PBF - Czarne złoto
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rogan stał z młotkiem w ręce i szeroko otwartymi ustami. To co się przed chwila wydarzył wprawiło go w stan głębokiego ogłupienia. Jednak wlot pojął zamiar Trzeciego i wyrwał z rąk właściciela oliwną latarnię i trzasnął z całej siły w kratkę odpływu.
Ostatnio zmieniony 07 lutego 2014, 10:14 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
Hawke ciągle nie mógł dojść do porządku z tym co się stało z futrzastym stworem, kiedy obok niego Rogan wyrwał latarnię właścicielowi i z zamaszystym ruchem rozbił na domniemanej głowie stwora ściekającej w kratkę odpływu.
- Jak to dobrze, że i piwo i wino jest zupełnie nie palne.
Przemknęło mu jeszcze szybko przez głowę.
- Jak to dobrze, że i piwo i wino jest zupełnie nie palne.
Przemknęło mu jeszcze szybko przez głowę.
"I ask only for an enemy worth fighting,
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer
and a cause worth fighting for."
- Spartan prayer
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"
Nath i Rogan omal nie przydeptali sobie wzajemnie stóp tłocząc się przy wylocie ściekowej kratki i krzesząc iskry nad rozlaną zawartością olejnej lampki. Z odpływu natychmiast buchnął długi płomień, a zaraz po nim ostry swąd palącego się oleju i gęste kłęby dymu.
- Obyś zgorzał ze szczętem, psi synu! - wrzasnął dziko Stryker, podskakując w miejscu na widok ogników. Dobiegające z piwniczki, łoskoty, krzyki, trzaski i wrzaski musiały wzbudzić nielichy popłoch na parterze, gdyż w górze kamiennych schodków jęli się tłoczyć strwożeni pachołkowie i dziewczęta obsługujące gości, pokrzykując coś niespokojnie, ale nie ważąc się zejść na dół. Wciąż zroszony zimnym potem właściciel huknął na nich chrapliwie, wcale nie przynosząc swym pracownikom spokoju ducha.
- Cofnij się od niego! - brat Murdoch wyrósł znienacka u boku Vaina, mierząc sztychem miecza prosto w pierś oniemiałego Strykera - Cofnij się czym prędzej, chłopcze!
- Panie, co wy? - wykrztusił zdezorientowany Grzmociciel patrząc szeroko otwartymi oczami na wycelowane w siebie ostrze - Przecie tego cudaka już nie ma!
- Opryskał cię?! - krzyknął półgłosem drugi rycerz - Masz na sobie esencję nieczystego?!
Nathaniel przeniósł swe spojrzenie na wilgotne od oleistej cieczy przedramię, czując znienacka lodowaty dreszcz na plecach.
- Przecie widziałeś, że go ochlapał! - sarknął Murdoch przeszywając młodzieńca oczami - Strasznie źle się zdarzyło, strasznie źle!
Nath i Rogan omal nie przydeptali sobie wzajemnie stóp tłocząc się przy wylocie ściekowej kratki i krzesząc iskry nad rozlaną zawartością olejnej lampki. Z odpływu natychmiast buchnął długi płomień, a zaraz po nim ostry swąd palącego się oleju i gęste kłęby dymu.
- Obyś zgorzał ze szczętem, psi synu! - wrzasnął dziko Stryker, podskakując w miejscu na widok ogników. Dobiegające z piwniczki, łoskoty, krzyki, trzaski i wrzaski musiały wzbudzić nielichy popłoch na parterze, gdyż w górze kamiennych schodków jęli się tłoczyć strwożeni pachołkowie i dziewczęta obsługujące gości, pokrzykując coś niespokojnie, ale nie ważąc się zejść na dół. Wciąż zroszony zimnym potem właściciel huknął na nich chrapliwie, wcale nie przynosząc swym pracownikom spokoju ducha.
- Cofnij się od niego! - brat Murdoch wyrósł znienacka u boku Vaina, mierząc sztychem miecza prosto w pierś oniemiałego Strykera - Cofnij się czym prędzej, chłopcze!
- Panie, co wy? - wykrztusił zdezorientowany Grzmociciel patrząc szeroko otwartymi oczami na wycelowane w siebie ostrze - Przecie tego cudaka już nie ma!
- Opryskał cię?! - krzyknął półgłosem drugi rycerz - Masz na sobie esencję nieczystego?!
Nathaniel przeniósł swe spojrzenie na wilgotne od oleistej cieczy przedramię, czując znienacka lodowaty dreszcz na plecach.
- Przecie widziałeś, że go ochlapał! - sarknął Murdoch przeszywając młodzieńca oczami - Strasznie źle się zdarzyło, strasznie źle!
A z odpływu bucha gryzący w oczy dym...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Co wy gadacie? Przecie to tylko na kurtce trochę... - Stryker wystraszył się słuchając złowrogiej i niezrozumiałej diagnozy rycerzy. Co odskoczenia od kanału, to dwa razy nie trzeba było powtarzać. Smród unoszący się ze ściekowej kratki był wystarczającym bodźcem aby jak najszybciej oddalić się i to jak najdalej od jego żródła
Czyżby MG postanowił pozbyć się nadliczbowego gracza?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"
Towarzysz Murdocha pochwycił zwinnym ruchem jakąś niezbyt dużą beczułkę i z trzaskiem ustawił ją tuż przed nosem Strykera, szacując pojemnik badawczym spojrzeniem.
- Ta się nada w sam raz, byle jeno nie było już za późno, synu - wyrzucił z siebie ujmując rękojeść miecza obiema rękami - Kładź rękę na beczce, sprawdzi się lepiej od rzeźnickiego pieńka. Brat Murdoch biegły jest w opatrywaniu ran, możesz pokładać ufność w tym, że nie pozwoli cię się wykrwawić na śmierć.
- Czcigodny, co wy?! - w okrzyku struchlałego właściciela tawerny zadźwięczała prawdziwa histeria - Co czynicie?!
- Trza biedakowi rękę odjąć i to od razu, najlepiej powyżej łokcia - dźwięk słów Murdocha przeszył wszystkich Grzmocicieli czystą zgrozą - Cząstka skrzatucha mogła wniknąć w jego ciało i skazić je bezpowrotnie. Ty tam, nie gap się jak jaki wiejski głupek, jeno wsadź druhowi w gębę jakiś kołek, coby mógł zęby zagryźć. A ty czego czekasz?! Kładź rękę na beczce, nim będzie za późno!
- A nogawice od czego masz mokre? - drugi kościelny rycerz zdawał się wręcz dygotać z niecierpliwości, by czym prędzej uratować przed zgubą nieśmiertelną duszę Strykera - Od tego piwa, co się się rozlało czyś w portki popuścił?! Jeśli jeno to, nie ma się czego lękać, wszelako jeśli to esencja skrzatucha, trza ci będzie po ręce odjąć nogi wraz z przyrodzeniem!
Towarzysz Murdocha pochwycił zwinnym ruchem jakąś niezbyt dużą beczułkę i z trzaskiem ustawił ją tuż przed nosem Strykera, szacując pojemnik badawczym spojrzeniem.
- Ta się nada w sam raz, byle jeno nie było już za późno, synu - wyrzucił z siebie ujmując rękojeść miecza obiema rękami - Kładź rękę na beczce, sprawdzi się lepiej od rzeźnickiego pieńka. Brat Murdoch biegły jest w opatrywaniu ran, możesz pokładać ufność w tym, że nie pozwoli cię się wykrwawić na śmierć.
- Czcigodny, co wy?! - w okrzyku struchlałego właściciela tawerny zadźwięczała prawdziwa histeria - Co czynicie?!
- Trza biedakowi rękę odjąć i to od razu, najlepiej powyżej łokcia - dźwięk słów Murdocha przeszył wszystkich Grzmocicieli czystą zgrozą - Cząstka skrzatucha mogła wniknąć w jego ciało i skazić je bezpowrotnie. Ty tam, nie gap się jak jaki wiejski głupek, jeno wsadź druhowi w gębę jakiś kołek, coby mógł zęby zagryźć. A ty czego czekasz?! Kładź rękę na beczce, nim będzie za późno!
- A nogawice od czego masz mokre? - drugi kościelny rycerz zdawał się wręcz dygotać z niecierpliwości, by czym prędzej uratować przed zgubą nieśmiertelną duszę Strykera - Od tego piwa, co się się rozlało czyś w portki popuścił?! Jeśli jeno to, nie ma się czego lękać, wszelako jeśli to esencja skrzatucha, trza ci będzie po ręce odjąć nogi wraz z przyrodzeniem!
Mniemam, że powyższy wpis wywarł stosowne wrażenie na Strykerze! Ciekaw też jestem reakcji...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rogan nie zdążył się pozbyć ogłupiałego wyrazu twarzy po spotkaniu przedziwnego stworka, a tu znowu rewelacje z koniecznością amputacji kończyn.
- Niech się chłopak spirytusu napije to z niego wszelakie plugastwa wyparują. Jak trza to się nim go i natrze. Ciachać nie ma co, bo przecia nie odrośnie.
Gadał zmieszany Vain zastanawiając się czy aby nie dać rycerzom po łbach i nie ulotnić się z miasta. W końcu fanatyzm jest groźny w każdej postaci.
- Niech się chłopak spirytusu napije to z niego wszelakie plugastwa wyparują. Jak trza to się nim go i natrze. Ciachać nie ma co, bo przecia nie odrośnie.
Gadał zmieszany Vain zastanawiając się czy aby nie dać rycerzom po łbach i nie ulotnić się z miasta. W końcu fanatyzm jest groźny w każdej postaci.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"
Trzeci nie miał pojęcia, czy wybawił go wdzierający się w płuca rycerzy cuchnący dym czy też w przesyconej przerażeniem atmosferze piwniczki unosiły się jakieś wapory będące pozostałością po ulotnionym w zdumiewający sposób stworze, ale zarówno Murdoch jak i drugi z Rycerzy Proroka stracili znienacka równowagę upuszczając na kamienną posadzkę swe miecze. Niedoszły obcinacz członków zgiął się wpół łapiąc jedną ręką za brzuch i wydając z siebie jakieś dziwaczne charczenie, brat Murdoch zaś osunął się plecami po ścianie przykładając do twarzy dłonie i zakrywając nimi usta.
Poczciwy właściciel tawerny tego już nie wytrzymał. Nie bacząc na poruszającego się niemrawo pod swymi nogami Bancrofta korpulentny mężczyzna przewrócił oczami i wypuściwszy z płuc głęboki dech upadł na posadzkę tracąc z wrażenia przytomność.
Mrugający rozpaczliwie oczami Leto stęknął głucho, kiedy niemały ciężar ciała gospodarza przygniótł go bez ostrzeżenia do podłogi.
- Co tam się dzieje?! - z góry zatłoczonych schodów dobiegł czyjś strwożony głos, kobiecy i bardzo młody - Co w y tam wyczyniacie, tatku?
Klnący pod nosem Bannister pozbierał się w końcu z chłodnej podłogi, pocierając palcami dłoni nabitego klepką guza i gapiąc się jednocześnie szeroko otwartymi oczami na porażonych jakimiś strasznymi spazmami Rycerzy Proroka.
Trzeci nie miał pojęcia, czy wybawił go wdzierający się w płuca rycerzy cuchnący dym czy też w przesyconej przerażeniem atmosferze piwniczki unosiły się jakieś wapory będące pozostałością po ulotnionym w zdumiewający sposób stworze, ale zarówno Murdoch jak i drugi z Rycerzy Proroka stracili znienacka równowagę upuszczając na kamienną posadzkę swe miecze. Niedoszły obcinacz członków zgiął się wpół łapiąc jedną ręką za brzuch i wydając z siebie jakieś dziwaczne charczenie, brat Murdoch zaś osunął się plecami po ścianie przykładając do twarzy dłonie i zakrywając nimi usta.
Poczciwy właściciel tawerny tego już nie wytrzymał. Nie bacząc na poruszającego się niemrawo pod swymi nogami Bancrofta korpulentny mężczyzna przewrócił oczami i wypuściwszy z płuc głęboki dech upadł na posadzkę tracąc z wrażenia przytomność.
Mrugający rozpaczliwie oczami Leto stęknął głucho, kiedy niemały ciężar ciała gospodarza przygniótł go bez ostrzeżenia do podłogi.
- Co tam się dzieje?! - z góry zatłoczonych schodów dobiegł czyjś strwożony głos, kobiecy i bardzo młody - Co w y tam wyczyniacie, tatku?
Klnący pod nosem Bannister pozbierał się w końcu z chłodnej podłogi, pocierając palcami dłoni nabitego klepką guza i gapiąc się jednocześnie szeroko otwartymi oczami na porażonych jakimiś strasznymi spazmami Rycerzy Proroka.
Spróbujcie sobie wyobrazić tę namacalną grozę sytuacji! Odpowiednie wstawki fabularne będą rzecz jasna szczodrze nagrodzone po zakończeniu tej wstrząsającej przygody!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Stryker nie miał zamiaru rozstawać się jakąkolwiek częścią ciała. Cofnął się przerażony wystawiając przeciw wszystkim trzymaną w ręku butelkę z wprawą świadczącą o wielkiej wprawie, zarówno w przechylaniu butelek jak i fechtowaniu bronią białą:
- Po moim trupie kurwa! Żywcem mnie weźmiecie! Klnę się na Morrowa, że który się do mnie zbliży to ubiję jak psa!
Watek techniczny
Sorry, nie mogłem wcześniej napisać.
- Po moim trupie kurwa! Żywcem mnie weźmiecie! Klnę się na Morrowa, że który się do mnie zbliży to ubiję jak psa!
Watek techniczny
Sorry, nie mogłem wcześniej napisać.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"
Dziwne konwulsje obu rycerzy nieco ustało, chociaż z ich przesłoniętych dłońmi ust wciąż płynęły niezrozumiałe dźwięki. Wpatrzony szeroko otwartymi oczami w swych niedoszłych oprawców Nathaniel oniemiał jeszcze bardziej uświadamiając sobie znienacka, czym owe dźwięki tak naprawdę były.
- Wybacz, wszelako nie zdołałem się powstrzymać - wyrzucił z siebie brat Bryson Murdoch z komandorii Rycerzy Proroka w Divinium, zanosząc się szaleńczym śmiechem, który pospołu odebrał mu wcześniej mowę i wycisnął z oczu łzy - Gdybyś tylko widział swoją twarz! Jeśliś teraz nie narobił w portki, to już pewnie nic cię na śmierć nie przerazi!
- Posoka skrzatucha nic ci nie uczyni, to były jeno takie niewinne krotochwile - zdołał wydusić z siebie po gnącym sylwetkę wpół ataku śmiechu drugi kościelny służbita, podnosząc się z klęczek i wsuwając do pochwy miecz - I niech ktoś zagasi ten płomień, bo się tu jeszcze podusimy od dymu.
Murdoch schował własną broń, przydeptał odpływ w próbie zduszenia płomieni.
- Ogień się go nie ima, żmijowego paskudę - oznajmił wciąż nie potrafiąc się powstrzymać od chichotu, który zdumionym Grzmocicielom tak dalece nie pasował do wyobrażenia zakonnych rycerzy, że wręcz budził oburzenie - Ale tutaj już nie wróci, za bardzo będzie się bał. Słusznie się obawialiśmy, że ów żołnierz na górze padł ofiarą uroku. Prawdziwe to utrapienie z tymi skrzatuchami, również w miastach.
Murdoch obejrzał się na wciąż milczących ze zdumienia Grzmocicieli, wskazał im dłonią leżącego nieruchomo na Bancrofcie gospodarza.
- Ocućcie tego biedaka i zabierzcie na górę, zanim wybuchnie tam jeszcze większa panika.
Dziwne konwulsje obu rycerzy nieco ustało, chociaż z ich przesłoniętych dłońmi ust wciąż płynęły niezrozumiałe dźwięki. Wpatrzony szeroko otwartymi oczami w swych niedoszłych oprawców Nathaniel oniemiał jeszcze bardziej uświadamiając sobie znienacka, czym owe dźwięki tak naprawdę były.
- Wybacz, wszelako nie zdołałem się powstrzymać - wyrzucił z siebie brat Bryson Murdoch z komandorii Rycerzy Proroka w Divinium, zanosząc się szaleńczym śmiechem, który pospołu odebrał mu wcześniej mowę i wycisnął z oczu łzy - Gdybyś tylko widział swoją twarz! Jeśliś teraz nie narobił w portki, to już pewnie nic cię na śmierć nie przerazi!
- Posoka skrzatucha nic ci nie uczyni, to były jeno takie niewinne krotochwile - zdołał wydusić z siebie po gnącym sylwetkę wpół ataku śmiechu drugi kościelny służbita, podnosząc się z klęczek i wsuwając do pochwy miecz - I niech ktoś zagasi ten płomień, bo się tu jeszcze podusimy od dymu.
Murdoch schował własną broń, przydeptał odpływ w próbie zduszenia płomieni.
- Ogień się go nie ima, żmijowego paskudę - oznajmił wciąż nie potrafiąc się powstrzymać od chichotu, który zdumionym Grzmocicielom tak dalece nie pasował do wyobrażenia zakonnych rycerzy, że wręcz budził oburzenie - Ale tutaj już nie wróci, za bardzo będzie się bał. Słusznie się obawialiśmy, że ów żołnierz na górze padł ofiarą uroku. Prawdziwe to utrapienie z tymi skrzatuchami, również w miastach.
Murdoch obejrzał się na wciąż milczących ze zdumienia Grzmocicieli, wskazał im dłonią leżącego nieruchomo na Bancrofcie gospodarza.
- Ocućcie tego biedaka i zabierzcie na górę, zanim wybuchnie tam jeszcze większa panika.
...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Stryker sapnął z jednej strony z ogromą ulgą, bo był gotów do ostatniego tchnienia bronić swej ręki, to wiedział, że dwóm rycerzom by nie sprostał, nie wspominając już o swoich kamratach, którzy mogliby jeszcze pomóc oprawcom w błędnym poczuciu niesienia pomocy Nathowi. Z drugiej strony sapnięcie było ujściem rosnącej złości, że stał się obiektem drwiny:
- Nie, nie godzi się rycerzom takich krotchwil czynić przeciw Morrowicie prawemu. - wytknął poruszony, pokazując dobitnie butelkę z winem i czyniąc groźną minę: - Toć ja mógł przywiedziony do desperacji Was wszystkich tą flaszką pocharatać i wtedy co? Poszedłby do lochu na resztę życia za rycerską krotochwilę.
- Nie, nie godzi się rycerzom takich krotchwil czynić przeciw Morrowicie prawemu. - wytknął poruszony, pokazując dobitnie butelkę z winem i czyniąc groźną minę: - Toć ja mógł przywiedziony do desperacji Was wszystkich tą flaszką pocharatać i wtedy co? Poszedłby do lochu na resztę życia za rycerską krotochwilę.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Człowiek z bagien dla nie poznaki także śmiał się z żartu rycerzy. Dobrze się stało, że to jedynie żart, bo już planował ich ogłuszanie. No, ale przecież nikt o tym wiedzieć nie musi. Przydałoby się jakieś zadość uczynienie za takie traktowanie. Rogan jednak nie myślał czekać na inicjatywę żartownisiów tylko sam szuka sposobności, żeby zwinąć ze dwie butelki wina i cisnąć je sobie za pasek pod płaszczem.
- Daj spokój Trzeci przecia po dobrej walce trza sobie jakowąś radość uczynić. Nie masz ni krzty humoru.
- Daj spokój Trzeci przecia po dobrej walce trza sobie jakowąś radość uczynić. Nie masz ni krzty humoru.
Ostatnio zmieniony 08 lutego 2014, 11:12 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Wielcem rad, że to krotochwila jeno była, rzekł Reynard wygrzebując się spod desek.
Teraz czas nam na spoczynek, pożegnamy się ładnie z rycerzami i karczmarzem i spać chodźmy. Rano mus nam wstawać.
Teraz czas nam na spoczynek, pożegnamy się ładnie z rycerzami i karczmarzem i spać chodźmy. Rano mus nam wstawać.
Ostatnio zmieniony 08 lutego 2014, 15:56 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.