: 09 grudnia 2018, 22:20
Chinatown, 27 lipca 2055
Krzysztof Ketarski był niegłupim gościem, ale obecna sytuacja wydawała się go przerastać poziomem skomplikowania. Istniało tak wiele potencjalnych scenariuszy, tak wiele czynników mogących wpłynąć na rozwój wydarzeń, że biznesmen poczuł się na chwilę przytłoczony tym wszystkim. Na dodatek hałas panujący w chińskiej jadłodajni wcale mu nie pomagał w osiągnięciu odpowiedniego skupienia. W momentach takich jak ten szczerze żałował, że do tej pory nie zdecydował się na zakup cyberaudio z modułem kompletnego wyciszenia dźwięków otoczenia.
- Przyjechałem tutaj na wypadek, gdyby ci z hotelu jednak nas śledzili - powiedział do Lenu, ale technik najpewniej nie zwróciła na te słowa uwagi, prowadząc w tym samym czasie konwersację przez telefon.
Nie chcąc jej przeszkadzać Ketarski pochylił się nad wbudowanym w bufet ekranem automatu do składania zamówień, wybrał z holograficznego menu cztery puszki witaminizowanej wody, zapłacił garścią wygrzebanych z kieszeni monet.
W skrytości ducha liczył, że w osobie Lenu będzie miał największego sojusznika, ale dotychczasowa rozmowa wydawała się sugerować, że gościu wymięka. Wojskim się nie przejmował, miał do niego zaufanie mocno ograniczone, ale raczej do nieprzewidywalności niż lojalności.
Lenu skończyła rozmowę, zrelacjonowała na szybko jej treść przeglądając jednocześnie menu. Ketarski poczuł się od razu jeszcze bardziej skołowany.
Krzysztof Ketarski był niegłupim gościem, ale obecna sytuacja wydawała się go przerastać poziomem skomplikowania. Istniało tak wiele potencjalnych scenariuszy, tak wiele czynników mogących wpłynąć na rozwój wydarzeń, że biznesmen poczuł się na chwilę przytłoczony tym wszystkim. Na dodatek hałas panujący w chińskiej jadłodajni wcale mu nie pomagał w osiągnięciu odpowiedniego skupienia. W momentach takich jak ten szczerze żałował, że do tej pory nie zdecydował się na zakup cyberaudio z modułem kompletnego wyciszenia dźwięków otoczenia.
- Przyjechałem tutaj na wypadek, gdyby ci z hotelu jednak nas śledzili - powiedział do Lenu, ale technik najpewniej nie zwróciła na te słowa uwagi, prowadząc w tym samym czasie konwersację przez telefon.
Nie chcąc jej przeszkadzać Ketarski pochylił się nad wbudowanym w bufet ekranem automatu do składania zamówień, wybrał z holograficznego menu cztery puszki witaminizowanej wody, zapłacił garścią wygrzebanych z kieszeni monet.
W skrytości ducha liczył, że w osobie Lenu będzie miał największego sojusznika, ale dotychczasowa rozmowa wydawała się sugerować, że gościu wymięka. Wojskim się nie przejmował, miał do niego zaufanie mocno ograniczone, ale raczej do nieprzewidywalności niż lojalności.
Lenu skończyła rozmowę, zrelacjonowała na szybko jej treść przeglądając jednocześnie menu. Ketarski poczuł się od razu jeszcze bardziej skołowany.
Dużo wątków, nowe informacje na razie nie przejaśniły mi w głowie. Muszę to wszystko raz jeszcze przeczytać.