Strona 8 z 38
: 15 listopada 2013, 14:33
autor: Araven
To działamy z wozem.
W weekend mnie nie. To MG steruj Ivanem.
: 15 listopada 2013, 22:20
autor: Waylander
Może zapytajmy się trolla? Z tego co zrozumiałem trochę dłużej tu gości, może będzie wiedzieć gdzie wóz załatwić;).
Jutro mnie nie ma(niemal zawsze w soboty jestem nieobecny) wyjazd do klubu w celu poprzesuwania po stole warjacków w realu;)
: 16 listopada 2013, 19:14
autor: maciej
Czy jest osobna umiejętność POWOŻENIE?
: 16 listopada 2013, 20:15
autor: 8art
Grog przyjechał tu razem z Rauthem i wie tyle samo, albo i jeszcze mniej o mieście od kupca.
Jest osobna umiejętność Jeździectwo i osobna Powożenie. Maciej ma Jeździectwo, postać Aravena Powożenie. Każdy z Was umie jeździć konno i powozić wozem, tyle, że ten kto ma umiejkę, robi to profesjonalnie i w przypadku różnych krytycznych sytuacji poradzi sobie lepiej.
: 16 listopada 2013, 22:28
autor: maciej
Zatem albo skorzystajmy z naszych znajomości albo szukajmy w ciemno. Byle było dyskretnie.
: 17 listopada 2013, 00:27
autor: 8art
Zarzecze, Skład Cordillo; Gorim 21 ketash 606 OR, Południe
Nie minęło wiele czasu, gdy Podolski podjechał pod skład pożyczonym za kilka srebrników wozem, zaprzężonym w małą, acz silną, gniadą klacz. Kilku agentów szybko wyniosło z wnętrza magazynu słusznych rozmarów drewniane pudło i ostrożnie ułożyło na nieresorowanej skrzyni ładunkowej wozu. Meżczyźni odsapnęli otrzepując dłonie. Zawartość skrzyni była nadspodziewanie ciężka Tylko Jaques nie wyglądał na zmęczonego. Nie dziwota, bo alchemik, udający na co dzień cieślę, nawet nie dotknął się śmierdzącej rzecznymi rybami skrzyni. Wszyscy wskoczyli na wóz rozsiadając się, gdzie tylko się dało. Ivan potrząsnał wodzami, Nawykły do wysiłku koń ruszył się z miejsca. Łowca skierował zaprzęg w stronę Wielkiego Mostu. Podolski odwrócił się do swoich kompanów:
- Mus będzie "kolne" na moście popłacić. Ja już wynajem zapłacił złocisza, to teraz wy z kiesek wytrząsajcie dutki. A tak w ogóle, to gdzie mam jechać?
Pozostaje Wam zapłacić myto w postaci opłaty za każde koło wozu (stąd też wiele wozów w Merywynie to dwukólkowe bryczki), ale Wasz jest cięższy, dwuosiowy. Cała wyprawa będzie was kosztować sztukę złota. Pytanie tylko dokąd jedziecie z tajemniczą skrzynką?
: 17 listopada 2013, 12:35
autor: Waylander
Zakupiłbym flaszeczkę dla naszego śpiocha(można założyć że zdobiliśmy to w czasie wynajmowania wozu, żeby nie tracić teraz czasu dodatkowo?), zapłacę za myto. Wydaje mi się że dobrzy byłoby wrócić inną bramą nawet jeśli oznaczało by to dodatkową opłatę. Co do kierunku wywózki to proponowałbym pod najbliższy las/zagajnik przy którym nie ma bardzo blisko domów. zatrzymać się w jakimś zasłoniętym miejscu, pokręcić się chwile po okolicy żeby się upewnić że nikt nas nie obserwuje a po tym wyciągnąć delikwenta i wynieść w las, najlepiej w pobliże jakiś domów koło z których ludzie nie mogli widzieć naszego przyjazdu(żeby jak się obudzi i pójdzie do najbliższego obejścia ludzie nie skojarzyli go z naszą wesołą wycieczką).
: 17 listopada 2013, 13:24
autor: Dobro
Mistrzu, deklarowałem, że wracam do swojej kwatery. W związku z tym jestem z resztą agentów, czy w "domu"?
: 17 listopada 2013, 16:17
autor: Keth
Merywyn to warowne miasto, dokładnie opasane wysokimi ufortyfikowanymi murami. Próba wywózki delikwenta na zewnątrz to proszenie się o kłopoty, bo ryzyko skontrolowania nas przez BARDZO silne straże na bramach jest gigantyczne. Sądzę też, że dużym ryzykiem obarczona jest próba przejechania którymkolwiek z mostów na przeciwną stronę Czarnej Rzeki, tam też najpewniej stoją mocne straże. Proponuję nie bawić się w zbyt dalekie eskapady, tylko przewieźć więźnia kilka ulic dalej i wywalić kwadrans później w jakimś zaułku.
: 17 listopada 2013, 16:35
autor: 8art
Watek techniczny
Zasadniczo to jestescie na Zarzeczu, poza obrebem wlasciwych murow miejskich, wiec teoretycznie mozecie odjechac w sina dal, raczej nieniepokojeni przez wscibskie straze.
: 17 listopada 2013, 20:24
autor: Keth
Nie wiedziałem, że wyszliśmy poza miejskie mury. Skoro tak, wywieźmy go gdzieś w krzaki i wracajmy do miasta. Zresztą mówiąc szczerze, wolałbym drania utopić w rzece - honor honorem, ale gość musi mieć nieczyste sumienie, jeśli wiedział cokolwiek o podwójnym agencie Khadoru. Żeby nas ta wyrozumiałość nie kosztowała potem zbyt wiele!
Ale rozkaz rozkazem, więc do skrzyni drania i wio. Falko będzie się trzymał w pewnej odległości od wozu, asekurując kompanów z dystansu.
: 17 listopada 2013, 20:47
autor: Dobro
Można udusić a potem utopić. Chociaż Banderasowi najbardziej podoba się opcja ze skręceniem delikwentowi karku, wlania wódy do gardła i zrzucenia ze schodów, pozorując wypadek.
: 17 listopada 2013, 20:55
autor: Keth
Honor królewskiego oficera to jedno, ale życie od ponad roku w okupowanym przez nieprzyjaciela mieście wymusza pewne poczynania odbiegające daleko od wyznawanych dotąd przez Falka norm. Jeśli sztylet i garota mogą nam zapewnić bezpieczeństwo, może przyjdzie czas, aby po nie sięgnąć, ale jeszcze nie teraz - nie zaczynajmy nowej misji od jawnej niesubordynacji. Zresztą może CSR ma wobec tego gościa jakieś dodatkowe plany?
: 17 listopada 2013, 20:56
autor: Araven
Zostawmy, go kupiec wspominał, że jeszcze go wykorzystają jako źródło informacji w przyszłości.
: 17 listopada 2013, 23:38
autor: 8art
Zarzecze; Gorim 21 ketash 606 OR, Południe
Wóz jechał traktem przez dobre dwa kwadranse, mijając najpierw hektary ziemnych fortyfikacji,najpierw tych, wykopanych przez llaelską armię, potem tych stworoznych przez armię Khadoru podczas oblężenia. Potem wjechali w przetrzebiony wojennymi działaniami las, który w końcu jednak zamienił się w niemal dziewicze zagajniki, przecinane pasmami pól i łąk.
Ivan cmoknął do klaczy i lejcami zmusił wóz do skrętu w ledwie widoczny leśny dukt. Kilka minut później, upewniwszy się, że w okolicy nie ma nikogo, skrzynia z wozu została ściągnięta. Jaques zręcznie odbił ćwieki, blokujące wieko pudła. Dennison i Lewis sięgnęli po wciąż jeszcze śpiącego szpicla, który po przejażdżce lekko zbladł na twarzy.
- Co tam? Duszno Ci w trumnie było bratku? - Spytał z uśmiechem Podolski. Oczywiście nie dosłyszał żadnej odpowiedzi, poza rechotem Kendrika. Do towarzyszy dołączył Tardiri, do tej pory dyskretnie obchodzącego okoliczne krzaki w poszukiwaniu ewentualnych niepotrzebnych świadków. Ku jego zadowoleniu w leśnej głuszy nie było nikogo. Magianik podszedł do Lewisa i Dennisona, ni to pytając ni stwierdzając?
- To może niech legnie tam pod drzewem?
Chwilę później spiacy siedział już w korzeniach sporego buku opierając głowę o brązową korę pnia. Jaques sięgnał pod połę płaszcza i wyciągnął słusznych rozmiarów piersiówkę:
- Szkoda takiej gorzałki na take ścierwo, ale niech juz będzie moja strata. - Alchemik podszedł do ciężko dychającego w śnie szpicla w zamiarze wlania w niego niewielkiej ilości bimbru. Gdy tylko zbliżył rekę trzymającą metalową butelczynę stało się coś czego się nikt się nie spodziewał. Z kącika ust szpicla pociekła cienutka, prawie czarna strużka krwi. Jaques zaciekawiony zbliżył się jeszcze bardziej, aby przyjrzeć się lepiej. I wtedy spiący nagle zwymiotował krwistoczerowną breją wprost na płaszcz llaelskiego alchemika, zaraz potem nieruchomiejąc kompletnie.
- Kurewski parch...! - zaklął szlachcic przecierając wymiociny ze swojego płaszcza. Amistead sprawdził puls donosicila:
- Zdechł pies...
No to chyba kwestię czy darować wrogiego donosiciela żywcem, lub nie macie z głowy. Sam zszedł w nieco widowiskowy sposób, jeszcze brudząc całego Jaquesa. Macie zamiar zgotować mu jakiś pogrzeb i stypę?