Stara sala odpraw, poziom -2
Blizna odłożyła na sąsiedniej krzesełko wylizaną do czysta miskę, wsadziła do środka naczynia metalową łyżkę. Gęsta papka z alg nie miała co prawda najprzyjemniejszego smaku, ale trzeba było przyznać, że syciła głód. Dziewczyna napiła się przyniesionej w szklanej butelce wody i otarła z westchnieniem zadowolenia usta.
- Strasznie długo to trwa - burknęła zerkając przez przeszkloną ścianę do sąsiedniego pomieszczenia. Czwórka starszych Enklawy wciąż toczyła ożywioną rozmowę i chociaż zamknięte drzwi skutecznie tłumiły wszelkie dźwięki, widok samej gestykulacji rozmówców pozwalał mniemać, że nie była to bynajmniej okazjonalna pogawędka.
- Znowu na nas pokazuje - powiedział ściszonym głosem Zadzior, który uwinął się z własną porcją jedzenia znacznie szybciej od Blizny i który od dłuższej chwili nie odrywał wzroku od starszyzny. Blizna zerknęła w stronę Ostrego, po raz kolejny pokazującego palcem na Trzyłapkę i Pałę i potrząsającego z otwartą dezaprobatą głową. Księgarz najwyraźniej coś Ostremu tłumaczył, rozkładając bezradnie ramiona i spoglądając na milczącego Mędrca z proszącą miną.
- Nie wiem, czy powinniśmy się z tego cieszyć - skomentowała dziewczyna - Nie potrafią się dogadać. Kto wie, co Ostry tam wymyślił?
- Może chce zamknąć Pałę w izolatce? - zasugerował posępnym tonem Rzeźnik - Bo go pogryzło to coś? Może ten stwór przenosi jakieś choroby?
- Ja byłabym za izolatką nawet bez choroby - parsknęła Blizna marszcząc z odrazą nos. Jej reakcja była jak najbardziej zrozumiała, zważywszy na potworny fetor bijący od wystraszonego nie na żarty olbrzyma. Pilnująca go z ponurą miną Trzyłapka zerknęła w stronę Blizny z posępną miną, burknęła coś niezrozumiałego pod nosem.
- Destylat powinien był odkazić ranę - odezwał się znienacka Cichy, samotny łowca pilnujący siedzących w sali towarzyszy. Jako syn odległego kuzyna Ostrego, małomówny ciemnowłosy mężczyzna cieszył się solidną reputacją również wśród członków drugiej kasty, ponieważ w przeciwieństwie do wielu innych strażników Enklawy, nie obnosił się ze swą funkcją w arogancki sposób i nie traktował pośledniejszych mieszkańców podziemi z wyższością.
Zazwyczaj też zachowywał milczenie, ograniczając się do słuchania tego, co mówili inni.
- Rany nie są niebezpiecznie głębokie - dodał łowca pocieszającym tonem, ale Pała i tak natychmiast nerwowo się poruszył - Musisz tylko koniecznie się wykąpać, bo nikt z tobą długo nie wytrzyma.
- Idą tu! - syknął głośno Zadzior i wszyscy spojrzeli czym prędzej w stronę wejścia do drugiego pomieszcza. Otwierane drzwi zazgrzytały przeraźliwie i w progu stanął ponury Ostry.
- Cichy, pozwól do nas - powiedział starszy Enklawy przywołując łowcę do siebie.
Dyskusja w sąsiednim pomieszczeniu wciąż trwa w najlepsze. Wy w międzyczasie już się posililiście, a jeden z medyków opatrzył na nowo rany Pały przemywając je środkiem odkażającym.