PBF - New Orleans by Night

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 czerwca 2016, 17:25

Bayou Cane, druga noc śledztwa

Chociaż po Przemianie większość większość fizjologicznych niedogodności w życiu Bertranda znikła bez śladu, nawet kainita nie był całkowicie odporny na efekty uboczne czynników takich jak choćby zbyt bliska eksplozja. W uszach wampira coś dziwnie dźwięczało, a poszarpane odłamkami metalu i kawałkami budulca ciało wysyłało do martwego mózgu sygnały mogące przypominać znany Nicholasowi ze śmiertelnego życia ból.

Tremere pozbierał się niezgrabnie z usłanej drobinami tynku podłogi korytarza, oparł ciężar ciała na mniej pokiereszowanej nodze spoglądając jednocześnie w kierunku wiodących piętro niżej schodów. Jeśli ktoś podłożył ładunek w mieszkaniu kainity z zamiarem jego trwałego unicestwienia, musiał czaić się w pobliżu, by w razie potrzeby dokończyć dzieła zniszczenia. Nicholas obstawił w mig, że skrytobójcy zajęli pozycje poniżej, na parterze lub wokół budynku. Z sąsiednich mieszkań zaczęły dobiegać pierwsze przerażone krzyki, toteż świadomy zagrożenia ze strony przypadkowych świadków Bertrand zrozumiał, że musi czym prędzej czmychnąć z niebezpiecznego obszaru.

Lecząc siłą woli wyrządzone granatem rany, Spokrewniony ruszył czym prędzej na wyższą kondygnację budynku. Na ulicy lada chwila mogła się pojawić policja, a w ślad za nią karetki służb medycznych. O ile konfrontacji ze zwyczajnymi gliniarzami Nicholas wcale się nie lękał, o tyle nawet krótki kontakt z ratownikami groził przypadkowym zdemaskowaniem prawdziwej natury zakrwawionego Tremere - krew nieśmiertelnych istot nie miała niczego wspólnego z vitae rozumnej trzody i pojąłby to bardzo prędko nawet średnio rozgarnięty technik laboratoryjny.

Bertrand poczuł prócz substytutu ludzkiego bólu również autentyczną wściekłość, rodzaj rzadko odczuwanej przez Tremere emocji. Atak z użyciem materiału wybuchowego wyrządził Spokrewnionemu daleko bardziej niepowetowaną stratę niż niewielki krwotok.

Jeśli nie permanentnie, to przynajmniej na bardzo długi czas Nicholas stracił kryjówkę, do której był przywiązany i którą szybko polubił. Będąc Spokrewnionym nie mógł ryzykować udziału w policyjnym śledztwie, prędzej czy później dostałby bowiem wezwanie na spotkanie w normalnych godzinach urzędowania śledczych, czyli w trakcie przeklętego dnia. Zmuszony do zniknięcia z mieszkania, automatycznie ściągał na siebie podejrzenia policji.

Ktokolwiek podłożył ten granat, zyskał w osobie Tremere bardzo wkurzonego nieprzyjaciela.
Garść przemyśleń ubrana w krótką fabularkę...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 czerwca 2016, 21:40

Bayou Cane, druga noc śledztwa

Nicholas rzucił się na wiodące ku następnemu piętru schody, pomknął w ich górę strzelając na wszystkie strony oczami. Chociaż instynkt próbował go zmusić do wysunięcia kłów, podporządkowany regułom Maskarady rozsądek skutecznie z tą animalistyczną w swej naturze żądzą walczył. Gdzieś na niższym poziomie budynku zadźwięczały dużo wyraźniej przerażone ludzkie głosy, dowodzące jawnie tego, że niektórzy mieszkańcy zaczęli przedostawać się na korytarz.

Bertrand nie zauważył śladu pościgu, ale nie mógł wykluczyć, że skrytobójcy wmieszali się pomiędzy przypadkowych świadków zajścia wykorzystując ich w roli żywej osłony. Licząc się z taką ewentualnością Spokrewniony nawet na sekundę nie zwolnił kroku, dotarł w przeciągu kilku sekund pod metalową klapę zamykającą techniczny właz prowadzący na dach. Porażony wizją konfrontacji z prześladowcami, kainita nawet się nie silił na symulowanie funkcji życiowych, toteż jego śnieżnobiała twarz bielała w półmroku ciemnego korytarza.

Podskakując na ugiętych w kolanach nogach, wampir jednym potężnym ciosem odrzucił w górę grubą metalową klapę, rozwalając pięścią kłódkę, której z pewnością nie podołałby w podobny sposób żaden śmiertelnik. Jego zmrużone oczy powitał widok rozgwieżdżonego nieba, kojącego nerwy aksamitną ciemnością nocy.
Wpis oparty na treści PW od Mistrza. Nicholas spalił dwa punkty krwi w celu wyłamania klapy i zwiał na dach. Zgodnie z sugestią będzie skakał na dach sąsiedniego budynku, a potem zejdzie na ulicę drabinką przeciwpożarową. Mam tę wstawkę napisać samemu czy czekać na MG?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 czerwca 2016, 18:29

Bayou Cane, druga noc śledztwa

Spod dachu budynku nie dobiegały żadne odgłosy mogące sugerować intensywny pościg, ale Tremere wolał nie ryzykować. Rozpędziwszy się skoczył z krawędzi rynny na dach budynku po drugiej stronie ulicy, niczym poruszający się bezszelestnie czarny cień, którego nie spostrzegł żaden z wybiegających na chodniki mieszkańców. Nicholas znał dobrze najbliższe otoczenie kryjówki, starannie je zbadał po wprowadzeniu się do Bayou Cane. Bez trudu odszukał przytwierdzone do północnej ściany budynku przeciwpożarowe schody i zszedł po nich na dół rozglądając się nadal bacznie wokół siebie. We względnie czystym zaułku nie czaił się żaden uzbrojony w kołek zamachowiec, toteż Spokrewniony rozluźnił się nieco i wyjrzał z zachowaniem odpowiedniej dyskrecji na główną ulicę.

Błyskający czerwonymi i niebieskimi światłami radiowóz zatrzymał się przed wejściem do domu Bertranda, trzasnęły drzwi pojazdu, w powietrzu popłynęły dźwięczące paniką ludzkie głosy. Zbudzeni wybuchem granatu mieszkańcy zasypali dwóch mundurowych lawiną ostrzeżeń i domysłów.

Ukryty w zacienionym wylocie zaułka, Tremere wyciągnął z kieszeni kurtki otrzymany w klubie telefon.
Mistrzu, czy moja komórka jest zdatna do użytku? (wolę zapytać, bo skoro tak mocno ucierpiałem w efekcie wybuchu, to istnieje ryzyko, że aparat już nie żyje). Jeśli działa, dzwonię z ostrzeżeniem do pozostałych, na początku do Ricka. Jeśli nie, zastanowię się jeszcze, co dalej.

OD MG:
Telefon jest sprawny. Możesz zadzwonić gdzie chcesz. Jeżeli dzwonisz do Richarda, to przeprowadźcie rozmowę przez PW i niech ktoś z was wklei ją w fabułę.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 czerwca 2016, 17:29

Bayou Cane, druga noc śledztwa

Obserwując kątem oka gęstniejący przed domem tłumek gapiów, Nicholas wybrał z pamięci urządzenia numer komórki Richarda i zaczął do Ventrue dzwonić. W uszach cały czas coś mu dźwięczało, przez co Spokrewniony doznawał słuchowych omamów, ale przyciśnięty do głowy telefon wydawał z siebie zrozumiałe elektroniczne piśnięcia.

Łączenie w toku...

Tremere rozglądał się w dyskretny sposób, bo chociaż stał w głębokim mroku zaułka, zawsze istniało pewne ryzyko, że zostanie dostrzeżony w efekcie zbyt gwałtownego ruchu. Jego oczy taksowały niespokojnych śmiertelników tłoczących się w pobliżu policyjnego wozu, gwarnych, emanujących aurą poruszenia i niezrozumienia.

- Richard, tu Nicholas. W moim mieszkaniu czekała niespodzianka. Tak, niespodzianka. Nie obeszło się bez leczenia, rozumiesz? To nie rozmowa na telefon. Wyszedłem na czas, ale mogą mieć wasze adresy. Tak, nas wszystkich. Musimy ostrzec pozostałych. Klub najpewniej jest obserwowany. Gdzie możemy się spotkać?
Nie chcę mówić zbyt wiele przez telefon. Niech Rick dzwoni od razu do Silvia, a ja przekręcę z takimi samymi wieściami do Bradleya. Oczywiście mógł to być atak indywidualny, ale równie dobrze jeszcze tej nocy mogą zostać napadnięci pozostali członkowie koterii. Jeśli każdy zostanie ostrzeżony na czas, proponuję się spotkać w miejscu wskazanym przez Richarda.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 czerwca 2016, 22:23

Jeśli Mistrz Gry nie zaplanował dla nas żadnych niespodzianek na czas telefonicznych konwersacji, proponuję, by pozostali gracze napisali własne wstawki komentujące odbyte przed momentem rozmowy. Dla uściślenia, Tremere przekaże, że zastał w domu nieproszonych gości i ostrzeże, że inni członkowie koterii też mogą na taką niespodziankę natrafić. Następnie zaproponuje jak najszybsze spotkanie we względnie bezpiecznym miejscu - ale nie w jakimkolwiek orleańskim Elizjum, już prędzej gdzieś, gdzie wampiry na ogół nie bywają. Przybytki Spokrewnionych najpewniej są pod skrupulatną obserwacją.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 czerwca 2016, 23:20

Nowy Orlean, Kanały; Mardi Gras 1994

Bradley trochę zdzwiony odwrócił wzrok od komputerowych ekranów. Dzwonił jego telefon. Nie spodziewał się, że ktorkolwiek z koterii będzie sobie chciał uciąć ze szczurem pogawędkę. Sygnatura na wyswietlaczu wskazywała, że próbował się z nim skontaktować Czarodziej.

Albo drydna powiedzieć jakąś bzdurę, albo coś się stało... - Dwie mysli przemknęły po umyśle Nosferatu, choć instynkt skłaniał się ku drugiej opcji, bo choć Nick wyglądał i zachowywał się jak kiepski emo, to nie sprawiał wrażenia takiego, co zadzwoni do prawie nieznajomego mu szczura i zacznie użalajać się, że nikt go nigdy nie kochał i tak w ogóle to potnie sobie żyły.

Z poważnym tonem odebrał połączenie, klnąc w myślach na kiepski zasięg w swoim schronieniu:

- Witaj przyjacielu, co się stało?

Tremere mówił szybko i nerwowo. Westwood dobrze znał ten ton i instynkt go nie mylił.

- Bradley, tu Nicholas. W moim mieszkaniu czekała niespodzianka. Tak, niespodzianka. Nie obeszło się bez leczenia, rozumiesz? To nie rozmowa na telefon. Wyszedłem na czas, ale mogą mieć wasze adresy...

- Potrzebujesz schronienia? - zapytał całkowicie poważnie Nosferatu, już kreśliwszy w myslach jak przemycić bezpiecznie czarodzieja do atomowego schronu skrytego pośród tysięcy mil podziemnego labiryntu rozciągajacego się pod Nowym Orleanem.
Możemy sobie pogawędzić na FB i potem wkleić rozmówkę w topik forum.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 czerwca 2016, 22:38

Nowy Orlean, Kanały; Mardi Gras 1994; Druga noc śledztwa

W słuchawce zawisła długa cisza, niemniej jednak w głowie Bradley'a zaczynała huczeć niczym rozpędzony express analityczna maszynka. Myslowy słowotok zalewał świadomość wampira wykorzystując sekundy pauzy w słuchawce:

Grubo... Jeśli to była ta sama parka, co zaczaiła się na nas pod klubem, to działają szybko i wiedzą o nas dużo więcej niźli można było pomysleć. Skoro wiedzieli, gdzie mieszka czarodziej... Fuck, wróc... Skoro ich mocodawca wiedział, gdzie mieszka czarodziej to ma wpływy wśród Tremere... Albo jest pierdolonym Nosferatu... W sumie to by tłumaczyło, czemu nagle kolesie zapadli się w najgłębsze kanały. Nie raczej nie, jakby nie patrzeć to Doran musi mieć wpływy i tę wiedzę przekazuje pieprzonemu Carterowi i jego ziomkom... Może szczury chodzą Doranowi na smyczy. Ciekawe dlaczego? To pewnie od nich wiedział gdzie pomieszkuje Nick, a to prowadzi do wniosku, że nawet i moje schronienie nie jest do końca bezpieczne. Przydałoby się wybadać teren, ale jak, skoro rodzina się zapdała pod ziemię? Muszę ich dopaść jak najszybciej i trochę pobarterować ploteczkami. Tylko po jaką cholerę Doran przez swoje psy poluje na młodych kaintów? Jaki ten koleś ma plan co do nas. Najpierw chciał porwać, teraz zabić. Pół wieku odkąd nie jest księciem. Nawet nikt nie chce o nim gadać, awciąż ma takie wpływy w mieście. Nie ma się co dziwić, był pierwszym w Orleanie, nawet nie wiadomo jak długo. I czemu Marcel wział sobie takich przydupasów, żeby pozbyć się Cartera. Pewno chce mieć czystą kartę jakbyśmy to skrewili... Cwany chujek, nie ma co. Skierował nas prosto tam gdzie chciał, żebyśmy rzeźbili. Kurwa nawet nie wiadomo, czy próba porwania ma naprawdę związek z Doranem. To mogą być zupełnie inne sprawy, tylko Marcel chce wejść na odcisk staremu księciuniu. Ale wtedy kim są do cholery napastnicy? Ghule Sabatu? Ja pieprzę, wtedy to byłaby jazda. Może Doran przeszedł na ciemną stronę mocy?...

Przestał myśleć skupiając uwagę na przedłużającej się ciszy w słuchawce nowej Nokii:

- Hej stary! Jesteś tam jeszcze?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 czerwca 2016, 10:01

Bayou Cane, druga noc śledztwa

- Jestem - odpowiedział półgłosem Nicholas, który usilnie próbował dzielić uwagę pomiędzy rozmowę z Westwoodem i obserwację wydarzeń pod domostwem. Grające w uszach dzwonki, będące nie chcącym ciągle ustąpić efektem ubocznym wybuchu, tylko pogłębiały irytację Spokrewnionego - Spotkajmy się przed Walmartem w Harvey, jak najszybciej. Jeśli coś ci po drodze przeszkodzi, zadzwoń.

Tremere przerwał połączenie i wsadził komórkę do kieszeni spodni wodząc czujnym spojrzeniem po coraz liczniejszych gapiach.
Zakładam, że wszyscy pozostali BG wiedzą już o ostrzeżeniu Bertranda. Tremere przekazał informację o zasadzce w mieszkaniu i zasugerował, że może to być ściśle powiązane z zadaniem koterii. Jak najmniej szczegółów przez telefon. Kto przyjedzie pod Walmart?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 30 czerwca 2016, 00:18

- Będę... - rzucił szybko Nosferatu, dodając jeszcze po chwili: - Uważaj na siebie i nie rób żadnych głupstw.

Miał jeszcze powiedzieć, żeby starał się wyglądać naturalnie, ale ugryzł się w język, bo przecież samotny koleś na pustym parkingu hipermarketu nie mógł wyglądać naturalnie.

- Słuchaj Nick, może spotkajmy się gdzieś indziej, na przykład w... (Tu podaje jakąś bardziej ludną miejscówkę, pub dla ludzi emo, raczej coś gdzoe ma zbyt wielu krwiopijców. Sorry nie mam w tej chwili za bardzo dostępu do map)

Bradley wolał bardziej "ludne" miejsce, gdzie możnaby łatwo wtopić się w tłum, ale zważywszy na wyraźny stres Tremere'a wolał mu jedynie zasugerować zmianę, nie podając oczywistych dla starego gliniarza powodów.

- Ok? Znajdę Cię.
Westwood uda się na miejsce spotkania używając wszelkich umiejek aby sprawdzić, czy Nick jest obserwowany, a potem czy nie są śledzeni.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 lipca 2016, 17:40

Proponuję spotkanie w rzeczonym Walmarcie, ponieważ w okresie karnawału jest otwarty przez całą dobę i ciągle jest tam sporo klientów. W sytuacji, kiedy orleańska społeczność Spokrewnionych jest najpewniej naszpikowana szpiegami Dorana, lepiej nam na jakiś czas zniknąć z powszechnie znanych miejsc spotkań wampirów. Jaki wampir będzie się kręcił po Walmarcie? W tłumie nie zapoluje, a zakupów też nie zrobi, bo po co? W środku jest knajpka, posiedzimy tam udając trzodę, może nawet coś zjemy dla pozorów. To doskonale neutralna kryjówka na obgadanie ostatnich wydarzeń.

Zmarły, Mystic, dojeżdżacie do nas czy nie? Dajcie znać, choćby w trybie technicznym, wtedy napisze się następną fabularkę.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 05 lipca 2016, 08:42

[center]Nowy Orlean, posiadłość Toreadora, Mardi Gras 1994[/center]


Wydobywające się z jego gardła kolejne dźwięki Nessun Dorma wprawiały widownię w ekstatyczne stany. Kątem oka widział gdzieniegdzie łzy płynące po policzkach pięknych i szlachetnych dam na widowni. Widok ten sprawiał, iż Silvio sam dostawał skrzydeł, a każde kolejne wyśpiewane przezeń słowo unosiło go coraz wyżej. Wyżej... czuł, iż w tym momencie włada całym budynkiem. Jest władcą marionetek grającym na emocjach swych narzędzi. Dostawał artystycznego orgazmu na samą myśl o tak wielkim osiągnięciu, zaś przeżywanie go było wręcz nie do opisania! Już widział nagłówki w jutrzejszych gazetach wychwalające jego geniusz nad geniusze i powiększające fale jego wpływów...


gdy nagle monofoniczny dzwonek telefonu wybudził go ze snu.

Wściekły, że w ułamku sekundy odebrano mu tak piękne marzenie sięgnął po słuchawkę leżącą na stoliku obok trumny i przyłożył aparat do ucha wciąż lekko ochrypłym od snu głosem mówiąc

- Słucham...


To, co usłyszał od rozmówcy sprawiło, że wyskoczył ze swego łoża jak gdyby było ono usłane od spodu osikowymi kołkami. Atak?! I do tego na Tremere? Strach bardzo szybko zajrzał w oczy Degenerata i tylko siłą własnej woli powstrzymywał się przed natychmiastowym zaryglowaniem dodatkowych zabezpieczeń swojej posiadłości. Słuchając Richarda czuł się coraz słabiej. Spotkanie w takich okolicznościach? A co, jeśli o to właśnie im chodzi? By zebrać nas wszystkich w jednym miejscu i wtedy urwać łeb sprawie w zarodku?
Choć ta perspektywa była w pewien sposób przerażająca, wydawała się jednak równie mało prawdopodobna. Przecież nikt nie odważyłby się wykonać takiego posunięcia dwa razy z rzędu w tak krótkim czasie, prawda?
Bertone próbował znaleźć ukojenie w tej myśli. Nie powiedział o tym pozostałym - wiedział bowiem, iż wyjdzie na skończonego tchórza - a ta perspektywa była mu teraz bardzo nie na rękę. Szczególnie biorąc pod uwagę ostatnią sytuację z vanem.

Niechętnie zgodził się na spotkanie nie zadając żadnych pytań. Natchniony cudownym snem poprzedzającym okropne wiadomości zdążył jeszcze do gramofonu włożyć płytę z arią Turandot w wykonaniu Pavarottiego i powrócił do trumny wśród słodkich dźwięków delikatnie wypełniających pomieszczenie mocnym, tubalnym głosem. W międzyczasie Bertone wezwał taksówkę, dla niepoznaki podał adres o przecznicę dalej. Postanowił, iż spacer dodatkowo pozwoli ukoić jego napięte jak postronki nerwy. Dodatkowo wyszedł przez bramę dopiero upewniwszy się trzy razy, czy nikt go nie widzi i szybkim krokiem udał się w stronę zamówionego transportu.

Pod wskazanym adresem przystanął przed jakimś zupełnie obcym domem, by sprawiać wrażenie, jakoby właśnie z niego wyszedł. Po kilku minutach ujrzał światła zbliżającego się auta. W tych okolicach nie jeździło ich zbyt wiele, toteż Toreador wiedział, że nie ma się czego obawiać. Brzuchaty taksówkarz z wąsem również nie wzbudził jego podejrzeń. Wsiadł na tylne siedzenie i podał adres Walmartu, po czym rozsiadł się wygodnie wspominając utracone uniesienia z Opery w Sydney.
Ostatnio zmieniony 06 lipca 2016, 16:30 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 lipca 2016, 18:11

Walmart, druga noc śledztwa

Położony w południowej części miasta supermarket był w czasie karnawału otwarty przez całą dobę - dlatego Nicholas Bertrand wybrał właśnie to miejsce na sekretne spotkanie z członkami koterii. Zarówno parking przed obiektem jak i wnętrze Walmartu pełne były korzystających z szaleństwa zabawy ludzi, w przeważającej większości przyjezdnych. Tremere słyszał wokół siebie różne akcenty, różne dialekty, przydające mu bezpiecznej anonimowości, pozwalające żywić nadzieję na zniknięcie pośród rozumnej trzody. Podwieziony na właściwe miejsce przez taksówkę, w oczekiwaniu na pozostałych Spokrewnionych skorzystał z okazji do kupienia nowych dżinsów i kurtki. Przebrawszy się w sklepowej toalecie, poszarpane odłamkami granatu stare ubranie wcisnął do trzymanej pod pachą plastikowej reklamówki.

Spokrewnieni mieli ogromną przewagę nad śmiertelnikami w kwestii kłopotliwego krwawienia, ponieważ w przypadku ich ran utrata krwi była praktycznie szczątkowa. Brak pracującego prawidłowo serca oznaczał brak ciśnienia tętniczego, więc chociaż z zaleczonych już mocą regeneracji ran Czarodzieja popłynęło wcześniej nieco krwi, plamy na starym ubraniu nie zwróciły niczyjej uwagi.

Otoczony promieniującymi życiową energią ludźmi, wampir musiał się intensywnie starać, by ukryć swą prawdziwą naturę. Przesycona magiczną mocą, skóra Nicholasa zaróżowiła się w naturalny dla śmiertelników sposób, stała się przyjemnie ciepła w dotyku, podobnie jak oddech Tremere. Chcąc jeszcze bardziej zatrzeć różnicę między sobą i trzodą, Bertrand usiadł w kafejce Walmartu z puszką coli i świeżym hamburgerem. Wiedział co prawda, że w dogodnym momencie będzie musiał pozbyć się kompletnie nieprzydatnego pożywienia poprzez wymuszony odruch wymiotny, ale teraz, zajadając się z pozornym smakiem grillowaną wołowiną, stał się lustrzanym odbiciem mijających jego stolik ludzi. Wśród wielu wampirów, zwłaszcza starych pokoleń, spożywanie jadła trzody uchodziło za szokujący brak manier i dowód obraźliwego zdziwaczenia, ale Tremere nie przejawiał w tym konkretnym przypadku uprzedzeń swoich nieśmiertelnych krewniaków.

Manieryzmy Camarilli miały niezaprzeczalny urok, ale Bertrand kładł największy nacisk na praktyczne rozwiązania swoich problemów.

Wsadzona w kieszeń kurtki komórka zaniosła się piskliwym sygnałem. Tremere wzdrygnął się zaskoczony wciąż nowym dla siebie dźwiękiem, po czym odłożył zjedzonego do połowy hamburgera na tekturową tackę i odebrał połączenie. Dzwonił Bradley.

- Jestem na miejscu - potwierdził Nicholas - W hamburgerowni. Tak, dobrze słyszałeś. Co tu robię? A co się robi w fast foodzie, przyjacielu? Wypijam krew z byka, na litry. Bycza krew uchodzi w wielu śmiertelniczych kulturach za magiczną. To obiekt moich obecnych badań.
Zapraszam kolegów po fachu (po grobie?) na hamburgera! Pytanie do MG - czy w ramach podtrzymywania pozorów życia zużywam punkt krwi na noc czy punkt krwi na scenę?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 lipca 2016, 18:34

Nowy Orlean, Walmart; Mardi Gras 1994; Druga noc śledztwa

Gruba kobieta w średnim wieku o wyraźnych kubańskich rysach, ubrana w znoszony, szary podkoszulek z napisem "USA: Land of freedom" oraz poplamione dżinsy nie zwracała na siebie wiekszej uwagi. Przynajmniej nie w takim miejscu jak podupadły Walmart z McDonaldem. Takie miejsca były pełne ludzi jak ta kobieta, emigrantów bez zielonej karty, ludzi aspirujących jedynie do miana klasy średniej, jednak w rzeczywistości ledwo wiążących koniec z końcem, nie mówiąc już o takich luksusach jak ważne ubezpieczenie zdrowotne. Ludzi dla których amerykański sen był odległym marzeniem. Kobieta przez jakiś czas kręciła się po supermarkecie uważnie się rozglądając, czym szybko zwróciła uwagę sklepowej ochrony, wyczulonej na punkcie shoplifterów. Nieco spłoszona opuściła Walmart i usiadła na ławce zlokalizowanej niedaleko McDonalda. Przetarła spocone czoło i głośno sapała zanim uspokoiła oddech. Siedziała na ławeczce jakiś czas rzucając to na prawo, to na lewo i łamanym angielskim prosząc przechodzących obok o "spare change". Większość mijała ją nie zwracając uwagi, ale wkrótce udało się uzbierać niemal dwa i pół dolara w drobnych, które pozwoliłyby jej kupić powiększony zestaw w fastfoodzie, albo pintową butelkę podrzędnego burbonu. Rozejrzała się znowu w nadzieji, że może uda się jeszcze kogoś uprosić o pare centów, ale nie chciała już dłużej kusić losu w obawie, że ochrona Mallu wyrzuci ją za żebractwo.

Przez dłuższą chwilę ważyłą w kieszeni pieniądze, próbując zdecydować czy woli frytki i hamburgera czy burbona. W końcu wstała i wkroczyła powoli do McDobalda

Sapiąc zdradzając obajwy astmy i obcierając pot z czoła podeszła do kasy i zamówiła Quaterpoundera z serem i powiększonymi frytkami. Krocząc dostojnie podeszła do zajmowanego do stolika zajmowanego tylko przez jedną osobę ubraną w kurtkę i dżinsy, bezsprzecznie dopiero co zakupione zważywszy na wciąż nie oderwaną metkę.

- Lo siento. Mogę tu zjeść mój zestaw. - uśmiechnęła się nieśmiało ukazując pożółkłe zęby z ubytkami.

- Senior Nick? Metka panu wystaje z kurtki. - mrugnęła okiem porozumiewaczo., udając, że pije colę.
Pozwoliłem sobie pod nieobecność MG, przenieść czarujące alterego Bradleya do Walmarta. Jeśli względem mojej postaci były jakieś plany, to będzie edyta. Jeśli nie, to MG proszę o uznanie całęj akcji w sklepie i przed fastfoodem jako terenowe zajęcia obserwacyjne ze sprawdzania czy Nick jest obserwowany i czy sam nie mam ogona.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 lipca 2016, 17:06

Walmart, druga noc śledztwa

Tremere skinął głową z niechętnym podziwem dla talentu Bradleya. Dar, którym obdarzono Nosferatów budził szczere zainteresowanie Nicholasa, aczkolwiek z oczywistych względów w grę nie wchodziły niestety żadne badania nad jego źródłem. Przynajmniej nie w przypadku obecnego statusu Bertranda w Camarilli. Umiejętność nakładania tak realistycznych masek imitujących inne istoty budziła w Czarodzieju z trudem trzymaną na wodzy zazdrość.

- Prawie dałem się nabrać, że to śmiertelniczka - oznajmił ściszonym głosem dokładając starań, by nie usłyszał go żaden z obsługujących jadłodajnię pracowników - Niemniej jednak ten konkretny kamuflaż ma pewną oczywistą wadę. Stylizacja na bezdomną pozwoliła ci zapomnieć o całkowitej neutralizacji naturalnego odoru, a ja ten odór już zdążyłem dobrze zapamiętać. Delikatna nuta starego potu wzbogacona o woń wydychanego z ust taniego alkoholu nie wystarczy, by całkowicie ukryć zapach trupiego rozkładu. Oczywiście bydło nie posiada dość subtelnego zmysłu węchu, by to zauważyć, ale inni Spokrewnieni... tylko się nie obrażaj, nie zamierzałem cię urazić. To tylko rzeczowa zawodowa sugestia, dzięki której możesz poprawić swe umiejętności.

Nicholas ukrył złośliwy uśmieszek za maską wystudiowanej uprzejmości, nie potrafiąc się powstrzymać przed wbiciem Nosferatowi małej uszczypliwej szpileczki. Nie był Bradleyowi wcale niechętny, nie żywił wobec niego żadnej wrogości - docinek był raczej akceptowalną formą normalnych animozji międzyklanowych.

- Ty sobie jedz, bo wyglądasz na ogromnie wygłodzonego, a ja ci opowiem, co się wydarzyło - zaproponował pobłażliwym tonem Czarodziej podsuwając towarzyszowi swego niedojedzonego hamburgera. W oczach pracowników jadłodajni wyglądało to na uprzejmy gest klienta dzielącego się z ubogą kobietą własnym posiłkiem, chociaż w rzeczywistości było aktem całkowicie dla Westwooda bezużytecznym.

- W mieszkaniu czekała na mnie niespodzianka. Granat, podłożony pod drzwi. Amatorska pułapka zważywszy na to jak bezproblemowo z niej uszłem, ale dranie wiedzieli, gdzie mieszkam. Mają długie ręce, Bradley, wyprzedzają nas o krok. Ostrzegłem was w geście dobrej woli, bo koteria musi dbać o swe wewnętrzne sprawy. Jeśli zasadzili się na mnie, równie dobrze mogli czekać w waszych kryjówkach. Zauważyłeś coś podejrzanego?
Rozpocząłem konwersację w oczekiwaniu na przybycie Richarda i Silvia.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 11 lipca 2016, 21:13

[center]Nowy Orlean, Walmart; Mardi Gras 1994; Druga noc śledztwa[/center]

Nowoorleański Walmart.

Naprawdę? Czy te bezguścia nie mają nawet odrobiny dobrego smaku?. Myśl ta stała się przewodnią jak tylko Toreador wysiadł z taksówki i rozejrzał się przed na przechodniów pod hipermarketem. Nałożył swój kapelusz w taki sposób, by choć częściowo zasłaniał jego twarz. Obawiał się, iż może zostać rozpoznany przez kogoś z tłuszczy, a to byłoby w tym momencie bardzo nie na rękę.
Wyciągnął telefon i postukał chwilę na klawiaturze wybierając numer do Nicka, nie zamierzał bowiem krążyć jak idiota po całym sklepie i szukać reszty koterii. Od takich rzeczy są Gangrele, pomyślał. Wiadomość, że miejscem spotkania jest McDonald's niemal doprowadziła Degenerata do torsji. Dodatkowo widok Nosferatu niemal do tego doprowadził.

- Na litość, kobieto, nie mogłabyś być choć odrobinę o siebie zadbać? - rzekł, przysiadając się do dwóch pozostałych kainitów.

Nie sposób było odmówić Szczurowi kreatywności w wybieraniu masek. Niemniej Bertone wiedział, że za którymś razem po prostu nie wytrzyma i będzie musiał bardzo szybko szukać łazienki. Uznał, iż zdecydowanie dobrym pomysłem na następny raz będzie zawczasu zorientowanie się, gdzie w miejscu spotkania są najbliższe toalety. On to musi robić specjalnie!, kołatało się w jego głowie z wyrzutem.

Z trudem odrzuciwszy sentymenty usiadł przy stoliku spoglądając jednocześnie kątem oka z pogardą na jedzenie na stole, po czym zapytał:

- Co się dokładnie stało, drodzy... Państwo?
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

ODPOWIEDZ