Młody sędzia zaledwie kilkanaście miesięcy cieszył się tytułem formalnego ucznia Richtera. Pochodzący z zachodniej Borki surowy, ale sprawiedliwy wysłannik Justitianu osiadł w Koronapanie po wielu latach podróżowania przez krainy położone na wschód od Wrót Piekieł, zmęczony trudami życia, nieco też rozczarowany i zniechęcony bezowocnymi próbami zaprowadzenia prawdziwego borkańskiego Ordnungu wśród niesfornych technobarbarzyńców Pollenu. Ułożony i opanowany na co dzień Nikodemus szybko zjednał sobie życzliwość Richtera i tym samym stał się jego pełnoprawnym wychowankiem. A także nieoczekiwanie dziedzicem tytułu sędziego w dniu, w którym złożony straszną gorączką Richter skonał po kilku dobach agonii ku smutkowi i żalowi osadników. Nikodemus zdążył przyswoić sobie przed tym dramatycznym dniem większość paragrafów Kodeksu, ale wciąż brakowało mu doświadczenia prawdziwego sędziego.
Ukryty w ciemności nocy na szczycie wzniesienia, dla pozostałych Koronapańczyków stał się jednak kopią zmarłego mentora, kiedy w rzeczowy i konkretny sposób wydał na obcych formalny wyrok i tym samym uprawomocnił nakaz egzekucji zarządzony przez Markusa. Większość wątpliwości osadników zniknęła zresztą w międzyczasie na wzmiankę Antona o apokaliptykach. Jeźdźcy Zagłady, Dzieci Demiurga, Głosiciele Złego Słowa. Członkowie wyuzdanych zdegenerowanych kultów cieszyli się w Koronapanie niedobrą sławą przede wszystkim dzięki naukom głoszonym przez anabaptystów, chociaż osadnicy nie znali zbyt wielu szczegółów tyczących się tej strasznej społeczności. Gdyby wizytujący Zieloną Grotę Gerard miałby wskazać wśród bawiących tam przejezdnych wędrowców ukrytych apokaliptyków, najpewniej nie wiedziałby, od czego zacząć identyfikację zatwardziałych grzeszników, niemniej jednak pokładał pełną ufność w osądach ojca.
Gdy Anton stwierdził, że oddające się z taką ochotą miłosnym igraszkom dziewki były apokaliptyczkami, Gerard z miejsca przestał się zamartwiać kłopotliwym niechcianym wzwodem. Krew ścięła mu się w zamian w żyłach, a w myślach pojawiły się obrazy cierpień dla ciała i duszy zarezerwowanych dla tych, którzy zadawali się z Jeźdźcami Zagłady.
Większość z osadników zrozumiała też ostatecznie powód tak drastycznego czynu, jakim było spalenie żywcem staruchy złapanej w potrzask na dziki. W trakcie pościgu za obcymi niektórzy przejawiali pewne poruszenie aktem takiego niecodziennego barbarzyństwa, ale teraz wszelkie skrupuły ostatecznie zniknęły. Albo zostały głeboko ukryte pod maskami posępnej determinacji.
- Dacie radę zdjąć te lechickie psy? - szepnął Dirk poszturchując łokciem Dragana.