Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Stąpając krok za krokiem mężczyźni zagłębili się w pieczarę, wodząc wzrokiem po jej zakątkach w poszukiwaniu śladu niebezpieczeństwa. Spadająca z kaskad woda rwała wąskim skalistym korytem wyżłobionym w podłożu jaskini, pieniła się z szumem na ostrych krawędziach skał. Idący przodem Sivariael pierwszy przeszedł po mostku, dokładając wszelkich starań, by się przypadkiem na wilgotnych kamieniach nie poślizgnąć.
- Mam ci ja nadzieję, że ten ołtarz z tyłu to nie ów smoczy kamień, którego szuka mag z Białej Grani - syknął Neviers kiwając głową w kierunku podwyższenia - Jeśli się zawiodę, pojęcia nie mam jak to stąd wytargamy.
- Teraz lepiej cichaj - odburknął Trond, który ściskał zbielałymi palcami stylisko topora - Patrzaj na boki, coby nas tu co nie zaszło, choćby i ten pająk przebrzydły od bandy Arnulfa.
- Nikogo tu nie ma - odpowiedział niepewnie altmer, stawiając stopę na pierwszym stopniu wiodących ku ołtarzowi schodów i kolejny raz z rzędu oglądając się ponad ramieniem w stronę cmentarnej komory - Chyba, że gdzieś ukryte draugry, ale sami widzicie, że amulet nas chroni.
- Tyle, że nie wiadomo jak długo - przypomniał oschłym tonem Breton - Dalej, Siva, żwawo do przodu, bo czas nie jest po naszej stronie.
Myślę, że ilustracja pozwala dobrze zorientować się w otoczeniu. Dzienne światło wpada do środka przez otwór w sklepieniu jaskini. Wy stoicie na schodkach po prawej stronie, przed sobą macie ołtarz. Zero ruchu, żadnego widocznego zagrożenia, tylko gdzieś z tyłu dobiegają odgłosy walki o przednie wrota grobowca.