Strona 76 z 95
: 31 grudnia 2014, 11:15
autor: Keth
Primm, kwartał cywilny
Nash rozmawiał na rogu ulicy z jakąś starszą kobietą w dżinsach, energicznie gestykulującą rękami. Bart przyglądał się tej rozmowie z pewnej odległości, coraz bardziej zniecierpliwiony. Pojazd miał wyjechać z Primm lada chwila, co zresztą bardzo było chudzielcowi na rękę - nie uśmiechało mu się podróżować po zapadnięciu zmroku, Pustkowia Mojave stawały się wówczas bardzo niebezpieczne.
Nie wytrzymawszy w końcu podszedł szybkim krokiem do pary miejscowych i klepnął Johnsona w ramię.
- Przepraszam, staruszku, ale wy tu pitu-pitu, a dolary stygną, że się tak wyrażę - huknął z szerokim uśmiechem, zaadresowanym przede wszystkim do kobiety, którą wcześniej miał już okazję przelotnie w Primm ujrzeć - Trzeba jeszcze zajrzeć do sklepu, obgadać to i owo.
- Pan kurier - rozmówczyni Nasha kiwnęła lekko głową, taksując Simpsona zmrużonymi oczami. Jej mina nie wyrażała żadnych emocji, toteż Bart nieco na wyrost przyjął, że kobieta nie żywiła wobec niego nieuzasadnionej niczym animozji.
- Samantho, porozmawiamy później - Johnson poklepał rozmówczynię po ramieniu - Jestem pewien, że wspólnie o wszystko się zatroszczymy. Konwój do Przyczółka wyjeżdża za kilkanaście minut, nie możemy się spóźnić.
Pożegnawszy się z Samanthą Ferguson obaj mężczyźni niemal pobiegli w stronę sklepu Nasha, z najwyższym trudem zachowując przynajmniej pozory opanowania.
Bart i Nash dogadają szczegóły handlowej transakcji z uchodźcami w sklepie, akcja tymczasem skacze do następnego wątku...
: 31 grudnia 2014, 11:16
autor: Keth
Pustkowia Mojave
Kir pokonał wzgórza odgradzające Primm od Jean w ciągu kilku godzin, przemieszczając się wąskimi jarami i podstawą zboczy w zamiarze zachowania całkowitej dyskrecji. Chociaż wcześniej nie zapuszczał się do leża zbuntowanych więźniów, wiedział doskonale, gdzie znajdował się zakład karny i którą drogą najłatwiej było się do niego dostać.
Odnalazł bez trudu starą nieużywaną linię kolejową łączącą Sloan i okolice Nipton. Wędrując jej poboczem, porośniętymi kolczastymi krzewami i kępami zarośli, z daleka dostrzegł usytuowany na bardziej odkrytym obszarze posterunek Kajdaniarzy.
Wykolejone z torów wagony sterczały pod różnym kątem na skraju nasypu. Niektóre z nich były częściowo przysypane piaskiem, inne ziały wielkimi dziurami czerniejącymi w skorodowanych burtach. Te, które zachowały się w najlepszym stanie tworzyły osłonę dla grupki więźniów pilnujących położonego po przeciwnej stronie wzgórza zakładu.
Czterech z nich siedziało na betonowych bloczkach ustawionych wokół prowizorycznego paleniska, opiekając na metalowych prętach nadziane na aluminium kawałki młodego gekona. Piąty załatwiał się w pobliskich krzakach, częściowo nimi przesłonięty, ale bezustannie pokrzykujący na szydzących z niego kompanów.
Przyczajony w bezpiecznej odległości Kir obejrzał strażników przez szkła swej lornetki, szacując w myślach ich uzbrojenie i poziom reprezentowanego sobą zagrożenia. Tylko jeden, sprawiający wrażenie przywódcy przez wzgląd na noszoną na grzbiecie zdobyczną kamizelkę, miał broń długą, dokładnie zaś jakąś strzelbę. Pozostałym za oręż służyły metalowe pręty, kije i noże.
Pierwsza część podróży przebiegła bez kłopotów...
: 31 grudnia 2014, 11:25
autor: Keth
Primm, kwartał cywilny
Porzucony przez Barta, John odwrócił się w stronę przyglądającej mu się pytająco Sue. Blondyn poluzował pas spodni, po czym westchnął lekko.
- Sprawy nabrały nagle pędu - oznajmił wymijającym tonem - Sama słyszałaś, miejscowi chcą przejąć część tych nieszczęśników z Przyczółka i zakwaterować ich w Primm, a my mamy w tym pomóc.
- Ale w czym dokładnie? - w tonie Anderson pojawiła się jakaś kąśliwa nuta - W przewiezieniu ich tutaj bezpiecznie czy w oskubaniu ich z ostatniego dolca?
- Nie bądź taka samarytanka - John wzruszył ramionami w wyrazie leciutkiej irytacji, po czym cofnął się głębiej pod zadaszenie stacji, by słoneczne światło nie padało bezpośrednio na jego skórę - Co jest dla nich lepsze, tłoczenie się tam za ogrodzeniem z drutu kolczastego czy czyste łóżka w tutejszym hotelu, choćby i za kasę?
Sue nic nie odpowiedziała, zapatrzyła się w zamian na zamurowane okna na parterze kasyna.
- Potrzebujecie naszej pomocy? - spytała po chwili, przenosząc spojrzenie na Flanagana - Czegoś wam przypilnować? Jechać z wami? Zakładam, że zlecenie Jacksona wciąż obowiązuje?
- Mamy agitować wśród miejscowych za przyłączeniem do RNK i to właśnie robimy - skinął głową John - Zadanie pozostaje aktualne. Jak ci się wydaje, po co ściągamy tutaj osadników? Jak wszystko pójdzie po naszej myśli, może niektórzy z nich pozostaną tutaj na stałe. To element większego planu.
- Byłoby miło, gdybyście zechcieli wtajemniczać nas nieco głębiej w swoje plany - odpowiedziała dziewczyna - Mnie i Jima. Nie jesteśmy głupi.
Ważne pytanie do Aravena i Barta - czy chcecie udostępnić swój domek Sue i Jimowi czy też jest to wyłącznie Wasza zastrzeżona kwatera? Co na czas wyprawy robicie z radiostacją otrzymaną od Jacksona? (nazwijmy ją dla jasności Zulu Jeden) - zostaje w obozie RNK, w domku czy zabieracie ze sobą?
: 31 grudnia 2014, 11:40
autor: Keth
Primm, sklep Nasha Johnsona
Zamknąwszy za sobą drzwi Nash przywołał krzątającą się w głębi parteru Ruby.
- Pakuj wszystko, co się nada do sprzedania! - zakrzyknął staruszek, samemu wyciągając szuflady najbliższego regału i przeglądając ich zawartość - Konserwy, butelki z wodą, tabletki! Wysyłamy towar na Przyczółek Mojave, jest tam pełno klientów, którzy wezmą wszystko od ręki!
Żona Johnsona okręciła się na pięcie w progu zaplecza, od razu pojmując doniosłość zwrotnego momentu w historii sklepu. Chudzielec odczekał, aż staruszka wpadnie na tyły budynku, po czym złapał Nasha za rękaw osadzając go na chwilę w miejscu.
- Pakowanie pakowaniem, ale najpierw pogadajmy o interesach - oznajmił ściszonym głosem - Pamiętaj, kto to wszystko wymyślił i zorganizował. Jak wszystko klapnie, kasa popłynie tu szeroką rzeką, ale trzeba to sprawiedliwie podzielić.
Johnson skinął powoli głową, od razu pojmując, co Simpson miał na myśli.
- W porządku, interesuje cię procent z zysku ze sprzedaży? - spytał na poły ostrożnie, na poły przebiegle - Jak wysoki?
Kupieckie negocjacje rozpoczęte, czekam na propozycje...
: 31 grudnia 2014, 14:35
autor: 8art
- Nie będę Cię skubał z forsy Nash. Nie jesteśmy aż takimi materiałolistami... - oznajmił spokojnie Simpson przybierając równie przebiegłą jak kupiec minę: - Zhandluj co możesz na Przyczółku, niech Ci idzie na zdrowie i w kieszeń. Niech to będzie taki mój mały prezent od nas. Pomożemy Tobie a Ty pomożesz potem nam. Załatwisz, że weźmiemy dwadzieścia pięć procent od tego co osadnicy zostawią w hotelu, od wynajmu pokoi, żarcia, napojów i reszty, lub czterysta dolców, zależy jak wyjdzie więcej. To sprawiedliwy układ za nasz wkład dla Primm, za radiostację i wypieprzenie w kosmos Kajdaniarzy.
Zgadzacie się na taką propozycję? Będzie co najmniej po 100 na łeb, albo więcej. Jeśli Nash oczywiście się zgodzi, ale czemu ma się nie zgodzić? To nie jego forsa;)
Jeśli Nash nie pójdzie na układ to wezmiemy procent od sprzedaży w Mojave. Zacznę negocjację od 15%, ale nie zejdę na mniej niż 10%
: 31 grudnia 2014, 16:58
autor: Araven
Piękna możesz jechać z nami. Ty i Jim możecie też mieszkać w chacie, jaka ja i Simpson dostaliśmy od miejscowych za zasługi dla miasteczka. Chcemy mieć procent z handlu z uchodźcami i ściągnąć tu tych bogatszych. Nim odjedziemy zawiadom Jima by pilnował chaty.
Wtajemniczamy Sue i Jima. Jestem za propozycjami Simpsona co do udziału w zyskach.
: 01 stycznia 2015, 14:08
autor: Keth
Primm, kwartał RNK
Chcąc mieć pewność, że ekspedycja dotrze mimo późnej pory do Przyczółka w nienaruszonym stanie, porucznik Hayes raz jeszcze nawiązał łączność z Jacksonem i uzgodnił z nim powiększenie eskorty. Kiedy kawalkada najemników i mieszkańców Primm zjawiła się w wojskowej części miasteczka obładowana do granic możliwości tobołami z żywnością, wodą pitną i innymi towarami, czekała na nią gotowa do wyruszenia ciężarówka i pomalowany w piaskowe barwy dżip.
- Miejcie oczy szeroko otwarte - Hayes instruował stojących przy dżipie kierowców, zerkając jednocześnie ponad ich ramionami w stronę nadchodzących kurierów - Powinniście dojechać na miejsce przed zmrokiem, ale w trasie nigdy nic nie wiadomo. A oto i wasi pasażerowie.
Kierowcy obejrzeli się w stronę przybyszów i na twarzy jednego z nich pojawił się z miejsca pełen gniewnego rozczarowania grymas.
- Boże, tylko nie ten czubek! - sarknął noszący przy pasie pistolet mężczyzna w mundurze sierżanta, wbijając spojrzenie w uśmiechniętego szeroko chudzielca - O mało nie spowodował kraksy jak go tutaj wiozłem, sir. Musi koniecznie jechać?
- Takie rozkazy, sierżancie - odpowiedział krótko, choć z cieniem sympatii Hayes - Wy tam, pakujcie te bagaże na ciężarówkę i do środka, odjeżdżacie!
Pomagający Nashowi osadnicy poupychali przeznaczony do sprzedaży ładunek na pace ciężarówki, po czym cofnęli się od wozu machając Nashowi na pożegnanie rękami.
Gdzie kto wsiada: są dwa miejsca w dżipie i dwa w ciężarówce?
: 01 stycznia 2015, 14:39
autor: 8art
Chudzielec poprawił opadające go portki, podrapał po tyłku i zapakował się do jeepa z wyższością spoglądając na młodziutkiego sierżanta:
- Nie podskakuj sierżancie, mówisz do przyszłego majora. Twój dowódca, czyli dla twojej wiadomości ten tutaj pułkownik Hayes wystawił już odpowiednie referencje, teraz Strażnik Jackson przyklepie nominację, więc jeśli chcesz żyć ze mną w zgodzie, to nie fikaj. Osobiście poprowadzę konwój ma Przyczółek Mojave. Nie to żebym podważał kopetetencje...
- kompetencje...
- No... Kompetencje, ale zdajcie się na moje doświadczenie. Flangan, wskakuj na ckm. Wtedy nic nam nie zagrozi. Wiecie jak ten człowiek strzela? Moglibyście się uczyć łebki od starego, dobrego Johna. Mówiłem wam jak wykastrował kajdaniarza z pięciuset kroków? Kurwa co ja pierdolę, tam musiało być tysiąc kroków! Jak już jedziemy, to trzeba rozpierdolić mrowisko tych mrów gigantów co wjebały tego kolesia na surowo
: 01 stycznia 2015, 20:39
autor: Araven
Spokojnie Chudy ja wsiądę na ciężarówkę, będzie nieco cienia chociaż.
: 01 stycznia 2015, 22:31
autor: Keth
W drodze na Przyczółek
Opuściwszy miasteczko jadące środkiem międzystanówki pojazdy przyśpieszyły na tyle, na ile pozwalała im tylko częściowo uprzątnięta nawierzchnia drogi. Koła wyrzucały w powietrze wielkie chmury piaskowego pyłu opadające z wolna w tyle za wozami.
- Nieźle popierdzielasz, kolego - oświadczył z uznaniem siedzący obok wściekłego sierżanta Bart, postukując palcami w tapicerkę kokpitu. Zajmujący miejsce w tyle Nash wyglądał niespokojnie przez boczną szybę dżipa, wyraźnie przeżywając podróż samochodem. Simpson domyślił się, że w przeciwieństwie do jego samego, staruszek chyba nigdy nie miał sposobności do samochodowej przejażdżki.
- Robię, co w mojej mocy, abyście szybko znaleźli się na miejscu - odpowiedział tonem fałszywej aż do bólu sympatii podoficer - Wszystko w trosce o swój błyskawiczny awans, oczywiście.
- Tak trzymajcie, żołnierzu, tak trzymajcie - chudzielec gwizdnął znacząco przez zęby, po czym spojrzał w boczne lusterko dżipa lustrując wzrokiem pędzącą w tyle sześciokołową ciężarówkę. Siedzący w szoferce obok kierowcy Flanagan machnął mu uspokajająco ręką.
- Jak szybko dojedziemy na granicę? - zapytał Johnson, odrywając wzrok od rysujących się na północnym widnokręgu skalistych wzgórz.
- Za godzinę - odparł sierżant - Jak wszystko dobrze pójdzie.
Oprócz Waszych BG w skład ekspedycji wchodzi ośmiu kalifornijskich żołnierzy pełniących rolę eskorty.
: 01 stycznia 2015, 22:51
autor: Keth
Primm, domek kurierów
- Niezła chata - Jim obrzucił wzrokiem wnętrze domku kurierów, po czym przeszedł do drugiego pomieszczenia i ze stęknięciem lubości wyciągnął się na podwójnym łóżku - Ja nie mogę, dawno już tak wygodnie nie leżałem. Naprawdę dostali ten lokal od miejscowych?
- John tak twierdzi - kiwnęła głową Sue, która zajrzała w międzyczasie z czystej ciekawości do wyłączonej i na szczęście pustej lodówki - Nie pytaj mnie, za co dokładnie. Chyba jako nagrodę za pomoc w wykończeniu tutejszych Kajdaniarzy.
Jim usiadł na krawędzi łóżka kładąc sobie w poprzek kolan broń, spoważniał w jednej chwili.
- Przegrałem z miejscowymi stówkę - oświadczył i wzruszył ramionami widząc uniesione brwi dziewczyny - Inwestycja w dobre stosunki. Nastroje są nie najgorsze, ale tutejsi boją się Republiki. Rada miejska chyba obstaje przy niezależności.
- Kurierzy próbują tu rozkręcić niezły interes - Sue przygryzła dolną wargę zastanawiając się nad czymś intensywnie - Chcą pomóc miejscowym ściągnąć tu bogatszych podróżnych z Przyczółka i oskubać ich z kasy w zamian za schronienie i żywność.
Co zamierzają w niedalekiej przyszłości Bart i John, już wiem; a jakie plany na przyszłość mają Sue i Jim?
: 01 stycznia 2015, 23:10
autor: Keth
W drodze na Przyczółek
Nadjeżdżający z przeciwka konwój był widoczny z daleka dzięki chmurze wiszącego za nim kurzu, toteż podróżujący dżipem strzelec zdążył bez pośpiechu otworzyć właz w dachu pojazdu i odbezpieczyć zamocowanego na górze wielkokalibrowego Browninga. Sierżant zwolnił i zlustrował nadjeżdżające pojazdy przez szkła lornetki, odprężając się natychmiast.
- Nasi, z Przyczółka - oznajmił odkładając lornetkę do schowka - Posiłki dla Primm. Czasy tych skurwieli z Jean są policzone.
Kilka minut później wozy ekspedycji kurierów zatrzymały się burta w burtę z trzema ciężarówkami zmierzającymi do Primm, wiozącymi na pakach ponad trzydziestu żołnierzy w piaskowych uniformach i kuloodpornych kamizelkach. Wszyscy uzbrojeni byli w M16, ale kilku trzymało przy sobie również granatniki.
- Jak droga? - zapytał wychylony przez boczną szybę sierżant - U nas bez śladu kłopotu.
- Po naszej stronie też - odparł kierowca pierwszej ciężarówki - Jak się mają sprawy w Primm?
- Hayes na was czeka. Jest spokojnie, jeszcze. Miejscowi w porządku.
Chudzielec przysłuchiwał się rozmowie jednym uchem, koncentrując się znienacka na osobie jednego z pasażerów drugiej ciężarówki. Dostrzegł go kątem oka, ale natychmiast rozpoznał dzięki charakterystycznym poparzeniom słonecznym.
Wymieniwszy się nowinami i pozdrowieniami, oba konwoje ruszyły w swoją stronę. Siedzący w fotelu dżipa Bart odprowadził wzrokiem mijającą go drugą ciężarówkę i sylwetkę siedzącego między żołnierzami Davida Gottschalka.
Do Przyczółka już niedaleko!
: 02 stycznia 2015, 18:16
autor: 8art
- Ooooo pastor Gottschalk! Jak się masz? - Chudzielec podniecony niespodziewanym spotkaniem klepnął kierowcę jeepa w plecy: - Wiesz kurwa kto to jest?
- No już wiem. Pastor jakiś tam. - burknął dla świętego spokoju prowadzący Jeepa, już nauczył się, że Simpson molestowałby go do skutku, dopóki nie uzyskałby odpowiedzi, która nawet by go nie interesowała.
- To jest kurwa niezły gość kapralu. Pastor Gotschalk! Mówiłem ci jak Flanagan odstrzelił napleta kajdaniarzowi w drodze do Primm? Kurwa, z tego z tysiąca kroków, znaczy się z półtora tysiąca. Pastor może potwierdzić jak mi nie wierzysz niedowiarku! No ale pastorowi, reprezentującemu boską opatrzność to chyba nie wypada nie wierzyć kapralu, nie?
: 02 stycznia 2015, 20:07
autor: Araven
Pastor, to on jeszcze żyje? z takim pacyfistycznym podejściem?
Jednak cuda się zdarzają, pomyślał John. A jak cuda się zdarzają, może odzyskam kiedyś snajperkę.
: 02 stycznia 2015, 20:38
autor: Keth
Przyczółek Mojave
Pnący się pośród ryku silników w górę przełęczy konwój dotarł do punktu granicznego godzinę przed zachodem słońca. W górach nadciągał zmierzch, kładący się długimi cieniami w załomach skał i przynoszący upragniony chłód po wielu godzinach skwaru. Dwa zbudowane ze złomy olbrzymy stojące na straży granicy po raz kolejny z rzędu przykuły uwagę zafascynowanego nimi chudzielca, podobnie jak stojący opodal posągów uzbrojeni żołnierze.
- Mówiłem, że pójdzie gładko? - zaśmiał się serdecznie Simpson, odsłaniając poczerniałe w wielu miejscach zęby - Mam zadatki na oficera, co tam, na taktyka! Przewidziałem, że dojedziemy bez kłopotów.
Zanim bardzo sarkastycznie nastawiony do pasażera sierżant wygłosił ciętą ripostę, chudzielec wystrzelił z dżipa machając wartownikom na powitanie ręką. Wioząca Johna i eskortę ciężarówka wyminęła zaparkowanego na podejściu do granicy dżipa i stanęła opodal budynku przydrożnego baru.
Nash wygramolił się z pojazdu chwilę później, strzelając na wszystkie strony podejrzliwymi oczami. Poklepany przez Flanagana po ramieniu w uspokajający sposób podciągnął spodnie i ruszył wraz z blondynem ku zabudowaniom granicznego przejścia.
- Strażnik Jackson jeszcze nie poszedł spać?! - zakrzyknął truchtający przodem Bart - A major Knight?! Wołajcie ich, niech szybko przyjdą! My do nich w ważnej sprawie!
Internowani na Przyczółku osadnicy zgromadzili się przy ogrodzeniu prowizorycznego obozu i przy drzwiach przydrożnego baru, śledząc z ciekawską desperacją sylwetki przybyszów i wymieniając między sobą mało pochlebne komentarze.
Witajcie na Przyczółku Mojave! Dawno Was tu nie było!