Strona 80 z 170

: 29 grudnia 2013, 18:22
autor: Keth
Zielona Przystań, późne popołudnie, 39 dzień kepon-ranu

Huskun obejrzał się wpierw uważnie wokół siebie, nie śpiesząc z odpowiedzią i próbując jednocześnie odgadnąć, kim właściwie była jego rozmówczyni. Zaklinacz nie sądził, by ktoś zwabił go w pułapkę, ale wolał dmuchać na zimne, a przynajmniej tak długo jak to możliwe nie ujawniać zbyt wielu informacji na swój temat.

- Me instrukcje pozostają sekretem znanym mnie i moim mocodawcom - odrzekł ściszonym głosem - Bardziej ciekawi mnie, kim jesteś ty i czego ode mnie oczekujesz. Możesz przyjąć za pewnik, że przemawiam w imieniu mego pana, świątobliwego Gusłaka, tedy darujmy sobie wymijasy i do rzeczy, jeśli łaska.

Taksując bacznym wzrokiem rozmówczynię Huskun zastanawiał się, czy to ona pozbawiła setyckiego czarnego rycerza kilku zębów czy też była jedynie przedstawicielką posiadacza silnego kopnięcia.
Na spotkanie u Senil ubrałem się w zwykły strój, czarną złodziejkę zostawiłem w swoim pokoju. Zabrałem broń podstawową, dwa noszone otwarcie przy biodrach sztylety. Czy szczelnie zasłonięta kobieta kojarzy mi się w jakiś sposób z "kopaczem" z pojedynku?

: 30 grudnia 2013, 16:11
autor: deliad
Zielona Przystań, późne popołudnie, 39 dzień kepon-ranu

El Senil, jak poleciła się nazywać się kobieta siedząca za stołem, w żaden sposób nie była podobna do mężczyzny, który z satysfakcją potraktował czarnego rycerza kopniakiem w twarz.

- W imieniu Gusłka, ale mam nadzieję, że także w imieniu pozostałych jego kamratów - tan Balina, Bazookh i innych. Jednak do rzeczy. Prosiłam was o spotkanie, bo wiele o was słyszałam. Pomagacie ludziom. Słyszałam o karczmarzu "Rezolutnego goblina", o właścicieli "Towarów wszelakich" no i paladyn też zawdzięcza wam życie. Myślałam, że przyjdziecie tu wszyscy, ale skoro żądałam dyskrecji to nie dziwota, że stawił się ty - kobieta nalała wina do kubka i przesunęła go w stronę Huskuna.

- Potrzebuję waszej pomocy. Mój ojciec, bogaty i wpływowy kupiec, jest chory. Dopadła go dziwna przypadłość, która cały czas postępuje mimo leczeni magią i ziołami. Próbowała już praktycznie wszystkiego i nic. Wiem, że wśród was są kapłani, alchemicy, wróżbici, zielarze i czarodzieje. Wiem też, że potraficie wiele, jesteście sprytni, niekonwencjonalni i dociekliwi. Zapłacę. Nie mam wiele, ale jak ojciec ozdrowieje zapłaci ile chcecie. Mogę wam zaoferować sto dwadzieścia sztuk złota. To pieniądze za moją biżuterię. - kobieta upiła łyk wina, a drżące ręce upuścił kielich wylewając jego zawartość na jedwabne rękawiczki.

- Pewnie dziwi cię mój strój. Chcę pozostać nierozpoznana. El Senil to wymyślone miano. Dyskrecja jest bardzo ważna. Gdyby konkurenci mojego ojca dowidzieli się o jego chorobie, bardzo zaszkodziłoby to jego interesom. Konsekwencje byłyby straszne nie tylko dla nas, a i dla całego miasta. Tak to już jest w interesach... Podejmiecie się tej pracy? Błagam, nie zastanawiajcie się zbyt długo, każda chwila jest cenna - kobieta wytarła wzbierające łzami oczy i czekała na odpowiedź.

: 30 grudnia 2013, 18:23
autor: Dobro
- Dwadzieścia punkcików jeno, i strzec będę twoich pleców do kresu mych sił, jak Pianna kocham! - huknął się w pierś gnom, niemal wyprężając się przy tym jak struna.
Drayaharusowi bardzo podoba się plan, zwłaszcza, że dostanie trochę mocy od Gusełka. Mimo wszystko, gnom odczuwa potrzebe wykazania się w oczach towarzyszy...

: 30 grudnia 2013, 18:29
autor: namakemono
Jako się rzekło, 20 punkcików dla naszego figlarza przelewem na amulet poproszę.

: 30 grudnia 2013, 18:44
autor: Keth
Zielona Przystań, późne popołudnie, 39 dzień kepon-ranu

Oczy Huskuna z natury były wąskie i podobne do szparek, ale w pewnych sytuacjach potrafiły przybierać kształt idealnie okrągły, a zarazem wyłupiasty, zdumiewająco przypominający ślepia puchacza - najczęściej zaś stawały się okrągłe, kiedy ktoś w obecności zaklinacza wspominał o pieniądzach wartych więcej niż setkę w złocie.

Goblin oblizał spierzchnięte wargi, po czym odzyskał panowanie nad sobą i przybrał kamienny w jego mniemaniu wyraz twarzy.

- Pani, zechciej dać mi nieco czasu do namysłu - odpowiedział - Słusznie zauważyłaś, że nie obejdzie się tutaj bez pomocy mojego mistrza, znachora niebywale obytego w choróbskach wszelakich. Jeśli ktokolwiek może pomóc twemu ojcu, to jeno Gusłak Miłosierny, wszelako on tak ogromnie zaprzątnięty jest sprawami wagi nadzwyczajnej, że mus mu wpierw pomyśleć, co w twej sprawie uczynić.

Przypatrując się kobiecie bez żenady, zaklinacz oblizał ponownie usta zainteresowany nie tylko jej opowieścią, ale i kształtami ukrytego pod szatą ciała. Ludzkie kobiety ustępowały co prawda urodą elfkom, ale i tak stały się w oczach nawykłego do niewiast własnego gatunku goblina niebywale piękne.

- Pani, niechaj tak będzie - zdecydował po krótkiej chwili milczenia Huskun - Wezmę dziesięć katanek zadatku, któren nie jest zwrotny, jeśli zaś mistrz mój wyleczy twego ojca, nawrócisz się na pianicką wiarę i staniesz się akolitką Pana Kielicha. Jeśli jesteś stanu wolnego, rozważysz zaszczyt pokładania w łożnicy mego mistrza podług pianickich obyczajów, jeśliś zaś zamężna... nie bojaj się, myśmy są dyskretni...

- Co się zaś twego ojca tyczy, opowiadaj jak najwięcej o tym choróbsku. Od jak dawna choruje, jak toto paskudztwo się objawia, gdzie on właściwie teraz przebywa i kiedy podrzuciłaś mi ów liścik.
Zbieram jak najwięcej informacji, które mogą się przydać Gusłkowi. Sto dwadzieścia sztuk złota drogą nie chodzi! I mam nadzieję, że pryncypał goblina doceni jego starania o interesy swego nauczyciela! ;)

: 30 grudnia 2013, 18:51
autor: namakemono
Trzeba przyznać, Huskun dba o swego pryncypała nie byle jak. I o jego interesy, i o interesy jego interesu także. Zacnie. :)

: 30 grudnia 2013, 19:03
autor: Keth
Trzeba tylko pomyśleć jak w tym całym zamieszaniu znaleźć dla Gusłka czas na wyuczenie nowego zaklęcia. Mam dziwne przeczucie, że "Niewidzialność dla martwiaków" może się niebawem bardzo przydać!

Czy ja dobrze zrozumiałem, że Mordil gdzieś przepadł bez śladu? Mistrzu, ja żartowałem z tym zrobieniem z niego żywej tarczy, naprawdę. Przydałby nam się do akcji nie-bojowych, na przykład pilnowania Orofara. Jeśli to coś jeszcze pomoże, możemy rozesłać paru pachołków, by rozejrzeli się po mieście w poszukiwaniu naszego druha.

: 31 grudnia 2013, 07:59
autor: deliad
Zielona Przystań, późne popołudnie, 39 dzień kepon-ranu


Wysłuchawszy propozycji Huskuna, kobieta przez chwilę trwała w milczeniu, a jej oczy zwęziły się na podobieństwo goblinich. Westchnęła przeciągle i napiła się wina.

- Rozważę jeszcze kwestie wiary, a zaliczkę mogę dać dopiero jak się zdecydujecie. Aby rozjaśnić wam całą sprawę opowiem dokładniej, a ty dobrze nastawiaj uszu żebyś nic nie zapomniał i dobrze powtórzył wszelkie szczegóły swojemu Panu.

- Ojciec był zawsze zdrów jak ryba w w oceanie, nie imały się go żadne przypadłości. Ma własną kucharkę, która gotuje mu wszystkie posiłki, chadza do świątyń i składa sowite ofiary za co jest często błogosławiony. Choroba rozpoczęła się niecały tydzień po pożarze w centrum miasta. Pamiętam, że ojciec zasłabł podczas spotkania z krasnoludami, które przybyły do portu Rotgan-kir "Żelaznym Statkiem". Ludzie mawiają, że był przeklęty. Wyznawcy Pani Mórz zostali tamtego wieczora dotkliwie pokąsani przez jeżowce, czy jakoś tak. Nie mogę powiedzieć, że mój ojciec nie miał wrogów, bo w interesach potrafił być pozbawiony skrupułów. Kilka dni po pierwszym zasłabnięciu spotkałam go w ogrodzie, wokół niego kwiaty to więdły i wysychały to rozkwitały z ogromną bujnością. On leżał na ławie bredząc w gorączce, przemawiając dwoma głosami. To było przerażające. Od razu wezwałam Hirmina Arusa. To kapłan Arianny, dobry znajomy ojca. Kapłan rzucił czary mające odpędzić chorobę. Jednak to pomogła jedynie na kilka dni. Hirmin powtarzał czary sięgając po coraz mocniejsze, odprawiał różne rytuały. Jednak zamiast zwracać zdrowie memu ojcu tracił swoje. W końcu przestał przychodzić na wezwania i zaszył się w świątyni. Powiedział, że zło w mieście jest tak potężne, że jego magia nie chce działać. Biedny Hirmin, wydaje mi się, że jego duchowe światło gaśnie przytłoczone mrokiem pałającym ze zgliszcz spalonej świątyni. Wtedy zawezwałam naszą miastową znachorkę. Starucha nacierała go balsamami, upuszczała krwi i prowokowała wymioty. Nic to nie dało. Ojciec zaczął miewać ataki szału... Za każdym razem gdy pogoda pogarszała się - padał ulewny deszcz, szalała wichura lub padał śnieg - wpadał w amok, wyła potępieńczo i wszystko niszczył. Jednego razu zaatakował służebną i dotkliwie ją pobił. Od tego czasu musieliśmy go krępować. Sprowadziliśmy astrologa, który miał odczytać przeszłość i przyszłość, ale ten po przeprowadzeniu obrządków czmychnął gdzie pieprz rośne i oddał pieniądze. Ponoć wszystko jest tak zagmatwane, że znaki mogą znaczyć niemal wszystko. Zawezwałam alchemika, ale ten pijus też nic nie poradził. Teraz ojciec leży bez przytomności w swym łożu, gdzie musimy go krępować, aby nie zrobił sobie, ani innym krzywdy. Tak wygląda cała historia - kobieta otarła łzy i upiła łyk wina.

- Mogę wam dać czas do zastanowienia nie dłużej niż do ranka - powiedział mocniejszym głosem - Jeżeli nie stawicie się na spotkanie przed trzecim pianiem kura oznaczało to będzie, że rezygnujecie z pracy, którą wam oferuję i muszę szukać pomocy gdzie indziej. Powtórz moje słowa swojemu Panu, a i nie zapomnij wyjawić ich tan Balinowi, to taki dobry i skłonny do pomocy krasnolud.

: 31 grudnia 2013, 11:02
autor: namakemono
Coś mi się widzi, że powinniśmy skupić się na szukaniu prawdziwej przyczyny tych wszystkich dziwnych wydarzeń. Za dużo już ich się ujawniło. Boję się, że wytracimy siły na rozwiązywanie każdej zagadki z osobna, a prawdziwa przyczyna całego zła pozostanie niepoznana, nienaruszona, niepokonana i wciąż rosnąca w siłę.

: 31 grudnia 2013, 13:07
autor: Araven
Czy Balin cokolwiek wie o prośbie tej kobiety i negocjacjach Huskuna?

: 31 grudnia 2013, 15:03
autor: deliad
Nie wie , bo Huskun się nie pochwalił posiadanym listem. A, że dość często zdarza mu się wymykać, to obecne jego zniknięcie nie jest niczym dziwnym. Za to szykuje się akcja z wierzycielami Gusłak i to raczej dotarło do uszu Balina.

: 31 grudnia 2013, 16:18
autor: 8art
Watek techniczny

Deliad pamietaj, ze Barthur tez idzie na przyjacielska konwersacje z wierzycielami:) No i z katanickim kaplanem, jakby nie patrzec Barthur tez jest klerykiem.

: 01 stycznia 2014, 12:03
autor: Araven
Balin takoż rusza na negocjacje z wierzycielami. Topór biorąc i sprawdzając czy ostry. Trzeba się pozbyć tych pijawek, ale zaczniemy od negocjacji pomyślał krasnolud.

: 01 stycznia 2014, 22:40
autor: Keth
Zielona Przystań, późne popołudnie, 39 dzień kepon-ranu

Brak zachwytu rozmówczyni dla próby nawrócenia jej na pianicką wiarę wyraźnie schłodził życzliwe nastawienie Huskuna. Przykładający do kwestii wierzeń spore znaczenie zaklinacz skinął zdawkowo głową, a potem podniósł się z zajętego chwilę wcześniej drewnianego zydla poprawiając uwierający go w biodrach parciany pas.

- Jak słusznie rzekłaś, mus mi sprawę tę roztrząsnąć przed mistrzem Gusłakiem - oznajmił goblin dając całym swym zachowaniem do zrozumienia, że spotkanie właśnie dobiegło końca - Jeśli cosik doradzić mogę, złóż modlitwę do Pana Uciech, by ten zechciał natchnąć mistrza Gusłka miłosierdziem i gotowością pomocy, albowiem już wspomniałem, że wielce utrudzony jest czynieniem w tutejszym mieście dobra i robota wręcz pali mu się w rękach. Nie wiadomo mi w zamian, kiedy tutaj pieją kury, wcale nawet nie wiedziałem, że tutejsze kury potrafią piać, bo u nas na bagnach piał tylko kogut starego Uhara, ale mniejsza z tym...

- Jeśli chcesz poznać wolę świątobliwego Gusłaka Miłosiernego, mus ci się wybrać pod "Rezolutnego goblina" jutro w porze śniadania, jeśliś bowiem sądziła, że mój mistrz sam się do cię pofatyguje, w wielkim jesteś błędzie. To znaczny kapłan, tedy nie uchybiajmy jego godności. Przynieś zadatek i odziej się nieco bardziej... świątobliwie - Huskun obrzucił powłóczystą szatę Senil znaczącym spojrzeniem, wyraźnie sugerując, że podług obrządku pianickiego szata świąteczna charakteryzowała się rozcięciami na udach oraz porządnie wykrojonym dekoltem.

- A teraz bywaj i niechaj cię Pian natchnie swą roztropnością.
Trzeba być twardym negocjatorem, bo inaczej tutejsi nam na głowę wejdą! Huskun przez Uhara wychowany, trochę się na negocjacjach zna. Koniec spotkania - jeśli Senil się jutro nie pofatyguje do naszej karczmy, goblin gotów jest demonstracyjnie wzgardzić jej złotem (wygląda na to, że na razie nie ma nawet kasy na zaliczkę, więc kiepska z niej klientka).

: 01 stycznia 2014, 22:52
autor: Keth
Pod Rezolutnym Goblinem, późne południe, 39 dzień kepon-ranu

Pełen powagi Balin zawsze budził w Huskunie głęboką rezerwę i podejrzliwość, ale wyraz głębokiego skupienia na twarzy połączony ze zgrzytem przesuwanej po ostrzu topora osełki jeszcze spotęgował wrażenie, jakie kapłan Gotam-gora zwykł na goblinie wywierać. Ostrzący swą broń krasnolud siedział w rogu jadalnej izby przybytku, pociągając co chwila z wielkiego glinianego dzbana wypełnionego piwną pianą, która osiadała na jego zaplecionej w warkoczyki brodzie.

- Gdzieś się włóczył i po co? - zapytał bezceremonialnie Balin, wbijając w chytre ślepka Huskuna swe przenikliwe spojrzenie - A tu trza się na wieczorne spotkanie szykować.

- Kota szukałem! - palnął zaklinacz wzruszając jednocześnie pozornie niedbale ramionami - Ktoś gdzieś wspominał, że mieszczańskie koty w smaku jeszcze lepsze od królików, iście niebo w gębie. Chciałem, coby mi karczmarz jednego na bitki przyrządził, ale szybkie są huncwoty, każdy jeden drapaka dał na czas! I jeszcze tu byłem i tam, wszelako żadne to nie były ciekawe sprawy, a już na pewno nie opłacalne!

Huskun położył szczególne znaczenie na słowo "opłacalne", po czym natychmiast czmychnął w przeciwną stronę sali - iście niczym zełgany naprędce kot - szukając swego zaprzątniętego studiowaniem czarodziejskich formuł mentora.

- Mus nam się rozmówić w cztery ślepaki, Gusłaku - Huskun przerwał swemu nauczycielowi w sposób dość obcesowy, ale jego przewracane teatralnie oczy dały kapłanowi do zrozumienia, że akolita przyniósł mu właśnie żywotnie ważne wieści.
Odciągnąwszy Gusłka w ustronne miejsce przekazuję mu historię el Senil. Niech Namakemono zadecyduje, czy chce w to wejść. Jeśli mieszczka się jutro rano zgłosi, ok - jeśli nie przyjdzie, jej strata.