcie się...
Szmer liści umilkł, a Nętka stała oniemiała, przygnieciona mocą dziwnego ostrzeżenia i niezdolna do sklecenia kolejnego pytania. Wpatrywała się ino w ducha szeroko otwartymi oczyma, przyciskając dłoń do ust, w wyrazie niemej zgrozy.
Trwałoby to pewnikiem i do samego wieczora, szczęściem powrócił Amasis, z właściwą sobie gracją przerywając leśną ciszę.
Amasis: Z góry nie widać żadnych punktów orientacyjnych, oprócz pasma gór na wschodzie. Niemniej teraz przynajmniej dokładnie znasz kierunek, w którym musicie iść.
Kallan: -2 Energii za rzucone czary.
Nętka: -2 Energii za zaklęcia: Widzenie Duchów i Mowa Duchów.
Wyjaśnienie dla TTA: prosiłem, o napisanie mi początku dialogu z duchem, ty zaś wysłałaś mi jakieś mętne informacje, plus deklaracje na przyszłość. Poprosiłem o poprawienie tego i nie doczekałem się, dlatego Twoje wypowiedzi wyglądają jak wyglądają i najwyraźniej Nętka zapomniała języka w gębie. Cóż, trudno, MG nie będzie pisał dialogów za graczy! Proszę tego nie oczekiwać ode mnie.