Strona 8 z 28
: 17 lipca 2011, 19:44
autor: Zygi
- Pomimo, iż na lepszych wojów, niźli zwykli pachołkowie, z waszych opisów wyglądają -zaczął spokojnie elf, jednak później z każdym słowem począł przyspieszać, jakby chciał czasu, którego maja mało zaoszczędzić - to i tak uważam, że łatwiej będzie plan pierwotny do końca doprowadzić, mniejsza szansa alarmu wzbudzenia, jeśli nie wyjdzie, zawsze można zastosować schemat podchodów.. jeśli zakradanie się nie wyjdzie a od tego zaczniemy, to nic nam nie pomoże a i walka i hałas a i niechybnie straż miejska w mig się tu zjawi.. - wyglądacie na bardziej obytych w podchodach miejskich, więc wasze zdanie uszanuję, jednak mam obawy co do takiego 'cichego włamu' - szybko urwał Hariquiel i czekał na to co powiedzą towarzysze..
: 17 lipca 2011, 22:21
autor: Keth
Wątek techniczny
Pierwotny plan zakłada podstępne uśpienie strażników za pomocą zaprawionego proszkiem wina. Czekam jeszcze na decyzje pozostałych BG, ale jeśli pozostaniecie przy pierwotnej opcji, zadeklarujcie w detalach jak zamierzacie tych pachołków podejść bez wzbudzania ich podejrzeń! Kiedy tylko pojawią się jednoznaczne wpisy, przejdę do następnej fabularki!
: 17 lipca 2011, 22:55
autor: tzeentch
- Ok, więc trzymajmy się pierwotnego planu.
Proponuję odgrywanie - dobrego i złego turysty. Obaj lekko wcięci z czego jeden (mogę to byc ja) dość głośny i nawet napastliwy, a drugi spokojniejszy i łagodzący tego pierwszego.
Idziemy sobie po dzielnicy portowej żartując, popijamy sobie winiacza, zagadujemy strażników gdzie tu można się zabawić (czyli u mnie wulgarnie gorzały i dziwek). Pogadamy sobie - między sobą i ze strażnikami a potem możemy zacząć się kłócić, Np. rzucę pustą butelką w ścianę i zbluzgam swojego kumpla i pachołków i odejdę. Więc Aldur zmuszony będzie zaproponować im napitek, żeby ułagodzić wzburzenie...
Chyba, że ktoś ma lepszy pomysł?
Edit - ew. moge grać tego dobrego - nie wchodząc w drobiazgi mechaniczne powinienem lepiej zareagować na niewielką dawkę środka nasennego, który będę zmuszony wypić wraz z przynajmniej kilkoma łykami wina.
: 17 lipca 2011, 23:26
autor: Keth
Zbieg ulic opodal faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Moriento podrapał się ponownie po nasadzie nosa, potem zabrał z rąk krasnoluda beczułkę z zaprawionym podstępnie winem. Katańczyk powiódł po towarzyszach wzrokiem, a w jego oczach zdawały się skrzyć figlarne ogniki.
- Elf z krasnoludem wielce komiczną czynić mogą parę, tedy pada na mnie i Aldura - powiedział mężczyzna ściszonym głosem, wypatrując w głębi ulicy śladu zbliżających się przechodniów - Narobimy rabanu, pogwarzymy z nimi nieco, potem im naubliżam, Aldur zaś udobrucha ich winem.
- Daj jeno pozór z tymi wyzwiskami, bo pewności nie ma, że cię zrozumieją - odparł sucho Tabadańczyk - Wiem, żeś już się nauczył jak w talinoi rzec kurwa i chędoż się, ale to może nie starczyć. Wszelako zaraz się okaże jak nam z nimi pójdzie.
Wątek techniczny
Zatem padło na Morientiego i Aldura. Powyższym postem chciałem przypomnieć, że Katańczyk nie zna tutejszego języka, więc byłoby lepiej, gdyby przynajmniej jeden ze strażników znał wspólną mowę 
: 17 lipca 2011, 23:33
autor: avnar
OK, no to zanim zaczniemy zabawę, trzeba się ucharakteryzować. Po pierwsze, nie będę szedł z tarczą i siekierą, bo by to dziwnie wyglądało. Po drugie, trzeba trochę tego wina łyknąć i się nim posmarować a nawet trochę poplamić ubranie. Żebyśmy wiarygodnie wypadli.
: 17 lipca 2011, 23:56
autor: Keth
Frontowa ulica faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Rozprawiający rubasznie przy maźnicy pachołkowie ucichli słysząc zbliżające się ulicą dźwięki pijackiej sprzeczki. Brama posiadłości Khaleda Raffura była zamknięta, toteż wszyscy poprzestali na położeniu prawic na szablach, spozierając przez grube żelazne pręty na zewnątrz faktorii.
Dwaj idący środkiem ulicy mężczyźni rozmawiali ze sobą w mowie asseryjskiej, głośno kłócąc się na temat wdzięków portowej ladacznicy, którą niedawno przyszło im wspólnie obracać w łożnicy. Strażnicy Raffura miewali na co dzień styczność z zamorszczykami, toteż znajomość asseru była w ich przypadku niczym innym jak zawodową koniecznością. Zarechotali słysząc sprzeczkę dwóch cudzoziemców, taszczących w ramionach przeciśnięte do piersi beczułki.
- Hej, synki, nie je to aby zamtuz? - zawołał ochrypłym głosem jeden z pijaków, łapiąc się wolną ręką za pręty bramy, by przypadkiem nie stracić równowagi.
- Och, rozewrzyjcie bramę, a prowadźcie go do jakowejś dziewki, bo inakszy jeszcze gotów dobrać się wam do zadków, chędożnik zawzięty! - wrzasnął drugi człowiek, tuląc swą beczułkę do piersi niczym troskliwy ojciec dziecię - Jemu zaprawdę zajedno, kogo ucapi!
- Idźcie precz, bo ludzi pobudzicie! - odkrzyknął jeden ze strażników tłumiąc śmiech - Jeszcze kto na was nocnik wyleje, moczymordy!
: 18 lipca 2011, 11:45
autor: Zygi
Hariquiel wraz z Goldasthem czają się w międzyczasie w jednej z wąskich uliczek nieopodal bramy obserwując całe wydarzenie. Elf wysila swe oczy korzystając z wszystkiego czego dała mu natura, czy bogowie by od razu, gdy okaże się, że coś idzie nie tak jak powinno zareagować. Spod wierzchniej warstwy jeleniej skóry, która spod lewego boku idzie, kończąc się na prawym ramieniu, wyciągnął zawieszony na grubym rzemyku bursztyn i położył go na wierzchu, by w razie potrzeby móc go szybko złapać.
: 18 lipca 2011, 15:23
autor: tzeentch
Z gory przepraszam za ilosc wyrazen ogolnie uznanych za obrazliwe, ktora znajdzie sie w poniszym tekscie. Nie wszyscy lubia takie odgrywanie, ale uwazam, ze jesli rzecz dzieje sie w dzielnicy portowej, to i jezyk powinnien byc dopasowany do sytuacji. Jesli ktos nie ma ochoty na takie chamstwo, to podsumowanie moich dzialan: odgrywam chamskiego pijaka, obrazam straznikow, a potem zataczajac sie odchodze...
- Az, k...a, patrz malom sie nie potknal na tym gownie. W rzyc chedorzone zadupie. Nawet pier...e rynsztoki tu k...a sa krzywe. Zeby to jescze k...a dziwki byly jakie zlota warte, a tu same d...y stare i pomarczone. Niech no ja k...a jakis lepszy zamtuz zalicze, bo od tych k...ew cosmy je widzieli to jeno parchow na ch...u dostac mozna.
- A moze tu jaki lepszy towar trafimy? Moze te tutaj damulki sie z nami zabawia? - Patrzy na straznikow chwile... Chwieje sie na nogach i wyteza wzrok - A zeby to k...a ch..j jasny strzelil. Przecie nie nie bede ru...al baby z broda? Co ja?! Pier...ny krasnolud jestem?! Baba z broda to do pie...ego cyrku a nie do porzadnego zamtuza! Gdzies ty mnie zawlokl psiajucho? Pie...e takiego kompana. Sam je sobie dy...aj ajk ci sie podobaja! Ja stad k...a ide. - Rzuca butelka, ktora rozpryskuje sie w drobny mak i zataczajc sie rusza dalej.
: 18 lipca 2011, 19:45
autor: Keth
Frontowa ulica faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Początkowe rozbawienie kupieckich pachołków znikło w okamgnieniu, kiedy pod ich adresem sypnęły się obelżywe wyzwiska Katańczyka. Wydając z siebie zduszone pomruki złości wszyscy czterej skoczyli w stronę bramy przekręcając jej metalowe rygle i ciągnąc wspólnymi siłami za grube pręty na nadziei na jak najszybsze otworzenie przejścia na ulicę.
Obserwujący ich ponad ramieniem Moriento, markujący swym chybotliwym krokiem chęć oddalenia się w poszukiwaniu zamtuza, w ułamku chwili poczuł zimny dreszcz na plecach. Czym innym było wyzywanie czterech krzepkich drabów z szablami z przeciwnej strony ogrodzenia, czym innym zaś nagłe stawanie z nimi twarzą w twarz wprost na ulicy. Pracujący w portowej dzielnicy najmici pokroju tych pachołków musieli być ludźmi, którzy uznawali jedynie siłę pięści lub pieniądza, toteż wyprowadzeni z równowagi mogli stać się prawdziwym kłopotem nie mającym odczuwać wyrzutów sumienia z powodu wybitych cudzych zębów lub paru złamanych ordynusowi kości.
Katańczyk ścisnął z całej siły swą beczułkę myśląc gorączkowo, czy lepiej mu będzie natychmiast wziąć nogi za pas pozostawiając Aldura na pastwę czterech rozzłoszczonych strażników czy lepiej ukorzyć się przed nimi ryzykując solidne lanie albo i odcięcie ucha dla nauczki.
Wątek techniczny
Chcieliście akcję, to proszę bardzo!
Strażnicy poczuli się bardzo urażeni wyzwiskami Morientiego, a przy tym powszechnie wiadomo, że nic tak nie urozmaica nudnej nocnej zmiany jak skopanie kogoś dla rozrywki! Co prawda teraz bliżej mają do Aldura niż Katańczyka, ale kto tam wie, kogo zaczną lać najpierw?
Zatrute wino ma Aldur, tak?
: 18 lipca 2011, 19:53
autor: Zygi
Widząc jakie sceny rozgrywają się przed bramą Hariquiel pomyślał jedynie, że wszystko idzie zgodnie z planem.. ciekawe tylko czy w dobrą stronę to zmierza. Na wszelki wypadek opierając się wciąż na swej lasce i ściskając ją mocno w prawej dłoni, lewą chwycił dość mocno wspomniany wcześniej bursztyn.
: 18 lipca 2011, 21:13
autor: Keth
Wątek techniczny
Jak miło wiedzieć, że się przejmujesz rychłym stanem zdrowia towarzyszy, Zygi! 
Pachołkowie są w trakcie otwierania bramy, zaraz dwaj pierwsi się prześlizgną przez coraz większą szczelinę. Aldur jest na wprost tego zamieszania, Moriento już szczęśliwie kilka metrów dalej. Ciekaw jestem, kto pierwszy da nogę!
: 18 lipca 2011, 22:06
autor: tzeentch
Odchodzący pijak słysząc za swoimi plecami zamiesznie odwraca się... wybałusza oczy i niemal w oczach trzeźwieje... Nadaj jeszcze lekko bełkocąc zapewnia:
- Oj, w mordę jeża. Toć pomyliłem się sromotnie. W mordę kopane. To że panów szanownych za kobity wziąłęm, to głupota moja straszna - kręci głową bezradnie... - ależ jak ja się tak pomylić mogłem! O wybaczenie upraszam! Przecie głupota moja bezdenna, ale to się naprawić da rychło! Antalusie, przyjacielu mój drogi - dajże tym panom szlachetnym beczułkę, a rychło! Napijcież się panowie i wybaczcież mi te słowa, com je niewporę wypowiedział, przeca to alkohol mi we łbie namieszał... - wypijcież panowie nasze zdrowie, a zapomnijcie o głupocie mojej. Toc ja sromoty niczyjen nie kciałem, jeno takie pijackie gadanie. Przeca wy dobrzy ludzie jesteście... Ja może niebogaty, alen to co w mieszku posiadam, na ułagodzenie panów oddać mogę. Przeca to czcze gadanie moje jeno było... Wino jako powiadam przednie, a przecie nie ukrzywdzicie człeka, co mu tak gorzała rozum odbiera. No, w mordę jeża, nie ukrzywdzicie panowie, nie?
Przerażona mina, trzęsący się głos i bełkotliwa wymowa... Zaprzegam swoje wszelkie talenta aktorskie (czyli zawód aktora) do wywarcia odpowiedniego wrażenia...
: 18 lipca 2011, 22:14
autor: avnar
No cóż, Aldur nie widząc innego wyjścia, delikatnie po pijacku odstawia baryłkę i rzuca się na towarzysza z pięściami, krzycząc.
- Ty pindo jajcowata, nie wychędożony wypierdku opasa. Gdybyś nie był śwagrem to bym ci kulosy poprzetrącał, za obrażanie jaśnie oświeconych panów.
Łapę Moriento i zaczynam się z nim tażać po ziemi. Nie chcę mu zrobić krzywdy ale też chcę żeby to wyglądało w miarę poważnie i widowiskowo. Dobrze by było żebyśmy się zaplątali w płaszcze i toczyli się w nich po uliczce aż się zmęczymy w tej przepychance.
Jesli jednak nasze przedstawienie zamiast ostudzić zapędy strażników, tylko ich rozjuszy i zaczną bić. To wtedy kulę się i zaczynam płakać, nie bijcie pany, nie bijcie, łon pijany jest.
EDIT: Tzentch mnie uprzedził ze swoim wpisem. Tak że zostawiam go jeśli sytuacja się gorzej rozwinie. Jak widzę że ich uspokaja to wołam Nie bijcie go pany, bo łon pijany i nie wie co gada. Morda nie Tabadańska, łod żony się wyrwał i od wódki mu się rozum pomieszał.
: 18 lipca 2011, 22:43
autor: Keth
Frontowa ulica faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Rozwścieczony głupotą swego towarzysza drągal o szerokich barach skoczył w jego stronę szybciej od pierwszych na ulicy strażników, wytrącając beczułkę z rąk cudzoziemca i roztrzaskując ją o bruk z głośnym hukiem. Bełkoczący nieskładne słowa przeprosin pijak zebrał kilka potężnych ciosów w tors i głowę, przewracając się na ulicę z okrzykiem przerażenia na ustach.
- Ty pindo jajcowata, nie wychędożony wypierdku opasa. Gdybyś nie był śwagrem to bym ci kulosy poprzetrącał, za obrażanie jaśnie oświeconych panów - ryknął bardziej trzeźwy z pary portowych włóczykijów wpadając na swego grubiańskiego krewniaka i tłukąc go jak szalony pięściami. Cudzoziemski szwagier tabadańskiego siłacza począł jęczeć i szlochać na przemian, niewprawnie uchylając się przed ciosami.
Czterej strażnicy faktorii zwolnili kroku zbliżając się do obu mężczyzn, nie wyciągając szabel z pochew i rechocząc w zamian w szczerym ubawieniu. Gdzieś w górze trzasnęły otwierane okiennice i ochrypły głos starszej kobiety wypełnił ciemną nocną uliczkę stekiem wyzwisk nie gorszych od przekleństw miotanych chwilę wcześniej przez pijanego włóczęgę.
- Wynoście się stąd, a żwawo - powiedział jeden z pachołków krzyżując ramiona na piersiach i spozierając z góry na krwawiącego z rozbitego nosa amatora zamtuzów. Inny Tabadańczyk zaśmiał się za jego plecami podnosząc z bruku ocalałą beczułkę wina, którą drągal odłożył pod nogi z wielką ostrożnością, nim rzucił się na zamorskiego szwagra.
- Idźcie precz, nim wam kości porachujemy - dodał tamten potrząsając beczułką i wsłuchując się z lubością w dźwięki wiele znaczącego chlupotu.
Obaj pijacy posłuchali bez słowa sprzeciwu, pierzchając w ciemność nocy z szybkością godną wyżłów namiestnika Tahar-garu.
: 18 lipca 2011, 22:50
autor: Zygi
Gdy tylko 'pijacy' oddalą się na tyle, by strażnicy już ich nie widzieli, Hariquiel wysunie się lekko z zacienionej uliczki i pomacha, by zwołać ich do siebie. - Skoro i plan zawiódł i beczułka rozbita, czas zastanowić się nad drugą opcją. Skradanie i przechodzenie przez mur wciąż wydaje się wam najlepsze? Mam przeczucie, że to nie skończy się na podchodach i dojdzie do poważnej walki.. Nie jest to na rękę ani nam, ani pachołkom ani Orresowi.. pytanie tylko czy mamy jakieś inne wyjście.Wysyłanie tylko jednego, najzręczniejszego by się zakradł ma tę wadę, że w razie niepowodzenia 'odsiecz' nie przyjdzie wystarczająco szybko. 'Skradając się' w czwórkę zostaniemy zauważeni szybciej, niż Ci pachołkowie ruszyli do was jak im puściłeś wiązankę - tu wyraźne spojrzenie w stronę towarzysza