Goodsprings, Prospector Saloon
Rozmawiający z pastorem Sam trącił Cheta łokciem w ramię, wskazał głową na jedno z zakurzonych okien salonu. Gottschalk bez słów pojął znaczenie tego gestu, schował trzymany w palcach różaniec z powrotem do kieszonki płaszcza.
- Już późno - powiedział Chet podnosząc się ze swego krzesła i przenosząc wzrok na Ringa - Jeśli Cobb nadciąga z powrotem, powinien być w połowie drogi do osady. Trzeba przygotować scenę i aktora.
Młodziutki handlarz pokiwał z rozpaczliwą desperacją, wstał spoglądając na brodacza pytająco. Chet i jeden z pozostałych osadników, zwący się Nick, związali Ringa grubym sznurem krępując jego ręce za plecami.
- Wsadźcie mi za pasek rewolwer - poprosił młodzieniec, krzywiąc się jednocześnie z bólu, bo Nick nieco za mocno zacisnął pętający go sznur.
- Do niczego ci się nie przyda, synu - odpowiedział Chet zaklejając handlarzowi usta taśmą klejącą i urywając w jednej chwili jego cisnące się na usta protesty. Wyprowadzony na taras przed salonem Ringo przewrócił kilkakrotnie oczami i wydał z siebie serię dziwacznych dźwięków, budząc jedynie posępne rozbawienie swych sojuszników.
- Siadaj na podeście i czekaj cierpliwie - polecił brodacz podając rewolwer Ringa stojącemu przy oknie albinosowi. Białoskóry mężczyzna zważył broń w dłoni, po czym wsadził ją w kieszeń spodni.
- Pete, Sam i pastor na werandę, na krzesła - Chet zaczął przekroczył próg salonu wychodząc na zalane słońcem pobocze drogi przed budynkiem - Udawajcie, że pilnujecie Ringa. Nick, za pikapa. Sunny, wszystko u was gra?
- Tak - z góry padła natychmiast wygłoszona dziewczęcym tonem odpowiedź - Skurczybyków nigdzie nie widać.
- Dobra, od teraz pełna gotowość, mogą nadejść lada chwila - przestrzegł Chet - Ty, przyjacielu... jak ja mam cię nazywać, co? - brodacz spojrzał na stojącego za parapetem uchylonego okna albinosa, nie przejawiającego najmniejszej ochoty do wyjścia na słoneczną ulicę.
- Może Śnieżek? - zasugerował Nick, nie posiadając się z rozbawienia własnym żarcikiem.
- Może być Śnieżek - przytaknął natychmiast Chet - Pamiętasz, gdzie zakopałeś wszystkie ładunki? Kable ci się nie popierdzielą?
- Pamiętam - odparł lakonicznie albinos, nie podzielając rozbawienia większości towarzyszy.
- Odpalaj, kiedy dranie znajdą się dostatecznie blisko, zdaję się na twój osąd. Reszta czeka na pierwszy wybuch, a potem wali do ocalałych z wszystkich luf. I pamiętajcie, że nie możemy żadnemu z nich pozwolić na ucieczkę.
Jakieś ostatnie uwagi bądź komentarze?