PBF - Mały Chłopiec
W budynku przedwojennej restauracji pootwierane były wszystkie drzwi i okna. Zabieg ten miał na celu szybsze przewietrzenie wnętrza po niedawnym pożarze. Na kontuarze stały napełnione Mutant Blood'em szklanki. Trzej strudzeni wędrowcy sączyli ten winopodobny napój w towarzystwie miejscowego szeryfa i kilkunastu tutejszych mieszkańców.
-Trolle to gang łupieżców. Przychodzą gdzieś z gór,grabią co popadnie,porywają kobiety. O ile mi wiadomo to nie tylko my padamy ich ofiarą,napadli też kilka karawan. Zawsze porywają kobiety i o ile mi wiadomo żadna z nich nie wraca. A przynajmniej takie słuchy chodzą. To ich miałeś znaleźć. A przynajmniej spróbować.-wskazał na Facemana i Lobo-A wy coście za jedni?Unia Handlowa,Konfederacja?Jacyś inni jesteście,jakby nie stąd.Na komuchów ani ufoli nie wyglądacie.
-Trolle to gang łupieżców. Przychodzą gdzieś z gór,grabią co popadnie,porywają kobiety. O ile mi wiadomo to nie tylko my padamy ich ofiarą,napadli też kilka karawan. Zawsze porywają kobiety i o ile mi wiadomo żadna z nich nie wraca. A przynajmniej takie słuchy chodzą. To ich miałeś znaleźć. A przynajmniej spróbować.-wskazał na Facemana i Lobo-A wy coście za jedni?Unia Handlowa,Konfederacja?Jacyś inni jesteście,jakby nie stąd.Na komuchów ani ufoli nie wyglądacie.
-Dobra,dobra-machnał jakby od niechcenia szeryf.-Desmond,czy jak ci tam było-zwrócił się do trackera.-Miałeś znaleźć bandytów,tymczasem sprowadziłeś pomoc. Niewielką ale zawsze. Jeden wygląda po ludzku,drugiego w biały dzień w drodze do kibla nie chciałbym spotkać...hłe hłe. No przywitam się jak obyczaj nakazuje.-wyciągnął rękę w geście przywitania.-Marshal. Z imienia nie z funkcji.-wyszczerzył się.
Faceman wysunął się do przodu, i ścisnął mocno wyciągniętą dłoń marshala, spoglądając mu przy tym głęboko w oczy i uśmiechając się przyjaźnie.
- Buźka jestem. Miło widzieć, że ludzie sobie radzą na powierzchni. Naprawdę jestem pod wrażeniem! Z pewnością macie wiele spraw na głowię, a więc nie będziemy się narzucać i wyruszymy dalej jak tylko trochę odpoczniemy. A przy okazji: czy macie dobrze zaopatrzoną aptekę? Może byśmy coś pohandlowali! - dodał z iście wesołym tonem.
- Buźka jestem. Miło widzieć, że ludzie sobie radzą na powierzchni. Naprawdę jestem pod wrażeniem! Z pewnością macie wiele spraw na głowię, a więc nie będziemy się narzucać i wyruszymy dalej jak tylko trochę odpoczniemy. A przy okazji: czy macie dobrze zaopatrzoną aptekę? Może byśmy coś pohandlowali! - dodał z iście wesołym tonem.
-To nasz miejscowy wizard,znaczy się złota rączka od sprzętu. Mamy sprawne auto,radio,generator i takie tam...-podsumował stróż prawa. Machnął w stronę tutejszych.- Przetrząsnijcie zakamarki,może się gdzieś ukryła albo dostała czymś w głowę. Ja się jeszcze tu chwilę z panami rozmówię. Kielicha?-nie czekawszy na odpowiedz rozlał po kolejce Mutanciej Krwi. Widać było że tu lekkie zacofanie panuje bo miast delektować się smakiem ''wina'' Marshal jednym haustem opróznił szklanicę. Nim płyn dobrze zagościł w jego żołądku,do baru wpadł jeden miejscowy,tłusty,czerwonolicy jegomość i z miejsca krzyknał
-Mamy jednego,szeryfie.
Marshal błyskawicznie poderwał się z krzesła i ruszył do wyjścia.
-Mamy jednego,szeryfie.
Marshal błyskawicznie poderwał się z krzesła i ruszył do wyjścia.
- Tak, posłużymy ostatnim namaszczeniem i dobrym słowem... ale tak na dobrą sprawę, to wolelibyśmy ruszyć dalej... mamy sprawy nie cierpiące zwłoki - rzekł uprzejmie acz stanowczo Faceman, odciągając Lobo na stronę.
- Psst... ojcze Lobo... tam, w Azylu 13 umierają nasi ludzie, musimy dostarczyć im lekarstwa! Nie możemy ganiać się za jakimiś bandytami..
- Psst... ojcze Lobo... tam, w Azylu 13 umierają nasi ludzie, musimy dostarczyć im lekarstwa! Nie możemy ganiać się za jakimiś bandytami..
Rzeczywiście,nie był to ani komuch ani kosmita. Więzień był młodym mężczyzną o długich skołtunionych włosach i wyjątkowo niechlujnej brodzie. Ubrany w bliżej nieokreślonego koloru tunikę siedział przywiązany do krzesła i w ciasnym,pozbawionym okien pomieszczeniu rozsiewał intensywny smród niemytego ciała,potu i moczu.
Szeryf podszedł do niego i z obrzydzeniem na twarzy chwycił go pod brodę. Spojrzał na jego zakrwawioną nogę,widać trafiła go przypadkowa kula któregoś z mieszkańców i jego kompani pozostawili go na placu boju.
-Więc nazywasz się Trollem,tak?-zadał pytanie Marshal.
Schwytany spojrzał beznamiętnym wzrokiem na stróża prawa i napluł mu w twarz. Rozjuszony tą bezczelnością szeryf bez namysłu zdzielił Trolla w twarz,przewracając go wraz z krzesłem. Po chwili opamietał sie jednak.
-Zabiję go jak zrobi to ponownie-spojrzał w stronę azylantów.
-Wyglądacie cywilizowanie,może wy z nim pogadacie? Znam takich jak Ty-pacnął palcem w pierś kaznodziei.- Dzisiejsze czasy to dzicz,jest wojna ale ludzie Słowa Bożego nadal brzydzą sie przemocą. Pomów z nim,odwołaj sie do jego sumienia czy coś.
Szeryf podszedł do niego i z obrzydzeniem na twarzy chwycił go pod brodę. Spojrzał na jego zakrwawioną nogę,widać trafiła go przypadkowa kula któregoś z mieszkańców i jego kompani pozostawili go na placu boju.
-Więc nazywasz się Trollem,tak?-zadał pytanie Marshal.
Schwytany spojrzał beznamiętnym wzrokiem na stróża prawa i napluł mu w twarz. Rozjuszony tą bezczelnością szeryf bez namysłu zdzielił Trolla w twarz,przewracając go wraz z krzesłem. Po chwili opamietał sie jednak.
-Zabiję go jak zrobi to ponownie-spojrzał w stronę azylantów.
-Wyglądacie cywilizowanie,może wy z nim pogadacie? Znam takich jak Ty-pacnął palcem w pierś kaznodziei.- Dzisiejsze czasy to dzicz,jest wojna ale ludzie Słowa Bożego nadal brzydzą sie przemocą. Pomów z nim,odwołaj sie do jego sumienia czy coś.
Wejrzę w serce onego grzesznika, lecz jeśli okaże się siedliskiem złego, samotrzeć niezwłocznie odeślę go do piekła. Zostawcie nas samych
-kapłan pokłonił się, po czym spokojnym, dostojnym krokiem podszedł do trolla. Poczekał jeszcze, aż zgromadzeni opuszczą ich, po czym przysiadł obok jeńca, westchnął ciężko i przeciął jego więzy.
Natępnie oparł rękę na jego ramieniu, spojrzał mu głęboko w oczy i rzekł:
Szatan wyszedł z piekła i upomniał się o Nasze dusze, bracie. Komuchy i kosmiczne wynaturzenia ścigają się w walce o życie tych niewielu spośród nas, którzy ocaleli. Bóg wybrał nielicznych, by stawili czoła temu złu. Bracie jakże nie wstyd ci w tej godzinie próby występować przeciw swym rodakom, chrześcijanom. Cóż zyskasz swym gwałtem i przemocą, prócz potępienia? Nie ulegaj złudnej pokusie. Przetrwamy, bo Pan nas wybrał na swoich wojowników. Wstąp w szeregi Armii Zbawienia Bracie, w ten sposób ocalisz nie tylko swe umęczone ciało, ale i duszę.
-kapłan pokłonił się, po czym spokojnym, dostojnym krokiem podszedł do trolla. Poczekał jeszcze, aż zgromadzeni opuszczą ich, po czym przysiadł obok jeńca, westchnął ciężko i przeciął jego więzy.
Natępnie oparł rękę na jego ramieniu, spojrzał mu głęboko w oczy i rzekł:
Szatan wyszedł z piekła i upomniał się o Nasze dusze, bracie. Komuchy i kosmiczne wynaturzenia ścigają się w walce o życie tych niewielu spośród nas, którzy ocaleli. Bóg wybrał nielicznych, by stawili czoła temu złu. Bracie jakże nie wstyd ci w tej godzinie próby występować przeciw swym rodakom, chrześcijanom. Cóż zyskasz swym gwałtem i przemocą, prócz potępienia? Nie ulegaj złudnej pokusie. Przetrwamy, bo Pan nas wybrał na swoich wojowników. Wstąp w szeregi Armii Zbawienia Bracie, w ten sposób ocalisz nie tylko swe umęczone ciało, ale i duszę.
Ryzyk- fizyk, ale Lobo w razie czego do maluchów nie należy. Jak będzie trzeba, to go udusi.