Strona 8 z 16

: 30 czerwca 2014, 13:27
autor: 8art
Strzały na zewnątrz nie oznaczały niczego dobrego. Ktokolwiek tu szedł, nie miał pokojowych zamairów. Kmicic spojrzał na uprząż z plastikiem i uśmiechnął się złowieszczo. Półtora kilo plastku mogło wypieprzyć na orbitę kompanię borgów... Spojrzał jeszcze na krwawiącego Jelcynowa i nawet chciał mu pomóc, ale najpierw musiał zagwarantować bezpieczeństwo sobie i innym. Jak już będzie po wszystkim znajdzie Saszę aby zajął się rannym, o ile wciąż jeszcze będą żywi...

Wątek techniczny

Przy wejściu do budynku (rozumiem, że to jedyne wejście skoro nawet nie ma okien) lokuję trochę platiku, tak aby nie zawalić domu, nie zabić nas, ale tak aby fala uderzeniowa pomknęła w futrynę. Prosty zapalnik, który mogę zdalnie odpalić. Platik obkładam cegłówkami, i wszystkim co może zadawać dodatkowe obrażenia. Niech no tylko ktoś inny niż Sasza, Motłoch lub Tania wejdą do budynku...

: 30 czerwca 2014, 13:48
autor: koszal
Jedyne wejście do budynku to miejsce, w którym obecnie znajduje się motłoch. w tym pomieszczeniu są okna, stamtąd prowadzi mały korytarzyk do salki, w której już nie ma okien, ale jest obecnie dziura w dachu. w tej drugiej salce znajdują się Kmicic, Jelcynow i bezdomna małolata.
zatem ładunek montujesz przy wejściu głównym, czy w korytarzyku?

: 30 czerwca 2014, 13:56
autor: koszal
Hej! Hej! Tam w środku! Nie strzelajcie! To ja Sasza. Wejdę do Was!

-ton głosu niedawnego współwięźnia Bjerjezowskiego podchodził pod pisk. Choć Kmicic niewiele mógł powiedzieć o przeszłości swego towarzysza z celi doskonale zdążył poznać jego reakcje emocjonalne.
Sasza był solidnie przestraszony. Piał teraz niczym nastolatek przechodzący mutację. W głosie kompana skrywała się też jakaś inna, niepokojąca nuta.
Nuta pełna groźby, ledwie słyszalny ton ostrzeżenia.

: 30 czerwca 2014, 14:02
autor: 8art
Wątek techniczny

Instaluję ładunek w korytarzyku. Tam nie ma okien, siła uderzeniowa będzie większa i nie będzie gdzie się chować.

Jeśli Sasza jest zakładnikiem, to chyba ma peszka. Jeśli wysadzając ładunek załatwię napastników, to do swidanjia Sasza. Trzeba wybrać mniejsze zło, innaczej załatwią nas wszystkich.

Edit: czy droga przez dziure w dachu jest bezpieczna, tzn. czy widzi ja snajper z dzwonnicy?

: 30 czerwca 2014, 15:00
autor: koszal
Musiałbyś się wspiąć i wyjrzeć, żeby to ocenić, ale na rozum Kmicica- widzi.

: 30 czerwca 2014, 17:13
autor: Denver
Jesli Motłoch znajdzie kawałek szkła/ lustra/ w miarę gładkiego metalu - postara się skorzystać i nie wystawiać wielkiego łba. rzecz jasna to raczej w zasięgu wzroku, bo czas nagli. Wychylanie się z AK zupełnie odpada - w przypadku Motłocha, trzebaby wystawić pól korpusu. Zatem w przypadku braku pierwszej opcji, Motłoch będzie wychylał - jeśli w oknie, to sam róg - jeśli przez drzwi to na pewno nie w pozycji stojącej, tylko co najmniej w klęczkach/kuckach - tam gdzie jest mniejsza szansa ,że ktoś już celuje.

: 30 czerwca 2014, 20:35
autor: koszal
http://www.youtube.com/watch?v=WVb0yjCFHZ8 taki podkładzik

Szkło, kawałek lustra, coś odbijającego obraz.
Usłyszał kroki, więc nie było czasu na dłuższe poszukiwania. Wyjrzał na moment podkradając się z dystansu do okna. Przywarł do ściany.
Dwóch mundurowych, Sasza. Plus snajper czychający gdzieś na wieży.

Obojętny wiatr wzmagał na sile.
Sasza szedł z rozłożonymi szeroko rękoma, wzbijając małe obłoczki pyłu niepewnie stawianymi krokami skazańca. Szedł powoli, bez przekonania.
Rozerwany przy szyi kołnierz odsłaniał coś na kształt obroży.

Przestrzeń wypełniało jedynie miarowe szuranie butów. Nawet Kmicic, grzebiący coś w korytarzu zastygł w bezruchu.

A może po prostu skończył to, co robił.

Motłoch odsunął się od okna zapamiętując położenie przeciwników. Poprawił chwyt broni.
Kmicic- lepiej nie mogłeś tego podłożyć, choćby tam czołg wjechał, to nie wyjedzie.
Sasza, Twój kompan z celi. W czyje wpadł łapy? Tak naprawdę znasz tu tylko jego. Ale nauczyłeś się, że walka wymaga ofiar.
Jelcynow- tkwisz w ciemnej dupie gdzieś na pustkowi- rusz głową. Jesteś tu mózgiem.
Motłoch- rozwalasz Saszę? Pozwalasz mu podejść? Krzyczysz coś?
Tania- zostało 01:59 h..

: 30 czerwca 2014, 20:42
autor: Denver
Mundurowi, to nadal ci, którym nie za dużo mogę zrobić, ja?

: 30 czerwca 2014, 22:38
autor: koszal
Wyglądają i zachowują się jak profesjonaliści, ale to nie borgi. Ich mundury nie mają oznaczeń Belacorpu. Wydaje Ci się, że mają sygnaturę białoruskiej armii, ale dolara byś za to nie oddał.
Dźwięk komórki wyrwał Niedźwiedzia z oszołomienia. Czuł się coraz bardziej zmęczony, senny. Tylko silna wola wciąż utrzymywała go w stanie aktywności. Powoli zaczynał zdawać sobie sprawę, że to nie rany, czy głód wpływały na jego stan.
Może wdało się zakażenie. Może złapał jakiegoś wirusa, albo..

Skoncentrował uwagę na telefonie. W słuchawce odezwał się nieznany głos. Jelcynow domyślił się jednak bez trudu, z kim miał do czynienia.

Wciąż jestem zainteresowany finalizacją naszej umowy. Jednostka wsparcia jest w drodze i podejmie Was za piętnaście minut.

: 30 czerwca 2014, 22:41
autor: Rikandur
Otwarte oko cyber-lalki obojętnie obserwowało otoczenie, rejstrując nikomu niepotrzebne i nie przetwarzane dane. Ogień i szalejące drgawki powoli zamierały.

Protestuję Koszalu ! Przed paroma sekundami to były 3 godziny. :D
Czy blaszaneczka może jeszcze zrestartować jakoś ? Czy za dużo tego dobrego nawet dla japońskich nanobotów ? :)

Dobro, chyba mi przykro ale przypadkiem Tania oblazła oprogramowanie i cię załatwiła. Zacznij od wstrętnej małolaty.

: 30 czerwca 2014, 22:49
autor: koszal
Wczytaj się dokładniej Panno Rdzewko :)
Kilka godzin trzebaby czekać na ekipę ratunkową od Balbiny,
Jelcynow rozmawia z kimś innym.

: 01 lipca 2014, 07:56
autor: 8art
Kmicic schował się czekając na dalszy rozwój wypadków. Wiedział, że coś jest nie tak. Głos Saszy znał niemal jak swój. Tembr, dziwny niepokój w krzyku współwięźnia dawał jednoznacznie do zrozumienia, że Sasza wpadł w jakieś gówno. Tylko jeden rodzaj gówna przychodził teraz Kmicicowi do głowy.

Trzymał w ręku przycisk zapalnika i ważył w dłoni ciężar bardzo trudnej decyzji...

Wątek techniczny

Zobaczymy kto idzie. Wciąż mam nadzieję, że strzelali do nas "nasi" z Frontu Wyzwolenia Witebska.

Jak nie będzie innej opcji, to wysadzę wszystkich... Ile plastiku mi zostało?

: 01 lipca 2014, 08:29
autor: Denver
Czy Motłoch podczas zerkania zauważył w rękach mundurowych coś, co można by powiązać z obrożą niczym detonator-odbiornik?

: 01 lipca 2014, 10:04
autor: Rikandur
Dobrze, Koszalu. To ja się grzecznie zajmę iskrzeniem. ;)

: 01 lipca 2014, 10:56
autor: koszal
Ukształtował perfekcyjnie 400g C-4, lecz gorączkowe kalkulacje i próba wyczucia sytuacji przyprawiały o zawrót głowy.
Kmicic szukał bezpiecznego schronienia, które dawałoby mu zarazem dobre pole obserwacji. Zrujnowane pomieszczenie nie oferowało wiele.
Inteligencja podpowiadała mu, że to, co wypatrzył będzie odpowiednie, ale za cholerę nie pasowało mu się tam pakować.
Poczuł narastającą w gardle, trudną do przełknięcia ruską kluchę. W rogu pomieszczenia tkwiła surowa, dębowa trumna z odrzuconym na bok wiekiem..

[center]***[/center]

Gdyby ten popapraniec miał na sobie wcześniej takie paskudztwo Motłoch z pewnością by to zauważył. Cokolwiek to było nie wróżyło nic dobrego, a kojarzyło się z elektryczną obrożą ograniczającą popularną ostatnimi czasy w bogatszych regionach wschodniej Europy.
Tylko jaki sens miałoby zakładanie tego komuś tutaj, na głębokim zadupiu?
Pies wojny węszył w tym jakiś czarniejszy podstęp. Wciąż wahał się. Jeszcze kilka kroków, a Sasza przestąpi próg.

Karłowaty więzień jakby wyczuwając jego myśli zatrzymał się tuż przed wejściem, powoli odwracając do swoich oprawców.

Jebać Belacorp! Nie wejdę dalej choćbyście mieli mnie tu rozpieprzyć!

Zapadła chwila ciszy. Nie padł żaden strzał.

Motłoch skorzystał z chwili konsternacji przeciwników, by dokładniej ogarnąć sytuację.

Jeden trzymał w ręku coś na kształt detonatora. Porozumiewał się teraz z kompanem przez mikrokomunikator. Miał opuszczoną broń. Stary wyga podniósł zdobycznego kałacha biorąc na muszkę drugiego napastnika. Uśmiechnął się zajadle.
Mały czerwony punkt spoczął na ramieniu Motłocha szybko przesuwając się w stronę głowy.

Spomiędzy ruin niczym duch wyłoniła się płaczka, szła powolnym, niezdarnym ruchem praktycznie nie robiąc przy tym hałasu. Jej stopy gładko stąpały po cienkiej warstwie śniegu.
Po chwili zrozumiał, że nie stawiała swych kroków niedbale. Niczym skradający się kot wybierała dogodne punkty.

Kmicic- włazisz do trumny?
Jelcynow- jakieś słówko, albo dwa do rozmówcy, czy przyjmujesz wytyczne?
Motłoch- snajper Cię wypatrzył, Mimo Twojej ostrożności. Skubaniec musiał zmienić pozycję! Chowasz się? Strzelasz do kogoś?
Tania iskrzy, iskrzy...