Pustkowia na południe od Cedar Creek, późna noc
Pozostawiwszy za sobą pogrążoną w mroku nocy i przeraźliwie cichą kotlinę Hedlar, trzej najemnicy Coltraina wspięli się na najbliższe wzgórze. Prowadziła jak zwykle Osa, umiejętnie dobierając trasę i mając cały czas baczenie na to, by dźwigający łupy mutanci nie przysporzyli jej żadnych kłopotów nadmiernym hałasem bądź niezgrabnością. Ukrywający się gdzieś w okolicy czwarty kanibal nie budził w dziewczynie najmniejszego zatroskania, ale pustkowia na południe od Cedar Creek nawiedzane były również przez inne stworzenia, niemal bez wyjątku drapieżne i nie gardzące ludzkim mięsem.
Karmazynowa burza na wschodzie odsunęła się nieco od granicy stanu, powędrowała w stronę Salt Lake City. Widząc w oddali krwiste wstęgi potężnych błyskawic tropicielka uśmiechnęła się pod nosem bez cienia wesołości, za to z pewną dawką złośliwego zadowolenia. Nigdy nie przepadała za zamieszkującymi Salt Lake City mormonami, w szczególności za ich wojowniczymi i tropiącymi wszędzie spiski diabła kaznodziejami. Takiej nocy jak ta nawet najbardziej pobożni tępiciele zła w Świętym Mieście musieli trząść mokrymi gaciami, zachodząc w głowę nad powodem takiego apokaliptycznego gniewu Stworzyciela.
Myśli Osy szybko opuściły Święte Miasto i jego mieszkańców, zaczęły w zamian krążyć natrętnie wokół tajemniczej oliwkowej kasetki I jej poprzedniego właściciela. Zamordowany w Hedlar kurier był zapewne zawodowcem, chociaż koniec końców popełnił krytyczny błąd i dał się zaskoczyć czterem żądnym ludziny degeneratom. Miał ubranie i ekwipunek sugerujący przynależność do jakiejś paramilitarnej organizacji, chociaż do jakiej, tego Osa kompletnie nie wiedziała. W skład ruchu oporu wchodziły rozmaite jednostki, tworzące zbieraninę różniących się od siebie osprzętem i doświadczeniem oddziałów. Większe regiony bądź miasta utrzymywały własne armie - nie tylko Konfederacja Odrodzenie, ale choćby Kartel z Vegas czy Kościół Moona z Cedar Creek, do tego dochodzili funkcjonariusze Agencji Dozoru i kilka innych organizacji aspirujących do miana struktur federalnych.
Pozbawiony naszywek polowy mundur kuriera nie zdradzał w najmniejszym stopniu jego tożsamości.
Zatrzymując się na chwilę na szczycie następnego wzniesienia, Osa zaczekała na truchtających w tyle druhów. Chociaż na początku wspólnej wyprawy była wręcz przerażona perspektywą wleczenia ze sobą pary zdegenerowanych amatorów, zły humor ostatecznie ją opuścił. Gura dał się poznać jako straszny dla wroga przeciwnik, co czyniło z niego pewien atut w niejasnej przyszłości Osy. Śmierdziel zaś... coś, z braku lepszych perspektyw nadawał się doskonale na jucznego muła, co też udowodnił dźwigając wypchane łupami plecaki kanibali.
Kiedy w oddali na północy zalśniły elektryczne światła Cedar Creek, tropicielka zarządziła krótki popas. Patrząc w niebo uznała, że od świtu dzieliły ją jeszcze dwie, może trzy godziny, co dawało dziewczynie pewność powrotu na czas do zleceniodawcy.
Podsumowując pracowitą noc, doszła do wniosku, że była to faktycznie opłacalna misja.
Drodzy gracze, wróciliście bez przeszkód pod Cedar Creek. Do świtu jeszcze kilka godzin, na pewno zdążycie na czas do knajpy wuja Osy. Dodatkowo przypomniałem sobie, że do łupów należy zaliczyć również pięć plecaków, jeden wojskowy i cztery cywilne (dajcie znać, ile i które zabraliście). Teraz trzeba wyjaśnić jedną kwestię. W porze nocnej istnieje ryzyko, że wpadniecie na przedmieściach na jakiś patrol z Cedar. Możecie spróbować wkraść się do miasta, co zmniejsza takie ryzyko, ale w razie złapania wzbudzicie większe podejrzenia. Możecie na bezczela wleźć do miasta przez ten sam tunel pod autostradą, którym wyszliście licząc, że nikomu nie będzie się Was chciało kontrolować. Możecie ewentualnie ukryć część łupów opodal miasta i zabrać je kiedy indziej.
Dla mnie ważne jest jak w razie kontroli wyjaśnicie powodu nocnego wypadu za miasto i posiadanie tak licznego ekwipunku? Przypominam, Cedar Creek liczy ponad pięć tysięcy obywateli, tutaj stróże prawa nie znają wszystkich z imienia i twarzy, jest też sporo przyjezdnych. Szansa na trafienie znajomego szeryfa to mniej niż 20% (chociaż Gura jest dość charakterystyczny i dużo ludzi go kojarzy z wyglądu).