Strażnica w Chłopskim Kroczu; 26 orakt-ran
Eco spiął się jak struna madoliny karczmarnego barda. Tak jest sierżancie! Kiwnął tylko głową i czym prędzej wymknął się z kantorka. Zostawiając strapionego Fleituha samego z jego myślami.
Człapiąc głośno przebrnął przez zagracony korytarz i kilka kroków dalej stał przy okienku kwatermistrza.
- Co żeś przeskrobał chłopcze? Sędziwy dziadek, który na służbie stracił wskazał brudnym od atramentu paluchem na twarz młodego strażnika.
Eco wyszczerzył zęby. Lubiał Gwarda ale ten był nadwyraz dociekliwy i szalenie inteligenty. Jednak, Eco ciągle nie wiedział jak do tego doszło, że Gward stracił nogę. Zawsze wymyślał coraz to nową historię z tym związaną. Pewnego razu jak trupie cyrkowej uciekło dzikie zwierze. Innego razu wypał za burtę łodzi i wyłowiligo bez niej. Dziwne, że nie został zwolniony. Pewnie musiał jakoś przysłyżyć się straży miejskiej, a może był po prostu lepiej ustawiony od innych tu pracujących? Tak czy owak dostał najgorszą fuchę i to w najgorszej dzielnicy i jeszcze musiał takim szumowiną jak Fleituh pisać raporty.
- na szczęście to nie Fleituh, ciężkie życie w Chłopskim Kroczu. A tobie jak się tu siedzi? Zaciekawiony gawrdzista podsycał rozmowę.
- do dupy się siedzi! Jeszscze chwila i mi mrówki z zadu wyjdą i wszystkich was tu zaleje. Odcisków już od tego zydla się nabawił. Jakby nie ten smok w Kuflu Bajarza! Dalej miałbym nogę!
- Jak to w Kuflu? I co ty bredzisz o jakimś smoku!? Eco miał wielką chrapkę na rozwinięcie tej opowieści. Gdzie niby ten smok mógłby się zmieścić, co?
- Zapytaj karczmarza to może Ci powie! Ha! Ha! Skończysz jak jak albo i Ci odkłapie nogi przy samej dupie! ha ha! Dziadek oplół się śliną, która wymknęła się jak ryba z jego ust. Przetarł kłaczastą brodę rekawem munduru i zmienił ton. - Gdzie dzisiaj leziesz na patrol?
No i dopadłu go formalności, przez dobry kwadrans podpisywał druki, wypełniał bloczki, wskazywał ulice. Odbierając wszystkie papierzyska Gward spojrzał spod krzaczastych brwi na Eco. Uważaj na tej ulicy, było tam morderstwo wczoraj.
- Wiem, ale co zorbic służba nie drużba. Nastepnie Eco pobrał, czarny płaszcz, schował go do worka. Do pasa przypiął ręczną kuszę, pęczek bełtów - rozliczę się po służbie, rzucił na pożęgnanie i wyszedł.
Mijaąc wejście zobaczył oddaljącego się Fleituha. Skręcił szybko w ulicę za strażnicą aby wyknąć się ciekawskim spojrzeniom innych strazników a szczególnie tej grubej szumowanie.
1000 sztuk złota piechotą nie chodziło, a bardzo chciał dostać choć kilka procent z tej sumy. Tak czy owak, w bezpieczniej odległości od straznicy, w zauułku nakrywam się płaszczem, żeby nie rzucac się w oczy jako strażnik i ide badać miejsce wczorajszej zbrodni. Może cos przeoczyłem. Szukam dodatkowych strzałek. Zobacze też droge którędy mogł biec Milcar. Popytam żebraków, czy czegoś nie widzieli. Budżet 10 ss. Na koniec zastukam do domostw i zbiore informacje. Po zebraniu informacji pojde poszukać milcara wykonując patrol w moim rejonie. Ubrany jestem w moją zbroje, miecz. Dodatkow kusza ręczna i bełty. W razie w.