PBF - Ścigając samego siebie
Czuł przyśpieszone bicie swojego serca. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz tak się bał. Ciemności nocy musiały przyprawić go o omamy. Inaczej jeśli dobrze widział zarys bestii zza głazów oznaczał jedynie szybki koniec jego burzliwego życia. Wyjął swój nóż, cokolwiek miało się stać nie zamierzał oddać swego ciała na pożarcie za darmo.
Przystawił się do skały. Obiema dłońmi potężnie ściskał rękojeść swojej zabawki. Jeżeli trafi to coś w oko, być może przeżyje. Zrobił krok do tyłu po czym nastąpiło chrupnięcie. Obejrzał się i dostrzegł, że właśnie zmiażdżył żuchwę jakiegoś trupa.
Nie wiedział jeszcze, źe...
Wiatr znów wezbrał i niczym fala przetoczył się po morzu pustkowi. Jedynie cichy świst przepływającego powietrza zaburzał ciszę.
Przystawił się do skały. Obiema dłońmi potężnie ściskał rękojeść swojej zabawki. Jeżeli trafi to coś w oko, być może przeżyje. Zrobił krok do tyłu po czym nastąpiło chrupnięcie. Obejrzał się i dostrzegł, że właśnie zmiażdżył żuchwę jakiegoś trupa.
Nie wiedział jeszcze, źe...
Wiatr znów wezbrał i niczym fala przetoczył się po morzu pustkowi. Jedynie cichy świst przepływającego powietrza zaburzał ciszę.
Ostatnio zmieniony 10 grudnia 2014, 19:25 przez Never, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, domek kurierów
Duncan Moore zasępił się słysząc odpowiedź Johna, przeniósł ponure spojrzenie na opartego o metalową ścianę Nasha.
- Jeśli poprosimy w oficjalny sposób, damy Republice pretekst do zacieśnienia więzów - powiedział mężczyzna trąc się po podbródku - Zacznie się egzekwowanie długów wdzięczności, a na dodatek albo wcisną nam do kompletu ze sprzętem obsługę albo będą nas cały czas podsłuchiwali.
- Wystarczy, że poproszą grzecznie o podanie częstotliwości, na której będziemy się komunikowali - dodał równie sceptyczny Johnson - Jak odmówimy, od razu zaczną nas podejrzewać o nieczystą grę.
- Nie, nie możemy pożyczyć sprzętu prosto od RNK i za ich wiedzą - pokręcił głową Moore - Potrzebujemy własnego systemu łączności i najlepiej, gdyby Kalifornijczycy niczego o nim nie wiedzieli.
Flanagan podniósł się z łóżka i obaj mężczyźni natychmiast spojrzeli w jego stronę.
- Idę po Simpsona, zanim narobi coś głupiego - oświadczył John - Jeszcze wypapla cały nasz plan Hayesowi.
Duncan Moore zasępił się słysząc odpowiedź Johna, przeniósł ponure spojrzenie na opartego o metalową ścianę Nasha.
- Jeśli poprosimy w oficjalny sposób, damy Republice pretekst do zacieśnienia więzów - powiedział mężczyzna trąc się po podbródku - Zacznie się egzekwowanie długów wdzięczności, a na dodatek albo wcisną nam do kompletu ze sprzętem obsługę albo będą nas cały czas podsłuchiwali.
- Wystarczy, że poproszą grzecznie o podanie częstotliwości, na której będziemy się komunikowali - dodał równie sceptyczny Johnson - Jak odmówimy, od razu zaczną nas podejrzewać o nieczystą grę.
- Nie, nie możemy pożyczyć sprzętu prosto od RNK i za ich wiedzą - pokręcił głową Moore - Potrzebujemy własnego systemu łączności i najlepiej, gdyby Kalifornijczycy niczego o nim nie wiedzieli.
Flanagan podniósł się z łóżka i obaj mężczyźni natychmiast spojrzeli w jego stronę.
- Idę po Simpsona, zanim narobi coś głupiego - oświadczył John - Jeszcze wypapla cały nasz plan Hayesowi.
Oczywiście dojście do kwartału wojskowego zajmie kilka minut...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kwartał mieszkalny
Samantha Ferguson okazała się kobietą inteligentną i uprzejmą na dodatek. Wysłuchawszy kilku pierwszych zdań swego gościa, zaprosiła Sue do zajęcia miejsca na zadaszonej werandzie z boku domostwa, sama zaś usiadła w drugim fotelu. Wiekowe meble skrzypiały pod ciężarem obu kobiet, ale sprawiały dość solidne wrażenie, by Kalifornijka nie musiała lękać się o spadnięcie na werandę.
- Tyle tylko zostało po Nipton, cmentarzysko i dymy pożarów - Sue zakończyła swą opowieść akcentując ostatnie słowa w zamierzenie dramatyczny sposób - Oni nie prowadzą negocjacji ani nie handlują, oni mordują i biorą w niewolę. Widzę, że mało kto żywi tutaj sympatię wobec Republiki, ale w porównaniu ze zbirami Cezara RNK to solidny gwarant praw obywatelskich i ostoja cywilizacji.
Ferguson sprawiała wrażenie głęboko wstrząśniętej relacją z rzezi Nipton, Sue dostrzegała to wyraźnie w jej rozszerzonych oczach oraz nienaturalnej bieli twarzy. Kobieta zaciskała długie wąskie palce na oparciach wiklinowego fotela nie odrywając wzroku od oczu swej rozmówczyni.
- O niczym nie wiedzieliśmy - powiedziała gospodyni, kiedy na werandzie zapadła ciężka cisza - Nikt z wojskowych nie przekazał nam informacji o Nipton, nie mieliśmy o tym pojęcia. Skąd mogę wiedzieć, że to prawda?
- Wyślijcie czujkę do Nipton albo poproście o potwierdzenie porucznika Hayesa - zasugerowała Sue - Już lepiej to pierwsze, bo jeśli nie wierzysz mi, czemu miałabyś uwierzyć oficerowi armii RNK. Ale smutna prawda jest taka, że Legion dwa dni temu obrócił Nipton w perzynę, a wy rychło możecie podzielić ten los. W jedności siła, w sojuszu z Republiką. Tylko ich żołnierze mogą zatrzymać oddziały Cezara.
- Muszę się naradzić z pozostałymi członkami rady miejskiej - oznajmiła Samantha - To straszne wieści i źle nam wróżą na przyszłość... o ile są prawdziwe, rzecz jasna. Nie mam powodu, by ci nie wierzyć, ale nie wiem jak tę historię przyjmą pozostali z rady. Gdzie się zatrzymałaś?
- W obozie po drugiej stronie Primm - odparła zgodnie z prawdą Sue - Wojsko udostępniło nam miejsca do spania.
- Chodź, odprowadzę cię pod kasyno - Samantha podniosła się z fotela sięgając po przewieszoną przez jego oparcie popielatą parkę - Muszę poszukać Nasha i Freda.
Samantha Ferguson okazała się kobietą inteligentną i uprzejmą na dodatek. Wysłuchawszy kilku pierwszych zdań swego gościa, zaprosiła Sue do zajęcia miejsca na zadaszonej werandzie z boku domostwa, sama zaś usiadła w drugim fotelu. Wiekowe meble skrzypiały pod ciężarem obu kobiet, ale sprawiały dość solidne wrażenie, by Kalifornijka nie musiała lękać się o spadnięcie na werandę.
- Tyle tylko zostało po Nipton, cmentarzysko i dymy pożarów - Sue zakończyła swą opowieść akcentując ostatnie słowa w zamierzenie dramatyczny sposób - Oni nie prowadzą negocjacji ani nie handlują, oni mordują i biorą w niewolę. Widzę, że mało kto żywi tutaj sympatię wobec Republiki, ale w porównaniu ze zbirami Cezara RNK to solidny gwarant praw obywatelskich i ostoja cywilizacji.
Ferguson sprawiała wrażenie głęboko wstrząśniętej relacją z rzezi Nipton, Sue dostrzegała to wyraźnie w jej rozszerzonych oczach oraz nienaturalnej bieli twarzy. Kobieta zaciskała długie wąskie palce na oparciach wiklinowego fotela nie odrywając wzroku od oczu swej rozmówczyni.
- O niczym nie wiedzieliśmy - powiedziała gospodyni, kiedy na werandzie zapadła ciężka cisza - Nikt z wojskowych nie przekazał nam informacji o Nipton, nie mieliśmy o tym pojęcia. Skąd mogę wiedzieć, że to prawda?
- Wyślijcie czujkę do Nipton albo poproście o potwierdzenie porucznika Hayesa - zasugerowała Sue - Już lepiej to pierwsze, bo jeśli nie wierzysz mi, czemu miałabyś uwierzyć oficerowi armii RNK. Ale smutna prawda jest taka, że Legion dwa dni temu obrócił Nipton w perzynę, a wy rychło możecie podzielić ten los. W jedności siła, w sojuszu z Republiką. Tylko ich żołnierze mogą zatrzymać oddziały Cezara.
- Muszę się naradzić z pozostałymi członkami rady miejskiej - oznajmiła Samantha - To straszne wieści i źle nam wróżą na przyszłość... o ile są prawdziwe, rzecz jasna. Nie mam powodu, by ci nie wierzyć, ale nie wiem jak tę historię przyjmą pozostali z rady. Gdzie się zatrzymałaś?
- W obozie po drugiej stronie Primm - odparła zgodnie z prawdą Sue - Wojsko udostępniło nam miejsca do spania.
- Chodź, odprowadzę cię pod kasyno - Samantha podniosła się z fotela sięgając po przewieszoną przez jego oparcie popielatą parkę - Muszę poszukać Nasha i Freda.
Opowieść Sue wywarła na pani Ferguson spore wrażenie. Widać, że kobieta podeszła z rozsądkiem do sugestii Kalifornijki, ale musi się też liczyć z opinią pozostałej części starszyzny. Tak czy owak, wygląda na to, że Sue i Jim mają po swojej stronie pierwszego przedstawiciela władz Primm!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kwartał RNK
Republikański porucznik cofnął się o krok, przerywając poufały gest Simpsona i przywołując na twarz karcący grymas.
- Ludzie z Przyczółka próbowali was niedawno wywołać przez radio, które dostaliście od Jacksona - oznajmił oficer - Najpewniej nie słyszeliście sygnału wywołania.
- Och, rzeczywiście - chudzielec zmieszał się słysząc oskarżycielski ton Hayesa - Byliśmy w mieście, urabiać miejscowych na tę całą awersję czy agresję... aneksję?
- Akcesję! - prychnął w odpowiedzi Hayes, przewracając demonstracyjnie oczami - Jackson wysłał do nas jeszcze jeden pluton i dodatkowe zaopatrzenie, konwój będzie tutaj po zmierzchu. Mamy przystąpić jak najszybciej do ataku na Jean.
- To świetnie! - Bart zatarł dłonie na wieść o kolejnej okazji do brawurowej akcji - Oczywiście pomożemy.
- Jackson zaproponował wykorzystanie miejscowych w formie bojówki rozpoznawczej. Podejrzewamy, że mieszkańcy Primm doskonale znają okolicę, więc pewnie łatwiej im będzie dokonać zwiadu.
Republikański porucznik cofnął się o krok, przerywając poufały gest Simpsona i przywołując na twarz karcący grymas.
- Ludzie z Przyczółka próbowali was niedawno wywołać przez radio, które dostaliście od Jacksona - oznajmił oficer - Najpewniej nie słyszeliście sygnału wywołania.
- Och, rzeczywiście - chudzielec zmieszał się słysząc oskarżycielski ton Hayesa - Byliśmy w mieście, urabiać miejscowych na tę całą awersję czy agresję... aneksję?
- Akcesję! - prychnął w odpowiedzi Hayes, przewracając demonstracyjnie oczami - Jackson wysłał do nas jeszcze jeden pluton i dodatkowe zaopatrzenie, konwój będzie tutaj po zmierzchu. Mamy przystąpić jak najszybciej do ataku na Jean.
- To świetnie! - Bart zatarł dłonie na wieść o kolejnej okazji do brawurowej akcji - Oczywiście pomożemy.
- Jackson zaproponował wykorzystanie miejscowych w formie bojówki rozpoznawczej. Podejrzewamy, że mieszkańcy Primm doskonale znają okolicę, więc pewnie łatwiej im będzie dokonać zwiadu.
W ogólnym ujęciu, RNK chce wykorzystać miejscowych do zwiadu w okolicach Jean...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Wiecie pułkowniku, ci goście z Primm znają okolicę jak własną kieszeń. Osobiście poprowadzę oddział zwiadowczy złozony z mieszkańców miasteczka. Będzie potrzebne jednak małe wsparcie Kaliforni panie Hayes.
Porucznik skrzywił brwi, słysząc wypowiedziane słowo klucz.
- Wiece pułkowniku, mamy rozkazy, aby robić tę całą aneksję...
- Agitację - poprawił go żołnierz.
- Tak, tak, agitację także w innych miasteczkach, wiecie w Goodsprings. Chcemy rozdzielić nasze siły, tak aby skuteczniej działać, ale nie będziemy mieli możliwości koordynacji działań operacyjno-taktycznych. To bardzo skomplikowany plan, który musi zostać przeprowadzony z krawiecką precyzją...
- Zegarmistrzowską. Do czego zmierzasz?
- Tak, oczywiście z zegarmistrzowską precyzją. Już mówię panie pułkowniku. Potrzebujemy jeszcze jednej radiostacji, żebyśmy mogli koordynować działania.
- To wszystko? - spytał już zmęczony trajkotaniem Simpsona Hayes.
- Jeszcze jedno pułkowniku...
- Poruczniku Simpson, poruczniku...
- Jaki ja tam porucznik... Cywilem jestem pułkowniku.
Hayes westchnął tylko zrezygnowany, a Chudzielec kontynuował
- Więc musimy pilnie dostać się na przyczółek. W Nipton znaleźliśmy jednego kajdaniarza, ale nie mieliśmy go jak zabrać na Przyczółek. Wiecie pułkowniku, względy taktyczno operacyjne. Był ranny, a nieść go taki kawał nie szło. Mojave wysłało szpicę, żeby go odnaleźć, ale nikogo nie trafili. Tak myślimy, że się schował, a przed nami, jako, żeśmy mu życie zratowali, to może się odkryje. To jeniec, niezwykle wielkiej wagi, znaczy się nie to, że jakiś gruba świnia, tylko wiecie pułkowniku cenny, bo zna więzienie, wszystkie pułapki jak własną kieszeń. Odnajdziemy go i ułatwimy całą akcję. To może uratować życie wielu żołnierzom, a teraz jak ten cał legion straszy, to każdy żołnierz na wagę złota. Na razie nie musicie się nimi przejmować, przynajmniej dopóty jestem w Primm, bo znam się na negocjacjach z tymi skurwysynami. A przy okazji, nie myślcie pułkowniku, że Bart Simpson, to jakiś w ciemię bity debil, wymyśliłem ostateczne rozwiązanie kwestii uchodźców. Porozmawiam ze strażnikiem i załatwimy od razu dwie pieczenie na jednym ogniu.
Porucznik skrzywił brwi, słysząc wypowiedziane słowo klucz.
- Wiece pułkowniku, mamy rozkazy, aby robić tę całą aneksję...
- Agitację - poprawił go żołnierz.
- Tak, tak, agitację także w innych miasteczkach, wiecie w Goodsprings. Chcemy rozdzielić nasze siły, tak aby skuteczniej działać, ale nie będziemy mieli możliwości koordynacji działań operacyjno-taktycznych. To bardzo skomplikowany plan, który musi zostać przeprowadzony z krawiecką precyzją...
- Zegarmistrzowską. Do czego zmierzasz?
- Tak, oczywiście z zegarmistrzowską precyzją. Już mówię panie pułkowniku. Potrzebujemy jeszcze jednej radiostacji, żebyśmy mogli koordynować działania.
- To wszystko? - spytał już zmęczony trajkotaniem Simpsona Hayes.
- Jeszcze jedno pułkowniku...
- Poruczniku Simpson, poruczniku...
- Jaki ja tam porucznik... Cywilem jestem pułkowniku.
Hayes westchnął tylko zrezygnowany, a Chudzielec kontynuował
- Więc musimy pilnie dostać się na przyczółek. W Nipton znaleźliśmy jednego kajdaniarza, ale nie mieliśmy go jak zabrać na Przyczółek. Wiecie pułkowniku, względy taktyczno operacyjne. Był ranny, a nieść go taki kawał nie szło. Mojave wysłało szpicę, żeby go odnaleźć, ale nikogo nie trafili. Tak myślimy, że się schował, a przed nami, jako, żeśmy mu życie zratowali, to może się odkryje. To jeniec, niezwykle wielkiej wagi, znaczy się nie to, że jakiś gruba świnia, tylko wiecie pułkowniku cenny, bo zna więzienie, wszystkie pułapki jak własną kieszeń. Odnajdziemy go i ułatwimy całą akcję. To może uratować życie wielu żołnierzom, a teraz jak ten cał legion straszy, to każdy żołnierz na wagę złota. Na razie nie musicie się nimi przejmować, przynajmniej dopóty jestem w Primm, bo znam się na negocjacjach z tymi skurwysynami. A przy okazji, nie myślcie pułkowniku, że Bart Simpson, to jakiś w ciemię bity debil, wymyśliłem ostateczne rozwiązanie kwestii uchodźców. Porozmawiam ze strażnikiem i załatwimy od razu dwie pieczenie na jednym ogniu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kwartał RNK
Siedzący w kącie przestronnego namiotu radiooperator od dłuższej chwili dusił się ze śmiechu, ale przez wzgląd na obecność przełożonego starał się za wszelką cenę zachować pozoru powagi. Simpson zerknął z dezaprobatą na czerwoną twarz szeregowca, po czym wyprostował dumnie sylwetkę.
Hayes westchnął ciężko, mimowolnie przytykając dłoń do skroni. Kalifornijczyk usiadł przy swoim polowym stoliku, westchnął ponownie wbijając zrezygnowane spojrzenie na prężącego się przed nim kuriera.
- Gdyby to zależało ode mnie, już mielibyście awans na majora i komendę nad frontem w korycie Kolorado - powiedział zjadliwym tonem oficer - Kapralu, wywołajcie Przyczółek, chcę rozmawiać ze Strażnikiem Jacksonem.
- Tak jest, sir - szeregowiec siedzący przed komunikatorem zaczął wywoływać punkt łączności zainstalowany na przejściu granicznym.
- Panie poruczniku, ktoś do pana - do namiotu zajrzał inny żołnierz - Jeden z kurierów, szuka tego tutaj.
- Wpuścić - polecił Hayes spoglądając w stronę wchodzącego do środka Flanagana - Akurat na czas, łączę się z Przyczółkiem, trzeba omówić te wasze pomysły.
Siedzący w kącie przestronnego namiotu radiooperator od dłuższej chwili dusił się ze śmiechu, ale przez wzgląd na obecność przełożonego starał się za wszelką cenę zachować pozoru powagi. Simpson zerknął z dezaprobatą na czerwoną twarz szeregowca, po czym wyprostował dumnie sylwetkę.
Hayes westchnął ciężko, mimowolnie przytykając dłoń do skroni. Kalifornijczyk usiadł przy swoim polowym stoliku, westchnął ponownie wbijając zrezygnowane spojrzenie na prężącego się przed nim kuriera.
- Gdyby to zależało ode mnie, już mielibyście awans na majora i komendę nad frontem w korycie Kolorado - powiedział zjadliwym tonem oficer - Kapralu, wywołajcie Przyczółek, chcę rozmawiać ze Strażnikiem Jacksonem.
- Tak jest, sir - szeregowiec siedzący przed komunikatorem zaczął wywoływać punkt łączności zainstalowany na przejściu granicznym.
- Panie poruczniku, ktoś do pana - do namiotu zajrzał inny żołnierz - Jeden z kurierów, szuka tego tutaj.
- Wpuścić - polecił Hayes spoglądając w stronę wchodzącego do środka Flanagana - Akurat na czas, łączę się z Przyczółkiem, trzeba omówić te wasze pomysły.
John dotarł właśnie na miejsce, więc może dołączyć do rozmowy z Jacksonem!
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Witam panie poruczniku, co tu mój nieco roztrzepany kolega nagadał panu?
Jakie są najbliższe plany. Simpson wspomniał o ew. radiostacji jakiej potrzebujemy?.
Co z Kajdaniarzami?, kiedy na nich ruszamy?
Jakie są najbliższe plany. Simpson wspomniał o ew. radiostacji jakiej potrzebujemy?.
Co z Kajdaniarzami?, kiedy na nich ruszamy?
Ostatnio zmieniony 14 grudnia 2014, 16:49 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Naprawdę pułkowniku? Major Simpson. Brzmi zajebiście, nieprawda? - Chudzielec zrobił wielkie oczy i wyprostował się jak struna: - Jak będę na Przyczółku, to porozmawiam ze Strażnikiem. Może się zaciągnę. A tak niedyskretnie spytam. Wiecie pułkowniku, tak między nami oficerami... Dobre uposażenie macie? Jako major może służyłbym bezpośrednio pod Wami, Przydałbym się Wam. Porządek raz, dwa bym zrobił! A chwila, major nie jest aby przypadkiem nad pułkownikiem? Ale byłaby heca jakbyście byli moim adiutantem!
Do namiotu wkroczył Flanagnan:
- Witam panie poruczniku, co tu mój nieco roztrzepany kolega na gadała panu? Jakie są najbliższe plany. Simpson wspomniał o ew. radiostacji jakiej potrzebujemy?. Co z Kajdaniarzami?, kiedy na nich ruszamy?
- Jaki roztrzepany? Za parę dni, może nawet godzin zostanę majorem! Pułkownik Hayes już wystawił mi ustne referencje, niedorajdo. Co Ty w życiu osiągnąłeś? Fakt zajebiście strzelasz. Mówiłem Wam pułkowniku, jak John odstrzelił jajka...
- Tak Simpson mówiłeś...
- Aaaaa... No to nie będę się powtarzać. - Bart zerknął na prubójącego stłumić smiech radiotelegrafistę i stwierdził w myslach, że jako przyszły wysoki rangą oficer armii RNK musi coś zrobić z taką niesubordynacją: - Muszę jeszcze o czymś zaraportować pułkowniku. Ten tam obikok przy radiu podśmiewuje się z Was za Waszymi plecami. Ja bym go od razu do kompanii karnej! Ale o czym my tam mówiliśmy?
Do namiotu wkroczył Flanagnan:
- Witam panie poruczniku, co tu mój nieco roztrzepany kolega na gadała panu? Jakie są najbliższe plany. Simpson wspomniał o ew. radiostacji jakiej potrzebujemy?. Co z Kajdaniarzami?, kiedy na nich ruszamy?
- Jaki roztrzepany? Za parę dni, może nawet godzin zostanę majorem! Pułkownik Hayes już wystawił mi ustne referencje, niedorajdo. Co Ty w życiu osiągnąłeś? Fakt zajebiście strzelasz. Mówiłem Wam pułkowniku, jak John odstrzelił jajka...
- Tak Simpson mówiłeś...
- Aaaaa... No to nie będę się powtarzać. - Bart zerknął na prubójącego stłumić smiech radiotelegrafistę i stwierdził w myslach, że jako przyszły wysoki rangą oficer armii RNK musi coś zrobić z taką niesubordynacją: - Muszę jeszcze o czymś zaraportować pułkowniku. Ten tam obikok przy radiu podśmiewuje się z Was za Waszymi plecami. Ja bym go od razu do kompanii karnej! Ale o czym my tam mówiliśmy?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kwartał RNK
Nawiązanie łączności nie sprawiło operatorowi żadnego kłopotu, co dowodziło sprawnego działania lokalnej sieci radiowej. Przywołany do mikrofonu Strażnik Jackson zidentyfikował się za pomocą nazwiska, bez zbędnej zabawy w kody i hasła.
- Są ze mną pańscy najemnicy, sir - oznajmił Hayes zerkając z ukosa na kurierów - Chcą przenieść część działań operacyjnych równolegle do Goodsprings, dlatego proszą o wydanie im jeszcze jednej radiostacji. Mam jedną zapasową, ale potrzebuję pańskiego zezwolenia.
- Zaraz o tym pogadamy - w eterze zatrzeszczał nieco zniekształcony zakłóceniami głos czarnoskórego dowódcy Przyczółka - Kto tam jest? Jim, John?
- Sue i Jim urabiają miejscowych, panie Jackson - rzucił do mikrofonu przechylony nad radiooperatorem chudzielec - Z tej strony Wybuchowy Bart i John Złote Oko. To nasze nowe ksywy operacyjne, do działania incognito. Jak już powiedział ten tutaj pułkownik Hayes, swoją drogą zajebisty oficer i warty szybkiego awansu, potrzebujemy drugiego radia. Chcemy podzielić siły i zabrać się za mieszanie w głowach tym farmerom z Goodsprings, żeby i oni prosili was o asystencję.
- Jesteście w stanie działać jednocześnie na dwóch frontach? - w głosie Jacksona pojawiło się wyczuwalne powątpiewanie, które boleśnie Simpsona ubodło.
Nawiązanie łączności nie sprawiło operatorowi żadnego kłopotu, co dowodziło sprawnego działania lokalnej sieci radiowej. Przywołany do mikrofonu Strażnik Jackson zidentyfikował się za pomocą nazwiska, bez zbędnej zabawy w kody i hasła.
- Są ze mną pańscy najemnicy, sir - oznajmił Hayes zerkając z ukosa na kurierów - Chcą przenieść część działań operacyjnych równolegle do Goodsprings, dlatego proszą o wydanie im jeszcze jednej radiostacji. Mam jedną zapasową, ale potrzebuję pańskiego zezwolenia.
- Zaraz o tym pogadamy - w eterze zatrzeszczał nieco zniekształcony zakłóceniami głos czarnoskórego dowódcy Przyczółka - Kto tam jest? Jim, John?
- Sue i Jim urabiają miejscowych, panie Jackson - rzucił do mikrofonu przechylony nad radiooperatorem chudzielec - Z tej strony Wybuchowy Bart i John Złote Oko. To nasze nowe ksywy operacyjne, do działania incognito. Jak już powiedział ten tutaj pułkownik Hayes, swoją drogą zajebisty oficer i warty szybkiego awansu, potrzebujemy drugiego radia. Chcemy podzielić siły i zabrać się za mieszanie w głowach tym farmerom z Goodsprings, żeby i oni prosili was o asystencję.
- Jesteście w stanie działać jednocześnie na dwóch frontach? - w głosie Jacksona pojawiło się wyczuwalne powątpiewanie, które boleśnie Simpsona ubodło.
Macie na linii dowódcę Przyczółka Mojave. Początek rozmowy zaaranżowałem, ale resztę musicie dopisać sami. Jeśli chcecie coś załatwić z RNK w kwestii własnych pomysłów albo tych podsuniętych przeze mnie, to najlepsza (i może jedyna) okazja!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Jak Jackson mówgł poddawać w wątpliwość, nie tylko geniusz Barta, ale i dziwne, prorocze sny w których niejaki wujek Huskun obajwił chudzielcowi wszystkie prawdy objawione? No a do tego nie wierzyć w możliwości najemników? Przecież, kto rozprawił się w Goodsprings i Primm z uciekinierami z Jean, kto przegnał na cztery wiatry cudaków Cezara w Nipton?
Simpson stwierdził, że jeszcze za wcześnie aby tylko i wyłącznie jego sława śwoadczyły o tym. Dla niektórych, takich krótkowidzów jak Strażnik z Przyczółka wciąż jeszcze był tylko kurierem bez pamięci.
Ale śmiały plan zdobycia zaufania mieszkańców, a potem przeciągnięcia ich na stronę RNK musiał się potoczyć, pomimo, że niektórzy nie dostrzegali od razu ogromnego rozmachu z jakim miał zostać przeprowadzony.
- Ależ strażniku? - zapytał upokorzony: - oczywiście, że możemy, jest na czwórka, a tu w Primm mamy już wpływowych zwolenników RNK. Będziemy chcieli rozdzielić siły i zacząć akcję w Goodsprings, ale jak mówię, wymiana informacji będzie kluczowa, a poza tym proszę wziąść pod uwagę, że gdyby pojawili się gdzieś frajerzy z Legionu, to szybciej przekażemy stosowną informację. To tak na marginesie. Ale teraz strażniku przygotujcie się na to co powiem. Wygląda na to, że właśnie pozbyłem się problemu uchodźców...
Simpson zrobił wyraźną pauzę aby dać przetrawić Jacksonowi powagę tego co miałmmubzaraz przekazać. Nawet radiotelegrafista na chwilę oderwał wzrok od aparatury i spojrzał na chidzielca, szybko jednak odwrócił się, próbując stłumić śmiech.
- Podjąłem się ogromnego trudu negocjacji z członkami miejscowej straszyzny...
- STARSZYZNY - poprawił porucznik.
- No przecież mówię wyraźnie STRAszyzny... No i ten teges... No Strażniku, przekonałem ich żeby przyjęli do siebie część uchodźców. Taraaaaaaa! - z radiostacji nie wyszedł przez chwilę żaden dźwięk: - Zatkało kakao? Co? Ale to nie wszystko! Skumajcie to! Primm chce remeferendum czy tam czegoś takiego, żeby w sprawie przystąpienia do RNK. A na kogo zagłosują nowi mieszkańcy, którzy tak usilnie chcą znaleźć się na ziemiach Kaliforni?
Zostaje jeszcze niepewna kwestia ataku Jean. Pamiętacie tego Boxara cośmy o nim raportowali po powrocie z Nipton. Tego rannego kajdaniarza? Napewno pamiętacie. Czujka RNK gonnie odnalazła, ale przed nimi to się może skurwiel schował, a myśmy mu mówili, że wrócimi po niego. Może warto byłoby , żeby pułkownik Hayes dał nam ciężarówkę. Podskoczylibyśmy najpierw na przyczółek, a potem do Nipton i poszukali więźnia. Ma kluczowe informacje dla systemu obronnego więzienia. Tylu żołnierzy zginie podczas szturmu, a można uniknąć wielu śmierci, jeśli uda nam się coś więcej wyciągnąć z więźnia. To jak się pułkownik Hayes zgodzi, to zaraz bierzemy ciężarówę i gnamy do Was aby omówić szczegóły a potem do Nipton. A tak w ogóle Nipton to też jest niezła opcja, ale obgadamy to na miejscu, najlepeij przy jakiejś szameczce. Wiecie jaki zarąbisty kucharz jest tu w Primm? Hayes Wam sam powie. To jak strażniku, pakować graty?
Z radia nie dobiegała żadna odpowiedź, aż w końcu Simpson z promiennym uśmiechem stwoerdził:
- Kurwa rozjebałem zioma skalą wizji i mu zatkało kakao naprawdę...
Radiotelegrafista wybuchnął w końcu niekontrolowanym śmiechem próbując raportować do Hayesa:
- Poruczniku... Zerwała... Się łączność... Wywołam przyczółek jeszcze raz...
- To będę musiał wszystko jeszcze raz tłumaczyć? - niemal płaczącym głosem zapytał Simpson...
Simpson stwierdził, że jeszcze za wcześnie aby tylko i wyłącznie jego sława śwoadczyły o tym. Dla niektórych, takich krótkowidzów jak Strażnik z Przyczółka wciąż jeszcze był tylko kurierem bez pamięci.
Ale śmiały plan zdobycia zaufania mieszkańców, a potem przeciągnięcia ich na stronę RNK musiał się potoczyć, pomimo, że niektórzy nie dostrzegali od razu ogromnego rozmachu z jakim miał zostać przeprowadzony.
- Ależ strażniku? - zapytał upokorzony: - oczywiście, że możemy, jest na czwórka, a tu w Primm mamy już wpływowych zwolenników RNK. Będziemy chcieli rozdzielić siły i zacząć akcję w Goodsprings, ale jak mówię, wymiana informacji będzie kluczowa, a poza tym proszę wziąść pod uwagę, że gdyby pojawili się gdzieś frajerzy z Legionu, to szybciej przekażemy stosowną informację. To tak na marginesie. Ale teraz strażniku przygotujcie się na to co powiem. Wygląda na to, że właśnie pozbyłem się problemu uchodźców...
Simpson zrobił wyraźną pauzę aby dać przetrawić Jacksonowi powagę tego co miałmmubzaraz przekazać. Nawet radiotelegrafista na chwilę oderwał wzrok od aparatury i spojrzał na chidzielca, szybko jednak odwrócił się, próbując stłumić śmiech.
- Podjąłem się ogromnego trudu negocjacji z członkami miejscowej straszyzny...
- STARSZYZNY - poprawił porucznik.
- No przecież mówię wyraźnie STRAszyzny... No i ten teges... No Strażniku, przekonałem ich żeby przyjęli do siebie część uchodźców. Taraaaaaaa! - z radiostacji nie wyszedł przez chwilę żaden dźwięk: - Zatkało kakao? Co? Ale to nie wszystko! Skumajcie to! Primm chce remeferendum czy tam czegoś takiego, żeby w sprawie przystąpienia do RNK. A na kogo zagłosują nowi mieszkańcy, którzy tak usilnie chcą znaleźć się na ziemiach Kaliforni?
Zostaje jeszcze niepewna kwestia ataku Jean. Pamiętacie tego Boxara cośmy o nim raportowali po powrocie z Nipton. Tego rannego kajdaniarza? Napewno pamiętacie. Czujka RNK gonnie odnalazła, ale przed nimi to się może skurwiel schował, a myśmy mu mówili, że wrócimi po niego. Może warto byłoby , żeby pułkownik Hayes dał nam ciężarówkę. Podskoczylibyśmy najpierw na przyczółek, a potem do Nipton i poszukali więźnia. Ma kluczowe informacje dla systemu obronnego więzienia. Tylu żołnierzy zginie podczas szturmu, a można uniknąć wielu śmierci, jeśli uda nam się coś więcej wyciągnąć z więźnia. To jak się pułkownik Hayes zgodzi, to zaraz bierzemy ciężarówę i gnamy do Was aby omówić szczegóły a potem do Nipton. A tak w ogóle Nipton to też jest niezła opcja, ale obgadamy to na miejscu, najlepeij przy jakiejś szameczce. Wiecie jaki zarąbisty kucharz jest tu w Primm? Hayes Wam sam powie. To jak strażniku, pakować graty?
Z radia nie dobiegała żadna odpowiedź, aż w końcu Simpson z promiennym uśmiechem stwoerdził:
- Kurwa rozjebałem zioma skalą wizji i mu zatkało kakao naprawdę...
Radiotelegrafista wybuchnął w końcu niekontrolowanym śmiechem próbując raportować do Hayesa:
- Poruczniku... Zerwała... Się łączność... Wywołam przyczółek jeszcze raz...
- To będę musiał wszystko jeszcze raz tłumaczyć? - niemal płaczącym głosem zapytał Simpson...
Ostatnio zmieniony 17 grudnia 2014, 09:06 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Kargan
- Reactions:
- Posty: 1420
- Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
- Has thanked: 8 times
- Been thanked: 7 times
Sue jeszcze nic nie wie o akcji 'bohatera Simpsona', chęci mieszkańców co do posiadania swojego radia i takich tam "operacji"99 więc wraca spokojnie do koszar.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kwartał RNK
Połączenie zostało przywrócone błyskawicznie, a wsłuchany w ton głosu Jacksona Flanagan musiał przyznać, że dowódca Przyczółka był człowiekiem o stalowych nerwach.
- Poruczniku, wydajcie im tę drugą radiostację, macie moją autoryzację - oznajmił Strażnik - Ale jak zepsują albo zgubią, odpowiedzą za zniszczenie wojskowego mienia. Słyszeliście, panowie? Sprzęt łączności jest cholernie cenny, bierzecie go na własną odpowiedzialność. Tylko tego mi trzeba, że Kajdaniarze przejęli nasz komunikator.
- Potwierdzam rozkaz, sir - rzucił do mikrofonu Hayes.
- Co do reszty... Primm wyraziło zgodę na osiedlenie się naszych ludzi w okolicy? Na prawach obywatelskich Primm? Jak ich do tego przekonaliście?
Bart i John wymienili szybkie spojrzenia. Prawdę mówiąc, propozycja rady miejskiej zakładała tymczasowy pobyt podróżujących do Vegas emigrantów, którzy byli w stanie swe koszty pobytu opłacić. Nash ani Duncan nie wspominali nic o prawie do osiedlenia się, więc pytanie Strażnika nieco zbiło chudzielca z tropu.
- I co najważniejsze, ilu przyjezdnych gotowi są przyjąć? - ciągnął dalej Jackson - Jesteście tam? Odbiór?
Połączenie zostało przywrócone błyskawicznie, a wsłuchany w ton głosu Jacksona Flanagan musiał przyznać, że dowódca Przyczółka był człowiekiem o stalowych nerwach.
- Poruczniku, wydajcie im tę drugą radiostację, macie moją autoryzację - oznajmił Strażnik - Ale jak zepsują albo zgubią, odpowiedzą za zniszczenie wojskowego mienia. Słyszeliście, panowie? Sprzęt łączności jest cholernie cenny, bierzecie go na własną odpowiedzialność. Tylko tego mi trzeba, że Kajdaniarze przejęli nasz komunikator.
- Potwierdzam rozkaz, sir - rzucił do mikrofonu Hayes.
- Co do reszty... Primm wyraziło zgodę na osiedlenie się naszych ludzi w okolicy? Na prawach obywatelskich Primm? Jak ich do tego przekonaliście?
Bart i John wymienili szybkie spojrzenia. Prawdę mówiąc, propozycja rady miejskiej zakładała tymczasowy pobyt podróżujących do Vegas emigrantów, którzy byli w stanie swe koszty pobytu opłacić. Nash ani Duncan nie wspominali nic o prawie do osiedlenia się, więc pytanie Strażnika nieco zbiło chudzielca z tropu.
- I co najważniejsze, ilu przyjezdnych gotowi są przyjąć? - ciągnął dalej Jackson - Jesteście tam? Odbiór?
Rozmowa przybrała nieco kłopotliwy bieg, ale przynajmniej załatwiliście sobie drugie radio! 
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Primm, kasyno "Vikki & Vance"
Przegrawszy pierwsze sto dolarów Jim Doe stał się niekwestionowanym ulubieńcem większości obecnych w kasynie mieszkańców Primm. W zamian za stawianą wódkę oraz kiepsko idące karty stawał się też coraz zasobniejszy w lokalną wiedzę. Grający z nim mężczyźni, początkowo ze zrozumiałych powodów nieufni, szybko przekonali się do kpiarsko nastawionego wobec życia Kalifornijczyka.
W Primm mieszkało około sześćdziesięciu osób, przeważnie powiązanych rodzinnie. Przewodziła im powołana kilka lat temu rada miejska, złożona z najbardziej poważanych członków społeczności: Nasha Johnsona, Freda McKinley'a, Samanthy Ferguson, Duncana Moore'a oraz nie żyjącego już szeryfa McBaina. Żyjący z uprawy roli, łowiectwa oraz handlu mieszkańcy przed wybuchem buntu w Jean utrzymywali regularne kontakty z Goodsprings, Nipton, Sloan, Novac oraz samym Vegas, ale wydarzenia ostatnich kilku miesięcy wystawiły ich na srogą próbę. Odcięci od świata, a następnie najechani przez bandę zbiegłych skazańców, przeżyli ciężkie chwile i odsiecz ze strony RNK złagodziła zauważalnie ich wcześniejszą podejrzliwość wobec sąsiadów zza Przyczółka.
Spora doza nieufności wciąż pozostała, ale Doe miał wrażenie, że pierwsze lody faktycznie stopniały.
Wypytywani o okoliczne osady, wszyscy twierdzili zgodnie, że z Goodsprings łączą ich najbardziej zażyłe więzi. Sloan było nie tyle miasteczkiem, co obozem robotników pracujących w pobliskich kamieniołomach - ludzie z Primm handlowali z nimi przed buntem w Jean, podobnie jak z populacją Nipton. Jim przemilczał jak na razie przerażający los pustynnego miasteczka, nie chcąc psuć wieściami radosnej atmosfery. Przestraszeni krwawym sprawozdaniem, miejscowi gotowi byliby zaprzestać dalszej gry, a tego Jim jeszcze nie chciał.
Przegrawszy pierwsze sto dolarów Jim Doe stał się niekwestionowanym ulubieńcem większości obecnych w kasynie mieszkańców Primm. W zamian za stawianą wódkę oraz kiepsko idące karty stawał się też coraz zasobniejszy w lokalną wiedzę. Grający z nim mężczyźni, początkowo ze zrozumiałych powodów nieufni, szybko przekonali się do kpiarsko nastawionego wobec życia Kalifornijczyka.
W Primm mieszkało około sześćdziesięciu osób, przeważnie powiązanych rodzinnie. Przewodziła im powołana kilka lat temu rada miejska, złożona z najbardziej poważanych członków społeczności: Nasha Johnsona, Freda McKinley'a, Samanthy Ferguson, Duncana Moore'a oraz nie żyjącego już szeryfa McBaina. Żyjący z uprawy roli, łowiectwa oraz handlu mieszkańcy przed wybuchem buntu w Jean utrzymywali regularne kontakty z Goodsprings, Nipton, Sloan, Novac oraz samym Vegas, ale wydarzenia ostatnich kilku miesięcy wystawiły ich na srogą próbę. Odcięci od świata, a następnie najechani przez bandę zbiegłych skazańców, przeżyli ciężkie chwile i odsiecz ze strony RNK złagodziła zauważalnie ich wcześniejszą podejrzliwość wobec sąsiadów zza Przyczółka.
Spora doza nieufności wciąż pozostała, ale Doe miał wrażenie, że pierwsze lody faktycznie stopniały.
Wypytywani o okoliczne osady, wszyscy twierdzili zgodnie, że z Goodsprings łączą ich najbardziej zażyłe więzi. Sloan było nie tyle miasteczkiem, co obozem robotników pracujących w pobliskich kamieniołomach - ludzie z Primm handlowali z nimi przed buntem w Jean, podobnie jak z populacją Nipton. Jim przemilczał jak na razie przerażający los pustynnego miasteczka, nie chcąc psuć wieściami radosnej atmosfery. Przestraszeni krwawym sprawozdaniem, miejscowi gotowi byliby zaprzestać dalszej gry, a tego Jim jeszcze nie chciał.
Tyle na razie Jim wyciągnął z siedzących z nim przy stoliku graczy. Co jeszcze chciałby wiedzieć i co zamierza zrobić jak już skończy grać? (poza szukaniem dziwek, rzecz jasna).