27/ 11/ 2020, 05:04 czasu wschodnioazjatyckiego 6 km na południowy zachód od Smoleńska, Neorosja
Po raz setny chyba z rzędu Niedźwiedź rozłączył się nim Balbina zdołała coś powiedzieć. Doprowadzał ją tym do pasji.
POMOCY, MIELIŚMY WYPADEK, ZARAZ ZAMARZNIEMY!
Wygrywając marsza dzwoniącymi z zimna zębami Jelcynow ruszył w kierunku policjantów z uniesionymi rękoma. Światło dwóch latarek padło kolejno na twarze Borysa i Wasyla.
Motłoch szedł tuż za nim zaciskając za plecami gnata, gotów szybko załatwić sprawy po swojemu w razie konieczności.
Tania obserwowała okolicę, podążając wzrokiem za oddalającym się helikopterem wojsk ochrony pogranicza. Jelcynow przełknął ślinę, która wydawała się zamarzać w gardle. Spojrzał w kierunku terenówki, do której zaglądał jeden z medyków.
Sasza, dawaj tutaj, ktoś jeszcze jest w samochodzie! -kiwnął ręką na drugiego medyka, stojącego tuż przy policjantach.
Odgłos odbezpieczanego kałasznikowa poprzedził pytanie rzucone od strony latarek:
Kim jesteście? Co tu się stało? Odpowiadać!
Dwóch policjantów, dwóch medyków. Mała uwaga- Antyoślepiacz (kto ma) działa na zasadzie przesłony, stąd dwaj policjanci świecąc Motłochowi i Jelcynowowi po gałach oślepiają Was dość skutecznie. Nie są zbyt profesjonalni, jak oceniacie, stoją blisko siebie, z drogi schodzili nieostrożnie.
Medycy usiłują wydostać Swietłanę z pojazdu. Była pod wodą kilka minut. Raczej nie mogła tego przeżyć.
Oczekuję jasnych deklaracji, jak chcecie to rozegrać. Trup w wodzie, dymiący koksowniczek nieco dalej. Tania z dziurą na wylot w głowie- borgi tutaj, na wygwizdowie nie są codziennością, to z pewnością wymaga dobrych wyjaśnień (póki co założyłem, że Tania nie wychodzi). Nadto wasze spluwy.