Strona 77 z 95

: 02 stycznia 2015, 20:47
autor: Keth
Primm, kwartał RNK

Wiozący pluton sierżanta Rockwooda konwój ciężarówek dojechał do obrzeży Primm przed zapadnięciem zmroku, parkując pod podziurawionym mostem przerzuconym nad autostradą. Ponaglani chrapliwymi rozkazami podoficera, Kalifornijczycy opuścili rozgrzane paki pojazdów truchtając do pobliskiego obozowiska, wymieniając pozdrowienia ze strzegącymi posterunku żołnierzami porucznika Hayesa.

Pastor Gottschalk odczekał, aż na ciężarówce zrobi się pusto, dopiero wtedy zarzucił na ramię podróżną torbę sprezentowaną przez dowództwo Przyczółka i zeskoczył na spękaną nawierzchnię drogi pozdrawiając ruchem dłoni tankujących ciężarówkę wojskowych mechaników.

Sprawdziwszy, czy otrzymana od majora Knighta Beretta solidnie tkwi w olstrze na udzie, a przewieszony przez drugie ramię śrutowy Remington jest zabezpieczony przed przypadkowym wystrzałem, wędrowny kaznodzieja wspiął się na most i rozejrzał po miasteczku rozważając w duchu, dokąd skierować swe pierwsze kroki.
Wybór nie jest w zasadzie trudny - albo do obozu wojskowych albo do sektora ludności rdzennej. Jaki plany na nadchodzący wieczór ma nasz pastor?

: 02 stycznia 2015, 20:54
autor: Keth
Primm, domek kurierów

Jim Doe zdrzemnął się na dłuższą chwilę, chociaż z braku zegarka nie miał możności, by dokładnie określić przespany czas. Zaskakująco wygodne podwójne łóżko w domku kurierów uśpiło go w podstępny sposób, zniewalając miękkością swego materaca.

Obudziło go głośny metaliczny szczęk. Otwierając jedno oko mężczyzna obrzucił ciemniejące pomieszczenie badawczym spojrzeniem, zatrzymał je na postaci siedzącej przy pobliskim stoliku Sue. Pochylając się nisko nad blatem stolika dziewczyna kończyła czyścić wyjęte z broni metalowe części Springfielda, polerując je naoliwioną szmatką.

- Długo spałem? - zapytał Jim, przeciągając się z trzaskiem kości.

- Za długo - odparła dziewczyna nie przerywając swej pracy - Zaczynasz się rozleniwiać. Tylko patrzeć jak utyjesz.
Czy Sue i Jim mają jakieś specjalne plany na wieczór?

: 03 stycznia 2015, 09:59
autor: namakemono
Witajcie ponownie. Niniejszym pastor nieśmiało wraca do gry.
Myślę, że najpierw odwiedzę dowództwo, wypytam co się tu dzieje. I co przeskrobali John i Bart, skoro wywoził ich wojskowy transport. Potem do baru, też popytam co się dzieje w Primm. A potem poszukam jakieś miejscówki do spania.

: 03 stycznia 2015, 11:10
autor: Kargan
Nie wiem jak Jim, ale ja porozmawiam z kolejną osobą "z listy rządzących" :) Gdzieś ją tam chyba Keth wymieniałeś po drodze ?
Sue zamierza trzymać się zlecenia otrzymanego od wojskowych. Nie bawią jej "plany zbicia majątku" - to nie ten typ. Nie pogardzę zarobieniem uczciwie kasy,
ale nie zamierzam dorabiać się majątków, domków, mężów czy stada dzieci - żeby było jasne. Wkrótce i tak ruszę zapewne w drogę ;)

: 04 stycznia 2015, 09:55
autor: _stone_
Myśle, że to dobry pomysł. Dołączyłbym do Sue, bo próby odnalezienia nawet najbrzydszej przedstawicielki płci przeciwnej spełzają na niczym. A Jim chciał jedynie popytać córę koryntu o miejscowe plotki. Oczywiście najlepiej śpiewają podobno po. Ale dołączenie do Sue będzie pewnie równie interesujące.

: 05 stycznia 2015, 23:15
autor: Keth
Primm, kwartał RNK

Porucznik Hayes rozmawiał właśnie z grupką nowo przybyłych wojskowych, ale na widok nadchodzącego pastora przerwał konwersację i odesłał żołnierzy do zadań związanych z przygotowaniem dodatkowych miejsc noclegowych. Gottschalk rozejrzał się z uznaniem po republikańskim obozie. Szacując liczebność sił RNK jedynie z grubsza, David i tak nie mógł się oprzeć wrażeniu, że w Primm stacjonowało ponad stu dobrze uzbrojonych i wyposażonych kalifornijskich wojskowych. Garnizon taki mógł bez najmniejszego trudu zapewnić bezpieczeństwo lokalnej populacji, ale pastor wiedział, że ludzie Hayesa mieli na głowach znacznie ważniejsze zadanie: zlikwidowanie ufortyfikowanych w więzieniu w Jean Kajdaniarzy.

- Witam, pastorze - oficer uśmiechnął się szczerze na widok sprawiającego opłakane wrażenie Davida, z współczuciem obrzucając spojrzeniem jego poparzoną skórę - Tak szybki powrót na linię frontu?

- Ludzie tutaj będą mnie potrzebowali bardziej od załogi Przyczółka - odpowiedział pastor wymieniając z porucznikiem uścisk dłoni - Co u was słychać, skazańcy was nie niepokoją?

- Po spacyfikowaniu bandy w hotelu panuje tu idealny spokój - odrzekł Hayes - Przyznam nieszczerze, że przy takich siłach Republiki tylko głupiec próbowałby wedrzeć się do miasteczka.

- Kajdaniarze na pewno nie mają szans, ale coś złego się dzieje w okolicy - Gottschalk pokiwał smętnie głową - Strażnik Jackson zapoznał mnie nieco z aktualną sytuacją. Słyszał pan o Nipton?

- Tak, Przyczółek przekazał nam wieści przez radio - Hayes sposępniał w jednej chwili, położył dłonie na pasie munduru - Okrutna rzeź, ale jak najbardziej pasująca do tych morderców z Legionu. Tym bardziej powinniśmy się skupić na eksterminacji Kajdaniarzy, żeby móc jak najszybciej przerzucić siły na linię rzeki.

- Jadąc tu minęliśmy konwój z Primm. Zauważyłem obu kurierów z ME. Coś zmalowali, że musieliście ich wysyłać w wojskowej eskorcie na granicę?

- Wręcz przeciwnie - Hayes potrząsnął leciutko głową - Współpracują z miejscowymi, żeby ich przekonać do pomysłu akcesji do Republiki. Pojechali na granicę po transport osadników, żeby rozładować chociaż trochę tłok w obozie internowanych. Pastorze, niedługo pora kolacji. Ma pan ochotę zjeść coś w moim towarzystwie czy woli pan pójść do miasta?
Jeśli Gottschalk przyjmie propozycję Hayesa, najpewniej już nie wydostanie się tego wieczoru z obozu wojskowych, ale z drugiej strony, chyba go nic pilnego nie gna do właściwej części Primm...

: 06 stycznia 2015, 00:03
autor: 8art
Idącego Chudzielca gryzła jedna rzecz. Spotkali pastora, który najwyraźniej boskim zrządzeniem losu przeżył poważny udar jakoego doznał w drodze na Przyczółek. A Simpson ledwie pozdrowił starego kompana. Zwrócił się ni dupy, ni z pietruchy do Flanagana, pogrążonego w przygotowaniach do rozmowy ze Strażnikiem:

- Wiesz co John? Trapi mnie jedna rzecz. Gottschalk pojechał do naszego miasta, a my mu nawet gościny u siebie na chacie nie zaproponowaliśmy. Mogłem mu chociaż powiedzieć jakiego zajebistego kucharza ma pułkownik Hayes. Wiesz Flanagan, to nasz stary druh. Odkąd stracisliśmy pamięć, to był z nami niemal od początku. Chujowo tak, nie? Może użyjemy radia, żeby mu przekazać gdzie stacjonujemy i żeby bił na kwadrat. I żeby się do Sue nie dostawiał, bo wiesz jaka ona cięta na zaloty. Taki pastor, to wiesz, cicha woda, tu pierdy, sjerdy, psalmy, a naprawdę cycuszki mu w głowie. Jeszcze palnie coś głupiego i jak wrócimy to będzie już psalmy wysokim głosem odśpiewywał.

-

: 06 stycznia 2015, 09:28
autor: Araven
Racja Chudy, dobrze kombinujesz, ze swoimi trzeba trzymać.
Dobry pomysł, albo przekaż Sue przez radio, by zgarnęła pastora do naszego domku.

: 06 stycznia 2015, 10:35
autor: namakemono
- Cieszę się, że te urwisy nic nie zmalowały. Choć czasem robią wrażenie lekko niezrównoważonych, to dobrzy kompani i dobrzy ludzie, a takich w dzisiejszych czasach ze świecą szukać. Bardzo dziękuję za zaproszenie, poruczniku. Z przyjemnością zjem z panem kolację.

: 06 stycznia 2015, 12:56
autor: Keth
Przyczółek Mojave

Jackson polecił sprowadzić gości do budynku dowództwa Przyczółka, ale tym razem nie posadził ich u siebie w biurze, tylko w nieco większym, a za to skąpo umeblowanym pokoju odpraw. Towarzyszył mu major Knight, ubrany w nieodzowny piaskowy uniform, którego chyba wcale nie zdejmował.

Zdenerwowany Nash Johnson wymienił z oficerami uściski dłoni, wyraźnie przejęty swym wypadem na granicę i wstrząśnięty na dodatek widokiem rzesz internowanych osadników tłoczących się na wydzielonym dla nich terenie.

- Miło nam powitać kogoś z Primm - oznajmił rzeczowym tonem Jackson, skrywający oczy za przeciwsłonecznymi okularami, które jeszcze pogłębiały swą anonimowością zdenerwowanie Nasha - Od dobrych paru miesięcy nikt z was tutaj nie zaglądał.

- Sam pan wie jakie się sprawy mają na autostradzie... miały się do teraz, oczywiście - Johnson odzyskiwał powoli rezon, ale w jego głosie wciąż dźwięczała głęboka ostrożność - Mam nadzieję, że Republika ostatecznie rozwiąże problem bandytów.

- Nie poradzimy sobie, jeśli pozostaniemy z tym sami, panie Johnson - wtrącił major Knight - Republika w obecnej chwili wykonuje misję humanitarną na terytorium niezależnego stanu Nevada. Z wielu powodów nie możemy zaangażować się w te działania tak bardzo jak byśmy sami chcieli, bo brakuje nam współpracy z miejscową ludnością, nie zostały też spełnione pewne statutowe wymagania dotyczące tej misji.

- Major chciał powiedzieć, że dopóki jako armia Kalifornii działamy na terytorium sąsiedzkiego stanu, nasze możliwości są bardzo ograniczone - Jackson przejął w locie pałeczkę od Knighta - Pan wybaczy naszą bezpośredniość, ale grzechem byłoby nie wykorzystać okazji, jaką daje nasze niespodziewane spotkanie. Chciałby pan przedyskutować z nami, oczywiście czysto teoretycznie, temat akcesji Primm? Stając się podmiotem terytorialnym Republiki zyskalibyście z miejsca preferencyjne warunki...

- Mógłby pan używać trochę prostszych słów? - wybąkał wyraźnie zbity z tropu staruszek, zerkający błagalnie na stojących obok kurierów - Że niby jaki podmiot?
Czy w rozwijającej się dyskusji Bart i John będą chcieli zajmować jakieś stanowiska czy też zamierzają pełnić rolę gapiów? Czy też zostawią Nasha z oficerami RNK i dla zaoszczędzenia czasu wezmą się od razu za sprzedaż żywności i selekcję wybrańców?

: 06 stycznia 2015, 16:59
autor: Araven
Strażniku, panie majorze, panowie. Proszę zaproponować konkrety, na początek jakaś forma stowarzyszenia z Republiką, dla obopólnych korzyści. o czymś więcej zadecyduje miejscowe referendum.
Nicią porozumienia może być handel, stworzenie sieci lokalnej łączności w Primm i okolicy. Przejęcie części zamożniejszych uchodźców, by odciążyć obóz przejściowy.

Trzeba załatwić Kajdaniarzy i zabezpieczyć się przed Legionem Cezara, jakaś forma stowarzyszenia musi Republice wystarczyć, jak mieszkańcy zobaczą, ze mają też korzyści i poprawę bezpieczeństwa, moze dołączą za jakiś czas w pełni do Republiki.


Panowie wybaczą ale Chudy musi kupić i sprzedać co nieco, my zaś porozmawiamy co dalej.

: 07 stycznia 2015, 15:04
autor: Kargan
UWAGA ! Nie będzie mnie około 10 dni - jadę na deskę do Austrii ;) Proszę nie zabić mojej postaci i nie uwikłać jej w żaden romans (zwłaszcza z Chudzielcem !! ) :D Ogólnie trzymam się miasta i staram lobbować na rzecz armii :) W razie walki pilnuje pleców Jim'a ;)

: 08 stycznia 2015, 15:40
autor: Never
"Utajniona wstawka Kira do późniejszej publikacji".

: 10 stycznia 2015, 18:43
autor: 8art
- A jeszcze dwie bardzo ważne sprawy. - dodał Simpson: - Flanagan dobrze wam powiedział, do serca Mieszkańców Primm droga przez żołądek wiedzie. Dacie im się nażreć to przychylniejszym okiem na Republike spojrzą. A tak w ogóle to zbaczając z tematu Primm. Pamiętacie o tym całym Boxarze, cośmy go uratowali od śmierci a wasi ludzie go nie potrafili znaleźć. Jak już wspominaliy chujek o więzieniu wie wszystko. Warto może abyśmy tam my pojechali i go poszukali. Zbunkrował się i nosa nie chciał pokazać, ale może jak nas obczai, cośmy mu życie ratowali, to się zdenuncjuje. Dacie ciężarówkę, paru żołnierzy dla ochrony i sprawdzimy wszystko. Uwiniemy się rach ciach i więźnia cennego przywoeziemy. Ryzyko warte świeczki, nie?

Aha, co wy byście zrobili bez Simpsona. Przy okazji sprawdzimy jak tam sprawy się mają w Nipton po masakrze. Bo wiecie, można by tam uchodźców puścić. Domy nie ograbione pewno jeszcze. Mogliby zamieszkać, miasto miałby kto sprzątnąć, a i nie straszyłoby trupiarnią. Nieźle wykminiłem nie? I kto jest debeściakiem?

No i najważniejsze. Pułkownik Hayes powiedział, że jestem takim łebskim ziomkiem, mam na to świadków, że powinienem być zostać majorem w armii RNK. Dlatego też pytam, czy nie macie jakiś wakatów oficerskich. Etat majora chętnie obejmę, ale z góry uprzedzam żadnych niższych rang nie zaakceptuje, także o pułkowniku nawet nie wspominajcie.

: 21 stycznia 2015, 12:16
autor: Keth
Przyczółek Mojave

Major Knight zakrztusił się w podejrzany sposób, przyłożył dłoń do ust próbując stłumić wydawane przez siebie dźwięki. Strażnik Jackson zachował kamienną twarz, spoglądając na chudzielca przez ciemne szkła swych przeciwsłonecznych okularów.

- Obawiam się, że chwilowo nie prowadzimy rekrutacji na stanowiska oficerskie - oznajmił opanowanym tonem - Ale naturalnie będziemy pamiętali o kandydaturze. Co się zaś tyczy poszukiwań tego Kajdaniarza, nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Nasi rangerzy to specjaliści, jeśli oni nie natrafili na jego ślad, to nie sądzę, by udało się to wam.

- Jeszcze słowo i się obrażę - Bart zrobił nadąsaną minę i cofnął się o krok od biurka, zakładając obie ręce za plecy - Odwalamy za was czarną robotę, pilnujemy porządku i tych całych aksacyjacji, a wy sobie jaja z nas robicie? Jak mówię, że tego Boxcara spod ziemi wykopię, nie nie pytajcie, czy mi się uda, tylko dawajcie łopatę, bo se jeszcze paznokcie połamię!

Dowódca Przyczółka spoglądał na nadwrażliwego najemnika przez dłuższą chwilę, potem zerknął w bok na poważniejącego Knighta.

- Jeśli się upierają... - major wzruszył w odpowiedzi ramionami - Możemy dowieźć ich na miejsce, samemu raz jeszcze rozejrzeć się po Nipton. Ale co do przesiedlenia części naszych ludzi do tamtego miasteczka, nie mogę się zgodzić.

Simpson uniósł pytająco brwi i otworzył usta zamierzając wdać się w kolejną polemikę, uciszył go jednak ostrzegawczy ruch ręki Jacksona.

- Podzielam tę opinię - oznajmił czarnoskóry oficer - To w obecnej chwili zbyt niebezpieczne. Jeśli ich tam zostawimy, nie będziemy mogli zapewnić im ochrony. Primm to coś zupełnie innego niż Nipton. Kiedy chcecie tam jechać, jutro?
Jest późny wieczór, jakie dokładnie plany mają teraz Bart i John?