Huskun przysłuchiwał się dźwięczącym nutą zdenerwowania rozmowom miejskich strażników, doskonale rozumiejąc ich niechęć do skrzyżowania ostrzy z nieumarłymi i gotowość oczekiwania na przybycie katanickiego kleryka. Zaklinacz podrapał się po podbródku w wyrazie niespokojnego zamyślenia, potem podskoczył kilka razy w miejscu słysząc jakieś stłumione budulcem hałasy dobiegające zza ściany.
- Było nie było, panie Fraki, kłopot macie dzięki nam z głowy - oznajmił goblin łapiąc kupca za rękaw i zwracając jego uwagę silnym tarmoszeniem za odzienie - Nie próbujcie się tego wypierać, bo nie jeno niełaski Pana Kielicha możecie się spodziewać, ale i gniewu bliskiego wam zapewne Gotam-gora. Przyjmijcie tedy bez zbytecznej zwłoki, iże dług wdzięczności u nas macie.
Nie czekając na odpowiedź Frakiego Huskun przeniósł wymowne spojrzenie na dziesiętnika miejskiej straży.
- Wy zaś, zacny panie niechybnie rychły setniku, zechciejcie przyjąć skromną radę - oznajmił zaklinacz wypinając dumnie podbródek i pierś - Znam się na tym, co rzeknę, albowiem zwą mnie Huskunem Roztropnym i otacza mnie wielka estyma pośród plemienia, z którego się wywodzę.
O jednoznacznym stosunku swego byłego mentora i braku wdzięczności ze strony złośliwego wodza Huskun nie zamierzał wspominać, bo jaki człowiek mógłby się połapać w drobnych niuansach codziennego życia goblińskiej społeczności.
- Jeśli cenne wam wasze zdrowie, że o duszach nie wspomnę, nie otwierajcie onych drzwi przed nadejściem kleryka. Martwiaki uwięzione po drugiej stronie wielce są potężne i okropicznie złe, chociaż wyglądają na pospolite zdechlaki. Katanicki kapłan to nie byle jaki chłyst, będzie ci on wiedział, co w takowej materii uczynić. Powiadam to jako zaufany i wielce obyty w księgach sługa kapłana Gusłaka Miłosiernego, co zjawę niemożebnie okrutną przepędził z karczmy "Pod rezolutnym goblinem". A jak już pojmiecie, żem niechybnie ocalił ową radą wasze życie, zajrzycie do owej karczmy, gdzie łacno spłyną na was łaski mojego mistrza, ukochanego syna Pana Kielicha.