Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Nie wypuszczając miecza z dłoni i nie tracąc nawet na chwilę czujności Hastur podszedł jeszcze bliżej zwiniętego w sieć człowieka.
- Ile ich tutaj jest, tych bestii? - zapytał Redgard, próbując przejrzeć wzrokiem ciemność zalegającą w zakamarkach wielkiej pieczary.
- Jeden, wielgaśny, prawdziwe monstrum! - ofiara pająka znów podniosła swój głos, ulegając najwyraźniej przerażającym wspomnieniom z niedawnego pojmania przez drapieżnika - Pewnie stara samica!
- I nikt z was nie uciekł?
- Wszystkich dopadła, wszystkich! Strzykała jadem, co palił skórę i wyżerał oczy, a jak już obaliła którego na posadzkę, to żądłem dźgała, co jad z niego kapał. Prawie żem zdołał wyjścia dopaść, ale mnie ucapiła odnóżami
- A zraniliście ją przynajmniej? Próbowaliście się bronić? - w głosie Hastura, bezwzględnego w przypadku łotrów i rzezimieszków, dźwięczała nuta oczywistej odrazy i pogardy - Czy czmychaliście jak zające?
- Próbowaliśmy ją rąbać, mieczami siec - zarzekał się uwięziony w pajęczynie Nord - Posoką bryzgała tam, gdzie ją ostrza sięgnęły, ale zawzięta była niemożebnie. Pewnikiem teraz w jakąś dziurę wlazła, coby odpocząć, plugawa potwora!
- A co ją na was napuściło, co? Przypadek czy głodna była?
- To coś tu chyba mieszka, to jej leże - odparł z nutą niezdecydowania pajęczy więzień - Widzieliście te szczeliny w sklepieniu. Widzi mi się, że ona tu kiedyś wlazła i się zadomowiła, a przez dziury na dwór wyłaziła, polować na północnych zboczach. Póki żarcie samo do niej nie przyszło, na bogów!
- Znaleźliście to, co szukaliście? - Hastur zmienił nieoczekiwanie temat, mając już dość słuchania o morderczych zakusach wielkiego pajęczaka.
- Nie, ale ten Markartczyk gadał, że to już niedaleko, gdzieś za tamtymi arkadami w tyle - odparł Nord próbując wskazać coś uwięzioną w pajęczynie ręką. Hastur podążył wzrokiem we wskazanym kierunku i dojrzał w bladym dziennym świetle łukowate przejście wycięte w przeciwnej ścianie pieczary, wiodące z powrotem w głąb trzewi góry.
- A co to niby jest, ten wasz skarb? Gadaj, jeśli nie chcesz żywcem skończyć w paszczy tego potwora?
- Ten z Markartu powiadał, że to kamienna tablica jakaś, bardzo stara, w języku takowym napisana, co to nikt już go nie potrafi odczytać! Czy tyle wystarczy? Wypuśćcie mnie stąd, szybko!
Mam nadzieję, że odpowiedzi okazały się wyczerpujące...