Strona 71 z 95

: 25 listopada 2014, 22:21
autor: Keth
Primm, sklep Nasha Johnsona

- Mówiłem reszcie, że się dogadamy - odpowiedział z przelotnym uśmiechem staruszek, podnosząc się z krzesła i odstawiając puste butelki po piwie na kontuar sklepu - Chodźcie, to wam od razu pokażę waszą budę. Możecie się tam wprowadzić choćby zaraz, jest dosyć miejsca dla dwóch osób.

- Spoko, chętnie obejrzę - chudzielec aż klasnął w ręce, wciąż zachwycony hojną propozycją Johnsona i nie zastanawiając się zbytnio nad przedstawioną w zręczny dyplomatyczny sposób ceną tego wyrazu przyjaźni - Meble jakieś są? Generator prądu?

- Zasilania nie ma - pokręcił przecząco głową Nash - Mogę wam odsprzedać naftowe lampy jak chcecie albo sprowadźcie sobie z Vegas własny spalinowy generator. Paliwo można dostać i na Przyczółku i od wędrownych karawaniarzy.

- McBain nie miał rodziny? - upewnił się jak zawsze przezorny John - Nikt się nie wkurzy, że tam wnieśliśmy walizy?

- Nie mieli dzieci - przez pomarszczoną twarz właściciela filii ME przemknął cień nieudawanego żalu - Szeryf sam zbudował tę chatę, własnymi rękami. Nikt się o nią nie upomni, spokojna wasza głowa.

- Znowu gdzieś wychodzicie? - Ruth wyjrzała z progu zapleczu, zaalarmowana dźwiękiem przesuwanych po podłodze krzeseł.

- Pokażę im dom McBainów i wracam, za chwilę będę - odparł staruszek ubierając czapkę z daszkiem i otwierając gościom drzwi - Byłbym zapomniał... kim są ci dwoje, którzy z wami przyleźli? Ta ładna dziewczyna i jej facet? Można im zaufać... w naszej sprawie?
Dla ułatwienia podpowiem, że tak naprawdę kurierzy praktycznie nie znają swych nowych "przyjaciół", chociaż mają świadomość tego, że tamci pochodzą z Kalifornii!

: 25 listopada 2014, 22:36
autor: 8art
- Lepiej nie próbuj do niej jakiś umizgów Nash. Dobrze Ci radzę. Poważnie. Ładna może i jest, ale jak starałem się być dla niej miły, to mi chciała pytonga nożem uciąć. Naprawdę. - Przestrzegł kupca chudzielec, pomny niedawnego wybuchu złości Sue, który miał też pewne mokre konsekwencje, ale o tych mężczyzna już wolał nie wspominać Nashowi.

- Sam nie wiem, czy można im zaufać. Są chyba kalifornijczykami. Z jednej strony wynegocjowałem z Legionem ich życie, ale jakoś nie czują się specjalnie wdzięczni. Jakby nie ja to skończyliby jak reszta mieszkańców Nipton. Można ich wybadać Nash

: 25 listopada 2014, 22:58
autor: Keth
Okolice Primm, bezdroża

Wspiąwszy się niemal bezszelestnie na pobliskie wzgórze, Kir przystanął na moment w mroku rzucanym przez wielki głaz i spojrzał na widoczne w dole zarysy miasteczka. Tu i ówdzie dostrzegał plamy światła rzucanego przez nieliczne elektryczne lampy oraz poświatę bijącą od ognisk rozpalonych w wojskowej części Primm, okupowanej przez żołnierzy RNK.

Mężczyzna przeanalizował raz jeszcze w myślach zebrane informacje, w szczególności szacując liczebność kontyngentu Kalifornijczyków oraz wieści przyniesione przez nich z Przyczółka. Wszystko wskazywało na to, że lada dzień ruch graniczny miał zostać wznowiony, a to oznaczało spore konwoje przybyszów mogących w drodze do Nowego Vegas znacząco zasilić kieszenie obrotnych mieszkańców okolicznych miasteczek. Rosnąca obecność wojsk RNK w zachodniej Nevadzie miała też w teorii podnieść poziom bezpieczeństwa na autostradach, chociaż w tym konkretnym przypadku wszystko zależało od sukcesu ataku na więzienie w Jean.

Wyeliminowanie Kajdaniarzy mogło bardzo zmienić lokalny układ sił w terenie, z czego Kir doskonale zdawał sobie sprawę. Nie bez powodu od miesięcy przemierzał pustkowia Mojave nadstawiając bacznie uszu i ciągnąc wprawnie za języki. Odzyskując kontrolę nad tą częścią Nevady RNK mogła przerzucić znaczniejsze siły na pierwszą linię obrony Kolorado, monitorując jedynie na wszelki wypadek posunięcia Wielkich Chanów.

Wspinaczka w górę wzgórza wywołała u Kira pragnienie. Mężczyzna zdjął z pasa manierkę i upił z niej ciepłej wody o dziwnym metalicznym posmaku. Studnie w Primm były bez wątpienia skażone różnymi chemikaliami, toteż mężczyzna postanowił w duchu, że w trakcie następnej wizyty w Nowym Vegas sprawdzi poziom swego napromieniowania. Nawrót białaczki bardzo pokrzyżowałby mu obecne plany.

Zaserwowany w kasynie posiłek nie był zły, ale Kir nie mógł się oprzeć wrażeniu, że czegoś w nim brakowało. Od dawna nawykł do samodzielnego przyrządzania jedzenia, toteż po odwieszeniu manierki na pas wyciągnął z kieszeni zawinięty w aluminiową folię kawałek suszonego mięsa i zaczął go żuć rytmicznymi ruchami szczęki.

Własnoręcznie upolowana i oprawiona zdobycz zapewniała najlepszy smak oraz sprawdzone pochodzenie mięsa, a Kir uwielbiał polować.

Przełknąwszy kawałek posiłku mężczyzna odwrócił się na pięcie i ruszył pomiędzy wzgórza. Nie obawiał się nocnej przeprawy przez pustkowia, mając za sobą wiele miesięcy podobnych doświadczeń.
Kir udał się w swoją stronę, nawet się z nikim nie pożegnawszy - cóż za brak manier! :P

: 27 listopada 2014, 18:20
autor: Keth
Primm, chatka McBainów

Prowadzący kurierów Nash przemaszerował wzdłuż frontonu kasyna obrzucając spojrzeniami zbitych w grupki kalifornijskich żołnierzy, popalających papierosy i rozmawiających z miejscowymi. Kurierzy spostrzegli spore sumy pieniędzy zmieniające ręce, bo żołnierze Republiki bez oporów handlowali z mieszkańcami Primm kupując od nich jedzenie, alkohol i używki.

- Wygląda na to, że się dogadujecie - zauważył niby mimochodem Flanagan, zerkając z ukosa na Johnsona.

- Wszyscy gadamy w tym samym języku - wzruszył ramionami Nash - I wszyscy znają mowę pieniądza. Swoją drogą, coś mi przyszło do głowy. Wojskowi mówili, że na Przyczółku jest mnóstwo podróżnych z Kalifornii, którzy chcą się dostać do Vegas. Podobno nie mają praktycznie nic do jedzenia, a wojsko nie pozwala im opuścić przejścia. To prawda?

- Zrobili tam strefę internowania - przyznał John - Co najmniej trzysta osób, może i więcej. Karmią ich wojskowymi racjami i pewnie wszystkim już szczerze zbrzydły.

- My mamy dużo żarcia, własne studnie i miejsca do spania do wynajęcia - Nash stanął przed metalowymi drzwiami chatki byłego szeryfa Primm, ale poprzestał na włożeniu w ich zamek klucza - Gadałem z naszymi i wszyscy uważamy, że można na tym zrobić niezły interes. Po co tamci mają się gnieść na Przyczółku jak mogą normalnie pomieszkać tutaj?

- Chcecie przyjąć tutaj ludzi z Przyczółka? - upewnił się John.

- Tych, którzy są w stanie opłacić swój pobyt, oczywiście - skinął głową Nash - Wysprzątamy raz dwa hotel i będziemy gotowi.

- Najpierw pokaż, co macie dla nas, a potem będziemy dalej gadać - wtrącił chudzielec - Do robienia interesów zawsze jesteśmy gotowi, stary!

[center]Obrazek[/center]
Witajcie w swoim prawdziwym domu, obywatele Wolnego Miasta Primm (na razie jeszcze Wolnego, rzecz jasna). Nie ma prądu, chociaż stoi tam lodówka, są dwa łóżka, szafki i regały, zepsuty komputer. Możecie się zresztą urządzić jak chcecie!

: 27 listopada 2014, 20:52
autor: Keth
Primm, kasyno "Vikki & Vance"

Sue dopiła swoje piwo i zamówiła drugie, zdecydowana dalej ciągnąć za języka zainteresowanego nią barmana. Młody mężczyzna przestał obsługiwać klientów pozostawiając to zadanie swej współpracownicy, sam zaś usiadł na barowym stołku po swojej stronie kontuaru otwierając własne piwo.

- A co ciekawego dzieje się w okolicy? - spytała Anderson, z premedytacją nawijając pukiel włosów na jeden ze swoich palców - Od strony Vegas?

- Wojsko RNK podobno siedzi na lotnisku i pilnuje Zapory Hoovera - wzruszył ramionami barman - W radiu ciągle mówią o walkach nad Kolorado, bo Legion próbuje przebić się na naszą stronę. Mówię ci, ci od Cezara to prawdziwe świry. Krzyżują, ścinają i gwałcą, podobno w różnej kolejności. Kalifornijczycy pilnują też elektrowni solarnej Helios, niedaleko Novac. Dzięki nim mamy prąd tutaj, w Goodsprings, Novac i Nipton, chociaż czasami zdarzają się przerwy w transferze. W Sloan roboty w kamieniołomach stanęły. Był tu jeden taki górnik stamtąd i plótł, że to przez śmiercioszpony, ale nie chce mi się w to wierzyć. Już prędzej wydobycie stanęło z powodu braku Kajdaniarzy, bo w kamieniołomach pracowali więźniowie z Jean.

Słuchając uważnie potoku słów płynących z ust barmana, Sue obejrzała się jednocześnie ponad ramieniem na dosiadającego się do jednego ze stolików Jima.

- Twój chłopak? - zapytał od niechcenia barman, z trudem maskując swe rozczarowanie.
Karganie, rzuć jakąś fabularną wstawką, jeśli potrzebujesz dłuższej konwersacji bądź specyficznych informacji!

: 27 listopada 2014, 22:01
autor: Araven
No Chudy, nie ma jak własna chata. Aż się walnę na moment na wyrko by poczuć się jak u siebie.

: 27 listopada 2014, 23:42
autor: Kargan
Primm, kasyno "Vikki & Vance"

Sue uśmiechnęła się kącikami ust i odwróciła się w kierunku barmana.

- Nie mam chłopaka - Sue nie odrywała oczu od twarzy barmana wyraźnie usiłując go zdeprymować - Dziś posiadanie chłopaka to przeżytek.

Na twarz barmana wypłynął nie dający się powstrzymać rumieniec. Mężczyzna chrząknął po czym chwycił najbliższą szklankę i zaczął ją przecierać w nadziei
uczynienia szkła jeszcze bardziej przejrzystym. Nie na wiele się to jednak zdało bo rumieniec na jego twarzy sięgał już od szyi aż po kołnierzyk nie pierwszej
świeżości koszulki.

Dziewczyna zaśmiała się wdzięcznie po czym upiła kolejny łyk piwa odwracając wzrok od speszonego barmana i lustrując uważnie otoczenie.

- Widać wyraźnie, że macie sporo pożytku z RNK - Sue odstawiła kufel na blat baru i rozglądając się po barze zaczęła wodzić palcem wskazującym
po krawędzi kufla. Barman zamarł ze szklanką w ręku nie mogąc oderwać wzroku od zmysłowego i hipnotyzującego ruchu dłoni zataczającej wolne koła
jednocześnie usiłując skupić się na słowach dziewczyny - Prąd, bezpieczeństwo, możliwość handlu. Może i podatki nie są najprzyjemniejszą rzeczą pod słońcem,
ale chyba każdy tu rozumie, że tylko żywi mogą płacić podatki. Myślisz, że gdy zamiast RNK pojawi się tu Legion życie mieszkańców stanie się lepsze ?


Dłoń Sue zamarła bez ruchu a pytanie zawisło w powietrzu. Barman przełknął głośno ślinę i podniósł głowę napotykając spojrzenie dziewczyny.
Spojrzał w lekko przymrużone oczy, w których tym razem nie było śladu uśmiechu a chłodne, taksujące spojrzenie domagało się odpowiedzi...

Przekonanie barmana to jedno, ale może przydałoby się dowiedzieć kto w tym mieście jest "autorytetem". Bo przekonanie do RNK takiego autorytetu
czy autorytetów daje gwarancję przekonania całej społeczności - to będzie kolejny etap rozmowy z barmanem. Dowiedzieć się kto tu jest "opiniotwórczy" :)

: 28 listopada 2014, 13:44
autor: Never
Tymczasem Kir przemierzał ciemności nocy. Mojave nigdy nie była bezpieczna. Szczególnie teraz.

: 28 listopada 2014, 15:13
autor: Keth
Primm, kasyno "Vikki & Vance"

Barman upił haust piwa z butelki, po czym wzruszył niepewnie ramionami.

- Jak tu wejdą te świry, to nas wymordują jak stado gekonów, a potem obedrą ze skóry - powiedział z wyraźnym zalęknieniem w głosie - Dlatego nasi cieszą się, że republikańscy tutaj są. Ja tam nic nie mam do RNK, wiesz? Niech nawet zajmą całą Nevadę, mam to w dupie. My tu chcemy żyć jak ludzie, bez strachu. Nikt nie chce przeżyć znowu wjazdu Kajdaniarzy albo jakiejś bandy z autostrady. Dwa dni temu pochowaliśmy sześciu zabitych przez skazańców, szeryfa, jego żonę, Debby i jej dzieciaka...

- To powiedz mi, kto tu właściwie rządzi? - Sue zmieniła pozycję na stołku, założyła nogę na nogę poprawiając jednocześnie upinający ją w biodrach pas - Kogo ludzie słuchają? Macie tu jakąś starszyznę, jakąś radę?

- Tak, jest rada - pokiwał głową barman - Stary Nash, zastępca Beagle, Duncan Moore, Samantha Ferguson i Fred McKinley. Wcześniej należał do nich szeryf.

: 28 listopada 2014, 19:13
autor: Kargan
Samantha Ferguson tak ? No to może przejdę się pogadać z tą panią...kim ona jest ? Jaką pełni rolę/funkcję i gdzie ją znajdę ? :)

: 28 listopada 2014, 19:46
autor: Keth
Primm, domek kurierów

John wyciągnął się na podwójnym łóżku z głuchym stęknięciem zadowolenia, puszczając w niepamięć świadomość tego, że kilka dni temu na tym samym łóżku zamordowano małżeństwo McBainów. Ludzie Nasha Johnsona zadbali z wielką pieczą o posprzątanie niewielkiego domostwa, piorąc materace i wycierając ślady krwi znaczące miejsce zabójstwa. Złożone w nogach posłania koce wydawały się pachnieć świeżością, wprawiając Flanagana w stan dawno już nieodczuwanej błogości.

- Fajnie się leży? - zapytał stojący w progu drugiego pomieszczenia chudzielec, który w międzyczasie zdążył już zajrzeć do wyłączonej lodówki - Szerokie wyrko, można się nawet w trójkę położyć. Sue zmieści się w środku, między nami. Jak wolisz, żeby leżała, tyłeczkiem do ciebie czy do mnie?

John zignorował pytanie Barta, przekręcając się na próbę z boku na boku przy wtórze cichego jęku sprężyn.

- I jak wam się podoba? - zapytał oparty o futrynę drzwi Nash - Tylko prądu nie ma, reszta wygląda bardzo solidnie.
Gdybyście rozwiązali problem zasilania, moglibyście uruchomić lodówkę oraz radiokomunikator otrzymany od Jacksona, który teraz trzymacie w obozie Hayesa.

: 28 listopada 2014, 19:47
autor: 8art
- O ja pierdolę! Flangan, mamy chatę! Pierwszy raz w życiu, a napewno pierwszy raz odkąd straciłem pamięć mam dom... - chudy z trudem ukrywał wzruszenie. W domu jechało trochę stęchlizną i trupem, ale Simpson się tym nie przejmował, obrazowo pokazując blondynowi swoją wizję domu: - te plamy z krwi się zmyje. Tu się odmaluje, wstawimy jakiś fajne firany i będziemy mieli jak u mamusi! Kupimy jakiegoś zjebanego sekuritrona. Odpicuję go i będzie nam sprzątał i grillował steki!

: 28 listopada 2014, 22:00
autor: Araven
Musimy skołować jakiś prąd. O robocie pomyślimy, po tej całej hecy.

: 01 grudnia 2014, 19:56
autor: Keth
Primm, domek kurierów

- W Sloan podobno można kupić używane generatory za bezcen, na boku - podpowiedział Nash Johnson - Trzeba tylko wiedzieć, do kogo z tym uderzyć, bo to sprzęt RNK. Ale górnicy handlują tam, czym popadnie, jak strażnicy nie patrzą... zresztą połowa z nich chyba specjalnie nie patrzy i bierze za to w łapę.

Wyciągnięty na łóżku z założonymi pod głowę rękami Flanagan zastanowił się w duchu nad propozycją staruszka. Spalinowy generator mógł zapewnić prąd tak długo jak istniał zapas paliwa i stanowił doskonałe rozwiązanie problemu z lodówką, ale na początek kurierom wystarczyłby nawet samochodowy akumulator, wyciągnięty z ciężarówki i porządnie naładowany. Podłączony do niego nadajnik otrzymany od Strażnika Jacksona mógł pracować przez kilkadziesiąt godzin.

- John, musimy coś wykombinować - zapalił się do pomysłu chudzielec, który w międzyczasie zaczął przestawiać w sąsiednim pomieszczeniu krzesła - Załatwi się potem szafę grającą i prawdziwe radio i lampki świąteczne nad drzwi!
Taka garść podpowiedzi oparta o realia świata. Lodówka może nie, ale radiokomunikator na pewno pójdzie na podpiętym do niego samochodowym akumulatorze. W parze z baterią słoneczną byłby wręcz doskonałym rozwiązaniem. Akumulator widzieliście choćby w domku Victora w Goodsprings, ale można ich poszukać gdziekolwiek, również w Nipton, może da się taki kupić na Przyczółku. Generator spalinowy to większe wyzwanie, bo na plecach go nie przyniesiecie. Na tę chwilę przychodzi mi na myśl jedno miejsce, gdzie moglibyście coś takiego znaleźć, ale czy Wam przychodzi na myśl to samo? :P

: 01 grudnia 2014, 20:09
autor: Keth
Primm, kasyno "Vikki & Vance"

Sue dopiła do końca drugie piwo, po czym rzuciła na kontuar baru kilka wybitych z niklu kalifornijskich monet.

- Dzięki za czas, miło się gadało - oświadczyła dziewczyna ześlizgując się z barowego stołka - Muszę rozprostować nogi. Samantha Ferguson... gdzie ją znajdę?

Barman nie zdołał powstrzymać grymasu rozczarowania, wyraźnie niezadowolony z braku postępów w nawiązywaniu znajomości z ponętną podróżniczką.

- Samantha? Już poszła do siebie, wcześnie kładzie się spać, wcześnie wstaje - wzruszył w odpowiedzi ramionami - Tak między nami, jestem Rick, a ty? Masz gdzie przenocować? Mogę pogadać z Duncanem i załatwić ci jakąś fajną kwaterę w hotelu.

Sue zerknęła na Ricka z ukosa, potem zaś odszukała spojrzeniem grającego w pokera Jima, doskonale się bawiącego w towarzystwie miejscowych mężczyzn.
Większość mieszkańców Primm posiada niewielkie domki w kwartale za biurem Johnsona, przypominające w niektórych przypadkach baraki. Nie da się ukryć, że mamy już późne popołudnie, więc niektórzy tubylcy zajęli się własnymi sprawami.