Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Starając się nie przełykać zbyt często śliny, ściskający w dłoni amulet Sivariael ruszył powolnym krokiem przed siebie, nie odrywając szeroko otwartych oczu od stojących we wnękach draugrów. Okryci żelaznymi pancerzami nieumarli wciąż wiercili się niespokojnie na swych posterunkach, lecz chociaż ich wzrok pozornie przenikał przez słusznie struchlałego altmera, żaden z martwiaków najwyraźniej wcale go nie dostrzegał.
Ktokolwiek stworzył przywieziony z Markartu amulet, włożył w niego naprawdę wiele pracy.
Asekurowany przez Neviersa i Tronda, elf zrobił kilka następnych kroków, po krótkiej chwili przyśpieszając nieco tempo. Draugrowie nadal sprawiali wrażenie całkowicie ślepych, ale ich poruszające się na styliskach obusiecznych toporów palce jawnie świadczyły o tym, że bynajmniej nie spali snem wiecznym.
Minąwszy trzecie w kolejności wnęki Sivariael zesztywniał raptownie, a Breton i młody góral przylgnęli do niego mimowolnie, bo nieumarli strażnicy grobowca poruszyli się znienacka i zeskoczyli z wnęk okręcając się w kierunku wejścia do grobowca.
Altmer zagryzł wargi do krwi powstrzymując się jakimś cudem przed okrzykiem, bo w ostatniej chwili pojął, że bynajmniej nie on stał się obiektem zainteresowania szczękających metalem ożywieńców. Sześciu nieumarłych strażników krypty przebiegło niepokojąco żwawym truchtem obok trójki zwiadowców, omijając ich wprawnie tak samo jak kamienne cokoliki i misy całopalne, ale nie wykazując intruzami najmniejszego zainteresowania.
- Kurwa maśś! - zza progu komory dobiegł głośny sykliwy okrzyk rozumnego jaszczura.
Teraz już wiecie, że sfera działania amuletu ma dość ograniczony promień...