Warsztat krawca, południe, 39 dzień kepon-ranu
Huskun zadarł w górę głowę spoglądając władczo w oczy górującego nad nim wzrostem krawca i opierając ręce o biodra.
- Jakem rzekł, bardzo mi śpieszno ów strój odebrać, tedy zdało by się, abyście się wzięli do roboty bezzwłocznie, mistrzu - oznajmił gobliński czarnoksiężnik siląc się na cień udawanie przyjaznego uśmiechu - Czarny ma być cały jak smoła, od nogawic po kaptur, a do tego jeszcze czapka na głowę taka, coby ją się dało naciągnąć na gębę aż po gardło, jeno z dziurami na ślepia wyciętymi.
Krawiec - ten sam, który przed pojedynkiem rycerzy tak ucieszył Gusłka piękną kapłańską szatą - sprawiał wrażenie nieco niepewnego, toteż Huskun szturchnął go dla zachęty kułakiem.
- Mój pan, wielce świątobliwy Gusłak Miłosierny, bardzo dobrze się wypowiada o waszych szatach, wielce je sobie chwali, a cosik mi się widzi, że jeszcze tu zajrzy, coby cosik nowego zamówić. A ten czarny kubrak to dla mnie, bom jest za zdrowie, a życie mego pana głową odpowiadający.
Zaklinacz przysunął się o krok do krawca i ściszył konspiracyjnie głos, strzelając jednocześnie na boki oczami dla przydania rozmowie bardziej tajemniczego charakteru.
- Źle się u was dzieje, dobry człeku, przecie każden to widzi. Złe moce śmiertelników nękają, nie dają wieść spokojnego żywota. Mój pan Gusłak chce temu kres położyć, ale taki bohater musi mieć na siebie baczenie, bo pewnikiem coś mu grozić będzie. A że ja jego strzegę, mus mi strój posiąść do nocnych wart, a czuwań nie tylko modlitewnych. Bierzcie tedy miarę, mistrzu, a szyjcie, bo jeśli się do wieczora uwiniecie z robotą, pan mój niechybnie podwójnie wam za ową robotę zapłaci i jeszcze lepsiejszą sobie zrobi na wasz temat opinię.
Potrzebuję złodziejskiego ubioru - czarny komplet od stóp po głowę, z wełnianą kominiarkę, bez metalowych elementów. Najlepiej, gdyby jakość była dość wysoka, by generowała jakiś bonusik do umiejek infiltratorskich. Mam nadzieję, że Huskun wywrze na krawcu presją dość dużą, by ten wyrobił się z szyciem do wieczora.