Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Słysząc obiekcje innych co do stanu zdrowia pokiereszowanego młodego górala, Breton podszedł ostrożnie do Tronda, odciągnął go za rękaw skórzni za róg otwartych szeroko drzwi, poza zasięg nieludzkiego wzroku strzegących wejścia draugrów.
- Zwyczajowo tego nie czynię, bo kiedy kto umrze, a kiedy przy życiu ostawiony zostanie, to sprawa bogów, a nie ludzka - oznajmił niewiele z tego rozumiejącemu kowalowi Neviers, spoglądając uważnie na zakrwawione szramy w futrzanej zbroi Norda - Pokaż no, gdzie cię te dranie pochlastały.
Nim Trond zdążył zaprotestować, Neviers przyłożył dłoń do jednego z opatrunków, a potem raptownie odciągnął pas lnianego materiału przyciskając dwa złożone razem palce do krwawiącej ponownie rany na boku młodzieńca.
- Co ty czynisz?! - Trond wzdrygnął się z bólu i przestrachu zarazem, ale Breton bez słowa przycisnął go do kamiennej ściany korytarza, nie cofając swej dłoni od głębokiej rany.
Opuszczając wzrok w dół i napinając jednocześnie w zamiarze odepchnięcia intruza mięśnie, Nord znieruchomiał mimowolnie na widok otaczającej dłoń bretońskiego obieżyświata złotawej poświaty.
Rana przestała krwawić, w zamian zrastając się coraz szybciej na oczach bezgranicznie wstrząśniętego tym widokiem Tronda.
Ładny gest, nieprawdaż? Na dodatek warty 70 punktów ŻYW! Co do planu, panowie, pora coś finalnie uradzić, bo akcja stanęła w miejscu, a ja chcę dalej grać! dwd;