PBF - Wybawiciel

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 listopada 2015, 22:14

- Co się stało - zapytał go - i gdzie ten idiota, Pascal, wybiegł?

- Pascal? - Dejong powiódł jakby trochę nieobecnym wzrokiem do wyjścia, dopiero zdając sobie sprawę z tego, że zostali tu sami. Ocknął się wreszcie, pomógł podnieść się Davidowi z ziemi. Widział, że facet dostał plombę od Erwina, ale to było jak sen. Jawą zdawały się ostatnie wizje, a przedewszystkim teczki. Otworzył jedną z nich, tam gdzie była adnotacja o reżyserze i pokazał Davidowi:

- Patrz, wszyscy jesteśmy tu pacjentami od trzech dni. Ja, ty, Ahmed i Stahler. Widzisz. Prawie uwierzyłem, że jestem czubem, ale pamiętam, że oddawałem zadowolony mój protfel w depozyt w tym pokoju a sekretarka podpisywała te kwity. Ja tu trafiłem z własnej woli. Wiesz co myślę? Że dostaliśmy jakiegoś farmakologicznego strzała i wyrąbało nam ostatnie wspomnienia. Słuchaj mnie David, psy w to nie uwierzą. Albo spieprzamy, albo musimy im wcisnąć niezłą bajkę.

Baart wcisnął teczki za spodnie tak by były skryte pod marynarką i wziął swój prawdziwy portfel. Sprawdził, czy w dokumentach figurują jego dane i zdjęcia. Był gotów wcisnąć każdemu kto tu wejdzie wszystkie bajki świata.
Czy jest wystarczająco czasu aby się stąd zmyć? Jeśli tak, to może lepiej spływać stąd za Egipcjaninem i Meksykaninem Jakie dokumenty są w moim prawdziwym portfelu? Czy są na moje dane, a nie jakiegoś np Marcela Dejonga? Zdjęcia się zgadzają? Pytałem wcześniej, ale nie dostałem odpowiedzi.
Edit Suriel. Mea culpa przeoczyłem. Wszystkie dokumenty grały, było nawet prawo jazdy z twoim zdjęciem w niemodnej bo sprzed dwóch lat fryzurze... I dlatego daję wam jedną krótką rundę (to niecałe 3sek tak informacyjnie dla nie zaznajomionych z systemem) zanim wejdą, typu otwarcie okna i rozbicie czaszki o bruk parę pięter niżej... /EVILS/ albo na powrót do korytarza skąd przyszliście, albo jeszcze coś innego. Opcji jest wbrew pozorom całkiem sporo. Pascal jest dwa, trzy korki od klamki drugich drzwi. Dużo zależy od wpisów Ervina i Ahmeda ale w mojej opinii każdy z was ma przynajmniej jedną możliwość by oddalić niebezpieczeństwo od całej grupy ale nie jest to łatwe i coś czuję, że zaraz solidnie dacie d....
Ostatnio zmieniony 09 listopada 2015, 23:10 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 listopada 2015, 23:22

Czy potrafie przyspieszyć czas dla nas, albo spowolnić go dla zbliżającej się grupy?
od MG: Sprawdziłem i niestety nie. Od 3 kropki możesz mieć odpowiednik akceracji z wampira na siebie. A od 4 spowolnić jeden cel.
Ostatnio zmieniony 10 listopada 2015, 11:02 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 10 listopada 2015, 14:58

- Zamknij drzwi i zamilcz! - zdezorientowany Stahler wciąż podpierał się o biurko, gdy skierował słowa do Pascala. Chciał krzyknąć, lecz brakło mu tchu, jednak czuł, że polecenie poleciało w eter. Był słaby i obawiał się użycia kuszących zdolności, tym bardziej, że mogły mieć wysoką cenę. W ułamku sekund nie znalazł jednak lepszego rozwiązania. Niczym chodzący trup oderwał się od biurka i chwiejnym krokiem ruszył ku drzwiom.
Wydaję Pascalowi komendę- może się ugnie. Nie wiem, czy drzwi są na kartę, czy klucz. Może zyskamy kilka chwil. Jak dotrę do drzwi to je podeprę i będę chciał przekonać sekretarkę, że się zacięły i potrzeba ślusarza.
Ostatnio zmieniony 10 listopada 2015, 15:08 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 listopada 2015, 15:09

Jeśli sugestia Erwina nie podziała na Pascala, to postaram się powiązać los Pascala ze skórką od banana, poluzowanym dywanem, obruszaną klepką od podłogi, tak żeby gościu na nią stanął i walnął orła. Potem chyba trzeba stad spadać, bo tłumaczenia policji mając zapewne słowa lekarza przeciw na nic się zdadzą. Lęcę jak owca za większością, czyli Stahlerem i Tysonem... Znaczy się Ahmedem:)

Sorry bez fabularki ale z pracy piszę. Jak będzie spokój to dopiszę coś.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 13 listopada 2015, 15:30

- Za nim! - podjął za Ervinem Ahmed, który dla obserwatora z zewnątrz stanowił chodzącą zagadkę i esencję eurodeputowanych: najpierw robią coś dziwnego, potem coś zupełnie innego, odwróconego o 180 stopni od pierwszego działania.

Audytor miał ogromną ochotę wystrzelać liśćmi po pysku robola, podczłowieka z Meksyku, gdy nagle uświadomił sobie, że cały ten Ervin to w sumie porządny gość i gada mądre rzeczy, z sensem i wewnętrzną spójnością. Obecnie złapanie Pascala było priorytetowe więc Ahmed skupił się i spróbował nawiązać połączenie z Budynkiem.

- Ja, Ahmed Assad Omar, rozkazuję ci zamknąć te drzwi na zamek! By nikt ich bez mojej zgody nie otworzył! - krzyknął w myślach, wskazując na najbliższe drzwi do których dobiegał Pascal.
Próbuję rozkazać duchowi budynku szpitala, by zamknął tamte drzwi i słuchał się moich poleceń.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 17 listopada 2015, 23:50

- Za nim! - podjął za Ervinem Ahmed i wyciągnął w kierunku Pascala Rękę, w tym samym momencie poczuł jakby budynek drgnął w jakiś niewytłumaczalny sposób. W jednej chwili otworzyło się na oścież okno w pomieszczeniu. Papiery zawirowały w powietrzu a ostra bryza deszczu wdarła się do pomieszczenie czyniąc dodatkowe spustoszenie. Lekko nie domknięte drzwi strzeliły zamykając się z trzaskiem tuż nim ręka Pascala dotarła do klamki.

- Zamknij drzwi i zamilcz! - warknął Meksykanin w tym samym momencie Pascal sam nie wiedząc czemu, zatrzasnął zamek posadowiony w górnej części drzwi. Chciał krzyknąć lecz nie mógł...

Przez krótką chwilę w pomieszczeniu huczały tylko złowieszcze uderzenia wiatru w połączeniu z zimnym listopadowym deszczem. Wszyscy zamilkli oczekując co nastąpi za chwilę za drzwiami.

- Chyba kogoś słyszałam... halo! Jest tam ktoś? - kilka słabych szarpnięć poruszyło klamką bez większego skutku.

- Zamknięte... - dopowiedział kobiecy głos.

Chwilę później ktoś zdecydowanie silniejszy zaczął mocować się z klamką jednak również bez rezultatu.

- Proszę pozwolić mi spróbować, ten zamek się zacina bo jest strasznie stary... - głos doktora Markova był niemal wesoły ale jakiś dziwny ton brzęczał w nim chłodem.

Pascal drżącą ręką wskazał na klamkę. Usta otworzył się mu z niedowierzaniem i pewnie właśnie by solidnie przeklął, gdyby czyjaś wola nie spoiła mu warg nakazem milczenia. Poruszył więc tylko nimi bezgłośnie kiedy klamka zaczęła tracić kolor, szarzeć i rdzewieć jakby z każdą sekundą przybywało jej dziesiątek lat...
To samo działo się z zamkiem który przekręcił Pascal.

- Proszę wyważyć drzwi... - powiedział spokojnie doktor.

Silne uderzenie barkiem posłało drzwi z łoskotem na bok odsłaniając ogrom dokonanych w środku zniszczeń. W pomieszczeniu jednak nie było żywego ducha. Julia szybko podeszłą do okna zamykając je i cicho narzekając zaczęła zbierać dokumenty. Mundurowi wraz z doktorem oglądali dokładnie pomieszczenie.

- To chyba przez ten wiatr musiały się zatrzasnąć... Wszystko poprzewracał i zmoczył - sarkała z wyraźnym niezadowoleniem.

Jeden z barczystych policjantów nacisnął klamkę od gabinetu dr. Gayeta.

- Zamknięte, chyba ma pani rację... - powiedział mundurowy i już się miał rozluźnić ale jego kolega sięgający po lżącą na podłodze czapkę, dorzucił

- Chyba jednak nie... - jego palce wskazywał na wywalone w całości szuflady.

- Sprawdźcie korytarz. - warknął doktor Markov, a kiedy wykonywali jego polecenie stał wpatrzony w ścianę gdzie na wysokości ludzkiej twarzy widniały ślady po uderzeniu czymś czerwonym. Wkoło ściany walały się fragmenty słuchawki i czerwonego plastiku. Wiatr nie mógł tego nijak uczynić... - A ty sprawdź, czy czegoś nie brakuje.

/podkład muzyczny:/
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=gHbwAd5gkMM[/youtube]

W zdemolowanym sekretariacie pojaśniało kiedy przez nieboskłon przetoczył się kolejny upiorny błysk. Chwilę po nim gdzieś daleko uderzył grom. Pozostała tylko Julia, która zbierała szpargały i układała je na nowo w te same miejsca. Miała złe przeczucia/ Coś jej nie grało ale nie wiedziała jeszcze co...

Biegli korytarzem. Zaduch szpitalnych lekarstw uderzał w nozdrza nieprzyjemną wonią. Pierwszym który podjął ucieczkę był Pascal. Na końcu niczym lokomotywa pędził Meksykanin. Ervin z trudem łapał świszczący oddech, bolało go kolano i ciężko mu było z tym całym cholerstwem na sobie. Słabo ale jakoś dawał radę. Pozostali byli od niego szybsi, odstawiając nieco z tyłu staruszka ale i on zdążył. Niemal w ostatniej chwili skrył się za załom korytarza nim drzwi w sekretariacie się otworzyły...
Ruszamy dalej. Yarinie nie mogę czekać na twojego posta dłużej. Jak dopiszesz to coś zmodyfikuje najwyżej. Pomysł z oczekiwaniem na posty na sposób tak jak w innych pbf się nie sprawdza. Wracam do wyznaczania terminu, wiem że mało to eleganckie ale wtedy tempo mamy naprawdę nieporównywalnie lepsze. A jak tempa nie ma z sesji się robi :/pupa

Następny wpis w czwartek wieczorem. W piątek wyjeżdżam na weekend i dlatego chcę wrzucić jeszcze coś przed. Oczekuję na krótkie deklaracje dokąd zmierzacie.
Całe wschodnie skrzydło jest opuszczone (dwa piętra) parter nieco mniej na którym jest łazienka, odkryta komora, sprzęt i pokój z pozostawionym samemu sobie Camille. Po drodze jest kilka pomieszczeń jaki mijaliście do rehabilitacji, pomieszczenie dla środków czystości, jadalnia dla lekarzy i sióstr, pomieszczanie ochrony i kilka innych nie oznaczonych.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 listopada 2015, 20:09

DeJong zatrzymał się zdzwiony i spojrzał do tyłu. Erwin, który jeszcze parę minut temu wydawał się kipiącym wulkanem energii, teraz człapał jak stary dziadyga. Nie tylko Meksykanin był powodem dla którego Baart przystanął. Jedne z drzwi miały tabliczkę z wiele mówiącym szyldem "Pokój ochrony". Concierge nie spodziewał się znaleźć arsenału broni zagłady, a nawet jeśli to i tak nie potrafiłby jej użyć. Mogło być tam coś cenniejszego. Klucze, monitory szpitalnej sieci monitoringu z back'upami... Niby niewiele, ale zawsze coś.

- Tutaj! - syknął do reszty: - Sprawdźmy pokój ochrony.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 19 listopada 2015, 09:01

https://youtu.be/MK6TXMsvgQg- podkladzik, tylko dla ludzi o mocnych nerwach

Ervin gonił ze wszystkich sił, lecz mimo to wciąż pozostawał kilka kroków za resztą i krzywiąc usta z ogromnego wysiłku zauważał, że dystans nieubłaganie się zwiększa. Przebywszy ledwie kilkanaście metrów czuł rosnącą dziurę w brzuchu. DeJong i Ahmed zaglądali do kolejnych pomieszczeń biegając w tę i z powrotem i choć czynili nawet krótkie przerwy ten cholerny dystans wciąż wzrastał.
Meksykaniec zajęczał z bólu przyjmując wyraz twarzy podobny samotnym naprężeniom w kiblu po przeholowaniu z wasabi.
Gonił, gonił, gonił purpurowiejąc z wysiłku i wstydu, a gdy wreszcie nabrał jako takiego tempa dobrze odżywionego emeryta to właśnie myśl o jedzeniu raz jeszcze zadźwięczała echem pustki wydobywającym się z żołądka. Wyhamował z piskiem glanów na skręconych nogach prawie wywracając się koło drzwi z napisem jadalnia.
- Pieprzyć to- miał krzknąć, lecz wyszedł z tego tylko charczący pomruk- nażrę się chociaż, zanim mnie dybną.
Ervin wali do jadalni w poszukiwaniu kotleta.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 19 listopada 2015, 20:36

Ahmed był wyraźnie zadowolony z efektów swojej nowej mocy. Szybko ściągnął z Ervina dyskretne zaklęcie pozbawiające go sił. W ogóle nie wiedział, czemu to zrobił: przecież Ervin to spoko gość, tak jak i on uciekł z biednego kraju do lepszego, choć zepsutego moralnie świata. Republika Francuska z otwartymi ramionami witała wszystkich i dawała całkiem niezłe granty. Czasem Assad zastanawiał się, czemu nie brał byle jakiej kobiety do ślubu, narobił jej dzieci by czerpać socjale, jak większość jego rodziny i krajanów. A w razie czego mógł poślubić jeszcze wiele innych kobiet, bo kto mu niby zabroni? Nawet nie musiał się starać, wystarczyło posłać maila do nawiedzonych z projektu "Tolerancja" a ci zaraz by narobili rabanu, że prawa Ahmeda są naruszane i nikt, ale to nikt nie wypominałby egipcjaninowi pięciu żon. Takie uroki europy.

Teraz jednak audytor skupił się na słowach korposzczura de Jonga. Gdy niebezpieczeństwo ze strony żabojada zostało zażegnane i gdy duch tego starego budynku odpowiedział na wezwanie, można było się spokojnie poruszać po jego wnętrzu. Mógł teraz do woli otwierać i zamykać pomieszczenia i okna. Ciekawe też, co mógł zrobić jeszcze... Dla spróbowania, włączając swojego autopilota - który bezmyślnie podążał za Baartem - skupił się na ścianie budynku i szepnął w myślach:

- Ty, który stoisz tu od wieków, słuchaj mnie! Zatrzęś się lekko i trzaśnij drzwiami w oddali, by każdy słyszał o twej potędze i gniewie!
Mogę w ten sposób rzucać zaklęcia? Btw usunąłem starego posta. Ahmed podąża za de Jongiem, testując swoje nowe moce.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 19 listopada 2015, 23:36

Czterech uciekinierów zgromadziło się przed pomieszczeniem ochrony rzucając szybkie spojrzenia za siebie w kierunku ewentualnego pościgu. Nikt jednak ich nie gonił za nimi nie licząc świszczącego Ervina, który będąc już od nich zaledwie kilkanaście kroków nagle zatrzymał się, rzucił parę szpetnych słów łapiąc oddech przy ścianie, po czym odbił w prawo wchodząc do jakiegoś pomieszczenia.

Baart nie poświęcił jednak zbyt wiele uwagi poczynaniom Meksykanina. Zdeprymowany nacisnął klamkę do pomieszczenia ochrony. Niestety tak jak niektórzy przypuszczali było zamknięte. Oczy trójki zbiegów mimowolnie zwróciły się w kierunku Pascala. Ten szybko zaczął gmerać przy szyi gdzie nosił zawieszoną kartę magnetyczną. Drżącymi rękami przyłożył ją do czytnika, ale czerwony kolor oznajmiający ich zamknięcie nie ustąpił. Sekundy uciekały bezpowrotnie.

- Chyba... nie mam uprawnień. - powiedział Pascal.

- Spróbuj jeszcze raz, może coś nie zaskoczyło, szybko. - Rzucił ponaglająco jeden z mężczyzn.

Karcie Pascala musiało coś się stać, ponieważ już za drugim razem, zieleń zapulsowała w czytniku migając zapraszająco*. Baart bez namysłu popchnął drzwi i wszyscy szybko wśliznęli się do środka ogarniętego półmrokiem. Pomieszczenie przeznaczone dla ochrony składało się z dwóch pokoi oddzielonych niedomkniętymi drzwiami. W pierwszym pomieszczeniu do którego weszli panował lekki bałagan a jedynym oświetleniem były migotliwe monitory. Ekrany zapalały się wyświetlając przez chwilę nagrywane korytarze a chwilę później gasły. Działo się to bez wyraźnego rytmu jakby elektronika doznała jakiegoś przeciążenia. Odtwarzane obrazy z pustych szpitalnych korytarzy przeplatały się co chwila z "wojną czarnych mrówek z białymi" Foni nie było wcale.

Obrazek

Z drugiego pomieszczenia będącego zapewne przebieralnią sączyło się zapraszająco światło. Tymczasem...

[center]***[/center]
Sapiąc niczym miech kowalski Ervin oparł się o ścianę. Miał to w dupie. Całe to uciekanie, po prostu nie było w jego stylu. Postanowił, że pora stawić czoła niebezpieczeństwu, ale z pełnym brzuchem. Pchnął więc drzwi do stołówki, gdzie spodziewał się nasycić męczący go głód. Gdy wchodził o mały włos nie przytrzasnęły go drzwi. Zadaję się pchnięte przez przeciąg.***

No i chuj z dyskrecji, jeśli pogoń szła za nami na pewno to usłyszą. - pomyślał rozglądając się po stołówce.

Pomieszczenie wypełniały dwa długie stoły przy których były rozłożone jedynie trzy tace. Na dwóch były niedojedzone końcówki zimnych dań. Nic wartego uwagi. Trzeci skrywał ugryzioną tylko raz kanapkę oraz dwie inne zawinięte i zupełnie nie tknięte. Obok stała zimna herbata. Krzesła i wszystko inne sprawiało wrażenie porzuconego w wyjątkowym pośpiechu. Pomieszczenie oprócz jarzeniówki rozświetlało czerwone pulsacyjne światło alarmowe, zapewne informujące personel z tego pomieszczenia o ucieczce więźniów z zachodniego bloku.

- Bleeee z tym ich śmierdzącym serem. - powiedział cicho po czym wepchnął prawie jej pół, zapychając mimo wszystko usta. Musiało jednak coś być w tym serze, bo poczuł jak od razu mu wraca wigor.****

Trochę to mimo wszystko kiepskawe jak na posiłek. - pomyślał rozczarowany rozglądając się po pomieszczeniu. W jednej chwili wypatrzył lodówkę ale kiedy otworzył ją po szybkim doskoku jej zawartość okazała się bardziej niż rozczarowująca. Pociągając resztki z mleka z kartonika jakie w niej znalazł natrafił wzrokiem na pulsujące zielenią światło. Poczuł też przyjemny zapach gotowanego.

A to co, czyżby winda techniczna? - pomyślał zbliżając się do światełka.

W istocie, nie mylił się była to niewielka winda wielkości piekarnika. Szyb prowadził prawdopodobnie do kuchni poniżej gdzie przygotowywano posiłki dla całego centralnego bloku szpitala. Zielone światło zapewne informowało, że transport dotarł na miejsce.
Erwin bez zastanowienia otworzył drzwiczki i od razu w jego nozdrza uderzyła przyjemna woń świeżo gotowanego posiłku. W windzie stał duży gorący garnek, przykryty pokrywką, a w jego środku tkwiła solidnej wielkości chochla. Pochylił nos, nad otwartym jednym sprawnym ruchem ręki garnkiem, wciągając jego głęboki warzywny zapach. Bijące z niego gorące opary przyjemnie owiewały mu pooraną zmęczeniem twarz. W brzuchu mu znowu zaburczało. Czując zbliżającą się przyjemność organizm już na swój sposób wiwatował na cześć fenomenalnego znaleziska.

Gorące opary... - pomyślał - Herbata jest zimna więc albo wyszli wcześniej albo polewka się spóźniła. Chyba mam szczęście.

Zamieszał w zupie, chcąc spróbować jej smaku i wyłowić najsmaczniejsze kąski jakie zawsze kryły się na jej dnie. Jak świat światem to co na dnie zawsze nadawało właściwego smaku. Sięgnął więc na sam spód, chochla lekko wygięła się wciągając coś znacznie cięższego od warzyw. Była to ugotowana ludzka dłoń...

[center]***[/center]
Zbliżając się cicho do przymkniętych drzwi drugiego pomieszczenia Baart poczuł wilgotny chłód bijący najpewniej z otwartego okna oraz zapach drażniącego nozdrza dymu. De Jong przyłożył ucho blisko szczeliny ale nie słyszał nic prócz głośnego szumu deszczu niesionego przez wicher. Powoli, ostrożnie, koniuszkami palców uchyli drzwi by otworzyć je tylko na tyle, by można było dyskretnie rzucić okiem. Miał szczęście, najwyraźniej były dobrze naoliwione i nawet nie skrzypnęły**.
Zobaczył jedynie szafki pracownicze, kawałek biurka z czajnikiem. Delikatnie pchnął drzwi szerzej by wsuwając tylko część twarzy rzucić okiem na całe pomieszczenie...

Na środku pokoju znajdowała się spora kupka złożona z płyt kompaktowych, twardych dysków i komputerów. Obok nich stał niezwykle wysoki i za razem szczupły młodzieniec o nienaturalnie wyłupiastych oczach. W jednej ręce miał niedużą buteleczkę najwyraźniej z czymś bardzo łatwopalnym, którą sikał na stosik dymiącej elektroniki. Ogień buchał wesoło pochłaniając skwierczącymi jęzorami wszystkie tajemnice. Chłopak dorzucił do stosu garść trzymanych w dłoni płyt.

Nagle ochroniarz tchnięty jakimś dziwnym impulsem podniósł wzrok spoglądając wprost na twarz Baart. Kiedy ich oczy się spotkały mężczyzna rozdziawił usta ze zdziwienia nie mogąc nic z siebie wydusić. Był bardziej zaskoczony niż deJong, ponieważ obcy naszedł go akurat w chwili relaksu i wyciszenia. Ze zsuwanych z głowy słuchawek sączyła się cicho uspokajająca nuta...
...w słuchaweczkach -> https://www.youtube.com/watch?v=Cr4gKVsqh9o
* Istnieje taka możliwość, że jak dwie osoby mają tą samą Arkanę mogą łączyć siły by zwiększyć szansę na sukces. Ten z wyższą pulą prowadzi, każdy wspierający daje mu dodatkową kostkę. Jak jest kilku z tą samą Arkaną robi się naprawdę czar "na grubego zwierza". David używa podświadomie Losu, Baart wspiera czar. Zakładam sukces, nie bardzo mam czas to przeliczać. Chciałem tez pokazać alternatywne metody otwierania drzwi.
** a Gucio, nie ma użycia mocy, zwyczajnie miał szczęście. Zwracam na to uwagę bo może myk z użyciem Losu w tym przypadku kiedyś by mógł w czymś pomóc.
*** Wedle życzenia Ahmedzie.
**** i jeszcze raz Ahmed.

Następny wpis najwcześniej w poniedziałek (lub raczej wtorek) więc czasu mnóstwo. Mam cichą nadzieję że do tego czasu pojawi się zaginiony w akcji Yarin. Bez niego czuję się jak.. bez ręki.
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2015, 09:13 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 20 listopada 2015, 00:20

-Co za kurwa!?! -Stahler szarpnął się do tyłu na widok pływającej w polewce dłoni. Chochla z łoskotem upadła na podłogę wywołując nieziemski hałas, który już napewno musieli usłyszeć wszyscy w tej części budynku.

- Łapa! Tak? Pierdolona łapa w zupie! - rozejrzał się gwałtownie we wszystkie strony wypatrując ukrytych kamer, czegokolwiek. Nie miał wątpliwości, że ktoś tu pogrywał w ciężkiego huja.

- Dobra, kurwa! No to gramy lalunie! - szarpnął saganem wyciągając go z windy i rozlewając przy tym prawie połowę. Ciężko postawił go na najbliższym wolnym stole. Zaciskając zęby z wściekłości raz jeszcze rozejrzał się po stołówce. Cokolwiek stanęłoby teraz na jego drodze musiałoby zmierzyć się z chodzącą bombą atomową, która lada chwila może eksplodować. Dopadł do wypatrzonego na stoliczku radia* i włączył je nerwowo szukając odpowiedniej stacji. Zęby wystukiwały mu w uszach głośne staccato idąc w konkury z roztrzęsionymi dłońmi.

- I kurwa pasuje, będzie milutko- podgłośnił. https://youtu.be/dUNOfNad59Q -podkładzik

Wrócił do stolika po drodze zrywając ze ściany papierowy ręcznik, bez trudu znalazł łyżkę, jakby najzwyczajniej na niego czekała- wręcz wołała go uwodzicielskim, podniecającym weź mnie. Zastukał trzykrotnie o blat. Zasiadł do kolacji składając ręczniczek pod szyją, rozprostował nadgarstki strzelając z palców. Poprawił pozycję na krzesełku.*

- Smacznego Ervinku. Oh, dziękuję Ervinku- skinął głową raz w lewą, raz w prawą stronę. Uśmiechnął się dziko, po czym zatopił trzymaną w prawej ręce łyżkę w zupie z głośnym siorbnięciem wciągając jej zawartość.. po chwili siegnął wolną ręką po wystającą z garnka dłoń i wyciągnąwszy okapującą tłustym zielonym syfem kończynę uniósł ją w górę wprawiwszy w płynne, falujące ruchy niby dyrygent przewodzący niewidocznej orkiestrze..

*
Spoiler!
Zakładam, że w stołówce jest jakoweś, zawsze bywa. Pozwoliłem sobie na delikatną swobodę, mam nadzieję nie narażając się za samowolkę.

Poprawia się na krzesełku, bo coś go w jaja gniecie..

Stahler jest przekonany, że nie jest to prawdziwa ręka na 100%, uważa że jest w ukrytej kamerze i chce dobrze wypaść.

Jeśli ktoś zadeklaruje przyjście do stołówki, wstrzymaj się proszę MG z opisem i pozwól mi zareagować.
Jem cholerną kolacyjkę.
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2015, 02:10 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 21 listopada 2015, 14:22

- Co do kurwy - powiedział Ahmed, wchodzący za de Jongiem, który wpatrywał się ze wzajemnością w dziwnego, szczurowatego typka. W głowie audytora znów pojawiła się myśl, wracająca niczym australijski bumerang.

Zanim jednak dał się rozwinąć myśli, profilaktycznie postanowił postarzeć delikwenta, by zwiększyć własne szanse na obezwładnienie go i odzyskanie niszczonych danych.

- A może to wszystko było reżyserowane, a zwarcie instalacji to był wypadek? A co jeśli dostaliśmy leki, przez które mam te wizje? Kurwa...

Wściekłość wezbrała w nim niczym ogromna fala po tsunami. Przecisnął się przez korposzczura i rzucił się z pięściami na rybiooczego.

- Kutasairzu, gadaj co jest na tych płytach! No mów! - wrzeszczał Ahmed, uderzając pięściom raz za razem ochronairza.
Jak za bardzo wybiłem się ponad akcję, to Mistrzu skróć to. Ogólnie chce pobić do nieprzytomności tego delikwenta, co pali dyski, i dowiedzieć się, co na nich było i dlaczego je pali.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 listopada 2015, 14:58

- Kurwa... - wycedził De Jong widząc rybiookiego typa palącego backupy z cctv. Cała prawda właśnie szła w diabły. Ewidencja tego, że nie byli tu pensjonariuszami tylko trafili w ramach jakoejś popieprzonej zabawy. A teraz wszystkie dowody, które mogły świadczyć przed policją stawały się tylko kupą plastiku i metalu.

- Kto to jest?! - niemal wrzasnął na Pascala i rozejrzał się za gaśnicą. Po pierwsze żeby nią przypieprzyć kolesiowi i po drugie żeby ugasić to co jeszcze dało się uratować.
Nieźle, próbuje ratować co się da. Potem trzeba by przesłuchać delikwenta z wyłupiastymi oczyma. I Pascala chyba też.

Jest tu jakiś jakiś monitor, który pokazuje obraz z sali gdzie zostawiliśmy Camille i z kibla gdzoe został ten "ktoś"

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 22 listopada 2015, 22:34

Kiedy Baart rzucił się w kierunku gaśnicy Ahmed szybko przecisnął się w drzwiach i rzucił z pięściami na ochroniarza. Czuł jak moc zafalowała wokół niego próbując zmienić rzeczywistość według jego woli. Tym razem jednak czy z powodu emocjonalnego roztrzęsienia, braku koncentracji czy może ze zwykłego kaprysu, rzeczywistość pozostała nie ugięta.
Ochroniarz zareagował błyskawicznie. Korzystając z przewagi długich ramion jednym prostym ciosem trafił w Ahmeda w nos, aż odskoczyła mu do tyłu głowa a on sam osiadł na ziemi zdezorientowany.

- O, nie, nie, nie... - powiedział Pascal przechwytując wzrok ochroniarza, który zatrzymał się na nożu obok tacy z kolacją. Obaj wystrzelili do trzonka równocześnie i mimo, iż wyższy ochroniarz okazał się pierwszy to mały Pascal skutecznie uchwycił jego dłoń z ostrzem w obie swoje dłonie. Uczepiwszy się ręki za wszelką cenę próbował wytrącić ostrze z dłoni. Niewątpliwie przegrałby dalszy pojedynek z ochroniarzem, gdyż jego wolna ręka robiła już zamach by posłać go tam gdzie Ahmeda ale nagłe głośne uderzenie gaśnicą pozbawiło go tchu i złożyło w pół jak scyzoryk.
Krwawy finał należał do Ahmeda, który odzyskawszy mores ponownie rzucił się na ochroniarza młócąc ramionami tak mocno jak tylko potrafił. W egipskich dzielnicach gdzie się wychował, często musiał się posługiwać pięściami by przetrwać. Obiecał sobie wtedy, że będzie się uczył i zostanie kimś, że wyrwie się z tego. Nigdy by nie przypuszczał, że po tylu latach poświęceń będąc już na szczycie tego co można w zawodzie osiągnąć jakaś niedorzecznie chora sytuacja wyzwoli w nim te dawno zapomniane pokłady. Jedna wielka fala frustracji i lęku znalazła ujście w krwawej agresji bez opamiętania.

- Już wystarczy... już... - powiedział Pascal starając się oderwać księgowego od nieprzytomnego ochroniarza. - Bo go Pan zabijesz...

W tle głośnie psyknięcie gaśnicy, próbowało uratować kopcącą się nadzieję na normalność.

W drugim pomieszczeniu nie zainteresowany bójką David w koło włączał i cofał fragment nagrania z kamery. Nie potrafił uwierzyć w to co zobaczył...
Yarin chwilowo musi spasować ze względów prywatnych. Będę go proksował na jego życzenie do czasu aż powróci. Serdecznie wszystkich przeprasza, siła wyższa.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 listopada 2015, 15:05

Baart stał w gryzącym dymie sączącym się białymi pasmami z dogasających plastikowych płyt. Odkaszlnął kilka razy i wyszedł z pomieszczenia nie mogąc znieść toksycznego smrodu.

Pewnie niewiele będzie dało się uratować ze zniszczonych dowodów. Przecież nie powie policji, co ukazały mu anioły w wizji. Nawet uśmiechnął się sam do siebie wyobrażajać sobie reakcję policjantów przeglądających jego spreparowane dossier wariata i słyszących jego historię o wizjach. Tylko ostatecznie by się pogrążył. Siebie i resztę...

Musiał porozmawiać z Pascalemi tym rybiookim. Czemu nakazano mu zniszczenie backupów? co Pascal wie? Zerknął jeszcze raz do pomieszczenia, gdzie Ahmed kończył katowanie ochroniarza. Nie poszło mu tym razem tak dobrze z jak Meksykaninem, który notabenne gdzieś się zapodział i deJong przysiągłby że wlazł do mijanego wcześniej pomieszczenia z napisem Kantyna. Postanowił nie czekać i wybadać Pascala:

- Panie Pascalu...? - zapytał ale nie dokończył. Dopiero teraz dostrzegł Davida przyglądającego się ze zdumieniem przewijanemu co i rusz nagraniu.
Suriel pisz co tam widać, bo domyslam się, że nie Erwina wcinającego kolacyjkę...VVV.

Potem spytam się Pascala co my tu naprawdę robimy. Powiem mu, że pamiętam jak zostawiałem swój prawdziwy portfel u sekretarki, a ona wypełniała ten podrobiony formularz. Jak mogę spradzić czy mówi prawdę?

ODPOWIEDZ